Biblioteczka Football Patriot: E. Cherezińska „Legion”.

„Kompania braci”. Jeden z najlepszych seriali jakie było mi w życiu dane oglądać. Oparta na książce Stephena E. Ambrose’a  historia amerykańskiej kompanii E 506 Pułku 101 Dywizji Powietrznodesantowej. Kompanii która walczyła w czasie II Wojny Światowej zaczynając od lądowania na plażach Normandii, poprzez operację „Market Garden”, ofensywę w Ardenach, kończąc na zdobyciu „Orlego Gniazda Hitlera”. Następnie Tom Hanks i Steven Spielberg wzięli się za sfilmowanie tej historii z czego wyszedł istny majstersztyk. Wspominam o tym serialu dlatego że zawsze marzyłem o tym by Polacy mogli stworzyć podobny obraz. A w historii II WŚ na ziemiach polskich znajdowała się również formacja, która napisała tak epicką opowieść, że na jej kanwie można by stworzyć równie pasjonujący serial. Piszę tutaj oczywiście o „Brygadzie Świętokrzyskiej” Narodowych Sił Zbrojnych. I tak jak Ambrose stworzył podkładkę pod „Band of Brothers” tak i w Polsce powstała już przed trzema laty książka, która jest wręcz gotowym scenariuszem dla ewentualnych, przyszłych twórców  rodzimej produkcji.

Czytaj dalej „Biblioteczka Football Patriot: E. Cherezińska „Legion”.”

2016 czyli najlepszy rok polskiego futbolu w XXI wieku.

Rok 2016 pomału dobiega końca. A jak wiadomo, koniec roku to czas wszelkich podsumowań.  O takowe można pokusić się już w kontekście kadry Adama Nawałki. Ta bowiem zremisowanym meczem ze Słowenią we Wrocławiu zakończyła już tegoroczne zmagania.

Zeszły rok kończyliśmy uradowani, bowiem nasza kadra wywalczyła awans na czerwcowy czempionat we Francji. Zarazem większość Polski głęboko wierzyła że oto mamy wreszcie kadrę, która nie skompromituje się na wielkim turnieju. Niektórzy szli w swoich osądach jeszcze dalej wieszcząc naszym reprezentantom wielkie sukcesy.  Balonik rósł i rósł osiągając przed samym turniejem niebotyczne rozmiary. Ale może po kolei…

Pierwsze mecze kadrowicze rozegrali w marcu. Na szczęście Zbigniew Boniek zakończył erę rozgrywania spotkań towarzyskich poza terminami FIFA dzięki czemu unikamy nie wnoszących nic sparingów rozgrywanych w styczniu gdzieś na Cyprze czy innej Malcie. Zmniejsza to też szansę na to by przeciętniacy z polskiej ekstraklasy  mieli okazję do zakładania trykotu w narodowych barwach. Ta bezcelowa praktyka rozgrywania meczów zimą doprowadziła do tego, że byłymi reprezentantami kraju nazywać siebie mogą chociażby Bartosz Rymaniak czy Piotr Kuklis… Jak dla mnie był to brak szacunku dla koszulki z orzełkiem na piersi. No ale powróćmy do tematu. Zaczęliśmy rok 2016 meczami towarzyskimi z Serbią i Finlandią. Obydwa zakończyliśmy zwycięsko i tak jak mecz z ekipą z Bałkanów, mimo że zakończony wygraną 1-0 mógł być odbierany z pewnymi obawami, gdyż wygrana była sumą również dużej dozy szczęścia tak mecz z ekipą ze Skandynawii to był pokaz możliwości tej kadry w pełnej krasie. Finlandia została rozbita aż 5-0 z dobrej strony pokazali się w tym meczu również piłkarze, którzy mieli stanowić nasze odwody na Euro. Dwie bramki strzelił Wszołek, jedną dołożył Starzyński z dobrej strony pokazał się Salamon a Grosicki silnie zaakcentował fakt, że należy już go rozpatrywać jako jeden z głównych elementów reprezentacyjnej układanki. Ze spokojem mogliśmy więc czekać na ostatnie szlify przed francuską przygodą. A Football Patriot pisał na blogu po tych meczach tak:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/04/09/o-zdjetej-klatwie-internetowych-napinaczach-i-wrozeniu-z-fusow/

Niestety wspomniane ostatnie szlify nie wypadły już tak okazale. Przegraliśmy w Gdańsku z pogrążoną w marazmie reprezentacją Holandii 1-2. No cóż, Holandia mimo wszystko nadal pozostaje Holandią i cały czas należy się z nią liczyć. Jednakże Litwinów nigdy nie można było rozpatrywać zbyt serio w kontekście piłki nożnej. Ci jednak w meczu, który był ostatecznym sprawdzianem przed inaugurującym Mistrzostwa Europy starciem z Irlandią Północną odważyli się zremisować z nami 1-1 po beznadziejnym meczu, który ranił oczy polskich kibiców. Nam pozostało zastanawiać się tylko czy jest to zasłona dymna przed turniejem, wypadkowa ciężkich przygotowań kadry w Arłamowie czy może zwiastun kolejnego beznadziejnego turnieju w wykonaniu „Biało-czerwonych”?

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/07/sflaczaly-balonik-czyli-podsumowanie-ostatnich-sparingow-kadry/

Aż wreszcie nadeszło długo wyczekiwane Euro. Pełne nadziei ale również pełne obaw. Media zwariowały. Momentami miałem wrażenie że najchętniej ktoś zrobiłby reality show śledząc naszą kadrę za pomocą dziesiątek kamer porozmieszczanych kolejno w Arłamowie a potem w La Baule, które było bazą wypadową nasze Repry we Francji.  Szał i namaszczenie tych transmisji niczym za czasów pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Balon z oczekiwaniami w rozmiarze tych, które przykrywają korty tenisowe.  Balon rozpięty nad reprezentacją Nawałki i wystarczy jedna mała szpileczka wbita przez Irlandczyków by zawarte w nim ekskrementy wylały im się na głowę. Strasznie obawiałem się meczu z wyspiarzami. Strasznie dłużyły się dni, godziny, minuty do meczu. Jednak z biegiem czasu jakoś dziwnie się uspokajałem. Szczególnie gdy dowiedziałem się że Michael O’Neill ma zamiar schować się przed naszą kadrą za podwójną gardą wstawiając do składu 10 graczy usposobionych defensywnie. W końcu w czym groźny może być taki zespół? I poniekąd była to prawda bo Irlandczycy nie zagrozili naszej bramce praktycznie ani razu. My jednak też bardzo długo męczyliśmy się z rozbiciem zielonego muru.  Dokonał jednak tego … o przewrotny losie … Arek Milik, który koniec końców i tak był antybohaterem Mistrzostw. Wygranym tamtego spotkania był bez wątpienia Bartek Kapustka, który bez kompleksów biegał po boisku Allianz Riviera jeszcze jako pomocnik Cracovii.  Faza grupowa minęła jak z bicza strzelił i jak burza przeszli ją Polacy (Ciężkim to zadaniem nie było bo z 24 zespołów fazę grupową przechodziły aż 2/3).  Mecz z Niemcami, czyli kolejny w którym z Mistrzami Świata zagraliśmy zupełnie bez kompleksów. Po tym meczu Michał Pazdan z szarego przecinaka, nawet nie do końca pasującego do tego świata futbolu na najwyższym poziomie przeistoczył się jedną z największych gwiazd tej reprezentacji.  Mecz w którym zagrał niczym Fabio Cannavaro na Mundialu w Niemczech. Antybohaterem Milik nie trafiający w piłkę w dogodnych sytuacjach.  Mecz z Ukraińcami przypominał ten z marca z Serbami. Przeciwnik niby miał przewagę, niby nam częściej zagrażał ale ostatecznie dostał bramkę i już się nie podniósł. Domena zespołu Nawałki, czyli sporo szczęścia… a wiadomo komu sprzyja szczęście. Bohaterem Błaszczykowski wbijający Ukraińcom gwoździa łudząco podobnego do tego, którego 4 lata wcześniej zaaplikował Rosjanom. 7 punktów, dwie wygrane i remis, brak straconej bramki po fazie grupowej. W świetnym stylu zrobiliśmy już w tym momencie swoje we Francji. Los przydzielił nam Szwajcarów jako przeciwników w 1/8. Przeciwnik o podobnych skills’ach do naszych. Kolejny mecz, który przejdzie do historii naszej piłki. Najpierw prowadzenie za sprawą Kuby, stającego się symbolem i wzorem piłkarza, który powinien reprezentować barwy narodowe.  Gdy minuty dzieliły nas od wygranej Shaqiri pięknymi nożycami pakuje nam gola, moim zdaniem najładniejszego w całym turnieju. Opadamy z sił. W dogrywce dominują Helweci. Cuda w bramce w tym meczu wyprawia Fabiański, który do Francji przyjechał jako numer dwa i skorzystał na kontuzji Szczęsnego, który mógł mieć deja vu z Euro 2012. Doczłapaliśmy do karnych. Tam pięć wykorzystanych po profesorsku „jedenastek”. Z drugiej strony myli się Xhaka i świętujemy awans do ósemki najlepszych zespołów Starego Kontynentu. Piękny sen trwa. W ćwierćfinale Portugalczycy, którzy przez Euro ślizgają się strasznie. Nie wygrali jeszcze meczu w 90 minut. Z Polakami jak się okazało też nie potrafili. Bramkę ukłuliśmy już po trzech minutach. W końcu przełamuje się Lewy. Nasza kadra miała wielu bohaterów na tym turnieju, ale akurat on był raczej w drugim szeregu (brzmi to w tym momencie absurdalnie, wiem). Niestety pół godziny później Renato Sanches po rykoszecie doprowadza do wyrównania. Mecz walki. Mało sytuacji. Zresztą całe francuskie Euro nie robiło jakiegoś wielkiego wrażenia pod względem prezentowanego na nim poziomu piłkarskiego.  Postronny kibic raczej starciem Polska-Portugalia się wynudził. Ale nas to nie obchodzi. Dla nas ten mecz był niesamowity. Znów gramy jak równy z równym z tymi wielkimi. Znów doprowadzamy do rzutów karnych. Niestety Kuba Błaszczykowski marnuje swoją próbę, Portugalczycy wykorzystują wszystko. Żal, smutek. Nie, nie dlatego że odpadliśmy. Żal tych chłopaków, tak po ludzku, po prostu. Są naszymi bohaterami. Kapustka grający bez kompleksów, Pazdan nie do przejścia dla rywali, Fabian, który popłakał się przed kamerami po karnych z Portugalią czy Kuba, który marnując swój strzał wręcz przysporzył sobie dodatkowej sympatii. Zresztą słusznie bo był na tym Euro najlepszy z naszych. Wytrzymali, już wtedy ten rok mogliśmy obwieścić udanym. Doszli do ćwierćfinału a i tak czuliśmy niedosyt. To mówi wszystko. W półfinale czekała Walia, która była spokojnie do ogrania. Zresztą zrobili to Portugalczycy, a potem ograli Francję i sięgnęli po tytuł.  Ale balon nie pękł. Jechali z olbrzymim bagażem oczekiwań. Myślę że nasycili wszystkich a nawet rozbudzili apetyty na więcej.

Tutaj garść wpisów, które zamieszczałem w czasie trwania turnieju:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/12/polska-irlandia-polnocna-odprawa-przedmeczowa/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/21/witajcie-w-nowej-rzeczywistosci-jestesmy-polska-sila/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/22/o-sukcesie-30lecia-pilkarskiej-tozsamosci-i-o-tym-kto-ma-w-kadrze-cojones/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/30/fuck-calm-die-in-battle/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/07/01/dumni-po-zwyciestwie-wierni-po-porazce-zasluzyliscie-na-valhalle/

I nadeszła jesień. Czyli historia najnowsza. Kampania eliminacyjna do ruskiego Mundialu. Do grupy byliśmy losowani dopiero z trzeciego koszyka ale z biegiem czasu zostaliśmy koronowani na faworytów tej grupy. Duńczyków we Francji nie było wcale, Rumuni byli ale nawet nie wyszli z grupy. Z drugiej jednak strony za przeciwników mamy jeszcze solidną Czarnogórę i niby outsiderów, ale z terenów na których gra się zawsze piekielnie ciężko czyli Kazachów i Ormian. I już pierwszy mecz pokazał że faktycznie, taryfy ulgowej nie będzie.  Co prawda nic tego nie zapowiadało. Na boisku w Astanie po pierwszej połowie pewnie prowadziliśmy 2:0 ale druga połowa skończyła się trzęsieniem ziemi. Już w pierwszym kwadransie drugiej połowy dwukrotnie ukłuł nas odpalony swego czasu z Korony Kielce Siergiej Chiżniczenko. Potem na boisku było więcej zapasów niż futbolu, Kazachowie prowokowali, nasi dawali się wciągać w głupie gry. Kamil Glik leczył rywali niczym Zbyszek Nowak – https://www.youtube.com/watch?v=nYa79Kd-DDQ. Nikt nie myślał już o strzelaniu bramek. W pierwszym meczu po jakże udanym Euro sensacyjne 2:2 na końcu Europy (jakiej k**wa Europy?!).

Przyszedł październik. Dwumecz na narodowym. Najpierw miało być starcie z najgroźniejszymi obok nas w grupie Duńczykami a potem spacerek z Armenią. Plany się jednak trochę popieprzyły. Najpierw było 45 minut spacerku z Duńczykami. Po 50 minutach golimy ich 3:0 a potem powtórka z rozrywki. Dajemy sobie wbić dwa gole. To znaczy jednego sobie sami wbijamy a konkretniej Glik. Następnie Duńczyk o tradycyjnym duńskim imieniu Youssuf i równie tradycyjnej dla tego regionu ciemnej karnacji doprowadza do 3:2. Na szczęście w porównaniu ze spotkaniem w Astanie mamy gola zapasu i dowozimy 3 punkty do mety. Potem następuje mecz jakiego nie pamiętam od czasów Fornalika. No ok, wczesny Nawałka też nie wyglądał najlepiej. Takiego męczenia buły w wykonaniu naszej repry nie widziałem dawno. Oczy po meczu wręcz mi krwawiły. Bicie głową w ścianę, drapanie paznokciami we wieko zasypanej trumny. Gramy 2/3 meczu w przewadze ale Ormianie bronią się jakby od wyniku tej gry zależało ich życie a Polacy są jak dzieci we mgle. Gdy w końcu zdobywamy gola to Armenia natychmiastowo kontruje nas i strzela na 1:1. I gdy już się wydawało że stracimy punkty z kolejnym słabeuszem i to na własnym stadionie do gry znów wszedł on. Święty Robert z Monachium czuwał nad nami swoją opatrznością pozwalając nam w ostatniej minucie wyłuskać trzy punkty. Wcześniej Hat-trick z Duńczykami, teraz zaniesienie nas na własnym garbie w kierunku wygranej. Po słabszym Euro ten facet znowu stanowi dla nas 50% wartości zespołu (a może i więcej?). Jednak prasa nie zostawia na kadrze po tym meczu suchej nitki, a dodatkowo wybucha afera. Teodorczyk zarzygał hotel w czasie zgrupowania, co może tłumaczyć jego beznadziejną dyspozycję w spotkaniu z Ormianami. Kompanem do butelki Boruc. A to tylko dwa nazwiska z ponoć długiej listy piłkarzy melanżujących przed starciem z Ormianami. Tąpnięcie. Do tej pory drużyna, która przez długi czas wydawała się nieskazitelna, nieskalanie czysta, była naszą dumą i chlubą okazuje się niczym nie różnić od poprzednich wcieleń kadry narodowej. Nawałka załatwił to jednak na chłodno, dał wszystkim ostatnie ostrzeżenie i kazał zapomnieć o sprawie, nie było wyciągania winnych za uszy. Jednakże zaufanie u kibiców mogła odbudować tylko na powrót dobra gra piłkarzy z orłem na piersi. I piłkarze zrobili to najlepiej jak tylko mogli. Przekonywujące zwycięstwo nad Rumunami w Bukareszcie, zespół Christopha Dauma kompletnie zdominowany. Jedyne zagrożenie w Rumunii powstawało tylko wtedy gdy z trybun leciały na murawę petardy. Jednak RL9 gra jak natchniony w każdych warunkach i nawet stan wojenny na trybunach i lecące w jego stronę „achtungi” nie wyprowadziły go z równowagi. Do jego dwóch trafień, przepiękny rajd dorzucił Grosicki, który w stylu Maradony minął rumuńską defensywę niczym narciarskie tyczki. Wielka Kadra wróciła w najlepszym stylu i nawet kopanina rodem z polskiej ekstraklasy w meczu towarzyskim ze Słowenią tego nie zmieniła.

Ćwierćfinał Euro. Tylko jedna porażka w 14 meczach w tym roku. Fotel lidera grupy eliminacyjnej po 4 meczach z 10 punktami na koncie. Taki jest obraz polskiej kadry na koniec 2016 roku. Obraz na który możemy patrzeć z optymizmem, być może jeszcze większym niż rok temu. Do tego Lewy kolejny raz nominowany do „Złotej piłki”, „moda” na polskich piłkarzy w czasie okienka transferowego owocująca rekordowymi kwotami płaconymi za Krychowiaka, Milika czy Zielińskiego. Awans polskiego zespołu po 20 latach do Ligi Mistrzów. Coraz pewniejsze pozycje polskich piłkarzy w swoich klubach na zachodzie. Tak, zdarzają się cały czas błędy. Mecze tak beznadziejne jak ten z Armenią … ale klasową drużynę poznaje się po tym że nawet gdy gra kompletny piach to potrafi ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. A Polacy udowodnili niejednokrotnie że tak potrafią. Mówiąc pół żartem, pół serio – Polacy chyba właśnie odebrali moc naszej reprezentacji piłkarzy ręcznych. Cechują ich te same atuty, które były przez wiele lat domeną polskich szczypiornistów. Ci zaś zostali chyba zarażeni wirusem Fornalika i Smudy co niestety pokazują ostatnie wyniki.  Interesuję się piłką od dobrych 20 lat i tak udanego roku polskiej piłki nie pamiętam jak żyję ! Oby było tylko lepiej.

jedza-on-fire

God bless America czyli Trump, Trump, Trump.

Krótko jeszcze na temat wyników wyborów prezydenckich w USA. Przede wszystkim cieszę się że społeczeństwo w kolejnym miejscu na świecie pokazuje, że wbrew temu, co próbują im nakłaść do głowy establishmentowe media, wbrew wszelkim manipulacjom i pokazującym jedyną słuszną drogę „autorytetom moralnym”, potrafi ono dokonać własnego wyboru, popartego samodzielnym myśleniem. Mimo iż głosując przeciwko jedynej, słusznej kandydatce – Hillary Clinton Amerykanie narażali się na to, że zostaną „białymi, rozwścieczonymi wieśniakami” jak sugerował ekonomista Paul Krugman. Mimo iż jak przestrzegał dziennikarz CNN (mocno związany z Newsweek) Fareed Zakaria, Stany po tych wyborach mogą stać się jak: Rosja, Turcja i … Polska (trzeba być kłamcą lub idiotą by równać demokrację w tych trzech krajach). Takie sytuacje napawają nadzieją, że nowe pokolenia są mniej podatne na „pranie mózgów” fundowane przez tych, którzy chcą na świecie trzymać władzę. Naprawdę nie trzeba godzić się na wszystko co nakazują nam demoliberalni rządzący. Jeśli nie będziemy akceptować agresywnego promowania środowisk LGBT, bezdyskusyjnego nakazu brania pod swój dach uchodźców, nie będziemy godzić się z opluwaniem tego w co wierzymy i co wyznajemy to naprawdę nie oznacza że jesteśmy ludźmi gorszego sortu. Bo właśnie takie wypowiedzi jak te Krugsmana czy Zakarii, próbują już nawet nie podświadomie a wręcz bezpośrednio wmówić nam że nie pasujemy do ich wymarzonej wizji świata. Zresztą podobnie działo się w Polsce przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w zeszłym roku. Piewcy demokracji stają się jej ofiarami. A gdy demokracja ich zawodzi to starają nam się wmówić, że Ci, którzy dzięki niej są u władzy, próbują ją niszczyć. Czyli: „Demokracja demokracją, ale racja musi być po naszej stronie.” W myśl tej zasady działa w Polsce KOD a i pod Białym Domem zbierają się już „oszukani” Amerykanie.

Czy Trump będzie dobrym prezydentem? Nie wiem. Na dobrą sprawę nie powinno nas obchodzić co dzieje się w kraju oddalonym o kilkanaście tysięcy kilometrów od nas.Ale z racji tego co napisałem powyżej … jakoś mnie obchodzi. Trump to miliarder, celebryta postać ze świata bardziej show-biznesu aniżeli polityki. Czy to co mówił na wiecach było tylko populistyczną gadaniną czy będzie cały czas reprezentantem świata konserwatywnego … takim nowym Ronaldem Reagan’em? Czas zweryfikuje. Narazie cieszą mnie skonsternowane twarze, które mogłem ujrzeć dziś rano w telewizjach śniadaniowych.

P.S.

Swoją drogą najbardziej zadowolona z wyników wyborów powinna być Madonna. Chociaż czy aby na pewno? 😉

http://wyszlo.com/jezeli-wygra-clinton-madonne-czeka-dosyc-ciekawa-emerytura/

 

trump2

Ręce precz od Milika !Czyli historia absurdalnego hejtu.

A wszystko zaczęło się na niefortunnych Mistrzostwach Europy we Francji…  To znaczy ogólnie dla Reprezentacji Polski jak wiadomo Euro było jak najbardziej fortunne.  Ale z perspektywy Arka Milika? Z jednej strony to po nim nastąpił warty około 30 baniek euro transfer do wicemistrza Włoch. Status najdroższego polskiego piłkarza w historii. Na ile jednak wpływ na ten transfer miała postawa Milika na czerwcowym czempionacie? Tam obraz gry w wykonaniu naszego piłkarza był dość, hmm … powiedzmy sobie dyskusyjny.  Szczególnie z perspektywy kibiców, którzy status znawców futbolu przyjmują raz na dwa lata przy okazji większych turniejów. Szczególnie tych, na których pokazuje się nasza kadra. Znawcy, których wygłaszane mądrości ograniczają się do formułek typu:  „Pewnie znowu przepierdolą”, „Ale ten Milik cienki, ja bym już go nie wystawiał w ogóle” lub „ale że Dudka na mundial nie wzięli?”. W czerwcu mój ulubiony komentarz nazywał się: „Dlaczego Nawałka nie zmienił Fabiana na Boruca przed karnymi?”. To chyba ci co w życiu oglądali jedynie mecz Kostaryka-Holandia na Mistrzostwach Świata w Brazylii, albo fani szczypiorniaka gdzie normalnym manewrem jest zmiana bramkarza na rzut karny. Na Euro rozpoczęła się też inna krucjata internetowych napinaczy, gimbazy i innej maści selekcjonerów sprzed telewizora. Operacja o pseudonimie: „Kto bardziej pojedzie po Miliku”.

Start operacji nastąpił bezpośrednio po meczu z Irlandią Północną. Co prawda Milik strzelił bramkę, która dała nam wygraną z wyspiarzami, ale przy okazji zmarnował dwie stuprocentowe sytuacje. No spoko, więcej batów za ten mecz zebrało się Michałowi Pazdanowi, który na koniec imprezy … co ja właściwie gadam … który już po następnym meczu obwołany został bohaterem narodowym. Cała sytuacja fajnie obrazuje fakt jak szybko kibice przechodzą ze skrajności w skrajność. Po meczu z Irlandią nawet Sylwester Wardęga apelował do internautów o przystopowanie fali hejtu lejącej się w stronę „Pazdka” a 4 dni później szlagierem w internetach stał się utwór „Pazdan Boy” będący peanem pochwalnym na cześć stopera Legii.  I tak jak notowania „Piranii” wystrzeliły w górę po meczu z Niemcami, tak fala krytyki spływającej na ówczesnego snajpera Ajaxu rosła z prędkością zadłużenia narodowego.  Tak, przyznaję się, ja też czułem wściekłość i frustrację oglądając Arka marnującego kolejne „setki”. Facet po tych dwóch meczach mógł zapewnić sobie przedwcześnie tytuł króla strzelców francuskiej imprezy.  W meczu ze Szwajcarami również w pierwszych minutach miał okazję usadzić Helwetów na tyłkach, ale przestrzelił w sytuacji w której przed sobą miał tylko pustą bramkę.  Czempionat dobiegł końca a internauci nadal wylewali swoje uszczypliwości czy to na profilu facebook’owym Milika  czy też w innych miejscach sieci. Wysyp memów, wysyp żenujących żartów pokroju: „Polska reprezentacja wyląduje spóźniona na Okęciu bo Milik na odprawie nie trafił do bramki”. Karol Strasburger lubi to. Na domiar złego przyszedł jeszcze pechowy mecz eliminacyjny z Kazachami, w którym Milik znów mając przed sobą pustą bramkę obił poprzeczkę. No i nagonka nabrała rozpędu na nowo … To nic że w międzyczasie Milik rozgościł się w Neapolu niczym król. Skarcił dwoma golami wielki AC Milan … a przynajmniej to co zostało z wielkiego Milanu. Strzelił dwa gole Dynamo Kijów w Lidze Mistrzów, wchodząc z ławki znów ustrzelił dublet przeciwko Bolonii zapewniając  wygraną Napoli. W ostatnią środę też strzelił w Lidze Mistrzów z karnego Benfice. Neapol oszalał na jego punkcie a Polska hejtuje.  W Neapolu prawie zapomnieli o sprzedanym latem Higuainie a w Polsce zastanawiają się czy w październikowym meczu z Danią nie wystawić lepiej do ataku Glika, który ostatnio strzelał na potęgę.

Do napisania tego tekstu nakłonił mnie wpis, który ujrzałem ostatnio na facebook’owym koncie Kuby Błaszczykowskiego.  „Każde powołanie do reprezentowania kraju to wielkie wyróżnienie, motywacja i duma!” Taka była treść wpisu Błaszczykowskiego lub najpewniej ghostwritera zajmującego się jego profilem. Tak zaś brzmiał jeden z najpopularniejszych komentarzy pod owym wpisem, uwaga , cytuję: „weź to Milikowi powiedz”. To poruszyło już mnie na maksa.  Wpis wywołał ogólną wesołość i komentarze zwrotno-pochwalne dla jego autora w stylu „och, ach jaki jesteś zabawny, ten Milik to przecież taka oferma, w Napoli strzela a Polskę ma w dupie”. Teraz pozwolę sobie zakląć ….Nosz kurwa jego mać !!! Debilizm bijący z treści tego komentarza jest porażający. Rozumiem że jego autor miał zapewne 13 lat, chciał błysnąć a kluczem do uzbierania góry „okejek” jest komentarz uderzający w coś co teraz jest w modzie … w tym wypadku – „dopierdol się do Milika” i bez znaczenia jest to czy komentarz będzie miał jakikolwiek sens. Czyli co? Nieskuteczność Milika nie wynika z pecha czy blokady. Nie, ona wynika z tego że Milik ma w dupie grę z orzełkiem na piersi. Eureka! No genialne! Tego się nie spodziewałem…  Internet w niektórych przypadkach naprawdę powinien być dostępny dopiero po ukończeniu 18 lat. Chociaż czasami i to by nie pomogło.

Wspominałem wcześniej o wpisie Wardęgi, który po meczu z Irlandią apelował by dać spokój Michałowi Pazdanowi. Nie wiem czy obaj panowie znają się osobiście. Być może. Być może nasz jutuber wiedział o tym że „Pazdek” swój profil śledzi i ciąży mu ilość negatywnych komentarzy. Mamy XXI wiek. Żyjemy w globalnej wiosce. Kontakt z drugą osobą jest o wiele prostszy niż kiedyś. Nawet jeśli jest ona gwiazdą piłki nożnej.  Kontakt z fanami jest o wiele prostszy. A to nie zawsze jest dobre. To że Milik śledzi swoje media społecznościowe można było wywnioskować w czasie Euro. Treść wpisów zamieszczanych przez niego w czasie rozgrywania turnieju  niby miała świadczyć o jego wyluzowaniu i dystansie ale mam wrażenie że działało to odwrotnie. Czuć w nich było raczej spięcie, luz był na siłę. Nawet wtedy gdy Russell Crowe wbił Arkowi szpilkę na twitterze. Każdy jest tylko człowiekiem. Jedni mają wszystko w dupie jakby mieli wyjęty układ nerwowy, inni przejmują się każdą drobnostką. Mało kto z nas może sobie wyobrazić jaka presja ciąży na piłkarzu grającym na wielkim turnieju. Zresztą, jak wy czulibyście się, gdybyście pewnego dnia weszli na swojego „fejsa” a w skrzynce znaleźlibyście 1500 wiadomości z krytyką skierowaną pod waszym adresem? Pod każdą fotką 1500 komentarzy w których nieznajomi obrażaliby was na 1500 różnych sposobów? Udźwignęlibyście? Są piłkarzami i taki jest ich zawód i część ryzyka, która z tym się wiąże. Kiedyś zjechać mógł cię co najwyżej dziennikarz w gazecie i to w sposób kulturalny. Teraz może po Tobie pojechać Seba z 3b z gimnazjum w Siemiatyczach. Seba, który cię nie lubi bo kolega Karol strzelił mu tobą hat-tricka w Fifa 16.

Lubimy znajdować sobie kozła ofiarnego. Za czasów Fornalika i Smudy był to Robert Lewandowski. „W Bayernie chuju strzelasz a dla kadry nie chcesz”.  Za Nawałki „Lewy” się odblokował i uzyskał status świętego. „Och jak on cudownie ściąga na siebie uwagę obrońców robiąc miejsce innym kolegom z ataku”. Tak brzmiało usprawiedliwienie słabego meczu RL9 gdy dostawał podwójne krycie i chuja mógł zrobić w czasie gry. Taaa, zawsze musi być ktoś kogo ubóstwiamy i kozioł ofiarny. Tymi dwoma rolami podzielili się teraz nasi napastnicy. Do statusu świętego awansował ostatnio też Kuba Błaszczykowski. Był naszym najlepszym graczem na Euro, zgadzam się z tym. Co było jednak stemplem pieczętującym nietykalność Kuby? Spieprzony karny z Portugalią, który wyrzucił nas poza turniej. Przypomnę tylko że Milik wykorzystał obydwa „wapna” we Francji.  Kuba był pocieszany z każdej strony. Gdyby strzelił a ostatniego karnego spudłowałby Krychowiak, to strzelam w ciemno że to „Krycha” zostałby najbardziej komplementowanym graczem. Jak czasami człowiek na chłodno pomyśli o tym jak działa „serce kibica”, to nie ma w tym momentami żadnego racjonalizmu.

Tak swoją drogą, chyba najbardziej legendarnym kozłem ofiarnym polskich kibiców był Grzegorz Rasiak. Grzegorz Rasiak, który był swego czasu synonimem słowa oferma. Gość, który na boiskach w lidze angielskiej strzelił ponad 60 goli. Głównie w Championship, która zżuła i wypluła już wielu polskich graczy. Rasiak w jednym sezonie potrafił tam załadować 18 bramek. W kadrze zagrał 37 razy, 8 razy wpisując się na listę strzelców. W dziesiątkach jak nie setkach mogę liczyć polskich graczy, którzy takiej kariery Rasiakowi mogą tylko pozazdrościć a którzy z pewnością mają od niego lepszą reputację w kraju. Przypomnę tylko że zagranica zweryfikowała takich graczy jak choćby Tomek Frankowski czy Paweł Brożek. Kozaków, ale tylko na własnym podwórku. Mam wrażenie że jeszcze chwila a Milik może doczekać się statusu nowego Rasiaka.

A tak na koniec tym wszystkim psycholom, którzy odsądzają Milika od czci i wiary i tego że ma grę w kadrze w dupie (chociaż wierzę że takich kretynów jest niewielu) tylko przypomnę. 22 lata, najdroższy piłkarz w historii polskiego futbolu, 32 gry w pierwszej reprezentacji i 11 bramek dla niej zdobytych (nie wspomnę o bilansie w reprezentacjach juniorskich). W tym: gol napoczynający Niemców w historycznym meczu wygranym 2:0 na Narodowym, gol wyrównujący w meczu ze Szkotami na Narodowym, gol napoczynający Gruzinów w meczu na Narodowym. To wszystko w kampanii eliminacyjnej do francuskiego Euro. Bramka dająca historyczne, pierwsze zwycięstwo na Mistrzostwach Europy w meczu z Irlandią Północną, przepuszczenie piłki dzięki któremu Błaszczykowski w meczu ze Szwajcarią znalazł się sam na sam z Sommerem i mógł go zapytać w który róg mu strzelić. Dwa wykorzystane karne w konkursach jedenastek.  To na Euro za które był opluwany.  Większe brawa zebrał za Euro Kapustka, który popisał się ładnym, ale ostatecznie obronionym przez McGoverna strzałem w pierwszym meczu. I to właściwie był jego największy przebłysk na tym turnieju. To tylko tak by jeszcze raz pokazać jak nieracjonalnie się czasami kierujemy w swoich osądach… Jeśli następnym razem będziesz mieć ochotę zjechać kogoś anonimowo w internecie, to naprawdę pomyśl dwa razy!

 

arkadiusz-milik_25830964

Cała Polska niech usłyszy, Liga Mistrzów dla stolicy ! (?)

Rok 2016 może się okazać przełomowym w najnowszej historii polskiej piłki kopanej. Najpierw nasza Reprezentacja dotarła na francuskim Euro do ćwierćfinału tej imprezy a teraz jesteśmy o krok od przełomu w rodzimym futbolu w wydaniu klubowym. Po 20 latach przerwy do fazy grupowej Ligi Mistrzów awansuje Mistrz Polski. Bo tego już się schrzanić nie da, prawda?

Przed dwoma dniami piłkarze warszawskiej Legii ograli na Aviva Stadium w Dublinie zespół Dundalk wynikiem 0:2. Żeby wyeliminować „Wojskowych” sympatyczni Irlandczycy musieliby we wtorkowy wieczór zlać podopiecznych Hasiego różnicą trzech bramek. Jesteśmy narodem piłkarskich pesymistów, szczególnie jeżeli chodzi o rozgrywki klubowe. Fakt faktem, nasze zespoły dawały nam wielokrotnie mocne argumenty do tego by ten pesymizm w sobie trzymać. 20 lat posuchy w czasie której do bram najbardziej prestiżowych rozgrywek zdarzyło nam się zbliżyć dwukrotnie. W roku 2006 gdy Wisła Kraków po dogrywce musiała w dwumeczu rundy play-off uznać wyższość Panathinaikosu (A gdyby nie błąd sędziego, który nie uznał prawidłowo zdobytej bramki Penksy Wiślacy w LM by zagrali) oraz w roku 2011 kiedy to również Wiślacy decydującą o awansie bramkę stracili dopiero 3 minuty przed końcem meczu. Chociaż, nie oszukujmy się, w rewanżowym meczu APOEL podopiecznych Maaskanta dosłownie miażdżył. Reszta batalii kończyła się bardziej lub mnie spektakularnymi wpierdolami, w czasie których przeciwnicy nie dawali polskim zespołom cienia nadzieji. Zrozumiałe było to jeszcze do czasu reformy Platiniego, kiedy to na drodze Mistrza Polski stawały zazwyczaj zespoły pokroju Realu czy Barcelony. Od czasu do czasu los zsyłał kogoś kto jeszcze w momencie losowania dawał nadzieję na to że w jakiś sposób uda nam się prześlizgnąć do elity, ale w ostatecznym rozrachunku nawet Szachtar czy Anderlecht okazywały się dla Polaków progami zdecydowanie zbyt wysokimi. Przełomem miała być wspomniana reforma, która w sytuacji uprzywilejowanej stawiała kluby piłkarsko słabsze, stwarzając im łatwiejszą ścieżkę awansu do fazy grupowej. Mimo to, przez ostatnie 7 sezonów Mistrz Polski nie potrafił skutecznie powalczyć o to by móc wysłuchać z perspektywy murawy hymnu Champions League. Eliminowały nas kolejno: Levadia Tallin, Sparta Praga, wspomniany APOEL, Helsingborg, Steaua, Marta Ostrowska do spółki z Bereszyńskim i FC Basel. Nastał jednak rok pański 2016 i okazał się dla polskiej piłki niezmiernie szczęśliwy. Ułożył Legionistom ścieżkę awansu tak prostą że naprawdę do awansu potrzebne było minimum przyzwoitości. Nie jestem fanem Legii. Zdarzało mi się lżyć Legionistów z wysokości trybun tak jak to robi większość Polski. Jestem jednak zdania że CWKS jest jedynym zespołem, który był w stanie ten awans wywalczyć. Myślę że mimo tej śmiesznej ścieżki: Zrinskij, Trencin, Dundalk wyłożyłoby się na niej 15 pozostałych zespołów naszej ekstraklasy. Zresztą czy wiele większy potencjał od tej trójki posiada Shkendija Tetovo lub SonderjyskE, które eliminowały Craxę i Zagłębie? Może wyższy poziom ma IFK Goeteborg ale akurat Szwedzi nie dali Piastunkom nawet podskoczyć. Wiele zespołów naszej ligi wyłożyło by się już na Mostarze a Zagłębie, Lech w takiej formie jak teraz czy Lechia, możecie mnie zlinczować, ale dostałyby w pysk od Trencina, który pod względem umiejętności czysto piłkarskich prezentował się bardzo fajnie. Legia Hasiego jest słaba. Legia Hasiego nie ma stylu. Widać że ten zespół jest w przebudowie aczkolwiek mam wątpliwości co do tego czy Warszawiacy pod wodzą Albańczyka w ogóle odpalą. Obym się mylił bo jednak miło by było gdyby CWKS w tej Lidze Mistrzów nie stanowił zupełnego tła. Zresztą co do sceptycznego podejścia do legijnej wizji Hasiego jeszcze wrócę. Na czym skończyłem? Legia Hasiego nie ma stylu. Los zechciał jednak że w momencie kiedy Legia wchodzi w ligę tak słabo a dodatkowo wykłada się w Pucharze Polski już na pierwszej przeszkodzie, to paradoksalnie w tej samej chwili może awansować do tej wymarzonej Ligi Mistrzów, która przez ostatnie dwie dekady była tylko mokrym snem polskich kibiców. Uważam że jest to efekt doświadczenia Legii, która już 4 sezon z rzędu zagra w europejskich pucharach całą jesień. Czwarty sezon z rzędu pogra w fazie grupowej europejskich rozgrywek. Na ten poziom nie udało się wskoczyć ani Lechowi, ani żadnemu innemu klubowi z Polski. Dzięki temu również że „Wojskowi” notorycznie grają w Europie los przyznał im w momencie kiedy nie są w najwyższej dyspozycji szczęśliwą kartę. To dzięki temu uzyskali taki współczynnik, który zapewnił im rozstawienie w ostatniej rundzie eliminacji. Nie jest tak że Legia ma fuksa, jak chcieliby powiedzieć wszyscy jej przeciwnicy, Legia na tego fuksa zapracowała w taki sposób, że nie kompromitowała rokrocznie swojego kraju w europejskich rozgrywkach a zapracowała na status przeciętnego, europejskiego klubu – status, który dla reszty peletonu polskich drużyn jest w tym momencie poza zasięgiem. Śmiać mi się chce też gdy ktoś wysuwa argument pod tytułem „gdyby mój klub dysponował takim budżetem jak Legia to już dawno by awansował do LM”. A czyją winą jest że poszczególne kluby nie potrafią wspiąć się na taki poziom finansowy jaki prezentuje Legia? Kto zabrania Jagielloni, Cracovii czy innej Pogoni tak zarządzać klubem, by osiągnąć wyższy poziom wizerunkowo-marketingowy? Tak, Legia z racji wielkości i statusu miasta być może ma łatwiej ale czy mają za to przepraszać? Lech był już na ostatniej prostej by Warszawiaków doścignąć ale jak widać spaprał sprawę. Bogusława Leśnodorskiego można lubić lub nie, ale uważam że żaden klub w naszym kraju od dawna nie miał tak efektywnego, reprezentatywnego i dobrze spełniającego swoją rolę prezesa. Nie przemawia również do mnie argument, mówiący o tym że zastrzyk gotówki, który spłynie do Legii w nagrodę za awans może zabić rywalizację w lidze. Legia będzie miała monopol na wygrywanie ekstraklasy? Nie wiem, być może. Ale jeżeli ta kasa sprawi że Legia jeszcze podniesie swój poziom a to zaowocuje jeszcze lepszą grą w pucharach i równaniem do takich klubów jak np. Basel czy Ajax to mnie to absolutnie nie martwi. Legia ma być słabsza i biedniejsza w imię tego by rywalizacja na rodzimym podwórku była ciekawsza? Bezsensu. Staram się patrzeć na to przez pryzmat kibica polskiej piłki, odstawić na bok dylematy sympatii klubowych. Jeśli polski klub ma szansę zaistnieć w Europie to będę mu kibicował bez względu czy to Pogoń, Zagłębie, Lech czy Legia. Na europejskim podwórku wychodzę z założenia że w pierwszej kolejności klub reprezentuje swój kraj. Gdy Astana wchodziła rok temu do LM to zazdrościłem Kazachstanowi drużyny, gdy wchodził APOEL to Cypryjczykom. Skoro kibic piłki w europie może zobaczyć że Legia jest w Lidze Mistrzów i pomyśleć: „Ooo, zagrali w ćwierćfinale Euro, teraz mają klub w Champions League, może tam faktycznie po boiskach nie biegają białe niedźwiedzie?” to dla mnie ekstra. 

Jak wspomniałem wcześniej, awans będzie efektem: po pierwsze łutu szczęścia, po drugie doświadczenia Legii w grze w europejskich pucharach. Po prostu, Legioniści zarówno z Mostarem jak i Trencinem wygrywali obyciem i umiejętnością planowania i rozkładania sił w poszczególnych meczach, poszczególnych ich fragmentach. Można się z tego śmiać, ale porównajmy doświadczenie Michała Kucharczyka przez pryzmat pucharów a porównajmy np. Cetnarskiego czy Arka Woźniaka, którzy odpadli ze swoimi teamami wcześniej. Niby jakiejś super różnicy pod względem piłkarskim nie ma ale w tej kwestii? Właśnie. Czysto piłkarsko? Miałem wrażenie że zarówno Bośniacy jak i Słowacy górowali pod względem technicznym. Kultura gry to zresztą to co w polskiej piłce kuleje moim zdaniem najbardziej. Niestety to co starczyło na zespół z Bałkanów, naszych południowych sąsiadów i wyspiarzy to jak wiemy na fazę grupową już zdecydowanie za mało. Nie ma wątpliwości że jeśli Legia chce się pokazać w klubowej elicie od dobrej strony to pomysł Hasiego na tą ekipę musi w końcu zacząć być zauważalny. Jak narazie widzimy jakieś pojedyncze, udane fragmenty gry w wykonaniu zespołu ze stolicy. W przeważającej jednak większości gra Legii przyprawia o ból zębów. Odnoszę jednak wrażenie że Hasi chciałby wprowadzić w Legii właśnie większą kulturę, grać piłkę techniczną. W tym celu sprowadził zawodników, których kojarzył z czasów pracy w Belgii (Jak takie ściąganie znajomków skończyło się w Wiśle za czasów Maaskanta to już osobna kwestia). Nie dam sobie ręki uciąć że próba zaadaptowania takiego stylu gry w Legii przyniesie w końcu pożądany skutek. Byłbym skłonny bardziej przychylić się do opinii że optymalnym sposobem gry Legionistów było takie wybieganie, wysoki pressing, dobre przygotowanie motoryczne i mówiąc wprost – jeżdżenie na dupach jakie miało miejsce za czasów Czerczesowa. Materiał którym dysponuje Hasi jest zbyt toporny by zacząć grać piłkę efektowną dla oka a te pojedyncze jednostki, sprowadzone przez albańskiego trenera i predysponowane do takiej gry mogą zginąć w zderzeniu z drwalską i przaśną ekstraklasą. 

Jeżeli potwierdzą się też pogłoski mówiące o tym, że Legię po awansie opuści Nikolić i Pazdan, to zespół będzie trzeba dodatkowo wzmocnić. Właśnie przeczytałem że bułgarskie media spekulują iż zaawansowane rozmowy ze stołecznym zespołem prowadzi Dimitar Berbatov. Marketingowo i na warunki gry w lidze polskiej – strzał w 10tkę. Ale ile w tym prawdy? Narazie traktuję to jako plotkę. Wszak Berbatov ostatnimi czasy obniżył loty, ale nie jest piłkarzem wypalonym jak Krasić trafiający do Lechii a i od Daniela Ljuboji Bułgar jest o klasę lepszy. Legioniści musieliby sięgnąć głębiej do portfela. 

No cóż. Jak na razie trzeba zadowolić się tym że będzie nam dane po 20 latach oglądać polski zespół w europucharach a następnie trzeba się „martwić” co dalej. Bo spytam raz jeszcze … tego nie da się spieprzyć, prawda Legio?

 

legia

#eurowpierdol

Eurowpierdol. Określenie wymyślone przez dziennikarzy tworzących portal weszlo.com a odnoszące się do wakacyjnych batalii polskich drużyn w europejskich pucharach. Wakacyjnych, bo zazwyczaj tylko wówczas możemy śledzić polskie drużyny w komplecie w rozgrywkach międzynarodowych. Gdy kończą się kanikuły i dzieci muszą wracać do szkół, zazwyczaj na placu boju pozostaje … no maksymalnie jeden zespół z Polski. Najczęściej jest to Legia, grająca w rozgrywkach grupowych Ligi Europy, po wcześniejszym przepierdoleniu szansy na grę w Lidze Mistrzów. Sporadycznie jest to też Lech, który jednak też dość często lubi się skompromitować w dwumeczu z jakimiś ogórami (Żalgiris, Stjarnan). Szczególnie za czasów pracy Mariusza Rumaka Lechici lubili odebrać lekcję futbolu od jakichś kelnerów czy innych taksówkarzy. Dobra, dobra. Czasem zdarzało się że mieliśmy dwie drużyny w rozgrywkach grupowych LE. Ale zdecydowanie częściej jakiś klub udowadniał, że polska ekstraklasa prezentuje bananowy (albo raczej buraczany) poziom i zasługuje na miana piłkarskich pajaców. Matko przenajświętsza ! Kto już nie kompromitował naszych klubików! Levadia Talin, Cementarnica Skopje, Irtysz Pawłodar, Szachtior Soligorsk, Fylkir Reyjkjavik, Vetra Wilno czy wspomniane Żalgiris Wilno i islandzkie Stjarnen. Trzeba przyznać że są to raczej nazwy niewiele mówiące przeciętnemu kibicowi. Chyba że jakiemuś piłkarskiemu hipsterowi lub fanatykowi Football Managera. Wczoraj do tego zacnego grona dołączył kolejny klub. I to w jakim stylu! Proszę państwa, przed państwem Shkendija Tetovo !

A klubem, który okazał się być tak kompletnymi matołami futbolu, by zebrać oklep od grupy Macedończyków, którzy po skończonym wypasie owiec zbierają się by pokopać piłkę, okazała się – Cracovia Kraków, tadaaaam !! I to nie żeby przegrać po walce, nie że jakieś wyrównane zawody. Zasłużone 0:2 w Macedonii i wczoraj 1:2 przy Kałuży.  Równa forma podopiecznych Zielińskiego. A teraz kurwa hit. No oczywiście jeśli ktoś tego jeszcze nie widział. Tak Shkendija strzeliła gola nr. 2:

http://meczelive.tv/skroty/liga_europejska/cracovia-krakow-shkendija-12-19107.html

Jak wrażenia? Można? Można! Jak mieliście kiedyś 11 lat to przychodzili na pobliskie boisko starsze chłopaki i zabierali wam piłkę dla zgrywy? A potem robili z was sobie jaja i podpuszczali w stylu „no, okiwaj mnie młody to oddam ci gałę” a wy zupełnie nie mieliście na to ochoty bo i tak nie było na to szans i i tak piłki pewnie by wam tak szybko nie oddali? I snuliście się zrezygnowani za nimi udając że chcecie im piłę zabrać i straszyliście że przyjdziecie ze starszym bratem a w oczach chciały wam się pojawić łzy? Tak wyglądało zaangażowanie Craxy przy tej akcji, tak kurwa wyglądał pressing w ich wykonaniu.

Bartku Kapustko, błagam, spierdalaj z tego klubu jak najszybciej żeby nie zarazić się tym nieudacznictwem !!

Pocieszny Janusz Filipiak, od lat żyjący w swoim świecie zapowiadał przed rozpoczęcie LE, że jego zespół powalczy o awans do fazy grupowej. Trener Zieliński za to zapowiedział że traktuje ten dwumecz jako przetarcie przed ligą. Dwie dość odległe od siebie wizje poprowadzenia zespołu w europejskich pucharach… Jednak treneiro Zieliński dopiął swego. Baaa, gracze spod Wawelu nie potraktowali tego jak gry sparingowej. Potraktowali jak wakacyjną potyczkę na plaży. Taką gdzie głównie myślisz żeby iść się napić browara w przerwie, albo kopnąć piłkę jak najbliżej dupy w bikini, wysmarowanej olejkiem do opalania. Tak swoją drogą. Skoro trener Zieliński w dupie miał grę w pucharach, w których było nie było, jego zespół reprezentuje jednak białego orła i w świat idzie raczej przekaz że polski zespół a nie Cracovia dostał wpierdol, to szanowny trener Zieliński mógł poprosić o wycofanie zespołu z gry w eliminacjach Ligi Europy. Zwyczajnie zrezygnować. Po cholerę kompromitować klub a co najgorsze kraj? Skoro nie mieliście ochoty grać, bo puchary pokrzyżują wam plany przygotowań do rozgrywek ligowych to trzeba się było najzwyczajniej w świecie wycofać. Nie wiem co na to dokładnie regulamin ale chyba jest taka możliwość. Zagrała by Lechia Gdańsk i może miała by ochotę zaangażować się w grę z pasterzami. I przeszła by rundę dalej i zebrała oklep już nie od amatorów a chociaż jakiejś Omonii czy AIK Sztokholm. Porażki z takimi zespołami, europejskimi przeciętniakami już przecież nikogo w Polsce nie dziwią i nie byłoby mowy o kompromitacji i wstydzie. Niestety Cracovii nie było stać na minimum przyzwoitości. Zagłębie Lubin po wtopie w pierwszym meczu wczoraj obroniło honor i przeszło dalej. Teraz zagrają z Partizanem Belgrad, prawdopodobnie odpadną ale nikt z nich się już śmiać nie będzie. Każdy już jest przyzwyczajony do zbierania w papę od takich klubów. Piast miał więcej szczęścia bo rozgrywki zacznie od rundy drugiej i z miejsca dostaje IFK Goteborg z którym mogą sobie w spokoju przegrać.

A wiecie co jest kurwa najstraszniejsze? Że te ogóry z Krakowa były lepsze w zeszłym sezonie w lidze od 12 innych zespołów i dlatego miały okazję do pokazania Europie jakimi są frajerami… Więc jak to świadczy o ekstraklasie? Zresztą co ja mówię, jakiego pokazania Europie? … Piłkarska Europa ma w dupie co się dzieje na kompletnej prowincji futbolu na której Macedończycy eliminują Polaków w rundzie przedprzedprzedprzedwstępnej do poważnego grania. Piłkarska Europa nie skończyła jeszcze sezonu 2015/16 i szykuje się do finału Euro. Za to Cracovia już skończyła grać na poziomie międzynarodowym w sezonie 2016/17. To się nazywa zagięcie czasoprzestrzeni… Zasłużyliście kurwa na statuetkę Marty’ego McFly’a.

Dobra, koniec. Nie wypada się śmiać z osób upośledzonych. Szkoda tylko że niepełnosprawni sportowcy raczej tyle nie zarabiają co „panowie piłkarze” z Cracovii. Sorry, pooglądajcie sobie mecze polskich amp futbolistów i oceńcie czy nie zasługują o wiele bardziej na takie wynagrodzenia jak panowie Cetnarski czy inny Sandomierski. Kurwa … a Cetnarskiego niektórzy na Euro wypychali …

Sorry Cracovio, ale będę trzymał kciuki za twój spadek, bo jeśli osiągniecie jakiś sukces w tym sezonie, to będzie tylko kolejne potwierdzenie teorii o pizdowatości tej ligi.

 

702_image_17

 

 

 

Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce !! Zasłużyliście na Valhallę !!

Jakże się wkurwiłem po tych karnych !! Jakże wkurwił mnie niewykorzystany karny Kuby !! Nie sądziłem że tak to przeżyję … Nie, nie byłem wkurwiony jako kibic. Jako kibic, po ostatnim karnym Quaresmy wstałem z podniesioną głową, dumny z mojej kadry. Nie byłem wkurwiony na Kubę … musiałbym być chyba pojebany, żeby wkurwiać się na ikonę tej drużyny. Byłem wkurwiony na to, jak niesprawiedliwy jest futbol. Było mi żal biało-czerwonych, bo bez wątpienia zasłużyli na ten półfinał. Byłem wkurwiony że psim swądem znów prześlizgują się podopieczni Santosa. Chociaż powiedzieć że byliśmy od nich w tym meczu lepsi akurat nie jest do końca zgodne z prawdą. Gdyby Ronaldo wczoraj był sobą pewnie wyrzuciłby nas z turnieju, bo miał ku temu 100% okazję po wrzutce Mouthino. Ale zasłużyliśmy bardziej na awans w przekroju całego turnieju. Zasłużyliśmy za lepszą grę w fazie grupowej. Oni w 90 minutach nie pokonali nikogo. Trzy remisy w fazie grupowej, wygrana w 118 minucie z Chorwatami i wygrana po karnych z nami. I ta drużyna jest w półfinale. Widocznie wczoraj Matka Boska Fatimska czuwała bardziej od Częstochowskiej, bo modlili się jedni jak i drudzy…W dodatku karnego marnuje nam piłkarz, który absolutnie nie zasłużył na taki cios. Zdaniem wielu, nasz najlepszy zawodnik na tym turnieju. Bardzo ważne ogniwo szatni. Futbol to zimna suka …

Wielki szacunek dla Fabiana i Kuby za udzielone po meczu wywiady. Łukasz nie jest specjalistą od karnych. Nie był bliski obronienia żadnej z 10 jedenastek, które zostały strzelone na naszą bramkę. Nawet przy spudłowanym strzale Xhaki rzucił się w przeciwnym kierunku. Wiele osób uważa że Nawałka powinien był wczoraj zastosować manewr podobny do tego, który wykorzystał Van Gaal dwa lata temu podczas Mundialu w Brazylii, zmieniając w ostatniej minucie dogrywki Cillessena na Tima Krula, który jest lepszym specjalistą od obrony karnych.Ostatecznie roszada LVG przyniosła skutek i Holendrzy pokonali wówczas Kostarykę awansując do półfinału. Czy wprowadzenie wczoraj na boisko Boruca lub Szczęsnego przyniosłoby podobny efekt? Możemy sobie gdybać … Ale na miłość boską. Łukasz w meczu ze Szwajcarią wybronił nam życie, zapewnił przejście do ćwierćfinału. Taki manewr byłby jednak nie wporządku wobec niego. Nie obronił? Trudno. Na chuj teraz drążyć temat. Sam wie że mógł zrobić więcej. Powiedział o tym we wczorajszym wywiadzie dla Polsatu. Wywiadzie który wzruszył kibiców bardziej niż saga „Zmierzch” nastoletnie fanki. Kuba również z wypiętą klatą postanowił stanąć przed kamerą. Wziął ciężar na swoje barki. Bo Ci chłopcy to zawodowcy. Poprostu…

Ta kadra ma inne DNA niż każda poprzednia … chyba do czasów Piechniczka. Ale ery Piechniczka w latach 80tych a nie tej nie udanej, dekadę później. Ta kadra nie wychodzi na murawę ze spętanymi nogami. Ta kadra nie boi się porażek. Ta kadra wierzy w swoje umiejętności. Ta kadra wierzy w zwycięstwo z każdym rywalem. Ta kadra ma ambicje. Ta kadra ma nieprzeciętne piłkarskie skille. Ta kadra potrafi czasem włączyć sobie katalońskie DNA, jak wczoraj w akcji z 22 minuty gdy rozklepali portugalską defensywę kilkoma szybkimi podaniami w trójkącie, w ich polu karnym. Ta kadra nie zaspokaja się resztkami. Ta kadra chce dostawać najlepsze kąski. Ta kadra pokaże nam jeszcze nie raz to za co ją kochamy: serducho, ambicję i dobrą grę.

Prosiłem was wczoraj przed meczem tylko o to byście polegli jak wojownicy, jeśli macie przegrać. To co zrobiliście przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Życie jest niesprawiedliwe skoro nie możecie grać dalej… Jesteście wojownikami, jesteście berserkerami, jesteście prawdziwą biało-czerwoną husarią. Już nie mogę się doczekać waszej kampanii eliminacyjnej do kacapskiego mundialu !!  Selekcjonerze dziękuję ci że z tych pojedynczych wojowników stworzyłeś armię !!

Oczywiście. Nasza gra nie jest doskonała. Gdyby taka była, właśnie szykowalibyśmy się do ogolenia kolejnego przeciwnika w półfinale. Ale ja przez swoje całe życie doznałem tylu piłkarskich upokorzeń, musiałem patrzeć tyle razy na przestraszonych, zahukanych piłkarzy z orzełkiem na piersi, którzy dali się ogrywać jakimś ogórom z Ekwadoru, Korei czy innych Mołdawii… A teraz przed meczem z Portugalią wcale nie jestem pewny że to oni są faworytami. Baaa, gdybyśmy mieli teraz mierzyć się z Brazylią, którą widziałem na Copa America, tą prowadzoną przez Dungę, to uważam że byśmy ich ogolili. Dziękuję, dziękuję panowie za to że nie boję się kolejnych starć. Przed wrześniowym meczem w Kazachstanie jestem pewny że ich opierdolimy !! Bo my jesteśmy Reprezentacja Polski, ze swoim stylem, czarnym koniem Europy. A oni ogórkami z postradzieckich stepów. Miesiąc temu moje myślenie byłoby inne i powiedziałbym że już nie ma słabych drużyn, że to będzie trudny mecz…

Szkoda jednak że trafiają się jeszcze ludzie, którzy mimo to plują na tą kadrę. Szkoda że chociaż w ograniczonej już formie, ale nadal zdarzają się osoby hejtujące tą drużynę. Ciekaw jestem ilu z nich w swoim życiu osiągnęło chociaż ułamek takiego sukcesu jak nasi reprezentanci. Szkoda że nie każdy potrafi odnaleźć w swoim życiu radość z takich rzeczy jak dobra gra kadry. Że dla niektórych największą orgią jest móc napisać, oczywiście anonimowo, na jakimś forum że:”Nawałka to chuj, bo złe zmiany, Lewy to pedał bo nie strzela, Milik niech spierdala na drzewo a Fabian nie umie bronić…”. Szkoda że tak wielu ludzi nadal choruje na tą zjebaną przypadłość zwaną malkontenctwem. Dobrze że tendencja jest spadkowa… Trudno. Niech pierdolną sobie nad łóżkiem plakat ich nowej przywódczyni – Maryli Rodowicz.

Mam tylko nadzieję że gdy ta kadra przeminie to już nigdy nie powrócimy do poziomu podrzędnej europejskiej reprezentacji, dostającej smary w eliminacjach od noł-nejmów. Że jest to początek, narodziny kadry z pazurem. Tak jak kilka lat temu miało to miejsce ze szczypiornistami. Nie wracajmy już do czasów Smudów i Fornalików! Błagam! Zachowajmy to nasze unikatowe DNA, które nadał nam Nawałka. Niecha nawet gdy przeminie pokolenie Lewego, Kuby i Piszczka w ich miejsce przyjdą kolejni piłkarscy gladiatorzy, zrodzeni w kraju nad Wisłą.

 

P.S.

I tylko gdzieś tam z tyłu głowy, kuje bolesna myśl, że oto nasze ogórkowo-gówniane klubiki, z naszej ogórkowo-gównianej ligi, rozpoczęły sezon przyjmowania smarów od parodystów z krajów pokroju: Bułgaria i Macedonia. Oj, sprowadza to trochę na ziemię. Euro przemija i już nie długo możemy wrócić do szarego świata zgrzytania zębami i oglądania starć dobrze opłaconych amatorów z ligi polskiej. Panowie z Cracovii i Zagłębia, trochę wstyd że w takiej chwili pokazujecie jakimi potraficie być paralitykami…

 

56e7c7e85be5e1_79255040

 

 

Fuck Calm & Die In Battle !!!

Już tylko kilka godzin! Już tylko chwile dzielą nas od najważniejszego meczu naszej kadry narodowej od … hmm … myślę że od 34 lat. Od meczu z Francją o 3 miejsce na Mundialu w Hiszpanii w 1982 roku. Od tamtego momentu polska kadra nie grała meczu o większą stawkę !

Tak jak pisałem wcześniej, ta kadra jak dla mnie zrobiła już swoje na francuskim czempionacie. Dziś mogą położyć się na murawie Stade Velodrome i przeleżeć tak 90 minut a i tak będę ich witał w kraju jako moich bohaterów. Jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi jednak, że to nie koniec emocji. Ta kadra niczym Pudzian: „Tanio skóry nie sprzeda”. Tylko że to nie będą śmieszne frazesy jak w przypadku polskiego strongmana. Dziś w Marsylii będzie wojna! Wojna którą pragniemy zwyciężyć !! A jeśli dziś mamy zginąć, to zgińmy jako wojownicy !!! Zgińmy w bitwie !!! Niech na boisku pojawi się 11 mitycznych berserkerów !!! Zresztą … nie wątpię że tak będzie. Nie wątpię że jutro obudzimy się albo jako mieszkańcy jednego z czterech krajów, najlepiej grających w piłkę na kontynencie europejskim albo po prostu jako ludzie, którzy mogą być dumni ze swoich piłkarzy. Nareszcie !!! Po latach upokorzeń ! To już jest w zasadzie przesądzone …

Ale właściwie dlaczego mamy przegrać? W czym na tych mistrzostwach Portugalczycy są lepsi od nas? Ich kadra nie pokazała jak do tej pory niczego co byłoby godne uwagi. No … może poza przebłyskami geniuszu Ronaldo w meczu z Węgrami. To będzie piąty mecz przeciwko reprezentacji Portugalii, który dane mi będzie obejrzeć w moim życiu. Było pamiętne 0:4 w koreańskim Jeonju na Mundialu w 2002 roku. Ale to była Portugalia z Pauletą, Rui Costą, Figo, Couto, Joao Pinto czy Nuno Gomesem. Potem pamiętne mecze w eliminacjach do Euro 2008. Wygrana na Stadionie Śląskim 2:1 po dwóch bramkach Ebiego Smolarka. Jeden z najlepszych meczy polskiej kadry narodowej ostatniego XXV-lecia a na pewno najlepszy za kadencji Leo Benhakkera. W rewanżu remis w Lizbonie wyszarpany w samej końcówce za sprawą strzału rozpaczy Jacka Krzynówka, który zdążył się jeszcze odbić od pleców interweniującego Ricardo. Na koniec dość bezbarwny mecz na otwarcie Stadionu Narodowego, zakończony wynikiem 0:0. Śmiem twierdzić że w każdym z tych czterech poprzednich meczy byliśmy kadrowo słabsi niż teraz, za to Portugalczycy mocniejsi. Mimo wszystko (poza meczem w Korei) potrafiliśmy z Portugalczykami zagrać jak równy z równym (a i klęska w Korei w pierwszej połowie wyglądała przyzwoicie). Na dzień dzisiejszy uważam, że mamy porównywalną siłę rażenia pierwszej 11stki co drużyna z Półwyspu Iberyjskiego. Brzmi niedorzecznie, ale …. Mają CR7 … a poza nim? Niespełniony supertalent Quaresma. Renato Sanches, kolejny supertalent, który znowu w wielkiej piłce nie zdążył jeszcze pokazać nic, mimo że Bayern wyścielił za niego 35 baniek. Powszechnie znienawidzony Pepe, bardziej słynący z boiskowego chamstwa aniżeli z umiejętności stricte piłkarskich. Powiedzcie, które z tych nazwisk elektryzuje fanów młodego pokolenia? Kto z obecnego składu, nie licząc Krystyny, jest gwiazdą, już nie wielkiego formatu, ale chociaż umiarkowanego formatu? Pepe z racji gry w Realu? Może. Ale to stoper. Poza tym? Emeryci: wspomniany Quaresma, Joao Moutinho, Ricardo Carvalho. Albo nieopierzona młodzież. Nie ma wielkich nazwisk jak: Figo, Nuno Gomes czy Rui Costa. Wiadomo. Mimo wszystko to Portugalia i musimy podejść z należytym szacunkiem. Ale z szacunkiem, piłkarskim respektem. Nie ze strachem. Z takim samym szacunkiem z jakim oni powinni podejść do nas. Ale najlepiej niech nas zlekceważą, niech sobie myślą że są już w półfinale a o 23:00 niech płaczą i chowają swoje nażelowane łby między kolanami. Szwajcarzy mieli Xhakę, Shaquiriego w obronie Lichtsteinera. Naprawdę, sprawa kolejny raz rozbija się o Ronaldo, gdyby go wyjąć z tej kadry to potencjałem nie różnili by się za bardzo od naszych poprzednich rywali.

Przed każdym meczem na tym turnieju miałem tylko jedno życzenie. Zagrajmy z serduchem, jeździjmy na dupie. Dziś już nie muszę go mieć. Wiem że tak będzie. A skoro będzie zaangażowanie i ambicja, to jestem spokojny. Wiem że będę z was dziś dumny … nawet jeśli przegracie tą bitwę. Po meczu futbolowe Walkirie bez cienia wątpliwości będą mogły was zabrać do Valhalli.

P.S.

Osobiście stawiam na remis 1-1 i kolejne emocje w doliczonym czasie gry. Ostatecznie oczywiście ogolimy ich. Tym razem przejdziemy po dogrywce 😉

P.S. 2

Ku pokrzepieniu serc 😉 :

 

 

 

perun

Szybka piłka po wczorajszym meczu. Nie budźcie mnie z tego snu !!

Mamy to kurwa !! Nadeszła wiekopomna chwila !! Poznałem jak smakuje wyjście z grupy na wielkim turnieju, teraz poznałem uczucie euforii po wygraniu konkursu jedenastek na imprezie rangi mistrzowskiej! Niczego więcej od was nie oczekuję chłopacy. Teraz już tylko możecie, nic nie musicie. Ale czy ta Portugalia nie jest do opierdolenia…?

Jaki to był mecz! Matko przenajświętsza! Dawno się tak nie denerwowałem. Miałem w pewnym momencie mroczki przed oczami i gdyby nie to, że druga połowa dogrywki upłynęła mi na podróży do pracy, dzięki czemu głowa trochę przewietrzała to nie wiem czy nie skończyłbym na pogotowiu… Pierwsza połowa genialna w naszym wykonaniu. Pokazujemy że potrafimy grać również piłkę pozycyjną, fenomenalnie neutralizować przeciwnika, wymienić kilka dobrych podań aż w końcu celnie ukłuć rywala. Tylko znowu zabrakło precyzji … Tylko drugi mecz z rzędu już na samym początku marnujemy stuprocentową okazję.  Tylko znowu ten Milik. Ale koniec końców mieliśmy znów tego, który pomału staje się legendą tej drużyny. Kuba, jesteś wielki! Druga połowa, Lewy wykoszony przez Schara równo z trawą. Powinna być czerwień. Clattenburg chyba zapomniał że to jednak nie angielska rąbanka ligowa. Szwajcarzy z nożem na gardle zaczynają nas spychać do coraz głębszej defensywy. My dajemy się zdominować, coraz rozpaczliwiej bronić. Fabian zalicza interwencję mistrzostw, wyciąga strzał z wolnego Rodrigueza, który nie miał prawa być obroniony. Szwajcarski obrońca chyba do tej pory zastanawia się nad tym jak ten strzał nie wpadł do siatki. Fabian w tym momencie zamienił się chyba w Kena Wakashimazu, bo tylko postać z japońskiego anime byłby w stanie to wyjąć.  Następnie Seferovic obija nam poprzeczke. Got mit uns. Niestety chwilę później Shaqiri oddaje nożycami strzał życia, który z pewnością będzie aspirować do bramki turnieju. Tego już nawet Łukasz nie był w stanie obronić. Niestety. 1-1. Dogrywka. A jeszcze kilka dni wcześniej zastanawiałem się nad tym jak abstrakcyjnie brzmi wizja rozgrywania przez naszą kadrę dogrywki i ewentualnej serii rzutów karnych. Pierwsza połowa dogrywki nudna. Piłkarskie szachy. W drugiej to Helweci cisną. I jakoś nie przekonują mnie nasi zawodnicy, którzy w wywiadach zapewniali że dwa dni więcej przerwy Szwajcarów nie miały znaczenia na to kto lepiej wytrzyma trudy meczu. W dodatku wyraźnie było widać że trener Nawałka nie ma za bardzo opcji na to, kogo mógłby desygnować do gry z ławki rezerwowych. Jest Jodłowiec na rygiel i jest Peszkin na to by poszarpać trochę na skrzydle. A poza tym? Oj, odczuliśmy pauzę Bartka Kapustki. Ale chuj. Zapachniało w ostatnich minutach lekką „obroną Częstochowy”. W jednym przypadku znów dupy ratuje nam Fabian, fenomenalnie broniąc główkę Derdiyoka. I tym występem chyba ostatecznie zamyka japy wszystkim tym, którzy twierdzili że nie jest w stanie wybronić nam meczu. Że nie jest golkiperem zdolnym do cudownych interwencji. Właśnie wczoraj to zrobił. Właśnie został bohaterem meczu. To w głównej mierze dzięki niemu dotrwaliśmy wczoraj do karnych.  I ta chwila. Magiczna. Polacy w konkursie jedenastek. Pięć strzałów. Pięć bramek . Okno Lewego. Milik był blisko tego by kibice znów chcieli go zlinczować, ale przebił to po rękawicach Sommera. Glik zerwał siatkę. Kuba jak profesor. I jako ostatni nasze 45 baniek. Wcześniej ich 45 baniek zjebało swoją próbę. Na szczęście Grzesiek pokazał dlaczego żałuję że to nie on a Xhaka przechodzi do Arsenalu (Chociaż Szwajcar rozegrał całkiem dobry mecz). Wytrzymał presję, pokazał po raz kolejny że jest piłkarzem klasy światowej. W tej drużynie są zawodnicy prezentujący „international level” panie Benhakker, niech pan się dokładnie przyjrzy! Jesteśmy w ćwierćfinale!

I byłem pewny że to już koniec, że natkniemy się na rozpędzonych Chorwatów, którzy skończą nasz sen. A tutaj nasi bracia Słowianie zapomnieli jak się gra w piłkę. Przerżnęli z przeciętną do bólu na tym turnieju Portugalią. Portugalią, która nie wygrała jeszcze meczu w regulaminowym czasie gry na tym turnieju! To byłaby niesprawiedliwość piłkarskich Bogów gdybyśmy przegrali ten mecz. No powiedzcie sami. Mamy dwie drużyny. Pierwszą, która zdominowała Iroli, grała jak równy z równym z mistrzami świata, nawet gdy przytrafił jej się słabszy dzień to potrafiła opierdolić Ukrainę i wytrzymać thriller ze Szwajcarią, którą odprawiła w karnych. Druga męczy się kolejno z: Ambitną Islandią (no ale jednak to tylko Islandia), tragiczną na tym turnieju Austrią i toczy bój o życie z Węgrami w składzie których biegają gracze ekstraklasy (cofając się w końcówce i broniąc z nimi remisu). Następnie wygrywa po dogrywce z Chorwatami, którym przytrafił się kryzysowy mecz. Pytanie brzmi: która z tych ekip bardziej zasługuje na miejsce w ½ finału?  To już nie pompowanie balonika. Balonik zniknął, nic nie może pierdolnąć bo ci goście zrobili to co mieli zrobić, nawet więcej i nikt nie może czuć się zawiedziony, nawet gdyby z Portugalią położyli się na murawie. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i chyba nikt nie ma wątpliwości że ekipa pod wezwaniem CR7 jest zdecydowanie do ugryzienia. Mimo wszystko Polska w półfinale … nadal brzmi jak utopia. Ale dwa tygodnie temu tak samo brzmiał ćwierćfinał.

 

kuba

O sukcesie 30lecia, piłkarskiej tożsamości i o tym kto ma w kadrze cojones !

Po Mistrzostwach Świata w 1986 roku w Meksyku, Zbigniew Boniek rzucił pamiętną klątwę gdy w telewizyjnym wywiadzie stwierdził, że teraz przez kolejne 16 lat polska kadra nie osiągnie takiego sukcesu jak wtedy. Faktycznie, kolejny awans na wielki turniej uzyskaliśmy dopiero kiedy zakwalifikowaliśmy się na Mundial w 2002 roku.  Jednakże sukcesu polskiej ekipy z Meksyku powtórzyć się nie udało, gdyż nasza reprezentacja nie wyszła na turnieju z grupy. Na ten zaszczyt przyszło nam czekać lat 30.

Tak jest. Ostatni awans z grupy na wielkiej imprezie mają prawo pamiętać panowie zbliżający się do 40stki i starsi od nich dżentelmeni. Moje pokolenie i wszystko co w dół miało prawo cieszyć się jedynie udanymi kampaniami eliminacyjnymi naszego zespołu narodowego. Wielkie turnieje kończyły się dla nas za każdym razem równie wielką klęską. Aż przyszedł czerwiec roku pańskiego 2016. Czas cudowny dla każdego od lat udręczonego serca polskiego fana. Oto na mistrzostwach Europy we Francji nasi kadrowicze uzyskali awans z grupy. I to w jakim stylu ! Bez porażki, bez straconej bramki! 7 punktów, drugie miejsce w grupie. Tyle samo co Mistrzowie Świata. W sobotnie popołudnie spotkamy się 1/8 finału ze Szwajcarami.  W przypadku awansu do ¼ naszym najbardziej prawdopodobnym rywalem będą Chorwaci. Przyznajmy. Drabinka do ewentualnego awansu do półfinału turnieju ułożyła się tak, że ciężko by było wyobrazić sobie lepszą.

Przejdźmy jednak do wczorajszego spotkania z Ukraińcami. Ciężki to był mecz. Nasi wschodni sąsiedzi walczyli dzielnie o to by godnie pożegnać się z francuskim czempionatem. Mimo naszej wygranej, wielu osobom zapewne ten mecz ostudził rozbuchane apetyty.  Można powiedzieć że Ukraińcy zdominowali nas w tym meczu co najdobitniej obrazuje ponad 60% posiadanie piłki przez podopiecznych Fomenki. Ale co z tego? Co z tego skoro w najważniejszej meczowej statystyce po końcowym gwizdku sędziego Moena było 1-0 dla biało-czerwonych? Zresztą. Który to już mecz pod opieką Nawałki w którym to przeciwnicy wydają się długimi momentami lepsi, dominują, a ostatecznie kończą spotkanie na tarczy? Ile razy mam przypominać że dominowali nas zarówno Gruzini, Szkoci jak i Irlandczycy w Dublinie? Bardzo podobny scenariusz do tego wczorajszego miało marcowe spotkanie towarzyskie z Serbami. Tam przeciwnik też wydawał się lepszy a ostatecznie schodził z boiska pokonany. Też po bramce Kuby. Odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy Ukraina stworzyła sobie więcej dogodnych sytuacji od nas? Nie wydaje mi się. Może po prostu taki jest nasz styl gry? Może czas się z tym pogodzić że nie dominujemy rywali w stylu Hiszpanii czy Niemiec? Naszą siłą są szybkie kontry, są stałe fragmenty gry. Nawałka szlifuje do perfekcji to w czym jesteśmy dobrzy a nie chce robić z nas na siłę kogoś kim nie jesteśmy. I bardzo dobrze. Bo to tak jak w życiu. Nie mamy udawać kogoś, podrabiać czyjegoś stylu. Jesteśmy Polakami, może ci się wydawać że jesteś od nas lepszy a za chwilę ockniesz się z piłką w siatce! To jest nasza futbolowa tożsamość którą nadał nam trener-selekcjoner! To jest tożsamość, która przyniosła nam 7 punktów. Już w tym momencie wielkie dzięki dla was. Wstydu już na pewno nie przyniesiecie, choćbyście ze Szwajcarami przegrali. Wyrobiliście minimum potrzebne do tego byśmy byli zadowoleni. Wszystko co osiągniecie ponadto stworzy z was naszych bohaterów! Bawcie się tym turniejem, bawcie się dalszą grą. Jesteście godni miana herosów, gladiatorów!

Krótko jeszcze o kilku piłkarzach kadry indywidualnie. Mamy w kadrze klejonot. Piłkarza za którego Jurgen Klopp godzien był wyścielić 15mln euro. Gościa wybranego do jedenastki sezonu Serie A. A zarazem gościa, który ma psychikę kruchą jak opłatek. Piotrze Zieliński z całym szacunkiem dla Ciebie, ale nie masz wystarczających jaj na ten turniej. Przed turniejem wydawało się że to on a nie Kapustka jest w tej kadrze wonderkidem, golden boy’em itp. itd. Jednak to Bartek od początku turnieju pokazał że ma wyjebane na jego rangę. Że wjeżdża w niego bez żadnych kompleksów. Że lepszych zawodników niż Irlandczycy z północy to opierdala w naszej ekstraklasie. Nawet wczoraj gdy mu nie szło to nie spuszczał łba na dół tylko walczył dalej. Był bliski pokonania Pjatowa, miał udział w golu Błaszczykowskiego. Był aktywny, dawał coś od siebie tej kadrze. A Zielak? Miałem wrażenie że to czwartoklasista wzięty do uzupełnienia składu przez licealistów. Gdzieś tam się plątał między nogami, bał się poprosić starszych kolegów o piłkę. Ciężko w ogóle było zauważyć że on też uczestniczy w tym meczu. A to nie był pierwszy taki przypadek Piotra w tej kadrze. Przytłacza go atmosfera ważnych spotkań? Zbytnio ciąży orzełek na piersi? Trudno powiedzieć. W Empoli daje radę, ale Empoli to średniak Serie A i tam zapewne nie ma takich obciążeń psychicznych. Wciąż mam w pamięci to jak Zieliński po meczu w Mołdawii jeszcze za kadencji Fornalika schodził do szatni zapłakany po tym jak kadrowiczom pocisnęli kibice. Mam wątpliwości czy od tamtego czasu dojrzał psychicznie. Bo w jego umiejętności nie wątpię absolutnie. Byle tylko nie został kimś (zachowując proporcje) pokroju Arkadiusza Piecha, graczem stworzonym do gry w małych klubach gdzie nie ma wielkich oczekiwań. Na szczęście w przerwie meczu, w blasku jutrzenki Zielińskiego zastąpił Kuba. Wjechał na białym koniu i porzypomniał kibicom dlaczego go kochają. Bramka prawie identyczna jak na Euro 2012 przeciwko Rosji, noo, tym razem z bliższej odległości. Kuba …. W kadrze zawsze na 150%. Wzór reprezentanta. I wbijać już w to że nie lubią się z Lewym. Póki razem współpracują na boisku, jest dobrze. I wbijać już w głupią wypowiedź o biletach … czy ktoś w ogóle o tym jeszcze pamięta? Mimo że nie masz już opaski na ramieniu, to dla mnie zawsze będziesz jednym z kapitanów tej kadry. Tak! Bo z opaską po boisku powinien biegać zarówno on jak i Lewy czy Krycha lub Glik. Jesteście prawdziwymi liderami. Oby Zieliński zaraził się od was kiedyś chorobą gigantycznych cojones! A jak kadrze dobrze idzie to wiele się wybacza … Nawet Cionek mnie zbytnio wczoraj nie wkurwił … 😉

25 czerwca, Saint-Etienne, godz. 15:00. Szwajcario, idziemy po was!!

 

kuba

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑