Florian Wirtz – kolejny niemiecki talent, którego nie ominął pech

W połowie marca kontuzja w brutalny sposób zahamowała jego rozwijającą się w niesłychanym tempie karierę. Ofensywny pomocnik Bayeru Leverkusen zaczął w bieżącym sezonie – mówiąc kolokwialnie – zjadać Bundesligę, ale uszkodzone kolano bez wątpienia utrudni mu drogę, po której tak spektakularnie dotychczas kroczył. 19-letni Florian Wirtz to jeden z największych piłkarskich pechowców ostatnich miesięcy. 

W połowie marca przeżył dramat. Zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i czeka go długi rozbrat z futbolem. Do pewnego momentu szło mu wręcz perfekcyjnie, bo wielce utalentowany młokos w złoto zamieniał niemalże wszystko, czego dotknął. Debiut w Bundeslidze w wieku 17 lat i 15 dni, chwilę później zyskał miano najmłodszego zdobywcy gola w historii ligi, następnie wdarcie się przebojem do pierwszego składu Bayeru, no i występ w reprezentacji Niemiec.

Koziołki matołki

Wirtz kontuzji nabawił się w meczu z FC Koeln, czyli zespołem, którego barwy przez dekadę reprezentował jako junior. Jak trenerzy i włodarze „Koziołków” nie dostrzegli w nim talentu? Trudno to wytłumaczyć. W styczniu 2020 roku bez żalu sprzedano go do Leverkusen za 200 tysięcy euro. Zaledwie kilkanaście miesięcy później jego wartość rynkową oszacowano na 70 milionów euro. Kosmos.

„Koziołki” okazały się matołkami i upłynie jeszcze sporo czasu, zanim przestaną pluć sobie w brodę. Szefowie ekipy z RheinEnergieStadion zresztą jawnie mówią o kolosalnej wtopie. Członek zarządu klubu Eckhard Sauren wyznał szczerze, iż utrata Floriana to jedna z największych wpadek, jakie im się przydarzyły. Co ciekawe, Bayer złamał zasady panujące pomiędzy nimi, Kolonią i Borussią Moenchengladbach. Niegdyś to trio ustaliło, że nie będzie zabierać sobie talentów.

Wirtz przyszedł na świat w małym miasteczku Pulheim, na północ od Kolonii. Od siódmego roku życia grał w FC Koeln, pokonując kolejne szczeble w juniorskich drużynach. Wraz z rówieśnikami zwyciężył w rozgrywkach młodzieżowej Bundesligi w 2017 roku, gdzie indywidualnie zaprezentował się znakomicie. To widocznie zbyt mało, żeby w macierzystym klubie poznano się na drzemiącym w nim potencjale. Nie zaoferowano mu nigdy treningu z dorosłym zespołem, a Bayer szybko przeszedł do konkretów i dzisiaj to on posiada w swoich szeregach złote dziecko niemieckiej piłki.

– Wiedziałem, że wiele klubów jest nim zainteresowanych, a potem pomyśleliśmy, że zanim pójdzie gdziekolwiek indziej, spróbujemy nakłonić go, aby dołączył do nas. Znam jego poczynania odkąd ma 14 lat – powiedział dyrektor sportowy Bayeru Simon Rolfes.

Jak po sznurku

Kariera Floriana po zmianie otoczenia wystrzeliła. Tym bardziej dziwi fakt, jak poprzedni pracodawca mógł tak spaprać sprawę. Wirtz bowiem nie potrzebował lat, nie okrzyknięto go „wonderkidem”, który dopiero w perspektywie czasu ma pokazać, co potrafi. On praktycznie z miejsca udowodnił, że jest gotowy do rywalizacji na tym absolutnie najwyższym poziomie. Właściwie trudno było znaleźć sposobność, by rozmawiać na temat tego, iż w stajni Bayeru biega taki dzieciak, który za lat kilka będzie pierwszoplanową postacią. On tą postacią został błyskawicznie. Wszystko szło jak po sznurku.

Początkowo swoje poczynania uskuteczniał w drużynie U19, ale Peter Bosz, były już szkoleniowiec „Aptekarzy” stwierdził, iż jest wystarczająco dobry, by wziąć go do seniorskiej kadry. W styczniu 2020 roku powitano go na BayArena, a w Bundeslidze wystąpił po raz pierwszy 18 maja. Wyszedł w podstawowym składzie na mecz z Werderem Brema, który zakończył się wygraną Bayeru aż 4:1. W ten sposób został najmłodszym debiutantem w historii Leverkusen i trzecim w dziejach Bundesligi. Miał wówczas – co już zostało wspomniane – zaledwie 17 lat i 15 dni.

18 dni później przeszedł do historii jako najmłodszy zawodnik, który strzelił gola w lidze niemieckiej. Ten wyczyn pobił Youssoufa Moukoko. Gracz Borussii Dortmund dokonał tej sztuki, mając 16 lat i 28 dni. Warto dodać, że Wirtz bramkę tę zdobył przeciwko wielkiemu Bayernowi Monachium.

W premierowym sezonie zanotował siedem występów w lidze i po jednym w krajowym pucharze oraz Lidze Europy. W drugim był już postacią kluczową – 38 występów we wszystkich rozgrywkach, osiem goli i osiem asyst. Prawdziwą eksplozję formy Floriana mogliśmy podziwiać jednak dopiero w bieżącej kampanii. Do momentu przeklętej kontuzji Wirtz rozegrał 31 spotkań na wszelkich frontach i wyśrubował imponujące liczby – 10 goli oraz aż 14 asyst. Szczególnie błyszczał na początku obecnego sezonu Bundesligi. Między drugą a ósmą kolejką nie było meczu, w którym nie trafił do siatki, bądź nie dograł ostatniego podania. Pięciokrotnie wyróżnino go obecnością w jedenastce tygodnia prestiżowego magazynu „Kicker”.

– To nieprawdopodobny zawodnik. Teraz ważne jest, aby budował swój status również w szatni. Radzi sobie ze wszystkim wyjątkowo dobrze i ciężko nad sobą pracuje. Może dziś wypije ze mną piwo. W końcu skończył już 18 lat – mówił o młodszym koledze z zespołu Lukas Hradecky.

Nowy, lepszy Raffael van der Vaart?

Choć czasami grywał na innych pozycjach (lewy, prawy skrzydłowy lub środkowy pomocnik za kadencji trenera Bosza w systemie 4-3-3) na poziomie zarówno młodzieżowym, jak i seniorskim jego naturalne miejsce na murawie to środkowy ofensywny pomocnik. W Leverkusen występuje głównie za środkowym napastnikiem w formacji 4-2-3-1.

W przeciwieństwie do wielu ofensywnych pomocników, którzy wolą atakować bramkę z bocznych sektorów, Wirtz wydaje się preferować bardziej tradycyjną interpretację swojej roli – zazwyczaj penetruje centrum boiska. Uwagę zwracają też jego znakomicie wyważone uderzenia na krótki czy długi dystans. Posyłane są zazwyczaj z odpowiednią mocą i precyzją. Doskonałe pierwsze dotknięcie piłki, a także dobrze rozwinięta umiejętność oceny sytuacji, zanim otrzyma podanie, pozwalają mu zyskać cenny czas. Jest również niesamowicie praktyczny w swoim sposobie gry – we wszystkim, co robi, kryje się jakiś zamysł oraz cel.

Posiada nieocenioną umiejętność dobrego dołączenia do kontrataku. Kiedy Leverkusen odzyskuje futbolówkę, Florian potrafi natychmiast znaleźć się w centrum akcji, żeby otrzymać podanie i zrobić z niego najlepszy użytek, czyli oddać celny strzał na bramkę oponenta lub dobrze dograć do kolegi. Sposób, w jaki Wirtz zachowywał i rozwijał się w ciągu ostatniego roku, dobitnie pokazuje, że ma kapitalną mentalność i zwyczajnie – jak to mawiają – nie pęka na robocie. W porównaniu do poprzedniego sezonu zdecydowanie lepiej pracuje w defensywie. Wygrywa więcej pojedynków na połowie przeciwnika, potrafi zaasekurować oraz widocznie zmężniał pod względem fizycznym.

Jeśli chodzi o styl gry, Wirtz może nieco przypominać byłego pomocnika m.in. Ajaksu Amsterdam i Realu Madryt, Rafaela van der Vaarta, chociaż Niemca cechuje większa zwinność i powinien zrobić lepszą karierę niż 109-krotny reprezentant Holandii.

Uciekający mundial i flirt z Bayernem

Dyspozycja Wirtza nie mogła rzecz jasna przejść niezauważona przez Joachima Loewa, selekcjonera niemieckiej kadry. Ten powołał go na marcowe mecze eliminacji Mistrzostw Europy, ale nie dał zagrać mu ani minuty. W drużynie narodowej zadebiutował 21 września 2021 roku w kolejnym starciu eliminacji, tym razem przeciwko Liechtensteinowi. Wówczas już karty w ekipie „Die Mannschaft” rozdawał Hansi Flick, nowy opiekun reprezentacji.

– Florian stanowi ogromny atut dla tego zespołu dzięki swojej beztrosce. To po prostu wybitny technik, ma ogromną kreatywność, dobry strzał i biega bardzo dużo – zachwalał go Flick.

Łącznie w narodowych barwach zanotował cztery występy – wszystkie we wspomnianych eliminacjach. W  bataliach z Armenią i Macedonią Północną zaliczył asystę. Patrząc na formę z klubu i zaufanie selekcjonera, było niemal pewne, iż Wirtz otrzymałby powołanie na listopadowo-grudniowe mistrzostwa świata w Katarze. Nie wiadomo jednak, czy kontuzja nie pokrzyżuje tych planów. Szacuje się, że Florian do pełnej sprawności powinien wrócić w okolicach września. Wejście w rytm meczowy, a przede wszystkim powrót na tak wysoki pułap z formą, mogą okazać się zbyt trudne. Zegar tykać będzie nieubłaganie prędko.

Zdaniem dziennika „Bild” Wirtz wraz z ojcem, pełniącym też funkcję jego menadżera, są sympatykami Bayernu Monachium. Jednym z dowodów na potwierdzenie tej tezy jest opublikowany w sieci filmik z końcówki czerwca 2021 roku, na którym pomocnik podczas ćwiczeń ma na sobie koszulkę bawarskiego giganta. Dziennikarz Christian Falk, mocno związany ze środowiskiem monachijczyków, podawał nawet, że dyrektor sportowy Bayernu Hasan Salihamidzic kontaktował się już z najbliższym otoczeniem piłkarza i robił podchody pod ewentualny transfer. Być może kolejny ogromny krajowy talent trafi do Monachium. Pamiętamy jaką drogę przeszedł Mario Goetze, uważany dawniej za brylant, perełkę i tego największego z największych, jeśli mówimy o potencjale.

Młody pomocnik z Leverkusen – panie, to nie są tanie rzeczy

Wirtz niespełna rok temu przedłużył kontrakt aż do końca czerwca 2026 roku, pokazując, że nigdzie mu się nie spieszy i ma zamiar podejmować odpowiedzialne decyzje, bez pochopnych ruchów. Będąc tak młodym, chce ugruntować swoją pozycję, zanim odejdzie do większej marki niż Bayer.

– Jesteśmy klubem, który musi w pewnym momencie sprzedać swoją gwiazdę. Niech za przykład posłuży choćby Havertz. Jeśli chodzi o Wirtza, na pewno nie oddamy go wcześniej niż za dwa lata – stwierdził we wrześniu ubiegłego roku Rudi Voeller, legenda oraz jeden z włodarzy Bayeru 04.

W Leverkusen mają rękę do szkolenia ofensywnych pomocników. Kai Havertz wyrósł w tym mieście na gwiazdę Bundesligi. Gwiazdę, za którą Chelsea zapłaciła aż 80 milionów euro. Strzelec decydującej bramki w zeszłorocznym finale Ligi Mistrzów rozegrał cztery pełne sezony, zanim ruszył dalej w świat. W lidze debiutował analogicznie jak bohater tekstu, tuż po skończeniu 17 roku życia. Porównania tych dwóch panów są naturalne. Jeden już pozwolił Bayerowi zbić fortunę, drugi ma zrobić to w przyszłości. W przypadku Floriana w mediach padały kwoty przekraczające 100 milionów euro.

Nie ma co ukrywać, bardzo dużo zależy od tego, jak po wyleczeniu kontuzji poradzi sobie Wirtz. Trudno wrócić po czymś takim, jednak patrząc na jego wiek i mentalność, można się trochę uspokoić. Po wakacjach będzie gotowy ponownie udowadniać, że wszelkie zachwyty i peany na jego cześć, to nie przypadek ani efemeryda.

Filip Brzeziński

Sprawdźcie też inne rebelianckie teksty:

Historia Stevena Caulkera

Wspomnienie Mino Raioli

Koeman vs van Gaal

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: