KOPCIUSZEK, KTÓRY ROZKOCHAŁ KIBICÓW SWOJĄ GRĄ

Spezia w zeszłym sezonie nieoczekiwanie wywalczając historyczny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej we Włoszech, była jedną z niespodzianek Serie B. Dzisiaj także można ich wrzucić do worka z napisem „sensacja”, jednak tym razem do tego o półkę wyżej, i niekoniecznie za same rezultaty. Beniaminek z Ligurii zapracował sobie na miano drużyny, na której spotkaniach nie da się nudzić. Kibiców na mecze Spezii przyciągają ciekawi zawodnicy, trener z nowoczesnej szkoły piłkarskiej, atrakcyjny styl gry, oraz przede wszystkim odczuwalny animusz w każdej postaci tego projektu.

Drużyna rozgrywająca swoje spotkania na Stadio Alberto Picco nie zwraca uwagi, czy wychodzą na Bologne, czy na Juventus. Do każdego spotkania podchodzą identycznie – pewnie, z dużą pazernością na bramkę, oraz próbą narzucenia własnego tempa gry. Nieraz to wychodzi, nieraz nie, ale takie czynnik sprawiają, że ich mecze bez względu na rywala, niemal zawsze są przyjemne do oglądania. A to wszystko w pierwszym historycznym sezonie na poziomie Serie A.

NIEOFICJALNE SCUDETTO


W latach, kiedy II wojna światowa weszła na najwyższy stopień zagrożenia, rozgrywki I ligi Włoskiej zawieszono. Federacja piłkarska dla bezpieczeństwa przeniosła swoją siedzibę do Mediolanu, gdzie zdecydowali rozegrać turniej o mistrzostwo Włoch w 1944 roku. W rozgrywkach wzięły udział niemal wszystkie profesjonalne drużyny z północnej części kraju, w tym nawet takie, które nigdy dotychczas nie grały o tę trofeum. Do tego grona zaliczała się właśnie Spezia, która została wrzucona do grupy D regionu Emillia-Romania, ponieważ I faza została podzielona na 9 grup. Bianconeri przeżywali w tamtym czasie ogromny kryzys, a wszystko za sprawą schwytania prezydenta klubu Perioliego, i wysłania go do obozów pracy w Niemczech. Z powodu braku dofinansowania niemal cały klub był w rozsypce, a dotychczasowi zawodnicy nie mieli zamiaru grać za darmo.

Jeden z członków zarządu o nazwisku Semorile postanawia skontaktować się z miejską strażą pożarną, aby zachęcić pracowników do wzięcia udziału w mistrzostwach. Umowa zawarta między klubem a nową drużyną zawierała punkt, który uniemożliwiał piłkarzom wypełnienie obowiązku wojskowego, co bardzo było im na rękę. Takim sposobem drużyna Spezii złożona ze strażaków wzięła udział w mistrzostwach, nieoczekiwanie z 13 punktami wygrywając swoją grupę. W półfinale trafili na Modene, Carpi, oraz Suzzare, z którymi zwyciężyli wszystkie pojedynki, plasując się na samym szczycie tabeli. Na drodze przed awansem do fazy finałowej stał już tylko mecz barażowy ze zwycięzcą grupy A regionu Emillia-Romania, Bologną.

W pierwszym meczu drużyna Orłów dość kontrowersyjnie objęła prowadzenie, ponieważ zdaniem kibiców rywali ze spalonego. Liczne protesty tifosich oraz piłkarzy Rossoblu doprowadziły do walkowera 2:0 dla Spezii, a na rewanż Bologna się nie stawiła. W fazie finałowej pojawiła się także Venezia, w starciu, z którą zremisowali 1:1, oraz faworyt – Torino, z którym niespodziewanie wygrali 2:1. Granata pokonała 5:2 trzecią drużynę w grupie, dzięki czemu Bianconeri byli triumfatorami rozgrywek. Jednak wbrew ówczesnym zapowiedziom, federacja nie uznała turnieju za oficjalny, przez co Spezia nie zdobyła Scudetto, a federalny puchar mistrzostw wojennych. W 2002 roku uznano liguryjczyków za honorowych zwycięzców rozgrywek w 1944 roku, ale mistrzostwo kraju dalej nie jest wpisane jako oficjalne.

UPADEK I ODRODZENIE


Na przełomie 2007 i 2008 roku miasto obiega informacja, że firma Aquilotta, w głównej mierze odpowiedzialna za klub, zmaga się z ogromnymi problemami finansowymi. Wszystko staje się jasne, kiedy prezes spółki Giuseppe Ruggieri tymczasowo przekazuje przewodnictwo swojej pracowniczce, Cristinie Cappelluti, w której rękach kryzys jeszcze bardziej się pogłębia. W styczniowym okienku zawodnicy byli zmuszeni otrzymać spore zniżki płac, przez co ci najbardziej kluczowi piłkarze zdecydowali się odejść. Skład jest mocno okrojony, ale poza boiskiem sytuacja wygląda jeszcze gorzej. W lutym i marcu firma nie spłaciła zaległości, a długi coraz bardziej narastały. Doprowadziło to do powstania inicjatywy stworzonej przez kibiców, którzy zbierali datki na utrzymanie klubu. Sezon udało się dograć do końca, jednak został on zakończony spadkiem do Serie C1. W okresie między rozgrywkami nie udaje się znaleźć sponsora, który byłby w stanie spłacić wszystkie długi, co ostatecznie w dniu 29 lipca 2008 roku doprowadza klub do upadłości.

Kilka dni po likwidacji, powstaje nowa spółka o nazwie ASD Spezia Calcio. Została ona założona z inicjatywy burmistrza miasta Massimo Federiciego oraz właściciela chorwackiego klubu HNK Rijeka, Gabriele Volpiego. Do nowej drużyny dzięki kontaktom dołącza kilku zawodników dotychczas występujących na poziomie Serie B, oraz piłkarze grający w „starej Spezii”. Bianconeri sezon 2008/09 rozpoczynają w Serie D, a po zakończeniu rozgrywek zmieniają nazwę na do dzisiaj żyjące „Spezia Calcio”. W 2012 roku wracają do II klasy rozgrywkowej na półwyspie Apenińskim, i od tamtego momentu walczą o wejście do Serie A.

HISTORYCZNY AWANS


Bianconeri po powrocie do Serie B kilkakrotnie znajdowali się w fazie play-off o awans do Serie A, jednak ani razu nie udało im się dojść do finału. Przed sezonem 2019/20 nie poczynili znaczących rewolucji kadrowych, ale przyszło kilku kluczowych zawodników jak Marchizza, Ferrer, Erlic, czy w zimie Nzola. Najbardziej istotne było jednak przyjście Vincenzo Italiano, który świetnie dopasował styl gry do drużyny, czego skutkiem były pozytywne rezultaty. Przez cały sezon utrzymywali równą formę, a 15 lutego po zwycięstwie 3:1 nad Ascoli udało im się wskoczyć na drugą pozycje.

Wkrótce jednak przyszła pandemia, która lekko wytrąciła z dyspozycji Spezie, przez co po wznowieniu rozgrywek nie udało im się wywalczyć bezpośredniego awansu do wyższej ligi. „Znowu nieszczęsne baraże” powtarzali rozczarowani kibice drużyny z obawą, że promocja do Serie A znowu ucieknie im na ostatniej prostej. W półfinale trafili na Chievo Verona, które w poprzedniej rundzie wyeliminowało Empoli. W pierwszym meczu mimo statystycznej i optycznej przewagi przegrali 0:2, a kibice mieli już przed oczami flashbacki z poprzednich lat. Jednak w rewanżu pokazali swoją wyższość strzelając 3 bramki w przeciągu 53 minut. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:1 po bramce Leverbe w 93 minucie.

Do finału trafili razem z Frosinone Alessandro Nesty, które pod koniec sezonu zasadniczego nie miało najlepszej formy, ale w żadnym wypadku Spezia nie była zdecydowanym faworytem w tym pojedynku. I pokazał to także ostateczny wynik dwumeczu, ponieważ obie drużyny wygrały po jedno spotkanie 1:0, a o awansie zadecydowała wyższa pozycja Bianconerich w tabeli. Mimo obostrzeń i braku kibiców na trybunach, około 1500 tifosich klubu najpierw przeeskortowało autobus z zawodnikami pod stadion, a później po wywalczonym awansie, cieszyli się razem z nimi pod obiektem. Większa radość była jednak podczas zorganizowanego objazdu po mieście autobusem, na którego dachu stali główni sprawcy awansu, których kibice wiwatowali na ulicach.

OJCIEC SUKCESU


Vincenzo Italiano podobnie jak większość trenerów na poziomie Serie A, był w przeszłości profesjonalnym zawodnikiem. Wielkiej kariery nie zrobił, największy klub, w którym grał to Hellas Verona, w którego barwach wybiegł ponad 250 razy. Ze Spezią wcześniej nie miał kompletnie nic wspólnego, ale wystarczył zaledwie sezon, aby już na zawsze zapisać się w kartach historii klubu. Żadnego trofeum z Bianconerimi prawdopodobnie nie wzniesie w górę, ale pierwszy historyczny awans zawsze jest szczególny. Kariera Italiano idzie w ekspresyjnym tempie. W 2018 roku kończył sezon jako trener ArzignanoChiampo na poziomie Serie D, w czerwcu 2019 awansował do Serie B z Trapani, a rok później zdobywał pierwsze historyczne 3 punkty w Serie A – i dla niego, i dla klubu. Nic dziwnego, że włoski szkoleniowiec czyni stałe postępy, ponieważ jest jednym z uczniów nowoczesnej szkoły trenerskiej, która w Italii dotychczas nie była aż tak powszechna.

Świetnie dogaduje się z piłkarzami, którzy niemal przy każdej okazji podkreślają, że relacje z trenerem stoją na dobrym poziomie. Zawsze powtarza swoim zawodnikom, żeby grali tak, jak są przygotowywani. Nie przystosowują się jakoś szczególnie pod danych rywali, tylko zawsze chcą pokazać to, co potrafią najlepiej. Jak się mówi – grają swoje, a to sprawia, że postronni kibice dobrze ich zapamiętają. Na ten moment wygrali zaledwie dwa spotkania w sezonie i plasują się na 18 pozycji, ale trzeba przyznać, że 11 punktów z być może najgorszą kadrą w lidze jest dużym sukcesem. Tym bardziej, że nie raz przyprawiali zdecydowanych faworytów o nerwy, jak było to, chociażby w meczu z Atalantą (0:0), Interem (1:2), czy nawet przez pewną część spotkania z Juventusem (1:4). „Jestem zadowolony, opuściliśmy boisko z wysoko uniesionymi głowami przeciwko czołowemu klubowi, jakim jest Inter” – takie słowa padły z ust Italiano po meczu z Nerazzuri, co tylko potwierdza, że obecny sezon traktują jako jedno wielkie doświadczenie, i chęć pokazania się z najatrakcyjniejszej strony. O utrzymanie powalczą raczej na pewno do ostatniej kolejki, ale mam spore nadzieje, że za rok ujrzymy ich ponownie na boiskach Serie A, ponieważ jestem bardzo ciekawy rozwoju tego projektu. Niemniej jestem jednak pewien, że jeśli spadną z powrotem do Serie B, to Vincenzo Italiano otrzyma oferty z klubów Serie A.

MATEUSZ PEREK

Lekcja historii #2: Boavista na mistrzowskim tronie

Zaledwie pięć klubów może pochwalić się wywalczeniem co najmniej jednego mistrzostwa Portugalii. Obecny sezon jest 87 edycją rozgrywek o tytuł najlepszej drużyny w ojczyźnie Cristiano Ronaldo. 85 razy triumfowały zespoły zaliczane do tzw. Portugalskiej “Wielkiej Trójki”. Hegemonię Benfiki, Sportingu i FC Porto udało się przerwać zaledwie dwukrotnie. W sezonie 1945/46 tytuł majstra wywalczyła ekipa Belenenses. Na początku XXI wieku przypadł on natomiast w udziale zespołowi z Porto. O dziwo nie było to jednak Futebol Clube do Porto. Trofeum za mistrzostwo Portugalii w kampanii 2000/2001 powędrowało do gabloty Boavisty.

Czytaj dalej „Lekcja historii #2: Boavista na mistrzowskim tronie”

Ivan Jurić, czyli właściwy człowiek na właściwym miejscu

Ivan Jurić nieprzerwanie od 19 lat pracuje we Włoszech. Wcześniej jako piłkarz z powodzeniem radził sobie w Serie A. Był bardzo cenionym na Półwyspie Apenińskim pomocnikiem, ale nigdy nie znajdował uznania selekcjonera reprezentacji Chorwacji i na swoim koncie ma tylko 5 spotkań w narodowych barwach. W dzisiejszym tekście przybliżę pokrótce sylwetkę obecnego opiekuna Hellasu Verona.

Czytaj dalej „Ivan Jurić, czyli właściwy człowiek na właściwym miejscu”

Największe ciamajdy włoskiej Serie A.

W Serie A jak w każdej lidze znajdziemy wielu ananasów, którzy doprowadzają do śmiechu, wielu pechowców, którzy budzą się rano i są źli, wiele klubów, które cały rok mierzą się z oczekiwaniami fanów i problemami. Może to nie są historie na taką skalę, jaką przeżył Polski żużlowiec Sebastian Niedźwiedź, który schodząc po schodach, zerwał więzadła w kolanie, ale ich sytuacje nie należą do najciekawszych. Przedstawiamy najciekawsze i najsmutniejsze historie z tego sezonu włoskiej ligi.

Gianluca Caprari oddał w ostatnim spotkaniu z Sassuolo 10 strzałów. Ze wszystkich prób jedna tylko trafiła w światło bramkę, a reszta strzałów została zablokowana przez obronę neroverdich. Gianluca, kiedy tylko miał piłkę, nie rozglądał się, aby oddać piłkę partnerom, tylko spoglądał na bramkę i próbował zamienić sytuację na bramkę. Na podwórku nazwalibyśmy go typowym „napaleńcem”, który musi strzelić gola. Caprari sprawił, że koledzy z drużyny byli źli, gdyż mecz zakończyli porażką, grając długi czas w przewadze zawodnika.

Torino i Giampaolo to duet, który sprawia, że śmiejesz się do rozpuchu. Ich już nie można nazwać pechowcami, oni są przeklęci. Sam Urbano Cairo prezes granaty żartował, że ściągnie do szatni egzorcystę. Stracili już w tym sezonie 19 punktów, będąc na prowadzeniu i kończąc spotkanie bez trzech punktów. Dziś Torino jest na miejscu spadkowym. Kibice Calcio nie domagają się zwolnienia Marco Giampaolo. Chcą, aby trener w dalszym ciągu ich prowadził, ponieważ w każdym meczu mamy sytuację, które doprowadzają do frajdy postronnych widzów. Dziś mówisz Torino i nie jesteś zażenowany ich położeniem, ale roześmiany.

Jak mówimy o Torino, to warto wymienić kilka zdań o tegorocznej Fiorentinie. Rocco Commisso popełnił ogromny błąd, zostawiając na stanowisku trenera od początku sezonu Beppe Iachiniego. Każdy kto interesuje się Serie A, był pewny, że nie dotrwa ten trener do końca roku i mieli rację. Viola zagrała w tym sezonie tylko jeden dobry mecz i do tego przegrany z Interem (4:3). Drużynę objął Cesare Prandelli, ale po kilku tygodniach w drużynie widzimy tylko zmianę ustawienia, a wyniki pozostają są takie same – beznadziejne. Dodatkowo w klubie wybuchł konflikt z Patrickiem Cutrone w roli głównej. Od początku sezonu pewne miejsce w składzie ma Dusan Vlahović, napastnik, który po 11 kolejkach ma tylko 1 bramkę na koncie. Stały bywalec badziewiaków kolejki. Zimą klub znów musi ruszyć na łowy, aby zasilić kadrę.

W tym roku, jeśli mówisz o obroniej Bolońskiej to trudno kogoś wyróżnić z tragicznego poziomu. Nawet utalentowany Japończyk Takehiro Tomiyasu zniżył się do beznadziejnego szczebla defensywy rossoblu. Niedawno po 41 spotkaniach czyste konto zanotował Łukasz Skorupski. Ta statystyka mówi prawdę, Sinisa Mihajlović w swojej drużynie ma beznadziejnych obrońców. W tym sezonie stracili już 22 bramki, a ile po indywidualnych farfoclach? Pewnie większość. Trudno w tej sytuacji winić Łukasza Skorupskiego, ale też ciężko jest chwalić. Polski bramkarz potrafi popisać się znakomitą interwencją, ale potrafi też popełnić prosty błąd. Jeśli zimą prezes Joey Saputo nie sypnie groszem i nie ściągnie do klubu obrońcy, który będzie w stanie poukładać bałagan, to będziemy dalej się śmiać, patrząc na tyły drużyny.

Bryan Dabo to typowy piłkarz, który jest za słaby na tę ligę, ale nie wiedzieć czemu, dalej w niej gra. Urodzony w Marsylii pomocnik jeszcze grając dla Fiorentiny, potrafił zrobić coś wyjątkowego, ale zdecydowanie częściej mu wychodziły kiksy. Po transferze do Spal miał stać się liderem środka pola, a stał się beznadziejny jak cała Spal. Od nowego sezonu występuje w Benevento, ku zdziwieniu kibiców, Filippo Inzaghi widział go w pierwszym składzie swojej drużyny, ale jak można było przewidzieć, szybko stracił je. Wchodząc jako rezerwowy na boisko, ma często zadanie uspokoić środek pola, a Bryan co robi? Wprowadza taki chaos, że ręce opadają nawet postronnym kibicom. Nawet grając w Serie A, nie jest pewniakiem w składzie swojego kraju Burkina Faso.

Amir Rrahmani był w ubiegłym sezonie liderem defensywy Hellasu Verona. Sam trener Ivan Jurić powtarzał, że po transferze do Napoli od razu wskoczy do podstawowej jedenastki. Jest tak wielkim pechowcem, że już trzy razy był zakażony koronawirusem. Dodatkowo od początku sezonu łapie tak często urazy, że to jest aż smutne. Kosowianin jeszcze wróci do formy z ubiegłego sezonu, ale aż żal czytać o nim nowe przykre informacje we Włoskich mediach.

Widzisz ławkę Lazio i co? Ten widok nazwisk piłkarzy już nikogo nie dziwi. Claudio Lotito jest na tyle oszczędny, że nawet po awansie do Ligi Mistrzów nie szastał forsą na transfery. Prawdopodobnie jeszcze będzie mniej wydawał na transfery, gdyż kolejny „drogi” transfer okazał się do tej pory niewypałem. Vedad Muriqi, kiedy przebywa na boisku nie może odnaleźć się w armii Simone Inzaghiego, a na domiar złego ostatnio zmaga się z kontuzją. Kiedy zaczyna się natłok spotkań, od razu podstawowi zawodnicy łapią urazy i od pierwszych minut muszą wybiegać tacy „bomberzy” jak Akpa Akpro, Mohammed Fares, czy doświadczony Marco Parolo, który w tym sezonie zagrał już na 5 różnych pozycjach. Lazio jest cichą rewelacją tegorocznej Ligi Mistrzów, ale kiedy z gry wypadnie na dłużej jeden z liderów, to biancocelesti wyglądają na boisku jak ich transfery i ławka rezerwowych.

Pośmiane z Lazio, pośmiane z defensywy Bolonii, to teraz pośmiejemy się trochę z Romy. Co w tym klubie jeszcze robi Juan Jesus, Davide Santon i Bruno Peres? Kiedy oni są na placu boju, to kibic Romy od razu wie, że wydarzy się katastrofa w roli głównej z jednym z tych panów. Można ich nazwać sabotażystami. To tak naprawdę jeden minus Romy w tym sezonie, że klub nie ściągnął na ławkę zmienników obrońców, a dalej pozostają w drużynie z Rzymu takie urwiski. Fonseca wymaga agresywnego i fizycznego stylu gry od piłkarzy i często zdarzają się kontuzję, dlatego panowie wyżej wymienieni sobie jeszcze pograją w tym sezonie.

Bądź na mundialu, pokłóć się, że nie grasz, wróć do domu obrażony i zostań vice-mistrzem świata. Śmialiśmy się 2 lata temu z Nikoli Kalinica, ale śmiejemy się z niego dalej. Chyba jedyna taka postać w Serie A, od której kibice wymagają, tylko żeby się nie skompromitował. Porządny rywal dla Dusana Vlahovica w walce o miejsce w składzie badziewiaków. Był we Fiorentinie i coś tam nastrzelał, był w Milanie i zawiódł, był w Atletico i skompromitował się, był w Romie i ośmieszył się, jest w Hellasie i kibice gialloblu chcą, żeby tylko nie grał. Co prawda trener Ivan Jurić nie lubi mieć typowej „9” na boisku, więc Kalinić podobnie jak w ubiegłym sezonie Mariusz Stępiński, będzie miał problem z minutami.

W końcu możemy pochwalić pierwszego pomocnika w Juventusie. Weston McKennie gra ostatnio bardzo dobrze, ale jego koledzy? Czy to Adrien Rabiot, czy Rodrigo Bentancur, czy Aaron Ramsey, oni wszyscy grają łagodnie mówiąc źle. Andrea Pirlo wymaga od swoich zawodników ciężkiej pracy, a w tym sezonie pomoc Juve wygląda jakby im się nic nie chciało, a momentami wygląda to tak, jakby grali w grę „piłka parzy”. Juventus powoli wchodzi na właściwe tory, ale baaaaardzo mała w tym zasługa zawodników środka pola.

Lorenzo Tonelli to jest istny fenomen. Śmieją się kibice, że on lepiej gra głową niż nogami. Zdecydowanie będąc z piłką przy nodze były piłkarz Napoli, czuje się nieswojo. Jednak można chwalić Włocha. W tym sezonie ma pewne miejsce w składzie Sampdorii i do tego jest czołowym obrońcą Europy, jeśli chodzi o grę w powietrzu. Ta statystyka może dziwić, ale taka jest prawda. Jeśli jest piłka w powietrzu w polu karnym Genoi i do piłki skacze Tonelli, to bądź pewny, że sytuacja jest pod kontrolą.

Na sam koniec zatrzymamy się przy Crotone. To nic, że w sobotę wygrali ze Spezią 4:1. Ta drużyna na 95% spadnie z ligi. Ciężko wyróżnić jakiegokolwiek piłkarza, który może na stałe przebić się tym sezonem do Serie A. Może jest to duet napastników Junior Messias i Simy, którzy harują przez 90 minut jak woły, żeby mieć chociaż jedną sytuację w meczu. Pomoc wygląda, jakby została wyjęta ze średniaka Serie B, a o obronie nawet nie ma co pisać. Może poza wahadłowymi, którzy spisują się nieźle. Arek Reca jest pewnym punktem Giovanniego Stroppy i ostatnio popisał się piękną bramką, za to Pedro Pereira jest na tyle dobrym piłkarzem, że trener próbował go nawet wystawiać w środku pola. Nie zachwyca nas beniaminek Crotone i raczej nie zachwyci nas w tym sezonie.

Świat nie jest idealny, jakby taki był, nie mielibyśmy rywalizacji. Nie można być najlepszym na świecie, nie można być Ronaldo czy Dybalą niektórzy, chociaż próbują naśladować ich z negatywnym skutkiem. Historii takich jak wyżej mieliśmy przez wiele sezonów jeszcze więcej, ale po 11 kolejkach staraliśmy się wyciągnąć te najbardziej pechowe, najbardziej zadziwiające i najbardziej żałosne.

KACPER KARPOWICZ

Zapowiedź 11. kolejki.

Za nami pasjonująca kolejka nr 10 na włoskich boiskach. W ubiegły weekend obejrzeliśmy derby Turynu, które zamroziły krew w żyłach kibicom Juve. Pogoń zwieńczona zwycięstwem nad Torino smakuje jeszcze lepiej. Podobna sytuacja miała miejsce w sezonie 2014/15, kiedy po niemrawym początku sezonu, drużyna pod skrzydłami ówczesnego trenera Massimiliano Allegrego odbudowała się po zwycięstwie nad Toro 2:1.

Zawiódł nas mecz kolejki między Romą, a Sassuolo. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a występ obu drużyn można opisać jako mizerny. Prawdziwym gwoździem do trumny okazał się mecz Crotone – Napoli. Drużyna Giovanniego Stroppy odstaje poziomem od reszty stawki i została zmieciona z planszy przez Neapolitańczyków 0:4. Po raz kolejny najpiękniejszą bramką kolejki popisał się Lorenzo Insigne. Włoch potwierdził tym uderzeniem, że jest groźnym zawodnikiem zza pola karnego, a swoje 3 grosze dołożył Piotr Zieliński, który zanotował piękną asystę do popularnego Lolo.

Piłkarzem kolejki został wybrany Juan Cuadrado. Kolumbijczyk popisał się dwoma kluczowymi podaniami, które pomogły Juventusowi wygrać derbowe spotkanie. Ucierpiała przez to pozycja w drużynie kolejki Achrafa Hakimiego, który przeciwko Bolonii zagrał koncert. Ogromnym minusem ubiegłej kolejki okazała się potężna ulewa nad Dacia Arena, która uniemożliwiła piłkarzom rozegranie spotkania. Komisja ligi ma problem na znalezienie nowego terminu na to spotkanie. Odsłona 11 Serie A zapowiada się równie pasjonująco i zachęcająco, żeby odpalić kanały Eleven i wejść w świat Calcio.

AC MILAN – PARMA


Jakby dziś spisywała się Parma, gdyby Inter nie spóźnił się z transferem Gervinho? Iworyjczyk jest najważniejszą postacią crociatich, to od niego zaczyna się ustalanie składu. Każda ofensywna akcja musi przejść przez nogi Gervinho i to on najczęściej bierze na swoje barki grę Parmy. Fabio Liverani, miał wprowadzić koloryt ofensywny w drużynę, taki sam, jaki był w Lecce, ale na ten moment tego nie widzimy. Defensywa też spisuje się dużo gorzej niż w ubiegłym sezonie, a wiek Bruno Alvesa, mózgu defensywy, bierze górę i nie jest w stanie grać we wszystkich spotkaniach.

Parma gra brzydką, defensywną piłkę. Są na tyle cofnięci, że przeciwnicy często biją głową w mur. Trudne zadanie przed Milanem. Brak Zlatana Ibrahimovica jest ogromną stratą. Trener Stefano Pioli wrócił w ubiegłym tygodniu na ławkę trenerską po zakażeniu koronawirusem. Pech nie opuszcza Milanu, gdyż przez kontuzje opuszczą spotkanie Ismael Bennacer, Simon Kjaer i wcześniej wspomniany Ibra. Rossoneri muszą uciekać w tabeli od goniącego peletonu, a to spotkanie należy do tych „wygrać i zapomnieć”.

Historia rywalizacji przemawia za Milanem. Ekipa Parmy czeka na zwycięstwo już 6 lat. Czy się doczeka? Ciężko to stwierdzić. Mecz odbędzie się w niedziele o 20:45, więc powinno przyciągnąć przed telewizory sporą grupę widzów, nawet niezwiązanych na co dzień z Calcio.

LAZIO – HELLAS


W środku tygodnia biancocelesti awansowali do fazy pucharowej Ligi Mistrzów po 20 lat. Zremisowali na własnym stadionie we wtorek z Clubem Brugge 2:2 grającym w osłabieniu. Kibice Lazio będą mieli jeszcze przez długi czas uderzenie rywali w 90 minucie w poprzeczkę. Trudy spotkania w środku tygodnia mogą być widoczne w zbliżającym się spotkaniu. Trener Simone Inzaghi nie może dać najlepszym zawodnikom wolnego, bo wie, jak groźnym rywalem jest Hellas. Świetną formę prezentuje od początku sezonu Ciro Immobile i wracający po koronawirusie Sergej Milinković-Savić, który przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się w spotkaniu ze Spezią. Nie można być obojętnym, jeśli chodzi o Francesco Acerbiego. To prawdziwy diament w defensywie, na ten moment czołowy stoper świata. Prawdziwa skała, która nie dosyć, że świetnie potrafi bronić, to jeszcze w swoim repertuarze ma na tyle dobrze ułożoną lewą stopę, że jest w stanie posyłać „na nos” crossowe długie podania.

Armia Ivana Jurica wychodzi na każde spotkanie jak na wojnę. Po ostatnim remisie z Cagliari będą chcieli zamazać plamę i urwać kolejne punkty czołowej drużynie ligi. Dobrymi występami ostatnio przekonuje do siebie Chorwackiego trenera Paweł Dawidowicz. Centralna postać środka obrony wywiązuje się ze swoich zadań bez zarzutu i jest chwalony przez Włoskie media. Warto zwrócić uwagę na dwóch piłkarzy giallobu. Pierwszym jest bramkarz Marco Silvestri, który już od kilku sezonów pokazuje, że jest jednym z lepszych goalkeeperów Serie A. Nie zawodzi, nie schodzi poniżej pewnego sezonu, nie popełnia błędów i ciągle gra swoje, co mecz popisując się świetnymi interwencjami. Drugim takim piłkarzem jest zawodnik ofensywny Mattia Zaccagni. Kilka tygodni wstecz mogliśmy przeczytać w prasie na Półwyspie Apenińskim, że w swoim składzie widzi go zarówno Antonio Conte, jak i Andrea Pirlo. Piłkarzem interesują się wielkie marki i jak tak dalej będzie się prezentował, to nawet zimą zgłosi się po niego lepszy klub. Będzie to 49. spotkanie w całej historii między oboma zespołami.

Statystyka przemawia za Lazio. Miejmy nadzieję, że w sobotę o 20:45 obejrzymy bardziej wyrównane spotkanie, niż te z ubiegłego sezonu, kiedy drużyna Inzaghiego rozgromiła na Stadio Marcantonio Bentegodi Hellas 1:5.

ATALANTA – FIORENTINA


Przez cały tydzień dochodziły do nas różne plotki, jakoby Gian Piero Gasperini starł się na jednym z treningów z kapitanem Alejandro Gomezem. Włoski trener podobno złożył już nawet dymisję, ale została ona odrzucona przez zarząd La Dei. Mówiło się nawet o małej bijatyce w ośrodku treningowym, niby Papu uderzył Gaspa. Takie doniesienia martwiły kibiców, bo przed nimi był najważniejszy mecz w tegorocznej Lidze Mistrzów przeciwko Ajaxowi. Na całe szczęście drużyna z Bergamo wygrała na wyjeździe, a kapitan Gomez swoim wpisem na instagramie rozwiał wszystkie plotki. Atalanta ma się dobrze i mimo ostatnio słabej formy, pięknie zaprezentowała się w spotkaniu z Ajaxem.

Na Fiorentinę brakuje ostatnio słów. Tragiczne występy przeplatają z beznadziejnymi. Remis uratowany w ostatniej minucie przeciwko Genoi ma być punktem zwrotnym. Drużynę kilka tygodni temu objął stary-dobry Cesare Prandelli i widać już powoli efekty jego pracy. Zmiana ustawienia, zmiana formacji i zmiana podejścia do gry, ma być lekiem na bolączki Violi. Drużyna Florencji ma ogromny problem z pozycją napastnika. Dusan Vlahović jest podstawowym zawodnikiem, ale każdy mecz kończy z koszmarną notą. Christian Kouame jeszcze nie doszedł do pełnej sprawności po kontuzji, a Patrick Cutrone zapowiedział odejście z drużyny, przez narodzony konflikt z szefostwem i innymi piłkarzami. Jedni i drudzy mają swoje problemy, a to spotkanie może być kierunkowskazem na prostą dla zwycięzcy. Już w niedziele o 15:00 będziemy mogli obejrzeć na antenach Eleven Sports te ciekawe starcie.

POZOSTAŁE

Drużyna Napoli rozegra swoje drugie spotkanie na stadionie o nazwie Diego Armando Maradony. W czwartek zremisowali na własnym terenie z Realem Sociedad, a pierwszą historyczną bramkę przepięknej urody na stadionie Maradony zdobył Piotr Zieliński. Drużyna Gattuso prezentuje się ostatnio wspaniale, nie jest widoczny nawet brak kontuzjowanego Victora Osimhena. Sampdoria w ostatnim spotkaniu przegrała z Milanem 1:2. Postawa w tym meczu drużyny z Genoi była męcząca oczy. Ostatnio wyglądają jakby, tylko mieli przeszkadzać rywalowi. Bezradność Fabio Quagliarelli jest wymazana na twarzy. Napastnik znany ze swojej bramkostrzelności musi teraz więcej pracować w defensywie. Mecz odbędzie się już w niedzielę o 15:00.

Już w piątek będzie można obejrzeć starcie inaugurujące 11 kolejkę włoskiej Serie A. O 20:45 zmierzy się Sassuolo z Benevento. Roberto De Zerbi na każdym kroku zbiera pochwały, a sam Prince Boateng stwierdził, że jest najlepszym trenerem, z jakim kiedykolwiek pracował. Neroverdi wyglądają ostatnio gorzej, gdyż wychodzą na spotkania bez nominalnego napastnika. Blisko powrotu do zdrowia są Ciccio Caputo i Gregoire Defrel, ale w tym spotkaniu nie będą jeszcze gotowi do łaski trenera. W ostatnim meczu ligowym z opaską kapitańską w drużynie Benevento poprowadził Kamil Glik. Sam nominalny kapitan drużyny Luca Caldirola stwierdził, że to Polak jest prawdziwym liderem w szatni i na boisku. W meczu z Parmą wielokrotnie Glik motywował swoich piłkarzy do ciężkiej pracy i widzieliśmy efekty pracy nowego kapitana. Do tej pory obie drużyny między sobą rozegrały tylko 2 spotkania. Czy drużyna Benevento odniesie pierwsze historyczne zwycięstwo nad Sassuolo? Dowiemy się tego dziś wieczorem.

Ekipa Eusebio Di Francesco znacząco poprawia się z tygodnia na tydzień. Po zakażeniu covidem do zespołu wraca Nahitan Nandez, Gaston Pereiro oraz sam szkoleniowiec. Na własnym stadionie są zawsze groźni. Inter zawiódł w środę, kibice nerrazurich są załamani, a ich drużyna nawet nie wystąpi w Lidze Europy. Mecz z Szachtarem będzie na pewno siedział z tyłu głowy piłkarzom, więc to doskonała szansa dla drużyny Sebastiana Walukiewicz, aby sprawić niespodziankę.

Po każdej kolejce wybierana jest najlepsza drużyna oraz największe badziewie weekendu. Możecie swój głos również oddać na bramkę kolejki i najlepszego piłkarza. Zachęcamy do głosowania!

KACPER KARPOWICZ

Piłka zawodowa otwiera się na pasjonatów

Od sezonu 2021/2022 nie trzeba będzie posiadać licencji UEFA PRO, aby prowadzić zespół na szczeblu centralnym. Polski Związek Piłki Nożnej poinformował, że licencja UEFA A pozwoli pracować jako pierwszy trener od drugiej ligi w dół. “Dotychczas szkoleniowcy nie mieli takiej możliwości, ale chcemy tym najzdolniejszym trenerom ułatwić dostęp do pracy w piłce na wyższym szczeblu.” – powiedział prezes PZPN Zbigniew Boniek

Dopuszczenie trenerów bez najwyższej europejskiej licencji pozwoli dużej grupie pasjonatów tego zawodu wykonać wymarzony krok w kierunku zawodowstwa. Dla większości kandydatów dostanie się na kurs UEFA PRO, było rzeczą nieosiągalną z kilku względów. Od teraz do pracy na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Polsce nie są konieczne takie same uprawnienia jak do bycia selekcjonerem dowolnej reprezentacji na świecie.

DLACZEGO TAK TRUDNO SIĘ DOSTAĆ?


Zgodnie ze statutem Europejskiej Unii Piłkarskiej każdy jej członek może rocznie przyjąć na kurs UEFA PRO jedynie 24 kandydatów. W Polsce przez to zakwalifikuje się jedynie co trzeci chętny. Weryfikacją kandydatów jest egzamin wstępny odbywający się co roku w Szkole Trenerów PZPN w Białej Podlaskiej. Wydawać może się, że kurs odbędą najlepsi z najlepszych. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy taki egzamin rzeczywiście jest odpowiednim weryfikatorem umiejętności trenera? Czy nie cenimy bardziej przelewania wiedzy na papier niż sukcesu sportowego?

Kolejną zaporą jest aspekt finansowy. Koszt kursu UEFA PRO wynosi 14 tysięcy złotych + VAT. Jeżeli doliczymy koszty związane z dojazdem do Białej Podlaskiej na piętnaście trzydniowych sesji, nocleg i staż zagraniczny. Łącznie wyrobienie licencji UEFA PRO kosztuje od 20 do 25 tysięcy złotych. Jest to inwestycja bardzo ryzykowna. Nikt nie zagwarantuje przecież, że po takim kursie trener z miejsca dostanie pracę w klubie ze szczebla centralnego. Żeby opłacić kurs drugoligowy, trener musiałby przeznaczyć pensje z klubu za okres połowy roku. Na poziomie trzeciej ligi większość zarówno trenerów, jak i piłkarzy łączy sport z pracą zawodową, aby zapewnić byt swojej rodzinie. Kiedy taki trener dzięki swojej ciężkiej pracy zdobywał awans poziom wyżej, stawał przed ścianą. Wybór pomiędzy wzięciem kredytu, aby móc kontynuować pracę, a zmianą klubu na taki z niższego szczebla rozgrywkowego, nie był najwspanialszą nagrodą jaką mógł sobie wymarzyć.

DLACZEGO TA ZMIANA MA SENS


Zarówno w piłce nożnej, jak i w codziennym życiu najlepszym weryfikatorem umiejętności jest rynek pracy. Konkurencja podnosi ogólny poziom grupy zawodowej, a najlepsi w swoim fachu zajmują najbardziej lukratywne stanowiska. O umiejętnościach nie stanowi jednak posiadany dyplom, a osiągane wyniki. Selekcjoner, który wywalczył awans na EURO czy Mundial powinien móc poprowadzić drużynę na turnieju. Tak samo trener awansujący na szczebel centralny powinien móc sprawdzić się w danej lidze. Nawet w przypadku, gdy nie da sobie rady, prezesi klubów mają o wiele szersze pole manewru w szukaniu następcy. Małe kluby nie będą musiały szukać szkoleniowców na drugim końcu Polski. Szanse dostaną ci, którzy działają w swoim regionie. Prawdziwi pasjonaci tego zawodu, dla których piłka jest całym życiem.

Finalne efekty będziemy mogli ocenić dopiero za kilka lat. Mimo wszystko już teraz rzuca się pewna analogia do przepisu o obowiązkowym młodzieżowcu na boisku. Poziomu rozgrywek na pewno nie zaniży, a może wypromuje parę nazwisk, o których w przyszłości będzie głośno.

PRZEMYSŁAW OLSZEWIK

Zapowiedź 10. kolejki Serie A.

Za nami już 9 odsłon spektaklu o nazwie Serie A. W drodze do scudetto lideruje Milan, trzymając za plecami najgroźniejszych rywali. W poprzedniej kolejce mieliśmy kilka ogromnych niespodzianek. Sassuolo po znakomitym początku sezonu daje sobie wbić 4 bramki z Interem, który jest w ogromnym dołku. Lazio przegrywa z Udinese, będąc na własnym boisku kilka klas gorszym. Juventus remisuje z beniaminkiem na własnym stadionie, Atalanta przegrywa z Hellasem, a drużyna Romy doznaje bolesnej porażki na stadionie imienia Diego Armando Maradony. Warto odnotować, że po raz pierwszy od 41 spotkań czyste konto zanotował Łukasz Skorupski. W „11” kolejki znalazł się nasz zapomniany reprezentant Paweł Dawidowicz, który rozegrał perfekcyjne spotkanie z drużyną Gian Piero Gasperiniego. Piłkarzem kolejki wybrany został Franck Kessie, zaś najpiękniejszym golem popisał się Lorenzo Insigne, który po bramce oddał hołd zmarłemu Diego Maradonie. Przed nami naprawdę interesujący weekend na włoskich boiskach. Możemy zacierać ręce przed zbliżającą się kolejką.

JUVENTUS – TORINO

Derby Turynu od kilku lat nie są tym spotkaniem, na które zwrócone są oczy piłkarskiego świata. Przepaść między drużynami od kilkunastu lat jest aż nadto widoczna. Będzie to 161 oficjalne spotkanie między zespołami. Statystyka przemawia oczywiście dla bianconerich, a drużyna granaty czeka na zwycięstwo już 5 lat. Obie drużyny są pod kreską na początku sezonu, podopieczni Pirlo, jak i Giampaolo zawodzą. Jednak z meczu na mecz można zobaczyć postępy u jednych i drugich. Gdyby drużyna Torino nie wypuszczała prowadzenia z rąk, to dziś byłaby za plecami Milanu, końcówki spotkań w ich wykonaniu są najłagodniej mówiąc tragiczne. Juventus mierzy się z ogromnymi problemami kadrowymi, przez co nowy szkoleniowiec ma problem z wprowadzeniem nowej taktyki w życie. Nie można jednak mieć zastrzeżeń do ofensywy i defensywy bianconerich, ale styl gry pozostawia wiele do życzenia. Zapowiada się wspaniały pojedynek Alvaro Moraty z Andrea Belottim. Kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko? Sobota, godzina 18:00, Eleven Sports i warto obejrzeć.

AS ROMA – SASSUOLO


Dwie drużyny, które mogą podobać się od samego początku sezonu i dwie drużyny, które w ostatniej kolejce przyjęły 4 bramki na klatę. Obie ekipy chcą jak najszybciej zamazać plamę po ostatnim meczu ligowym. Po części Romie udało się to, gdyż w czwartek pokonali Young Boys w Lidze Europy 3:1. Paulo Fonseca będzie mógł skorzystać w tym spotkaniu z Jordana Veretout (uraz z Napoli okazał się niegroźny) i Marasha Kumbulli (powrót po koronawirusie), natomiast Roberto De Zerbi musi sobie radzić dalej bez swojego bombera Francesca Caputo. Drużyny zajmują odpowiednio 6 i 3 miejsce w tabeli, a dzieli je zaledwie jeden punkt. W ostatnich 5 spotkaniach z udziałem Romy w lidze padło aż 19 bramek, natomiast jeśli chodzi o neroverdich to padło 17. Te statystyki mówią wiele, czeka nas wielkie strzelanie i ostra gra na Stadio Olimpico. Już w niedzielę o godzinie 15:00 przekonamy się, kto odrobił lekcję, a który szkoleniowiec nie trafił z taktyką.

HELLAS – CAGLIARI


Może się wydawać, że to spotkanie dla prawdziwych „calcioświrów”, ale nie musi tak być. Drużyna Ivana Jurica to prawdziwe złoto, w którym można się zakochać, jeśli jesteś fanem mądrego zarządzania i odpowiedniej taktyki pod daną drużyną. Każde spotkanie z drużyną Hellasu wygląda inaczej, są gotowi pod każdego przeciwnika i potrafią zaskoczyć najlepszych tak jak w ostatniej kolejce z Atalantą. Cagliari ma swoje problemy, ważnych piłkarzy dotknęła pandemia koronawirusa i trener Di Francesco musi rotować składem. Możemy być pewni, że w tym spotkaniu zobaczymy Sebastiana Walukiewicza, który przedłużył kontrakt o 4 lata z drużyną rossoblu. W całej historii drużyny rozegrały tylko 35 spotkań. Więcej razy zwycięsko ze starć wychodziła drużyna z Wenecji. Na zachętę, spotkanie odbędzie się o magicznej porze 12:30. Niedzielne mecze o tej godzinie nie są słabe. Zapraszamy!

Inne spotkania
Massimo Ferrero zapowiedział, że jego drużyna pokona Milan 2:0 i zanotuje odrodzenie. Czy tak się stanie? W ostatnim spotkaniu między tymi zespołami padł wynik 0:0, a debiut w nowym Milanie zanotował Zlatan Ibrahimović. Jak spisze się drużyna Ranierego, który w tygodniu znalazł się na dywaniku u prezesa Ferrero? Czy Stefano Pioli po wyleczeniu Covida zanotuje piękny powrót na ławkę trenerską? Niedziela, godzina 20:45 i będziemy mieli wszystko wyjaśnione.
Drużyna Udinese w poprzedniej kolejce pokonała w pięknym stylu na Stadio Olimpico drużynę ze stolicy Italii Lazio. Teraz czeka ich trudne zadanie, mierzyć się będą z Atalantą, która już w środę zagra najważniejsze spotkanie w tegorocznej Lidze Mistrzów. Czy Gasperini odpuści sobie mecz ligowy? Jaki wpływ na drużynę po zakażeniu koronawirusem ma asystent Luci Gottiego Gabriele Cioffi? Warto zerknąć w niedzielę o 15:00 na to spotkanie.
Nie warto kopać leżącego, ale poniedziałkowe starcie Fiorentiny, z Genoą nie zapowiada się najciekawiej. Jedni i drudzy mają swoje wielkie problemy. Viola gra poniżej oczekiwań, a na domiar złego nowy trener Cesare Prandelli jest zakażony koronawirusem. Genoa to drużyna, która jest spisywana na spadek już od kilku sezonów, a ten rok niczego nam nie zmienił. Kto przełamie się w tym spotkaniu? 20:45, poniedziałek i przekonamy się, w jakiej dyspozycji są jedni i drudzy.

Po każdej kolejce wybierany jest skład kolejki oraz zawodnicy, którzy najbardziej zawiedli. Zapraszamy też do oddania głosu jak co kolejkę na najlepszego piłkarza i najpiękniejszą bramkę.

KACPER KARPOWICZ

Znów się spotykamy panie Hyballa

Jest lipiec 2019 roku. Michał Probierz ma po raz pierwszy poprowadzić Cracovię w
europejskich pucharach. Los w pierwszej rundzie eliminacji przydzielił Pasom
wicemistrzów Słowacji DAC Dunajską Stredę. Trenerem gości jest niemiecki
szkoleniowiec Peter Hyballa. Półtora roku później panowie znowu staną naprzeciwko siebie.
Tym razem stawką będzie zwycięstwo w „Świętej Wojnie”, czyli jubileuszowych
200. Derbach Krakowa.

Ze względu na podobieństwo do katalońskiego trenera, nazywany polskim Guardiolą Probierz wielokrotnie dał się poznać kibicom nie tylko jako świetny trener, ale także jedna z najbarwniejszych postaci w naszej lidze. Pochodzący z Bytomia szkoleniowiec wyraźnie daje do zrozumienia, że jest przeciwnikiem zatrudniania w Ekstraklasie zagranicznych trenerów. Uważa, że w ten sposób zamyka się drogę wielu młodym zdolnym szkoleniowcom z krajowego podwórka, a daje się szansę znacznie od nich gorszym. Kwestią dyskusyjną jest to czy ma rację, ale to już sprawa na oddzielny temat.

Pierwszą „ofiarą” obecnego trenera Cracovii był Henning Berg. Norweg w jednym z
wywiadów skrytykował Probierza, że ten jako trener Lechii Gdańsk nie dawał szans na grę
wypożyczonemu w tym czasie z Legii Aleksandrowi Jagiełło. Były piłkarz m. in.
Manchesteru Unite ostrzegł również gdańszczan, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, to żaden
zawodnik z Łazienkowskiej nie dostanie zgody na transfer do Lechii. Michał Probierz nie
pozostał dłużny i na te słowa odpowiedział na łamach Przeglądu Sportowego:

„Dziwię się, że ktoś, kto w ogóle nie stawia na młodzież, wypowiada się w ten sposób.
Proponuję panu Bergowi zająć się swoją drużyną, a nie Lechią. To, że był dobrym
piłkarzem i mówi płynnie po angielsku, nie znaczy, że musi być lepszym trenerem od
Polaków.”

Na tej wymianie uprzejmości się nie skończyło. Przed kolejnym ligowym starciem oliwy do ognia dolał Berg. Na konferencji prasowej przed meczem z Jagiellonią powiedział:

„Być może Michał Probierz odczuwa presję przed tym meczem? On cały czas mówi o
Legii i o mnie. Musi być moim największym fanem.”

Ówczesny szkoleniowiec Jagiellonii odpowiedział w dowcipny sposób. Tym razem nie słowem, a czynem. Podczas przywitania trenerów przed meczem sprezentował Bergowi rozmówki Polsko-Norweskie. Norweg niedługo później został z Legii zwolniony, co zakończyło starcie obu panów.
Dlaczego ta historia ma znaczenie? A no dlatego, że po wyeliminowaniu Cracovii Peter
Hyballa nazwał pasy drużyną… koszykarzy. Krytykował w ten sposób styl gry Cracovii
oparty na dośrodkowaniach w pole karne, gdzie czekali wysocy zawodnicy. Na pytania o
wspomnienia meczu z Cracovią, podczas swojej pierwszej konferencji w roli trenera Wisły
Hyballa odpowiedział krótko:

„Michał Probierz to trener z wielkim doświadczeniem, dużo znaczy w Polsce. Natomiast
jeśli chodzi o styl Cracovii, to opinie na ten temat przed meczem zachowam dla siebie.”

Z drugiej strony krakowskich Błoni w odpowiedzi na pytania czy piątkowy mecz jest
okazją do udowodnienia, że polscy trenerzy są lepsi niż niemieccy oraz znajomość z
Peterem Hyballa słyszymy:

„Ja też jestem niemieckim trenerem, bo mam niemieckie papiery. Na ławce spotka się więc
dwóch Niemców. Znajomość? Whisky z nim nie piłem… Nie znam go, nie wiem, jaką pije, nie wiem, jakie pije wino. Mówię: nie róbmy wrogów! Nie wywołuję wojny. Hyballa przyjechał do Polski i ja mu życzę powodzenia.”

Rzuca się w oczy analogia do jednej z najsłynniejszych wypowiedzi Michała Probierza,
który po porażce z Legią Berga i wątpliwym karnym w 98. minucie rzucił sławetnym tekstem o szklaneczce Whisky.

Brzmi to jak trailer drugiej części filmu, na którą widzowie czekają z utęsknieniem.
Piątkowe starcie możemy śmiało nazywać meczem wielkiej wagi. Jubileuszowe derby,
walka o „rządy” w mieście, debiut nowego trenera. To, że mimo zimowej aury temperatura
będzie wysoka, nie ulega wątpliwości. W poszukiwaniu emocji warto będzie spojrzeć nie
tylko na to co dzieje się na boisku, ale także przy liniach bocznych. Tam pojedynek może
być jeszcze ciekawszy. A jak będą wyglądały dalsze perypetie obu panów? Trzeba życzy
sobie, aby mieli okazję spotkać się jeszcze kilkukrotnie. Na nudę nie będziemy narzekać.

Przemysław Olszewik

Kolejka w cieniu Maradony.

Cały piłkarski świat opłakuje argentyńską legendę piłki nożnej, która pokazywała swój kunszt również na boiskach Serie A. Diego Maradona przez lata był zawodnikiem Napoli, jednak stał się legendą nie tylko klubu, ale i całego miasta. Każde spotkanie 9. kolejki zostanie poprzedzone minutą ciszy jako hołd dla Argentyńczyka.

Poprzednia kolejka nie dostarczyła dużego ładunku emocjonalnego, ale niektóre trafienia mogą zostać na długo zapamiętane. Najpiękniejszą bramką 8. kolejki zostało wybrane uderzenie z woleja Henrikha Mkhitaryana w starciu z Parmą. Najlepszym piłkarzem został wybrany Zlatan Ibrahimović, który trafił do bramki rywali dwukrotnie, ale mecz dokończył z wysokości ławki – odniósł uraz mięśnia. Ibry zabraknie w zbliżającej się kolejce podobnie jak Cristiano Ronaldo, który otrzymał wolne od trenera Pirlo. Do gry po koronawirusie wracają Edin Dzeko, Sergej Milinković-Savić czy Marcelo Brozović. 

SASSUOLO – INTER


Ubiegłoroczne spotkanie na Mapei Stadium zakończyło się wynikiem 4:3 dla gości. Przed pierwszym gwizdkiem oglądający to spotkanie byli świadkami niecodziennej sytuacji, gdyż na środku boiska wylądował spadochroniarz. Kibice będący na stadionie nagrodzili spadochroniarza gromkimi brawami. 

Sassuolo jest w gazie. Zajmują wysokie, drugie miejsce w tabeli i dzielnie dotrzymują kroku liderującemu Milanowi. Inter w środku tygodnia poniósł porażkę w Lidze Mistrzów na własnym stadionie z Realem Madryt (0:2). Drużyna De Zerbiego imponuje formą. Do doskonałej formy małymi kroczkami wraca Jeremie Boga, który w meczu Hellasem popisał się piękną bramką. W zbliżającym się spotkaniu w barwach neroverdich zabraknie Francesco Caputo, który leczy uraz. Inter jest w dołku i trzeba to jasno powiedzieć, więcej o nerrazurich rozpisałem się w środku tygodnia i dogłębnie opisałem ich problemy.

ATALANTA – HELLAS VERONA


Oj Atalanto, Atalanto, co mamy o Tobie myśleć? W ubiegły weekend wielkie męczarnie ze Spezią, a w środę imponujące zwycięstwo w Lidze Mistrzów przeciwko Liverpoolowi na Anfield. Piłkarze The Reds nie oddali na bramkę Golliniego nawet celnego strzału. Czy piłkarze Gasperiniego odzyskali formę? Trudno powiedzieć. La Dea ma swoje problemy, zawodnicy są przemęczeni natłokiem meczów przez swój dynamiczny i szybki styl gry. Armia Ivana Jurica w środku tygodnia rozegrała spotkanie w ramach Coppa Italia przeciwko Cagliari. W doliczonym czasie gry stracili bramkę, przegrali 2:1 i musieli pożegnać się z Pucharem Włoch. Najważniejsi zawodnicy otrzymali mały urlop od chorwackiego trenera, więc na spotkanie z Atalantą będą gotowi już w 100%.

Mecz będzie miał swój smaczek na ławce trenerskiej. Ivan Jurić był asystentem Gian Piero Gasperiniego w Interze i Palermo, a sam trener Hellasu wzoruje się na starszym koledze i chce wprowadzić w swój zespół taki sam koloryt i piękno gry. Będzie to spotkanie numer 50 w całej historii obu klubów. Liczba zwycięstw przemawia za Atalantą, która wygrała do tej pory 21 spotkań. W ostatnich 5 spotkaniach między tymi zespołami padło 18 bramek, więc zapowiada nam się prawdziwe meczycho, które rozpocznie się w sobotę o 20:45.

NAPOLI – ROMA


Obie ekipy mają za sobą spotkanie z Milanem i oba zespoły w starciu z liderem straciły 3 bramki. Jednak to piłkarze Romy zdołali wyszarpać remis. Drużyna Napoli pogrążona w żałobie po śmierci legendy Diego Maradony. W ciągu kilku dni burmistrz miasta dopełni formalności i stadion w Neapolu będzie nosił nazwę jego nazwę. Ekipa Fonseci w czwartek pokonała w wyjazdowym spotkaniu Cluj (0:2). Różnica pomiędzy zespołami w tabeli wynosi 3 pkt na korzyść giallorossich, ale jest mała przepaść w stylu gry obu ekip. Drużyna Gattuso po wygranym spotkaniu z Atalantą (4:1) zdecydowanie obniżyła loty, a sam Rino zagroził odejściem z drużyny, jeśli zawodnicy nie będą przykładali się do treningów i nie będą walczyli na boisku w 110%. Roma imponuje formą od początku sezonu, a styl jaki prezentują na murawie, przyprawia kibiców w samo zachwyt. Henrikh Mkhitaryan w 8 kolejkach miał udział przy 9 zdobytych bramkach (5 goli i 4 asysty). Pomocnicy wywiązują się ze swojej roli doskonale, a nikt nie spodziewał się po obrońcach Romy, że potrafią wskoczyć na tak wysoki poziom. Spotkanie powinno przyciągnąć wielu kibiców niezaznajomionych z Calcio. Pierwszy gwizdek już w niedzielę o 20:45.

POZOSTAŁE

Mecz Lazio – Udinese rozpocznie się o godzinie 12:45 w niedzielę. Drużyna Inzaghiego odniosła we wtorek imponujące zwycięstwo nad Zenitem, a ekipa Luci Gottiego na własne życzenie pożegnała się z Coppa Italia, przegrywając po dogrywce z Fiorentiną 1:0. Magiczna godzina powinna zachęcić do rzucenia okiem na to spotkanie.


Myślisz Milan – Fiorentina, masz przed oczami mecz z ubiegłego sezonu, kiedy koncert na San Siro zagrał Franck Ribery, a drużyna Violi pokonała rossonerich 4:1. Sprawy nabrały obrotu i dziś Milan jest na szczycie, a drużyna z Florencji błąka się w dolnej części tabeli. W jakiej dyspozycji będą piłkarze Stefano Piolego po remisie czwartkowym z Lille? Co wniósł już w szeregi drużyny nowy-stary trener Cesare Prandelli? Przekonamy się w niedzielę o 15:00.


Dopiero po raz czwarty zmierzą się ze sobą Cagliari i Spezia. Obie drużyny nie zajmują wysokiej lokaty w tabeli, ale ich styl gry przyciąga kibiców przed ekrany. Eusebio Di Francesco i Vincenzo Italiano mają swoje małe problemy kadrowe. Kto wyjdzie zwycięsko z tego pierwszego starcia na szczeblu Serie A? Niedziela godzina 18:00 i wszystkiego się dowiemy.

Po każdej kolejce będziecie mogli wybrać najlepszego piłkarza danej kolejki i najpiękniejszą bramkę. Ankiety przeprowadza Kacper Karpowicz, a głosować będzie można także na naszym profilu. Warto śledzić, gdyż będziemy wybierać najlepszy skład kolejki i największe badziewie. Zapraszamy!

KACPER KARPOWICZ

Żegnaj, Diego…

„Podanie do Diego, Maradona ma piłkę, dwóch go kryje, Maradona pędzi z piłką, geniusz światowej piłki kieruje się w prawo, zostawia ich z tyłu i będzie podawał do Burruchagi… Wciąż Maradona! Geniusz, geniusz, geniusz! Ta-ta-ta-ta-ta-ta-ta… Gooooooool… Goooooooooool… Chce mi się płakać. Dobry Boże, niech żyje futbol! Co za gol! Diegooooo! Maradona! Najmocniej przepraszam, ale mam łzy w oczach. Maradona, niezapomniany rajd, akcja wszechczasów. Ty beczkowaty, kosmiczny fenomenie. Z jakiej planety przyszedłeś, żeby ograć aż tylu Anglików, żeby zamienić cały naród w wielką zaciśniętą pięść wołającą >>Argentyna<<? Argentyna dwa, Anglia zero, Diego Armando Maradona, Dzięki Ci Boże, za futbol, za Maradonę, za te łzy i za to Argentyna dwa, Anglia zero.”

Czytaj dalej „Żegnaj, Diego…”

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑