Lewy obrońca potrzebny od zawsze…

Lewa strona boiska jest bolączką naszej reprezentacji od naprawdę wielu lat. Być może jest to jakieś przekleństwo lub najzwyklejszy zbieg okoliczności, ale w naszym kraju po prostu nie rodzą się lewi obrońcy, którym można zaufać na dłuższą metę. Można odnieść wrażenie, że przez kilka ostatnich lat ten temat ucichł, ale na kilka dni przed jednym z najważniejszych spotkań naszej kadry w XXI wieku niestety powrócił, jak bumerang.

Przeciętność potwierdzana latami

Tak, jak wspominałem problemy jakościowe na lewej stronie boiska w naszej kadrze, istniały praktycznie od zawsze. Na palcach jednej ręki można wyliczyć lewych obrońców, o których można było mówić: „Z nim nie mamy prawa martwić się o wynik”. Takich zawodników zapewne trzeba byłoby szukać jakieś kilkadziesiąt lat temu. Praktycznie zawsze na tej pozycji panowała atmosfera przeciętności.

Przez lata reprezentacja była zdana na Jakuba Wawrzyniaka, który, jak sam o sobie mówił: „Jest zmiennikiem zawodnika, który nie istnieje”. Podobnie, jak aktualnie Tymoteusz Puchacz. „Krul”, bo tak nazywany był Wawrzyniak, stał się obiektem żartów. Pamiętne poślizgnięcie się w kluczowym momencie podczas spotkania z reprezentacją Niemiec lub słynne „Grajcie na Wawrzyniaka, on cienki jest” spowodowały, że zawodnik ten rzadko był barny w stu procentach na poważnie. Mimo to na swoim koncie ma prawie 50 spotkań z orzełkiem na piersi.

Za kadencji Adama Nawałki jego następcą został Artur Jędrzejczyk. Gość, który nie grał na swojej nominalnej pozycji, potrafił zapewnić nam momentami upragniony spokój. Nie dawał wiele w ofensywie, ale nie popełniał też wielu błędów. To, że trener Nawałka zdołał wykrzesać z niego, aż tyle do dziś pozostaje jedną z największych zagadek polskiej piłki. Nie ma być to żadna ujma w stronę zawodnika Legii, ale jego występy w kadrze były nad wyraz solidne, jak na jego potencjał.

Skoro wertujemy już katalog lewych obrońców reprezentacji Polski w ostatnich latach, to warto mimo wszystko spojrzeć na Macieja Rybusa. Były zawodnik warszawskiej Legii nie schodził z pewnego poziomu, ale gdy kadra potrzebowała go najbardziej (np. tak jak teraz), zakładał pelerynę niewidkę. Choć przez kadrę przewija się od 2009 roku, to zagrał tylko czterokrotnie na wielkich turniejach – co gorsza nieudanych w naszym wykonaniu.

Ciężko kogoś z tej trójki lewych obrońców ostatnich lat nazwać fatalnym, makabrycznym, czy też bezwartościowym. Niemniej jednak wszyscy byli co najwyżej przeciętni, solidni, nie dawali niczego ekstra. Dlatego przez te wszytkie lata nie wykreowała nam się postać, którą będziemy wspominać z uśmiechem na twarzy.

Kogo potrzebujemy?

Pytanie na pozór banalne, ale jednak dosyć istotne. Nie szukamy bowiem tak, jak przez lata zwykłego lewego obrońcy. W tym momencie potrzebny jest nam wahadłowy. I chociaż jest to pozycja pokrewna, to trzeba przyznać, że nie każdy wahadłowy będzie dobrym obrońcą i vice versa.

Gdybym miał najprościej określić pozycje wahadłowego, byłoby to połączenie lewego skrzydłowego z lewym obrońcą. Piłkarz taki musi prezentować jakość zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Jednocześnie ma wyglądać nienagannie ze strony kondycyjnej, ponieważ wykonuje zadania praktycznie na całej długości murawy. Przydałoby się także, aby miał trochę kreatywności i nie miał problemu z utrzymanie taktycznej dyscypliny, jeżeli chodzi o wracanie do tercji defensywnej. Owszem, brzmi to co najmniej jakby miał być alfą i omegą, ale tak trochę jest. To właśnie dlatego pozycja ta jest niezwykle istotna przy grze w trójce obrońców. Wahadłowi mają stanowić alternatywę dla skrzydłowych, dawać drogę rozegrania piłki środkowym obrońcą. Bez skutecznych wahadeł nie da się grać w formacji 3-5-2 bądź 3-4-3.

Małym plusem mnogości obowiązków wahadłowego jest to, iż przy odpowiednim ustawieniu zarówno skrzydłowy, jak i lewy obrońca może sobie poradzić na tej pozycji. Oczywiście nie zawsze, wszystko to zależy od indywidualnych predyspozycji danego zawodnika. Jednak nie da się zignorować faktu, że powinno dawać nam to teoretycznie większy komfort rotacji na lewej stronie niżeli działo się to dotychczas. No właśnie, „teoretycznie” to w tym konkretnym wypadku słowo klucz.

Pozorny komfort

Jeżeli popatrzymy na mnogość nazwisk, które na ten moment mogą zagrać na pozycji lewego wahadłowego, możemy dojść nawet do wniosku, że ten problem nie istnieje. Przecież w Internecie pojawiało się wiele uzasadnionych głosów na temat tego, iż trener Michniewicz nawet przesadził z ilością nazwisk, które mogłyby zagrać na tej pozycji. Przy takiej rywalizacji, biorąc pod uwagę, że gramy tylko 2 spotkania naturalne jest to, że część powołanych piłkarzy będzie pełniło role marginalne. Trener może wystawić na boisku tylko jedenastu zawodników, a tymczasem w gronie powołanych znalazło się aż 31 nazwisk.

Z tego licznego grona zdecydowanie największą zdolność do rotacji ma właśnie lewe wahadło. Spośród powołanych do kadry zawodników spokojnie da się wyróżnić 8-9 piłkarzy, którzy mogliby zagrać na tej pozycji. Co więc stanowi problem? Przede wszystkim jakość i fakt, że większość z nich odstaje charakterystyką od porcji typowego wahadłowego. Ciężko oczekiwać od grona piłkarzy typu: Kamil Grosicki, Przemysław Płacheta, czy też Konrad Michalak jakości w defensywie, a to także jest dość istotny aspekt, jeżeli chodzi o tę pozycję. To samo tyczy się Przemysława Frankowskiego, który regularnie grywa w Ligue 1.

Za kadencji Paulo Sousy mieliśmy już do czynienia z wystawianiem typowych skrzydłowych na wahadle i nadawaniem im zadań defensywnych. Tak było, chociażby w przypadku Kamila Jóźwiaka. Chociaż w ataku nie wyglądał źle, to w obronie regularnie popełniał podstawowe błędy.

Z typowych wahadłowych zostają nam jeszcze Arkadiusz Reca i Patryk Kun. Co do Recy sprawa wydaje się być raczej jasna. Wystawienie go w spotkaniu ze Szwecją byłoby ogromnym ryzykiem, ryzkiem, na jakie nie możemy sobie pozwolić w tak kluczowym momencie. Zawodnik Spezii zagrał chyba swój najgorszy mecz w reprezentacji Polski (a warto wspomnieć, że miał już okres, w którym nie popisywał się, grając z orzełkiem na piersi). Można mówić, że nie dostał takiego komfortu, jak np. Cash, ponieważ nie mógł współpracować z lewonożnym środkowym obrońcą. Niemniej jednak jego błędy głównie wynikały wyłącznie z jego winy. Dostał kilka nieprzyjemnych piłek, ale Matty Cash również musiał radzić sobie z podobnymi i robił to z o wiele lepszym skutkiem. Po lewej stronie zwyczajnie zabrakło czystej piłkarskiej jakości.

Patryk Kun za to swoją grą w Rakowie pasowałby idealnie, ale czy finał baraży, mecz ostatniej szansy awansu na Mundial nie byłby zbytnim skokiem na głęboką wodę? W obecnych okolicznościach trochę szkoda, że nie dostał ani minuty w spotkaniu ze Szkocją i tym samym raczej nie powinniśmy oczekiwać jego debiutu w narodowej kadrze – przynajmniej na ten moment.

Tymoteusz Puchacz – najrozsądniejsza opcja?

Część kibiców zapewne po takich słowach zapięłoby mnie w kaftan i wywiozło do jakiegoś ośrodka psychiatrycznego. Celowo wcześniej nie wspomniałem o tej opcji, ponieważ uważam ją w tym momencie za jedyną słuszną. Owszem, Tymek stał się memem w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Warto jednak pamiętać, że to wciąż młody zawodnik ze sporym potencjałem. Ewidentnie nie wyszło mu w Unionie Berlin więc klub ze stolicy Niemiec postanowił wypuścić go na wypożyczenie i jak na razie wydaje się to być strzał w dziesiątkę. W Trabzonsporze Puchacz nie gra wybitnie, ale w końcu dostaje coś, czego nie zaoferowali mu w poprzednim klubie – minuty. Lewy wahadłowy stanowi część pierwszego składu przyszłego Mistrza Turcji, ekipy, która zdominowała całą ligę. To coś oznacza.

Jednocześnie jego charakterystyka wprost idealnie nadje się na wahadło. Ma stalowe płuca i pojęcie o grze w defensywie oraz ofensywie. Wiadomo, skutki jego gry są różne, ale na papierze wygląda całkiem przyjemnie. Wiadomo, należy jednak pamiętać o jego wadach. Brak jakiejkolwiek dyscypliny taktycznej, technika użytkowa na poziomie B-klasy oraz mała skuteczność w działaniach stricte defensywnych. Jednak, gdy posłucha się jego ostatnich wywiadów, można uznać, że coś się w nim przestawiło. Nie odpowiada ogólnikowo, wie, jakie są jego wady i nad nimi pracuje. Kto wie? Może warto mu dać kolejną szansę tym razem pod skrzydłami trenera Michniewicza?

Puchacz dostał pewną szansę od losu. Czesław Michniewicz, zostawiając go na trybunach w meczu ze Szkocją, pokazał, że znajduje się on stosunkowo nisko w hierarchii. Fatalna gra Arkadiusza Recy jednak zmusza do podjęcia zdecydowanych decyzji. Nowy szkoleniowiec naszej kadry stanął trochę pod ścianą. Każdy jego wybór z pewnością dla niektórych będzie, chociaż minimalnie kontrowersyjny. Wahadła to kluczowa pozycja przy naszej aktualnej taktyce. Nie działają one, nie działamy my. Puchacz, choć wydaje się opcją najbardziej logiczną, nie jest pewniakiem.

Młode wilki

Patrząc na reprezentacje u-21 można odnieść dziwne wrażanie, że mają o wiele większy potencjał na pozycji lewego wahadłowego niż dorosła kadra. Owszem, jest to spore uproszczenie, ale naprawdę warto docenić postawę niektórych zawodników. Mowa tu oczywiście o dwójce piłkarzy – Jakubie Kamińskim i Nicoli Zalewskim. Co ciekawe obaj mieli już przetarcie z dorosłą kadrą, ale skończyło się to niestety na pojedynczych powołaniach. Oboje wprost idealnie pasują na tę pozycję.

Nicola Zalewski to piłkarz, którego większość wrzuciłoby do podobnego worka co Gorsicki czy też Płacheta – fajny w ofensywie, ale nie ma bladego pojęcia o bronieniu. Jak się okazuje, jest to nieprawda. Nie grał w tym sezonie zbyt dużo, tylko 364 minuty. Jednak jest to zawodnik, w którym ogromny potencjał widzie sam Jose Mourinho. W obliczu kontuzji Spinazzoli został wypróbowany na pozycji lewego wahadłowego i…wyszło to całkiem nieźle. Zalewski posiada nie tylko znakomity przegląd pola i technikę, ale gdy trzeba, potrafi pracować w defensywie, jak wilk. Jego przemiana idealnie wpasowała się w nasze aktualne potrzeby i nawet jeżeli nie dostał szansy teraz, z pewnością dostanie ją już w niedalekiej przyszłości.

Jakub Kamiński po niezbyt udanym debiucie z San Marino oddalił się nieco od pierwszej reprezentacji. W młodzieżówce pokazuje za to, że jest zawodnikiem niesamowicie dojrzałym. To samo tyczy się spotkań w polskiej Ekstraklasie. Ma doświadczenie zarówno jako ofensywnie usposobiony, ale jednak boczny obrońca i jako typowy skrzydłowy. Choć sam mówi, że widziałby się jednak trochę wyżej, w obliczu braków na tej pozycji mógłby okazać się całkiem ciekawą alternatywą.

Pojawia się pytanie: W czym ci zawodnicy są gorsi od takiego Michalaka lub Patryka Kuna. Moim zadnie kompletnie w niczym. Powiedziałbym nawet, że jeżeli chodzi o pozycje wahadłowego, przerastają tych zawodników o głowę. Gdyby lewa strona działała, jak powinna, zapewne nie byłoby takiej dyskusji, ale w obecnej sytuacji warto się zastanowić, czy powołania Czesława Michniewicza rzeczywiście potrafią się obronić.

Podsumowanie

Lewa obrona/ lewe wahadło to problem, który ciągnie się latami, a rozwiązania wciąż brak. Ciężko wskazywać przyczynę tego, dlaczego taką ilość czasu nie zdołaliśmy wyklarować sobie żadnego zawodnika, który na tej pozycji prezentowałby stały, dobry poziom. Prawa obrona to zupełnie inna bajka. Przez lata monopol na tę pozycję miał Łukasz Piszczek, a teraz w kadrze mamy 3 zawodników, którzy są w stanie go godnie zastąpić. Brak takich talentów po drugiej stronie boiska to niesamowicie irytujący zbieg zdarzeń. Kto wie? Może mecz ze Szwecją wyklaruje nam stałego pretendenta do obsady tej pozycji. W końcu tak ważne mecze potrafią zbudować markę na wiele lat.

Łukasz Budziak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: