ALFABET 2020.

Niesamowity Bayern Hansiego Flicka, wielki Milan i Polak najlepszym piłkarzem świata. Oto piłkarski alfabet 2020 roku.

A jak Arkadiusz Milik – Prawna przepychanka z własnym zespołem i kilka miesięcy przesiedzianych na trybunach. Najlepiej ten rok Arka pokazują jednak liczby. 24 mecze, 5 goli, 0 asyst. To nie był najlepszy okres w karierze reprezentanta Polski. Oby sytuacja zmieniła się już tej zimy.

B jak Bodø/Glimt – Mistrzowie północy, zdecydowanie najlepszy skandynawski klub 2020 roku. Nie bez powodu New York Times wskazał Glimt jako jeden z klubów przyszłości. Dziennik zwrócił uwagę przede wszystkim na aspekt psychologiczny zespołu. Jeżeli chodzi o mental zawodników, nic nie jest pozostawione przypadkowi. Rodzinna atmosfera, częste spotkania i specjalne sesje z… byłym pilotem. Zatrudnienie Bjørna Mannsverka jako psychologa (choć on sam nigdy by się tak nie określił. Jest po prostu dobrym duchem szatni, który często spotyka się i rozmawia z zawodnikami) zostało zauważone przez media dopiero w obliczu wielkiego sukcesu drużyny, choć Mannsverk pracuje w klubie już od 2017 roku. Jak najbardziej można więc powiedzieć, że jest to klub przyszłości, choć wielki jest już w teraźniejszości. Dominatorzy. W ich kontekście najlepiej przemówiają statystyki i rekordy, których nazbierało się całkiem sporo. Najwięcej punktów w historii ligi norweskiej (81), największą przewaga w historii rozgrywek (19 punktów nad drugim Molde) i najwięcej strzelonych bramek w jednym sezonie (aż 103), a to wszystko w wykonaniu drużyny z latami dyskryminowanej i lekceważonej północnej części kraju. Chłopcy z Bodø napisali piękną historię, a teraz wypływają na szerokie wody. Jens Petter Hauge wylądował w Mediolanie, a Philip Zinckernagel w Watfordzie. Sprzedaż największych gwiazd zespołu nie oznacza jednak końca tego projektu, daję na to słowo.

C jak Cholismo – Ileż to razy fani ligi hiszpańskiej nasłuchali się, że ich ukochane rozgrywki są monotonną rywalizacją dwóch gigantów? Z pewnością nie raz. W tym roku do gry na stałe wkroczył jednak stary-nowy zawodnik. Diego Simeone i jego Los colchoneros. Argentyński szkoleniowiec odnalazł idealne połączenie. Swojemu konserwatywnemu stylowi gry nadał nowoczesny sznyt, czyniąc swoją drużynę postrachem całej ligi. Można powiedzieć z przymrużeniem oka, że aby Atletico zostało docenione, musiała pojawić się pandemia i światowy kryzys. W jego obliczu drużyna Diego Simeone nie tylko nie utraciła swoich zalet, ale również pozbyła się kilku uciążliwych wad. Już nie jest monotonna jak styl ubierania jej szkoleniowca. Rozwinęła się na wielu płaszczyznach i dojrzała do miana najlepszej drużyny w Hiszpanii. Potrzebowała na to 6 lat, ale warto było czekać.

D jak Diego Maradona – Fani futbolu pod każdą szerokością geograficzną są zgodni – w 2020 roku opuścił nas Bóg futbolu. Bóg o niezwykle ludzkiej twarzy, który za życia nie zaznał spokoju. Nadużywane przez pracoholików hasło głosi, że wyśpimy się dopiero po śmierci. Niestety idealnie pasuje ono do życiorysu Maradony. Spoczywaj w pokoju Diego, dałeś nam bardzo wiele.

E jak Eden Hazard – Przekleństwo Florentino Pereza. Wiecznie kontuzjowany, ciągle bez formy. Trudno w to uwierzyć, ale w samym 2020 roku Hazard ominął ponad 30 spotkań Realu Madryt. Gdy dodamy do tego notoryczne problemy z wagą i sumę, jaką Real zapłacił Chelsea, to otrzymamy największą porażkę Realu ostatnich lat. ZetHa nawijał kiedyś „życie to Hazard, ja ciągle próbuję odnaleźć swój Eden”. Patrząc na pobyt Belga w Madrycie, dochodzę do wniosku, że on również nie potrafi się tutaj odnaleźć, choć trzeba pamiętać, że miał sporo pecha.

F jak Felipe Caicedo – Od lat mówiło się, że drużyna piłkarska tak naprawdę liczy nie 11, a 13-14 graczy. Rola rezerwowego we współczesnym futbolu znacząco wzrosła, czego Ekwadorski napastnik jest znakomitym przykładem. Może nie jest on Luisem Murielem, ale jego umiejętności w zupełności wystarczyły, aby postraszyć Torino, Zenit, czy Juventus (oczywiście wszystko w okolicach 90 minuty spotkania). Jest ekskluzywnym rezerwowym, a takich w świetle kryzysu ceni się najbardziej.

G jak Giganci – Wielu kibiców twierdziło, że pandemia zaprowadzi w Europejskim futbolu nowy początek. Niektórzy łudzili się, że będzie to czas na nowe rozdanie, a do czołówki dostaną się zupełnie nowe kluby. Nic z tych rzeczy. W rzeczywistości przewaga klubów bogatych nad mniej zamożnymi znacząco powiększyła się. Niespodzianek oczywiście nie brakowało, ale wynikały one raczej z przemęczenia poszczególnych zespołów, które koniec końców i tak znajdowały miejsce w czubie tabeli. Na futbolowej liście przebojów miały się pokazać zupełnie nowe utwory, tymczasem wciąż zmuszeni jesteśmy do słuchania tej samej, przewidywalnej składanki piłkarskiego „Greatest hits”.

H jak Hansi Flick – Najlepszy trener 2020 roku. Człowiek, który stoi za sukcesem Bayernu Monachium w swoich białych trampkach i klubowej koszuli. Flick to facet, który naturalnie skraca dystans. Jeden z piłkarzy powiedział ostatnio o Janie Siewercie, że „Wszedł do szatni Huddersfield tak, jakby wygrał 5 tytułów Premier League”. Chyba nie muszę dodawać, że po chwili został wyrzucony z klubu. Flick ma na swoim koncie mistrzostwo świata, a do szatni Bayernu przyszedł z pustymi rękoma i otwartą głową. Wiedział, co robi i zrobił to dobrze. Nie stał się twarzą zespołu, a jego sercem. Takich trenerów szanuję najbardziej.

I jak Inter Mediolan – Drużyna pełna sprzeczności. Po jednej stronie boiska świetnie uzupełniający się Lautaro Martinez i Romelu Lukaku, po drugiej zaś Handanović, który nie gwarantuje już dawnej pewności. Z jednej strony blamaż w Europejskich Pucharach, z drugiej znakomita sytuacja w lidze. Pamiętajmy, że gdyby nie bramka Theo Hernandeza przeciwko Lazio w 92 minucie spotkania to właśnie oni zakończyliby rok 2020 na szczycie Serie A.

J jak Jose Mourinho – Idealny przykład, jak odmienić swój wizerunek w zaledwie jeden rok. Kiedy wielu myślało, że po nieudanej przygodzie w Manchesterze United Portugalczyk jest już po drugiej stronie rzeki, Jose postawił Tottenham na nogi, stał się gwiazdą Instagrama i sprawił, że postronny kibic może go lubić. Progres polega na zmianach, a on zmienił się diametralnie. Wciąż pozostał jednak tym samym piekielnie inteligentnym i błyskotliwym facetem. Paradoks? Nie, Jose Mourinho.

K jak Kingsley Coman – Do tej pory miał więcej kontuzji niż klubów, a tych już było sporo. Rok 2020 kompletnie odmienił oblicze Kingsleya Comana, zmieniając szybkiego, francuskiego skrzydłowego jakich wiele w kogoś zupełnie wyjątkowego – lidera drużyny, który pojawia się w najważniejszych momentach spotkania. To dzięki jego bramce Robert Lewandowski wzniósł w górę puchar za zdobycie Ligi Mistrzów, w konsekwencji czego został najlepszym piłkarzem świata. Warto o tym pamiętać.

L jak Liga Europy – To od zawsze były, są i będą „te gorsze rozgrywki”. W ubiegłym roku niespodziewanie nabrały jednak na wartości. Pamiętamy przecież sytuację, gdy liderami najlepszych lig w Europie stały się właśnie zespoły grające w Lidze Europy (mowa między innymi o Milanie, Lille, Bayerze Leverkusen, czy Realu Sociedad). O wiele ważniejszym aspektem okazały się jednak pieniądze, których wbrew pozorom Liga Europy oferuje całkiem sporo. W świetle kryzysu nabrały dodatkowej wartości, a zespoły dostały dodatkową motywację, aby je zdobyć. Tym razem nie chodzi jednak o środki na wzmocnienia, a po prostu na przetrwanie.

M jak Mes que un club – Tragiczna końcówka kadencji Josepa Marii Bartomeu, brak klasycznej „9″, szkodliwa narracja „anty-Messi” i beznadziejna atmosfera wokół zespołu. Rok 2020 dobitnie pokazał, że FC Barcelona to już nie „więcej niż klub”, lecz „tylko” klub. No chyba, że bierzemy pod uwagę liczbę nagromadzonych problemów.

N jak Nowe rozdanie – Średnia wieku naszej kadry przeważnie wynosi mniej więcej 27-28 lat (w zależności od zgrupowania). Bez wątpienia na Euro pojedziemy jako jedna z najstarszych reprezentacji. Mimo wszystko 2020 rok przyniósł małe przemeblowanie w naszej kadrze. Sebastian Walukiewicz, Paweł Bochniewicz, Przemysław Płacheta, Jakub Moder, czy Bartłomiej Drągowski – oni wszyscy zadebiutowali w kadrze w 2020 roku. Co więcej, większość z nich wykorzystała swoją szansę, wysyłając jasny sygnał – chcemy jechać na EURO.

O jak Olympique Marsylia – Gdybym miał opisać ten zespół w dwóch słowach, to napisałbym, że jest to banda indywidualistów. W pewnym momencie siła zespołu oparta była głównie na Dimitrim Payecie i Morganie Sansonie. Skutki? Tragiczna kampania w Lidze Mistrzów, kłopoty w Ligue 1 i problemy finansowe. Dodajmy do tego przeciętny rok w wykonaniu Villasa-Boasa, który w pewnym momencie kompletnie stracił panowanie nad dość silnym, lecz niepoukładanym zespołem.

P jak Pressing – Podczas dłużącej się przerwy w rozgrywkach wielu ekspertów i analityków zastanawiało się, jaki właściwie wpływ na futbol zostawi po sobie pandemia. Można dojść do oczywistych wniosków o osłabieniu organizmów zawodników, czy wzroście liczby kontuzji (najczęściej mięśniowych), lecz patrząc czysto taktycznie, najbardziej rzuca się w oczy zmiana w sposobie pressingu, szczególnie u najlepszych drużyn. Jak się okazuje, intensywność pressingu w pięciu największych ligach Europy zmalała aż o 20%. Większość drużyn pressuje również znacznie niżej, bliżej własnej bramki.

Q jak Quaresma – Kiedyś jeden z najbardziej nieprzewidywalnych piłkarzy Europy, dzisiaj jeden z najbardziej czytelnych piłkarzy ligi Portugalskiej. Patrząc na jego ubiegłoroczną grę dla Vitórii Guimarães, aż prosi się o stworzenie kompilacji w stylu „typowy mecz Quaresmy”. Musiałoby się na niej znaleźć kilka totalnie bezsensownych dryblingów, kilku upokorzonych rywali, dziesiątki niedokładnych podań, no i rzecz jasna spora ilość zagrań „zewniakiem”. W 11 meczach Ricardo strzelił 1 bramkę i zanotował 4 asysty. Oprócz znakomitego meczu z Santa Clarą, nie pokazał w ojczyźnie praktycznie nic specjalnego.

R jak Robert Lewandowski – Maszyna, mentalna bestia oraz człowiek uzależniony od bramek i samorozwoju. Najlepszy piłkarz świata jest Polakiem, trzeba przyznać, że brzmi to znakomicie.

S jak Shalke – Równie dobrze można ich podpiąć pod literę p. P jak porażka, których nazbierali aż 29 z rzędu, ale również p jak pech, którego mieli sporo. Kontuzja Pacienci, który miał być lekarstwem na problemy w ataku, konflikt Ibisevicia, który miał w honorowy sposób postawić drużynę na nogi, w konsekwencji czego zupełnie ją rozmontował. Z początkiem 2021 roku na ratunek przychodzi im jednak Sead Kolasinac. Złośliwi fani Arsenalu powiedzą, że dużo mówi to o tej drużynie, skoro lekarstwem na ich promlemy ma być właśnie Bośniak.

T jak Thomas Tuchel – 3 trofea, finał Ligi Mistrzów i zwolnienie z pracy. Rok 2020 w wykonaniu Thomasa Tuchela brzmi jak futbolowa adaptacja filmu „cztery wesela i pogrzeb”. Świetne relacje z zawodnikami, widowiskowy i przyjemny dla oka styl gry oraz najwyższa średnia punktowa w historii klubu (pod jego wodzą PSG zdobywało średnio 2,37 punkta na mecz, 75,6% wygranych spotkań) nie wystarczyły do utrzymania posady, lecz zapewniły uzupełnienie gabloty o 6 kolejnych trofeów. Moim skromnym zdaniem zasługiwał na miejsce obok swoich rodaków w trójce najlepszych trenerów zeszłego roku.

U jak Union Berlin – W wielu drużynach panuje mit rodzinnej atmosfery. Mówi się, że zawodnicy to jedna wielka rodzina, a każdy trening to dla nich czysta przyjemność. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej, no, chyba że mowa o Unionie Berlin. Atmosfera przy Starej Leśniczówce to coś, czego może im pozazdrościć prawie każdy klub w Europie. Najbardziej w tym zespole imponuje mi jednak umiejętność radzenia sobie z problemami. Brak widowni na trybunach miał zaboleć Union szczególnie mocno. Nic z tych rzeczy. W międzyczasie klub podjął ryzyko z zakontraktowaniem skłóconego z Fenerbahce Maxa Krusego. Miał tutaj nie pasować, a tymczasem błyskawicznie odwdzięczył się za zaufanie. Stał się kluczową postacią zespołu, lecz niestety rok zakończył nieprzyjemną kontuzją mięśnia dwugłowego uda. Czas na kryzys? Wręcz przeciwnie. 1:1 z Bayernem, czy 2:1 z Borussią Dortmund pod jego nieobecność to najlepszy przykład tego, jak mądrze zarządzany jest to zespół. Podsumowując, Union stał się drużyną, której źle życzą chyba tylko fani Herthy.

V jak Valencia – Gdyby rok 2020 był człowiekiem, bez wątpienia nazywałby się Peter Lim. Sprzedaż filarów zespołu po wyjątkowo niskiej cenie, kłopoty finansowe i skandaliczne pożegnanie z Danim Parejo, którego łzy najlepiej podsumowują ten rok w wykonaniu nietoperzy. Zeszły sezon zakończyli 3 punkty od Pucharów, a pod koniec roku 2020 trzy punkty dzieliły ich od ostatniego miejsca w tabeli. A to wszystko w drużynie, która w zeszłym roku cieszyła się z pokonania Barcelony w finale Pucharu Króla…

W jak Wielki Milan – Bezapelacyjnie najlepszy włoski zespół 2020 roku. Przemiana, jaką przeszedł Milan w ciągu minionych 12 miesięcy, zasługuje na oklaski. 79 punktów w ciągu roku. Ta drużyna dorosła do wielkości i trzeba przyznać, że znakomicie wykorzystała przerwę w rozgrywkach. To właśnie wtedy Stefano Pioli zaczął tworzyć potwora, którym są dzisiaj Rossoneri. Wspólne łączenia na WhatsAppie, częste rozmowy z zawodnikami (czego szczególnie brakowało za kadencji Marco Giampaolo) i powrót Zlatana, a raczej jego wersji 2.0. Szwed również przeszedł zmianę w swojej mentalności, ale o tym za moment. Miejmy nadzieję, że w 2021 Milan nadal będzie nas oczarowywać swoją grą. Pierwszy w 2021 roku test (z Benevento) zdali na mocną 4, ale teraz czeka ich dużo trudniejszy sprawdzian, a mianowicie starcie z Juventusem.

Y jak Yazici – Turecka twarz rewolucji w Lille. Aż 13 z 31 ligowych bramek Lille to sprawa reprezentantów Turcji, na których czele stoi właśnie Yusuf Yazici. Najlepszy strzelec fazy grupowej Ligi Europy, drugi piłkarz w historii (po Rivaldo), który strzelił hat-tricka Milanowi na San Siro w Europejskich Pucharach. W ubiegłym roku wreszcie udowodnił, że transfer do większego klubu to w jego przypadku kwestia czasu.

Z jak Zlatan – Tego zestawienia nie można było zakończyć żadnym innym hasłem. Szwed zawitał ponownie do Mediolanu w styczniu 2020 roku. Momentalnie zmienił oblicze drużyny, ale również swoje podejście do kolegów z zespołu. Jeszcze jakiś czas temu (szczególnie podczas okresu w reprezentacji Szwecji, do której swoją drogą najprawdopodobniej wróci) w relacjach z kolegami z drużyny używał bata, a teraz stosuje raczej metodę kija i marchewki, co w pracy z nowym pokoleniem sprawdza się wręcz znakomicie. Sama mowa ciała Ibry również jest zupełnie inna. Po golach kolegów z drużyny szeroko się uśmiecha, żartuje i celebruje. Gdy jest na trybunach, wydaje się w skupieniu analizować grę, ale nadal przesyła pozytywną energię. W Milanello Zlatan odnalazł drugi dom, o czym potrafił mówić bardzo otwarcie. „Grałem w wielu klubach, ale tutaj czuję się jak w domu. Codziennie jeżdżę do Milanello na trening i nigdy nie spieszy mi się z powrotem. Dlaczego? Bo jestem w domu”. – mówił w niedawnym wywiadzie dla Sportweeka.

MACIEJ SZEŁĘGA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s