Zakurzony talent. Jak oceniać karierę Mario Götze?

Gdy w 2017 roku internet obiegły jego zdjęcia, stał się obiektem drwin i żartów. Nie wyglądał jak gwiazdor niemieckiej piłki, a raczej jak cosplay ludzika z Michelin. Wydawało się, że ten bajecznie uzdolniony zawodnik w sposób wyraźny przestał o siebie dbać, jednak ta teza okazała się błędna. Mario Götze – bo o nim mowa – poważnie zachorował. Trapiły go problemy metaboliczne. Przez nie zaokrąglił się na wzór piłki, którą w finale mundialu w 2014 roku wpakował do siatki argentyńskiego bramkarza, zdobywając gola na wagę mistrzostwa świata.

Götze w tym roku skończy 30 lat. Być może dla niektórych kibiców futbolu to lekki szok, bowiem pamiętają go jeszcze jako nastoletniego chłopaka, który hasa po boiskach Bundesligi w fantastycznie zmontowanej przez Jürgena  Kloppa Borussii Dortmund i ma przed sobą całą karierę. Miał być drugim Messim, okrzyknięto go największym niemieckim talentem w historii, a ostatecznie… no właśnie? Jak finalnie ocenić piłkarską ścieżkę „Super Mario”?

Zdrada

Götze w wieku ośmiu lat trafił do piłkarskiej szkółki Borussii Dortmund. Przeszedł wszystkie juniorskie szczeble, by w wieku 17 lat zadebiutować w Bundeslidze. Talent, jakim został obdarzony, prędko dał o sobie znać. Jako dzieciakowi dwa razy wręczono mu Złoty Medal Fritza Waltera dla najbardziej uzdolnionego juniora w kraju. Momentalnie objawił się głównym elementem fantastycznie grającej ekipy Jürrgena Kloppa, która na przestrzeni kilku lat zdobyła m.in. dwa mistrzostwa Niemiec i zdołała dojść aż do finału Ligi Mistrzów w sezonie 2012/2013. To właśnie w tamtym okresie Mario wbił nóż w serca kochających go kibiców. Tuż przed półfinałowym meczem z Realem Madryt gruchnęła wiadomość o jego transferze do największego sportowego rywala BVB, Bayernu Monachium. Borussia w finale spotkała się właśnie z Bayernem, lecz Götzemu nie było dane wystąpić w tym starciu z powodu kontuzji.

37 milionów euro, bo tyle wynosiła uruchomiona przez Bawarczyków klauzula w jego kontrakcie, nie potrafiły osłodzić kibicom czarno-żółtych gorzkiego smaku zdrady. Na koszulkach byłego idola zaczęto przekreślać nazwisko. Doszło nawet do aktów wandalizmu – dom jego rodziców ubrudzono farbą. Gdy już jako piłkarz „Die Roten” wrócił na Signal Iduna Park, strzelił jednego z trzech goli i pogrążył swój były klub. Gwizdy i wyzwiska w jego stronę osiągnęły wówczas apogeum. Czy można się dziwić fanatycznym kibicom BVB? Mario nie dość, że obrał znienawidzony kierunek, to jeszcze zrobił to w czasie, delikatnie mówiąc, nietaktownym. Borussie czekały wtedy historyczne potyczki, a wiadomość o odejściu wielkiej gwiazdy zmąciła atmosferę  w drużynie i na trybunach.

Nikomu nie pomagał fakt, że zamiłowanie Götzego do Bayernu było wiedzą powszechną. To właśnie w Bawarii przyszedł na świat. Dorastał, mając w pokoju plakaty i szaliki monachijskiego giganta. Pomimo tego każdego dopadł szok i ogromne rozczarowanie.

W tej historii byli tylko przegrani, ponieważ transfer okazał się fatalnym posunięciem -stwierdził Ulrich Hesse, autor książek o Borussii i Bayernie.

Chwała i przekleństwo

Trudno ocenia się bohatera finału mistrzostw świata, bo czy można w futbolu osiągnąć coś więcej? Czy znalazłaby się, chociaż garstka zawodników, którzy stawiają jakikolwiek zawodowy sukces ponadto? Götze może i nie ma w swojej gablocie europejskiego pucharu czy też mistrzostwa ligi silniejszej niż niemiecka, ma natomiast coś, czego nie udało się osiągnąć dużo lepszym od niego. Widok bezradnego Messiego po jego golu na brazylijskiej Maracanie mówi wiele. Messi wygrał praktycznie wszystko i to wielokrotnie, ale tak wielkiej chwili w swoim arcybogatym życiorysie nie doświadczył. Mówimy o być może najlepszym graczu w historii, który jednak może pozazdrościć Götzemu tego jednego, nieosiągalnego dla niego momentu. Mario tamtego dnia przyćmił legendę Barcelony, o co tuż przed wpuszczeniem na boisko zabiegał Joachim Löw. „Wchodź i pokaż, że jesteś lepszy od Messiego” – usłyszał od selekcjonera, stojąc przy linii bocznej. Obuwie, w którym biegał w finale, wylicytowano niegdyś za dwa miliony euro. Dzisiaj leży w jednym ze sportowych muzeów w Dortmundzie. To przy pomocy lewego buta dał „Die Mannschaft” czwarty tytuł światowego czempiona.

Jednak nie wszystko w życiu jest zero-jedynkowe, o czym Mario przekonał się w bolesny sposób. Presja, z jaką spotkał się po mundialu, uderzyła w niego ze zdwojoną mocą. Od faceta, który swoim strzałem daje narodowi największy sportowy sukces, będzie oczekiwać się więcej i więcej. Tylko jak przebić to, czego dokonał? Kolega z Borussii Marcel Schmelzer powiedział kiedyś, że wyobraża sobie dzień, w którym Mario żałuje zwycięskiej bramki. Inny kumpel, Andre Schürrle (asystujący przy golu w finale) ujawnił, że tamta sytuacja kosztowała Götzego naprawdę dużo stresu.

Myślę, że dla mnie to była najlepsza rzecz, jaka się wydarzyła, ponieważ zawsze marzyłem o grze na mundialu. Spełniłem swój sen. Na pewno byłem bardzo młody, muszę teraz spojrzeć na to również z innej perspektywy. To był wspaniały moment, ale oczekiwania kibiców i mediów, które potem mnie spotkały… Ogromne oczekiwania

Mario w wywiadzie dla ESPN

Presja i wymagania goniły go w zabójczym tempie i nie chciały odpuścić. Wyjeżdżając na mundial, był po swoim premierowym sezonie w Monachium, w którym zdobył 15 goli i 13 asyst w 45 występach. Początek całkiem obiecujący, ale wciąż oczekiwano więcej. Lepszy czas w stolicy Bawarii dla niego nigdy już jednak nie nadszedł. Ciężar, który wrzucono mu na barki, ściągał ku ziemi.

Bawarska klapa i fatalna diagnoza

Trzy sezony spędzone na Allianz Arena okazały się klapą. W ekipie rekordowego mistrza kraju miał wskoczyć na wyższy level i łatkę olbrzymiego zdolniachy zamienić na miano najlepszego ofensywnego piłkarza w Niemczech. O ile pierwszy sezon, jak już zostało wspomniane, mógł jeszcze napawać optymizmem, tak dwa pozostałe to najzwyklejszy zawód. Götze nie sprostał oczekiwaniom, a zarówno jako piłkarz jak i człowiek po prostu nie dojrzał, na co uwagę zwracał Franz Beckenbauer, absolutna legenda Bawarczyków.

Jego beztroskie zachowanie nie pasuje do tak wielkiego zespołu. Czas, aby dorósł. W Dortmundzie pokazał, co potrafi. Wiemy, iż jest wielkim talentem, ale nadal czegoś brakuje

Pod skrzydłami Pepa Guardoli, który do Bayernu trafił w tym samym czasie co on, miał być postacią pierwszoplanową. Pep długo szukał pomysłu na niego, rzucał nim po różnych pozycjach, prowadził setki rozmów, próbował dotrzeć do  jeszcze nieuwolnionych pokładów potencjału. Jeden z najlepszych trenerów w historii nie przemówił do miękkiego charakteru, który zdradzała już sama mowa ciała. Niezmiennie nosił w sobie naleciałości z samego początku kariery, kiedy jego styl bycia złośliwie porównywano do Justina Biebera i kojarzono z celebrytą.

Powrót

Götze wrócił do Dortmundu w 2016 roku i od razu prasa nazwała go  „synem marnotrawnym”. Rzesza fanów nie była zadowolona z tego powrotu z oczywistych względów.  „Madryt albo Mediolan – byle nie Dortmund. Spierdalaj Götze” – brzmiał napis na transparencie wywieszonym na słynnej Südtribüne chwilę przed ogłoszeniem transferu. Wydatek 22 milionów euro na gościa bez formy budził wątpliwości ludzi związanych z Borussią. Poza tym notorycznie trapiły go kontuzje – w sezonie 2015/2016 pauzował 116 dni z powodu uszkodzenia ścięgna udowego. Media nie dawały mu spokoju także we wiadomym temacie, wciąż odpowiadał na pytania dotyczące 2014 roku.

Obraz, jaki ludzie mają na mój temat, nie jest aktualny. Nie zawsze strzelę gola, kiedy gram i docieram do piłki tak jak w finale mistrzostw świata. Piłka nożna to coś więcej. W dzisiejszych czasach wszystko w niej jest skomplikowane i złożone: bieganie, intensywność, pracowitość

Wkrótce zaczęły się pojawiać u niego poważne zdrowotne zawirowania. Długi czas nie było wiadomo, co mu dolega, aż w końcu na początku 2017 roku postawiono fatalną diagnozę. Cierpiał na miopatię metaboliczną, która powoduje osłabienie i zmęczenie mięśni, będąc w dużej mierze odpowiedzialna za urazy. Warto nadmienić, iż przecież to właśnie na tego typu problemy często narzekał Götze w przeszłości. Mario przytył i krążył po specjalistach, szukając fachowej pomocy. Nie był zdolny do gry przez sześć miesięcy, w międzyczasie musiał zmagać się ze złośliwościami i kpinami, bowiem jego sylwetka oraz twarz spuchły. Śmiano się, podczas gdy on w zaciszu gabinetów lekarskich przeżywał mały dramat.

Radość w kraju tulipanów

Cztery sezony na starych śmieciach w stolicy Zagłębia Ruhry nie przyniosły zbawienia dla jego tkwiącej w miejscu kariery. W rundzie rewanżowej sezonu 2018/2019 odżył i prezentował się naprawdę dobrze, pełniąc rolę „fałszywej dziewiątki”. Wszystko zmieniło się, kiedy do BVB trafił Erling Haaland, wówczas znaczenie Götzego w drużynie znów uległo zmniejszeniu. Pomimo zapewnień Luciena Favre, iż Mario może „grać wszędzie”, ta wszechstronność obróciła się przeciwko niemu. W ostatnim sezonie w barwach macierzystego klubu zaliczył ledwie 609 minut, strzelając trzy gole i notując jedną asystę. Ostatni mecz w reprezentacji z jego udziałem przypadł na listopad 2017 roku. Był to występ numer 63 w narodowych barwach, a przecież debiutował siedem lat wcześniej, jako 18-letni dzieciak, który miał mieć cały świat u stóp.

Gdybym mógł powiedzieć coś sobie z przeszłości, to radziłbym trochę się zrelaksować i zobaczyć pełną perspektywę. Wyluzować i zdać sobie sprawę z tego, że czeka mnie 15 lat grania. Wykazać się większą cierpliwością

Latem 2020 roku po rozwiązaniu umowy z Borussią skupił się na rozwoju osobistym, podejmując się treningu jogi i fitnessu. Zainteresował się nim AC Milan i West Ham United, mówiono nawet o powrocie do Bayernu Monachium. Chrapkę na niego miały również kluby z Major League Soccer i ekipy z Bundesligi, takie jak Hertha Berlin oraz FC Köln. Wybór ostatecznie padł na Holandię i PSV Eindhoven. Wielką rolą przy tym posunięciu wykazał się Roger Schmidt, były opiekun Bayeru Leverkusen. To właśnie Schmidt rzucił rękawice wyzwaniu polegającemu na renowacji największego niemieckiego talentu ostatnich lat. Jak do tej pory ta sztuka wychodzi mu nie najgorzej.

Jestem człowiekiem, który decyzje podejmuje sercem. Robię tak, jak czuję. Dlatego właśnie trafiłem do Eindhoven. Myślę, że ofensywny styl gry to rzecz, za którą bardzo tęskniłem, szczególnie w zeszłym roku, kiedy nie występowałem za dużo

To słowa bohatera tego tekstu. W nowym otoczeniu błyskawicznie napotkały go dawne zmory, czyli kontuzje. Poza tym Schmidt próbował odpowiednio wdrożyć go do drużyny, co początkowo nie było proste. Nie grał źle, ale ewidentnie potrzebował stabilizacji i przede wszystkim unikania różnej maści urazów. Taka zmiana nadeszła w bieżącej kampanii. Mario gra na pozycji ofensywnego pomocnika, napędza akcje zespołu, jego umiejętności techniczne gołym okiem wyróżniają się na tle całej ligi. W tym sezonie rozegrał 40 meczów, w których zdobył 10 goli i dołożył osiem ostatnich podań.

Götze w kraju tulipanów odżył. Wreszcie odnalazł spokój i harmonię, czyli czegoś, czego tak bardzo brakowało mu, będąc w wielkich klubach z wielkimi oczekiwaniami. Niedawno zainwestował w firmę farmaceutyczną, która koncentruje się na korzyściach zdrowotnych z używania kannabinoidów. Cieszy się chwilą, aktualnie sprzyjającym zdrowiem i na nowo pokochał futbol. Ten sam futbol, który momentami tak trudno próbował go doświadczyć, gdy ten nie był na to w pełni przygotowany.

 Czy dało się wycisnąć więcej?

Bez zbędnego przedłużania – tak, oczywiście, że dało wycisnąć się więcej. Kariera Mario Götzego to niewątpliwie nie jest cytryna wyciśnięta do ostatniej kropli soku. Natomiast patrząc szerzej na jego osobę – czy faktycznie nosił w sobie pierwiastek największego niemieckiego talentu w historii? Losy  „Super Mario” potoczyły się krętą drogą. Najwspanialszy czas przeżył jako nastolatek i tuż po przekroczeniu 20 roku życia. On nie wchodził na szczyt. On się tam znalazł w jednej chwili. To być może jest przyczyną dalszych niepowodzeń. Za szybko, za mocno, za bardzo. Masa piłkarzy krok po kroczku buduje swoje imperium albo także wchodzi na szczyt szybko, ale nie z takim bagażem wymogów. Nie mają na koncie zwycięskiej bramki w finale mistrzostw świata, która każdego czyni nieśmiertelnym.

Gdy dokonujesz tego w wieku 22 lat, dochodzisz do pewnego sufitu. Możesz używać wszelkich narzędzi, aby przebić się przez niego, ale chwała i prestiż, z jakiego jest zrobiony, nie dają się tak łatwo skruszyć. Naturalnie, iż dało się tym sukcesem zarządzać lepiej. Mental Gotzego po prostu nie dojechał. Jego etos pracy nie podołał. Jako gówniarz zdołał zostać idolem kibiców Borussii, chwilę później był już bohaterem całego narodu. To wszystko z setkami łatek na plecach. Największy talent. Złote dziecko. Drugi Leo Messi. Intensywność doznań w krótkim czasie źle wpłynęła na jego psychikę. To, na co inni pracują całą karierę, jemu przytrafiło się w kilka lat.

Pięć mistrzostw Niemiec, cztery puchary Niemiec, mistrzostwo świata, ponad 230 występów w Bundeslidze, 63 mecze w kadrze. To nie są osiągnięcia pierwszego lepszego grajka. To na papierze bardzo, ale to bardzo solidna kariera, której smak wygranych nie jest obcy. Koniec końców, to właśnie tak trzeba patrzeć na futbolowe życie bohatera tekstu. Wśród tysięcy zmarnowanych diamentów, którym nigdy nie było dane nawet zadebiutować w kadrze czy zagrać w Lidze Mistrzów, Götze to pan piłkarz. Piłkarz, którego imię i nazwisko nigdy nie będzie bezmyślnie rzucane na wiatr. Przez dekady na wspomnienie o nim, zwłaszcza niemiecki kibic wróci myślami do pewnego ciepłego lipcowego wieczora na stadionie Maracana.

Filip Brzeziński

fot: goalzz.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: