Retro, erudycja i miłość do sportu mimo życiowych trudności. Wywiad o książkach sportowych z Jakubem Tarantowiczem

Omawiając książki sportowe wydane w ostatnich miesiącach, można zauważyć pewien trend – retro jest tym, czym „kupiono” wielu fanów sportowej literatury. Jest miejsce też na pozycje wysublimowane intelektualnie. Korupcja i olimpizm – akurat o tym się teraz mówi, a w książkach można znaleźć zachęty do burzliwych dyskusji. Niedawno ukazała się też niezwykle istotna książka w wymiarze społecznym. Oto podsumowanie minionych miesięcy na rynku literatury sportowej – rozmowa z Jakubem Tarantowiczem, księgarzem, znawcą i recenzentem książek piłkarskich na portalu retrofutbol.pl.

Bartłomiej Najtkowski: To czas podsumowania. Czy można mówić o zapotrzebowaniu na retro? „Listek”, „Remanent”, także biografia Włodzimierza Szaranowicza – trochę się tego zebrało. Co najbardziej pana zaciekawiło w tych książkach? Jeśli mowa o „Życiu z pasją”, to może wątki osobiste: rodzice z Jugosławii, Parkinson? Mamy do czynienia z chodzącą encyklopedią sportu, ale nie tylko kwestie dotyczące sportu są ciekawe.

Jakub Tarantowicz: Zgadzam się w pełni, że istnieje zapotrzebowanie na mówienie i pisanie o sporcie z dawnych lat – nazwijmy to sporcie w stylu retro. Książka Szaranowicza i jego córki znakomicie się wpisuje w te oczekiwania. To prawda, że wątki osobiste wydały mi się szczególnie ciekawe. Pan Włodzimierz urodził się, wychowywał, uczył i pracował w Polsce. Tutaj było jego miejsce na ziemi, a jednak trudno nie zauważyć, że jest w nim silne przywiązanie do ojczyzny rodziców. Fascynacja czarnogórską kulturą, stylem życia, świętowaniem – to wszystko przebija z kart tej książki. 

Fascynujące jest spojrzenie Włodzimierza Szaranowicza na igrzyska olimpijskie przez pryzmat humanizmu, uniwersalnych idei. Nadal w to wierzy, choć krytykuje komercjalizację. IO w Atlancie i Coca-Cola jako ich symbol? Coś tu zgrzyta. Refleksje tego wybitnego komentatora możemy odnieść do obecnych igrzysk w Chinach. Mały znicz na ceremonii otwarcia, by wyrazić potrzebę ratowania planety. Hipokryzja, zważywszy, że Chiny to największy emitent dwutlenku węgla na świecie, zapalenie owego znicza przez Ujgurkę (przedstawicielkę prześladowanej mniejszości), to również kwestia bardzo kontrowersyjna. Czy wobec tego Szaranowicz jest idealistą i to zbytni pryncypializm?

Ujmuje mnie też sposób, w jaki redaktor Szaranowicz opowiada o lekkoatletyce, skokach narciarskich i ogólnie o igrzyskach olimpijskich. Pełna zgoda z tym, że on wciąż wierzy w tę ideę, widzi w niej sens. Dostrzega to, że sport może być znakomitą ilustracją codziennego życia, naszych zmagań, niepowodzeń, ale też ich przezwyciężenia. To prawda, że czasem trudno podzielać te emocje, gdy widzi się ogrom hipokryzji i zakłamania we współczesnym sporcie – szczególnie wśród działaczy i możnych sponsorów. Gdyby kierować się idealizmem, to takie państwa, jak Rosja czy Chiny nie powinny otrzymać prawa organizacji igrzysk. Z drugiej strony także podczas takich turniejów powstają piękne i wzruszające historie sportowe. Patrząc nawet z polskiego punktu widzenia, w Soczi, w Rosji wspaniałe sukcesy odnieśli choćby Kamil Stoch czy Zbigniew Bródka. Podsumowując: komercjalizacja, korupcja – trudno tego nie zauważać, ale nie zapominajmy, że sport może pokazywać swoje piękno w niemal każdych okolicznościach.

Przechodząc do „Listka”, zaskoczyło mnie to, że Michał Listkiewicz zdobył się na tak trudne wyznania: mowa o morderstwie matki i molestowaniu. To przejmujące, śmiem twierdzić, że nawet książki Krzysztofa Stanowskiego o Wojciechu Kowalczyku i Andrzeju Iwanie mogły nie zawierać aż tak przygnębiających historii. Czarna owca, oszukany przez sędziów, zdumiony ich wysługiwaniem się prymitywnemu Fryzjerowi, ścierający się z prokuraturą – Michał Listkiewicz mówi o korupcji i bezsilności. Ten wątek jest „na czasie”, akurat teraz gdy Czesławowi Michniewiczowi przypomniano 711 połączeń z szefem mafii sędziowskiej.

Przyznaję, lektura „Listka” i „Remanentu” wciąż przede mną. Docierają do mnie liczne, bardzo dobre recenzje tych książek – wydaje się, że (na szczęście) jeszcze długo będzie miejsce na tego typu publikacje.

No właśnie, czy to jest pisanie, dawniej cenione za przenikliwość, a dziś dla koneserów? Teraz głośno jest o dokumencie o Neymarze na Netflixie, w którym zachłanny ojciec robi z syna marketingowy produkt bez cienia zażenowania. Mówi się też o innym fascynującym dokumencie – poświęconym partnerce Cristiano Ronaldo. A futbol schodzi do… TikToka. Kto czyta takie rzeczy jak „Remanent”? Mistrzostwo reportażu, dziś zatracone – historia tragicznej śmierci saneczkarza czy koleje losów piłkarza Lecha, który z powodu nowotworu przebranżowił się i został… taksówkarzem. Nisza dla dziwnych humanistów? Więcej w tym życia niż sportu. Sport to pretekst do mądrej opowieści.

Nawet jeśli grupa takich czytelników będzie nieduża, to i tak warto dla niej pisać. Łatwo być w mainstreamie i promować filmy czy książki o takich medialnych produktach, jakimi stali się (oczywiście przy docenianiu ich klasy sportowej) Neymar, Messi czy CR7. O wiele trudniej pisać o historiach mniej znanych piłkarzy, poświęcić wiele dni na stworzenie ciekawego reportażu.

Leo Messi jako Atlas, na którego barkach spoczywają losy ojczyzny, co łączy go z Borgesem, skądinąd gardzącym futbolem? Obaj przekonali się, że trudno być protokiem we własnym kraju. Mowa o „Świetle bramki”. Jeśli szukamy erudycji, intelektualnego sznytu, to musimy zapukać do drzwi Michała Okońskiego? Alternatywą pewnie jest „Kopalnia”, choć on też tam pisze… Myślę, że jego pisanie nie jest przeintelektualizowane, pretensjonalne, są zachowane odpowiednie proporcje. Myśl nie zawsze musi być maksymalnie wyrafinowana. Aczkolwiek nawet wspominając o prawdopodobnie nieudanym… orgazmie CR7 (z racji ego), Okoński odnosi się do Pawła Mościckiego, filozofa i jego teorii o reakcji ciał na boisku.

Jestem w stanie uwierzyć w to, że pisarstwo Okońskiego może komuś wydawać się przeintelektualizowane. Rozumiem, że nie każdemu taki „wysoki styl” musi odpowiadać. Według mnie te proporcje są jednak zachowane. Pozwolę sobie zacytować fragment własnej recenzji książki „Światło bramki” napisanej dla Retro Futbol: „Okoński stara się niemal każdej z opisywanych postaci zajrzeć do umysłu, serca i duszy i sprawdzić, co w nich grało lub nadal gra. Swoje odkrycia opisuje w mistrzowski sposób, posługując się różnymi środkami stylistycznymi. Nierzadko ucieka się do języka religijnego i biblijnego- Maradona jest „Bogiem”, Cryuff ma swoich „apostołów”, a niemal każdy z bramkarzy to „piłkarski Hiob”. […] Teksty właściwie same „płyną” przed oczami czytelnika i pozwalają całkowicie zanurzyć się w świat piłkarskich refleksji autora”.

Wątek bramkarza – sapera przypomina mi refleksje Eduardo Galeano o Moacirze Barbosie, tym, przez którego w 1950r. „płakała cała Brazylia”. A co z Kopalnią? Magazyn pod redakcją Piotra Żelaznego przyzwyczaił nas, że forma jest raczej stała.

Jeśli chodzi o Kopalnię, to najnowszy numer nie odbiega poziomem od pozostałych. Jak zwykle tylko świetne albo bardzo dobre teksty. Mnie najbardziej podobały się: tekst otwierający tom autorstwa Rafała Steca,  tekst Leszka Jarosza (bardzo wnikliwy) o Maradonie, artykuł wspomnianego już Michala Okońskiego o Gascoigne’ie, tekst Michała Treli o grach piłkarskich i Pawła Czady o przemianach na Górnym Śląsku. To oczywiście tylko moje subiektywne typy. Pozostałe artykuły bynajmniej nie są gorsze. Dla tych, którzy chcą poczytać o futbolu, ale trochę „głębiej”, jest to pozycja obowiązkowa.

Okoński to polski odpowiednik Jonathana Wilsona? A akademicy Mościcki i Filip Kubiaczyk chyba zachęcili innych do pisania o futbolu. Niedawno ukazały się „Stadiony świata”. Autorem jest socjolog, co zainteresowało nawet „Piłkę Nożną”. Ucztą intelektualną wkrótce będzie wznowienie książki Eduardo Galeano, urugwajskiego intelektualisty.

Tutaj w pełni się zgodzę, że podjęcie tematów piłkarskich przez pracowników naukowych takich jak Mościcki czy Filip Kubiaczyk może stać się okazją do podjęcia wielu okołofutbolowych zagadnień przez autorów, którzy na co dzień zajmują się zupełnie inną tematyką. Przypomnijmy choćby o wydanej kilka lat temu książce „Piłkomatyka”, której autorem jest David Sumpter, profesor matematyki na jednym ze szwedzkich uniwersytetów.

Pewnie zaskoczyło pana, że to IPN przybliżył postać Stefana Żywotki (zmarł 10.02, w wieku 102 lat), trenera – legendy. Szkoda, że taki status trener Żywotko ma tylko poza krajem. Ale skoro nawet o Henryku Kasperczaku nie powstała dobra książka i nie doceniono jego dokonań w należyty sposób…

Książka o trenerze Żywotce mocno mnie zaskoczyła. Oczywiście pozytywnie. Autor wykonał wielką pracę, by zebrać informacje potrzebne do napisania tej książki. Przyznam, że zanim dowiedziałem się o tej książce, postać trenera była mi znana w niewielkim stopniu. Zapoznając się z jego życiorysem i biorąc pod uwagę sukcesy, jakie odnosił w Algierii, aż dziw bierze, że książka o Żywotce powstała dopiero teraz.

Czy książka „Nie widzę przeszkód” Marcina Ryszki i Jakuba Białka jest najważniejsza od kilku lat w wymiarze społecznym? Pokazuje niepełnosprawność nie jako wyrok. Ryszka komentował mecze, robi wywiady, uprawia sport, mówi też o miłości, potrafi być autoironiczny. Zarazem nie unika poważnych refleksji o niepełnosprawnych. Ale wydźwięk jest pozytywny, krzepiący.

Publikacja z pewnością prezentuje ważny problem społeczny i (z tego co słyszałem) jest też zabawna. Niestety wciąż jeszcze nie przeczytałem tej książki.

Dla każdego kibica Manchesteru United biografia Petera Schmeichela to konieczność. Ale chyba to nie kunszt i klasa bramkarza wybija się na pierwszy plan z punktu widzenia polskiego czytelnika, wszak polskie wątki też tam znajdziemy, nawet związane z… SB.

Autobiografia Schmeichela porusza bardzo wiele wątków. Słynny duński bramkarz opisuje swoją karierę i życie prywatne. Nie szczędzi czytelnikom ciekawych szczegółów, wspomina swoje dzieciństwo, największe sukcesy, relacje z trenerami i kolegami z drużyny. Pisze też o swoich dzieciach i rodzicach, w tym właśnie o pochodzącym z Polski ojcu. Dla mnie wątek z SB był rzeczywiście bardzo ciekawy, ale chyba jeszcze bardziej zaintrygowała mnie sprawa polskiej babci Petera, która zaginęła w Rosji. Schmeichel niektóre sprawy pomija, lecz przyznaje, że robi to specjalnie. Moim zdaniem, uczciwie napisane.

A poza piłką coś pana zaciekawiło? Mnie „Kama” (biografia Kamili Skolimowskiej), którą recenzowałem dla Sportowej Książki Roku. Dzieciństwo, sukcesy, aspiracje, by się uczyć, chęć funkcjonowania w policji, relacja z dziennikarzem, która zaowocowała związkiem, przedwczesna śmierć, jej okoliczności i postawa rodziny. To bardzo ciekawe.

Z niepiłkarskich książek sportowych duże wrażenie zrobiła na mnie książka „Olimpijki” Anny Sulińskiej. Reportaż opowiada o kobietach, które z sukcesami reprezentowały Polskę w kilku poprzednich igrzyskach olimpijskich. Na sukcesy i medale pracowały w pocie czoła, często wbrew trudnym okolicznościom życiowym, przy opłakanych warunkach do treningu i pobłażliwości, z jaką traktowało je część męskiego środowiska sportowego. Warto sięgnąć po tę lekturę.

Rozmawiał Bartłomiej Najtkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: