KOPCIUSZEK, KTÓRY ROZKOCHAŁ KIBICÓW SWOJĄ GRĄ

Spezia w zeszłym sezonie nieoczekiwanie wywalczając historyczny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej we Włoszech, była jedną z niespodzianek Serie B. Dzisiaj także można ich wrzucić do worka z napisem „sensacja”, jednak tym razem do tego o półkę wyżej, i niekoniecznie za same rezultaty. Beniaminek z Ligurii zapracował sobie na miano drużyny, na której spotkaniach nie da się nudzić. Kibiców na mecze Spezii przyciągają ciekawi zawodnicy, trener z nowoczesnej szkoły piłkarskiej, atrakcyjny styl gry, oraz przede wszystkim odczuwalny animusz w każdej postaci tego projektu.

Drużyna rozgrywająca swoje spotkania na Stadio Alberto Picco nie zwraca uwagi, czy wychodzą na Bologne, czy na Juventus. Do każdego spotkania podchodzą identycznie – pewnie, z dużą pazernością na bramkę, oraz próbą narzucenia własnego tempa gry. Nieraz to wychodzi, nieraz nie, ale takie czynnik sprawiają, że ich mecze bez względu na rywala, niemal zawsze są przyjemne do oglądania. A to wszystko w pierwszym historycznym sezonie na poziomie Serie A.

NIEOFICJALNE SCUDETTO


W latach, kiedy II wojna światowa weszła na najwyższy stopień zagrożenia, rozgrywki I ligi Włoskiej zawieszono. Federacja piłkarska dla bezpieczeństwa przeniosła swoją siedzibę do Mediolanu, gdzie zdecydowali rozegrać turniej o mistrzostwo Włoch w 1944 roku. W rozgrywkach wzięły udział niemal wszystkie profesjonalne drużyny z północnej części kraju, w tym nawet takie, które nigdy dotychczas nie grały o tę trofeum. Do tego grona zaliczała się właśnie Spezia, która została wrzucona do grupy D regionu Emillia-Romania, ponieważ I faza została podzielona na 9 grup. Bianconeri przeżywali w tamtym czasie ogromny kryzys, a wszystko za sprawą schwytania prezydenta klubu Perioliego, i wysłania go do obozów pracy w Niemczech. Z powodu braku dofinansowania niemal cały klub był w rozsypce, a dotychczasowi zawodnicy nie mieli zamiaru grać za darmo.

Jeden z członków zarządu o nazwisku Semorile postanawia skontaktować się z miejską strażą pożarną, aby zachęcić pracowników do wzięcia udziału w mistrzostwach. Umowa zawarta między klubem a nową drużyną zawierała punkt, który uniemożliwiał piłkarzom wypełnienie obowiązku wojskowego, co bardzo było im na rękę. Takim sposobem drużyna Spezii złożona ze strażaków wzięła udział w mistrzostwach, nieoczekiwanie z 13 punktami wygrywając swoją grupę. W półfinale trafili na Modene, Carpi, oraz Suzzare, z którymi zwyciężyli wszystkie pojedynki, plasując się na samym szczycie tabeli. Na drodze przed awansem do fazy finałowej stał już tylko mecz barażowy ze zwycięzcą grupy A regionu Emillia-Romania, Bologną.

W pierwszym meczu drużyna Orłów dość kontrowersyjnie objęła prowadzenie, ponieważ zdaniem kibiców rywali ze spalonego. Liczne protesty tifosich oraz piłkarzy Rossoblu doprowadziły do walkowera 2:0 dla Spezii, a na rewanż Bologna się nie stawiła. W fazie finałowej pojawiła się także Venezia, w starciu, z którą zremisowali 1:1, oraz faworyt – Torino, z którym niespodziewanie wygrali 2:1. Granata pokonała 5:2 trzecią drużynę w grupie, dzięki czemu Bianconeri byli triumfatorami rozgrywek. Jednak wbrew ówczesnym zapowiedziom, federacja nie uznała turnieju za oficjalny, przez co Spezia nie zdobyła Scudetto, a federalny puchar mistrzostw wojennych. W 2002 roku uznano liguryjczyków za honorowych zwycięzców rozgrywek w 1944 roku, ale mistrzostwo kraju dalej nie jest wpisane jako oficjalne.

UPADEK I ODRODZENIE


Na przełomie 2007 i 2008 roku miasto obiega informacja, że firma Aquilotta, w głównej mierze odpowiedzialna za klub, zmaga się z ogromnymi problemami finansowymi. Wszystko staje się jasne, kiedy prezes spółki Giuseppe Ruggieri tymczasowo przekazuje przewodnictwo swojej pracowniczce, Cristinie Cappelluti, w której rękach kryzys jeszcze bardziej się pogłębia. W styczniowym okienku zawodnicy byli zmuszeni otrzymać spore zniżki płac, przez co ci najbardziej kluczowi piłkarze zdecydowali się odejść. Skład jest mocno okrojony, ale poza boiskiem sytuacja wygląda jeszcze gorzej. W lutym i marcu firma nie spłaciła zaległości, a długi coraz bardziej narastały. Doprowadziło to do powstania inicjatywy stworzonej przez kibiców, którzy zbierali datki na utrzymanie klubu. Sezon udało się dograć do końca, jednak został on zakończony spadkiem do Serie C1. W okresie między rozgrywkami nie udaje się znaleźć sponsora, który byłby w stanie spłacić wszystkie długi, co ostatecznie w dniu 29 lipca 2008 roku doprowadza klub do upadłości.

Kilka dni po likwidacji, powstaje nowa spółka o nazwie ASD Spezia Calcio. Została ona założona z inicjatywy burmistrza miasta Massimo Federiciego oraz właściciela chorwackiego klubu HNK Rijeka, Gabriele Volpiego. Do nowej drużyny dzięki kontaktom dołącza kilku zawodników dotychczas występujących na poziomie Serie B, oraz piłkarze grający w „starej Spezii”. Bianconeri sezon 2008/09 rozpoczynają w Serie D, a po zakończeniu rozgrywek zmieniają nazwę na do dzisiaj żyjące „Spezia Calcio”. W 2012 roku wracają do II klasy rozgrywkowej na półwyspie Apenińskim, i od tamtego momentu walczą o wejście do Serie A.

HISTORYCZNY AWANS


Bianconeri po powrocie do Serie B kilkakrotnie znajdowali się w fazie play-off o awans do Serie A, jednak ani razu nie udało im się dojść do finału. Przed sezonem 2019/20 nie poczynili znaczących rewolucji kadrowych, ale przyszło kilku kluczowych zawodników jak Marchizza, Ferrer, Erlic, czy w zimie Nzola. Najbardziej istotne było jednak przyjście Vincenzo Italiano, który świetnie dopasował styl gry do drużyny, czego skutkiem były pozytywne rezultaty. Przez cały sezon utrzymywali równą formę, a 15 lutego po zwycięstwie 3:1 nad Ascoli udało im się wskoczyć na drugą pozycje.

Wkrótce jednak przyszła pandemia, która lekko wytrąciła z dyspozycji Spezie, przez co po wznowieniu rozgrywek nie udało im się wywalczyć bezpośredniego awansu do wyższej ligi. „Znowu nieszczęsne baraże” powtarzali rozczarowani kibice drużyny z obawą, że promocja do Serie A znowu ucieknie im na ostatniej prostej. W półfinale trafili na Chievo Verona, które w poprzedniej rundzie wyeliminowało Empoli. W pierwszym meczu mimo statystycznej i optycznej przewagi przegrali 0:2, a kibice mieli już przed oczami flashbacki z poprzednich lat. Jednak w rewanżu pokazali swoją wyższość strzelając 3 bramki w przeciągu 53 minut. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:1 po bramce Leverbe w 93 minucie.

Do finału trafili razem z Frosinone Alessandro Nesty, które pod koniec sezonu zasadniczego nie miało najlepszej formy, ale w żadnym wypadku Spezia nie była zdecydowanym faworytem w tym pojedynku. I pokazał to także ostateczny wynik dwumeczu, ponieważ obie drużyny wygrały po jedno spotkanie 1:0, a o awansie zadecydowała wyższa pozycja Bianconerich w tabeli. Mimo obostrzeń i braku kibiców na trybunach, około 1500 tifosich klubu najpierw przeeskortowało autobus z zawodnikami pod stadion, a później po wywalczonym awansie, cieszyli się razem z nimi pod obiektem. Większa radość była jednak podczas zorganizowanego objazdu po mieście autobusem, na którego dachu stali główni sprawcy awansu, których kibice wiwatowali na ulicach.

OJCIEC SUKCESU


Vincenzo Italiano podobnie jak większość trenerów na poziomie Serie A, był w przeszłości profesjonalnym zawodnikiem. Wielkiej kariery nie zrobił, największy klub, w którym grał to Hellas Verona, w którego barwach wybiegł ponad 250 razy. Ze Spezią wcześniej nie miał kompletnie nic wspólnego, ale wystarczył zaledwie sezon, aby już na zawsze zapisać się w kartach historii klubu. Żadnego trofeum z Bianconerimi prawdopodobnie nie wzniesie w górę, ale pierwszy historyczny awans zawsze jest szczególny. Kariera Italiano idzie w ekspresyjnym tempie. W 2018 roku kończył sezon jako trener ArzignanoChiampo na poziomie Serie D, w czerwcu 2019 awansował do Serie B z Trapani, a rok później zdobywał pierwsze historyczne 3 punkty w Serie A – i dla niego, i dla klubu. Nic dziwnego, że włoski szkoleniowiec czyni stałe postępy, ponieważ jest jednym z uczniów nowoczesnej szkoły trenerskiej, która w Italii dotychczas nie była aż tak powszechna.

Świetnie dogaduje się z piłkarzami, którzy niemal przy każdej okazji podkreślają, że relacje z trenerem stoją na dobrym poziomie. Zawsze powtarza swoim zawodnikom, żeby grali tak, jak są przygotowywani. Nie przystosowują się jakoś szczególnie pod danych rywali, tylko zawsze chcą pokazać to, co potrafią najlepiej. Jak się mówi – grają swoje, a to sprawia, że postronni kibice dobrze ich zapamiętają. Na ten moment wygrali zaledwie dwa spotkania w sezonie i plasują się na 18 pozycji, ale trzeba przyznać, że 11 punktów z być może najgorszą kadrą w lidze jest dużym sukcesem. Tym bardziej, że nie raz przyprawiali zdecydowanych faworytów o nerwy, jak było to, chociażby w meczu z Atalantą (0:0), Interem (1:2), czy nawet przez pewną część spotkania z Juventusem (1:4). „Jestem zadowolony, opuściliśmy boisko z wysoko uniesionymi głowami przeciwko czołowemu klubowi, jakim jest Inter” – takie słowa padły z ust Italiano po meczu z Nerazzuri, co tylko potwierdza, że obecny sezon traktują jako jedno wielkie doświadczenie, i chęć pokazania się z najatrakcyjniejszej strony. O utrzymanie powalczą raczej na pewno do ostatniej kolejki, ale mam spore nadzieje, że za rok ujrzymy ich ponownie na boiskach Serie A, ponieważ jestem bardzo ciekawy rozwoju tego projektu. Niemniej jestem jednak pewien, że jeśli spadną z powrotem do Serie B, to Vincenzo Italiano otrzyma oferty z klubów Serie A.

MATEUSZ PEREK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s