Lekcja historii: Pele i (nie)zawieszona wojna w Nigerii.

Według wielu kibiców piłki nożnej Pele uchodzi za najlepszego gracza, jaki kiedykolwiek stąpał po kuli ziemskiej. Normalne więc, że wokół jego postaci narosła spora ilość mitów. Szczególnie że czasy, w których Pele znajdował się u szczytu popularności, nie pozwalały na weryfikowanie wszystkich plotek i spekulacji. Być może część z was słyszała kiedyś opowieść o tym, że gwiazdor Santosu i reprezentacji Brazylii przyczynił się swoim przyjazdem do Nigerii do tymczasowego zawieszenia broni w trakcie trwającej w tym kraju wojny domowej. Czy faktycznie tak było? Dziś mówimy: “Sprawdzam!”

Biafrańska rebelia i polski najemnik

W 1967 r. południowo-wschodnia część Nigerii, bogata w ropę naftową, zamieszkana w większości przez chrześcijan i członków grupy etnicznej Ibo, ogłosiła secesję. Lokalni politycy oskarżali władze w Lagos o marginalizację ekonomiczną regionu, pozbawianie Ibo stanowisk państwowych i inicjowanie pogromów na zislamizowanej północy kraju. Proklamowano utworzenie Republiki Biafrańskiej. Nowy kraj, o powierzchni ok. 75 tys. km2, nazwę wziął od Zatoki Biafrańskiej, części znacznie większej Zatoki Gwinejskiej. Pieczę nad nowopowstałym krajem, którego niepodległość poparły m.in: Tanzania, Gabon czy Zambia, sprawował pułkownik Chukwuemeka Odumegwu Ojukwu. Wkrótce władze Nigerii postanowiły odpowiedzieć zbrojnie na niepodległościowe zapędy Biafry. Wojna Domowa toczyła się w latach 1967-1970. Ostatecznie Ojukwu musiał salwować się ucieczką z kraju, a wyniszczone działaniami militarnymi quasi-państwo powróciło pod pieczę władz nigeryjskich.

Jeśli chcielibyście poczytać więcej na temat tamtego konfliktu zbrojnego, to polecam wam książkę “Ostatnia walka”, będącą wspomnieniami byłego pilota Dywizjonu 303, poszukiwacza przygód i najemnika – Jana Zumbacha. Ten polski as lotnictwa walczył po stronie rebeliantów, będąc jednocześnie dowódcą skromnych Sił Powietrznych Biafry.

Pele na nigeryjskiej Ziemi

W 1969 roku ekipa Santos FC udała się na tournée po Afryce. Ich celem były: Kongo, Mozambik, Ghana, Algieria i Nigeria. Takie piłkarskie “trasy koncertowe” były w tamtych czasach bardzo popularne, a Santos uskuteczniał je ze szczególną lubością. Nic dziwnego. Wszak mieli w swoich szeregach największą gwiazdę futbolu. Kurę znoszącą złote jajka, którą klubowi działacze eksploatowali do granic możliwości.

Tak więc 26 stycznia 1969 roku mieszkańcy Lagos, w którym odbył się mecz pomiędzy brazylijskim zespołem i reprezentacją Nigerii, mieli okazję zobaczyć w akcji piłkarskiego półboga, który ustrzelił dublet w spotkaniu zakończonym remisem 2-2. Mimo to część opinii publicznej miała wątpliwości co do sensu płacenia Santosowi 11 tysięcy funtów w zamian za możliwość obejrzenia w akcji Pelego.

Związkowi działacze twierdzili jednak, że jest to cena okazyjna, jak za możliwość obejrzenia w akcji przez lokalnych kibiców brazylijskich mistrzów futbolu. A i reprezentanci tego afrykańskiego kraju mogą się przecież czegoś nauczyć, podpatrując poczynania przybyszów z Ameryki Południowej. Wkrótce po rozegraniu tego meczu w świat popłynął jeszcze jeden przekaz. Przybycie do Lagos wielkiego Pele, tak bardzo zaaferowało lokalsów, że ci zdecydowali się na czas 48 godzin zawiesić bratobójczy konflikt. Brazylijski As nie dość, że był uznawany za gracza o umiejętnościach przekraczających ludzkie pojęcie, to teraz dodatkowo otrzymał łatkę gołąbka pokoju. Mit ten rósł z każdym kolejnym rokiem i był powielany w kolejnych publikacjach. Podtrzymywali go również działacze Santosu i zawodnicy, którzy wystąpili w omawianym spotkaniu. Niektórzy z nich twierdzili jednak, że zawieszenie broni nie potrwało 48 godzin. Gdy Brazylijczycy odlatywali z lotniska w Lagos, mieli rzekomo usłyszeć ponowne wystrzały.

Bloger demaskator

O trzydniowym zawieszeniu broni mogli za to przeczytać czytelnicy tygodnika Time, który opisał całą sprawę w 2005 roku. A jak było naprawdę?

W 2015 roku ową historię postanowił dogłębnie zbadać nigeryjski bloger – Oloajo Aiyegbayo – który przestudiował większość dostępnych materiałów prasowych z tamtego okresu i … nie znalazł żadnej wzmianki o rzekomym zawieszeniu.

Santos zimą 1969 roku zagrał w Nigerii dwa mecze. Pierwszym był wspomniany pojedynek z tamtejszą kadrą narodową. Drugi natomiast został rozegrany kilka dni później. Przeciwnikiem brazylijskiej ekipy byli piłkarze z Beninu (nie mylić z państwem Benin), trzeciego co do wielkości miasta Nigerii. Tamtejsi działacze na ostatnią chwilę zdołali uzbierać kwotę potrzebną do opłacenia renomowanego rywala. Starcie miało miejsce 4 lutego i zakończyło się triumfem Pelego i spółki wynikiem 2-1. Zwolennicy teorii o zawieszeniu broni właśnie ten mecz wskazują jako przyczynek do lobbowanej przez nich historii. Dowodem ma być fakt, że lokalne władze postanowiły otworzyć na czas tego wydarzenia most, łączący Benin City (miasto gospodarza meczu) z Biafrą. Problem polega na tym, że owy most był otwierany na czas każdego meczu rozgrywanego w Beninie. Mało prawdopodobnym jest także, aby mieszkańcy zbuntowanej Biafry ryzykowali podróż na terytorium wroga nawet dla obejrzenia tak ikonicznej postaci jak Pele. A temu miało służyć rzekome zawieszenie broni i otwarcie mostu, dzięki któremu powstał mit o futbolowym herosie, który na 48 godzin wstrzymał wojnę, by zwaśnione ludy wspólnie mogły obejrzeć jego popisy z piłką przy nodze.

Budowanie legendy czy pomieszane fakty?

Sam Edson Arantes do Nascimento również kilkukrotnie budował swoimi wypowiedziami narrację, mającą na celu wzmocnienie legendy o tym, jakoby wizyta Santosu przyczyniła się do chwilowego zaprzestania działań militarnych. W wywiadzie dla CNN w 2011 roku mówił:

Tak, jestem z tego dumny. Wiesz, masz to w filmie i mojej biografii, jak wspólnie z kolegami z Santosu zatrzymaliśmy wojnę. Ludzie byli tak zbzikowani na punkcie futbolu, że zastopowali wojnę byle obejrzeć Santos grający w Afryce.

Cóż, każda wielka gwiazda stara się podtrzymywać i dokładać kolejne cegiełki do budowy swojej legendy. Możliwe jest jednak, że Pele myli pewne fakty. W swojej autobiografii były piłkarz pisze o tym, że incydent w Nigerii miał miejsce w 1967 roku. Prawdą jest jednak, że Santos swoje mecze towarzyskie w tym kraju rozegrał dwa lata później. Jednakże we wspomnianym 1967 roku Brazylijczycy udali się do Demokratycznej Republiki Konga oraz Gabonu. Obydwa te państwa również targane były wewnętrznymi konfliktami. Gdy w 2012 roku Pele odwiedził Gabon, w następujący sposób zwrócił się do miejscowych kibiców:

Mówili nam, że tutaj panuje wojna i jesteśmy szaleni, bo nie powinniśmy tu grać. Graliśmy w Liberville oraz Kinszasie. Prezydent Omar Bongo rządził wówczas krajem i powiedział do nas: >>Musimy przerwać wojnę, bo wszyscy idziemy obejrzeć Pele<< I przerwał. Zagraliśmy i to było fantastyczne. Nie mogę o tym zapomnieć.

Czy możliwe, że Pele i historycy futbolu pomieszali dwa wydarzenia? Czy może cała sytuacja z przerwaniem wojny to bujda wyssana z palca? Pewne jest jedno. Wokół owej historii narosło mnóstwo mitów i jej prawdziwego oblicza zapewne nigdy nie poznamy. Możemy być jednak pewni tego, że Pele jako gołąbek pokoju z miejsca zatrzymujący wszelkie konflikty, jest tak samo wiarygodny jak historia o studentach wyrzuconych z okna w kartonie z napisem “Misja na marsa”. Obydwie te historie możemy uznać za miejskie legendy.

Rafał Gałązka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s