Od futsalu do piłkarskiej reprezentacji narodowej. Historia Wissama Ben Yeddera.

„Myślę, że kluczem jest mieć wiarę. Nigdy nie przestawaj wierzyć. Nawet gdy sprawy nie układają się dobrze, musisz wierzyć, że dasz radę”. Każdy z nas ma postanowienia, które stoją w szeregu przed wszystkimi innymi sprawami. Wiara, rodzina i uśmiech – w życiu Wissama od zawsze najbardziej liczą się tę trzy wartości.

SZCZĘŚLIWE DORASTANIE W TRUDNYM MIEJSCU

„Benye” – bo tak koledzy nazywali go w dzieciństwie – urodził się 12 sierpnia 1990 roku w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic aglomeracji Paryskiej. Sarcelles położone na granicach stolicy Francji w dawnych czasach było znane przede wszystkim z licznych rabunków, przewinień, czy nawet zabójstw. Znaczną część społeczeństwa regionu stanowili migranci z północnej Afryki, którzy byli głównym celem przestępstw. Rodzice Wissama pochodzili z Tunezji i nie raz byli atakowani przez rdzennych mieszkańców ze względu na swoją narodowość. Innym znanym dzisiaj piłkarzem, który również żył we wspomnianej dzielnicy był Riyad Mahrez. Algierczyk do dzisiaj pozostaje przyjacielem Francuza, chociaż co ciekawie nie połączyła ich pasja do piłki. Tytułowy bohater nie miał zbyt wiele swobody poza domem, ponieważ Pan i Pani Ben Yedder z obawy na bezpieczeństwo, rzadko pozwalali mu wyjść na podwórko.

Prześladowanie i ataki przemocy nie ustępowały, przez co rodzina została zmuszona do przeprowadzenia do pobliskiego miasteczka Garges-les-Gonesse. Regionu o teoretycznie bardziej spokojnego, niż Sarcelles. Sytuacja jednak znacząco się nie poprawiła, gdyż rasizm we wczesnych latach był bardzo powszechny, ale w nowym miejscu zamieszkania Benye miał możliwość podjęcia życiowego celu. Padło na piłkę nożną, ponieważ jak sam dzisiaj tłumaczy – „Z piłką przy nodze odrywam się od rzeczywistości” – a to z powodu dyskryminacji, która trafiała jego bliskich, było dla niego istotne. Jak u każdego dzieciaka w młodym wieku, w tym okresie narodziły się u Wissama ambicje pozostania profesjonalnym piłkarzem.

„Kiedy nie musieliśmy iść do szkoły, budził mnie o ósmej rano i kazał mi iść grać przeciwko niemu na boisku. Uwielbiał rywalizacje, a już szczególnie gry jeden na jeden”.

Daniel Mendy, przyjaciel z dzieciństwa Ben Yeddera, tak wspomina początki znajomości z aktualnym piłkarzem Monaco. Nie przeszkadzało mu, że najczęściej to on przegrywał w starciach z Benye. Robił to po prostu z koleżeństwa, ponieważ Wissam również wiele razy bez problemów mu pomagał. Dorastanie w trudnym otoczeniu nauczyło go wiele rzeczy. Zrozumiał, że trzeba wierzyć w sukces i nie pozostawiać swoich przyjaciół jak i rodziny w potrzebie, ponieważ sukces osiąga się wspólnie. Jako dziecko postanowił, że niezależnie od sytuacji będzie starać się być uśmiechniętym, aby pozytywnie wpływać na swoje otoczenie.

WYSZKOLONY NA PARKIECIE

Będąc w szkole elementarnej Ben Yedder uwielbiał grać w piłkę na zajęciach wychowania fizycznego. Starcia na małej powierzchni wymagające sprytu sprawiały mu ogromną przyjemność. W pewnym momencie podjął decyzje, że to właśnie w futsalu chce kontynuować swoją przygodę ze sportem. Z czasem postanowił przenieść swe umiejętności z osiedla oraz szkoły na poważną rywalizacje. Przy pomocy rodziców zdecydował zapisać się do lokalnej drużyny i mimo, że nie było zespołu z jego rocznika, to ze względu na atuty został bez problemu przyjęty. Po pewnym czasie przeciwnicy będący o zaledwie kilka lat starsi zaczęli się robić dla niego zbyt łatwi do konkurowania, a to spowodowało, że został przesunięty do pierwszego zespołu klubu.

Jak się później okazało – również i w starciach z dorosłymi osobami nie miał problemu, aby się wyróżniać. W profesjonalnych rozgrywkach futsalu pokazał się na tyle z dobrej strony, że zaczął być powoływany do reprezentacji narodowej do lat 21. Z miejsca stał się liderem młodzieżowego zespołu trójkolorowych, kilkakrotnie wychodząc nawet z opaską kapitańską. Jednak podobnie jak w klubie, na arenie międzynarodowej również znacząco się odznaczał od swoich nieco starszych kolegów. Poskutkowało to tym, że został powołany do seniorskiej reprezentacji narodowej na mecz z Chile. Mało brakowało, a zaprzepaściłby szanse na debiut. Na lotnisku Charles de Gaulle w Paryżu, z którego mieli odlatywać, okazało się, że Wissam nie posiada francuskiego paszportu, a jedynie tunezyjski. Federacja z zakłopotaniem skontaktowała się z miejscowym burmistrzem, dzięki czemu Benye dostał zezwolenie na lot samolotem. Przez całą swoją późniejszą futsalową karierę rozegrał jeszcze 5 spotkań w pierwszej reprezentacji Francji.

Dzisiaj bez problemu można dostrzec, że ma za sobą kilka lat spędzonych w halowej odmianie piłki nożnej. Charakteryzuje się przede wszystkim zwinnością, sprytem oraz wyjątkową techniką, czyli cechami, które rozwinął właśnie podczas gry w futsal. Warto też wspomnieć, że w trakcie jednego z treningów złapał kontuzję prawej stopy. Nie chcąc siedzieć bezczynnie i oglądać, jak inni grają, postanowił ćwiczyć lewą nogą, mając prawą w gipsie. Do momentu kiedy wodząca noga była już zdolna do grania, Wissam opanował wręcz do perfekcji tę lewą. Przełożyło się to na to, że obecnie wyśmienicie używa obie z nich. Czas spędzony na parkiecie spowodował, że dzisiaj Ben Yedder pod względem umiejętności jest niesamowicie wyjątkowym zawodnikiem.

„NOWY MARADONA”

Mistrzostwa Świata w 2006 roku sprawiły, że Benye zdecydował zmienić swoją dalszą ścieżkę życia. Widok reprezentacji Francji wchodzącej do finału Mundialu – co prawda przegranego przez trójkolorowych – uświadomił Wissamowi, że to murawa jest jego prawdziwym powołaniem. Rok po podjęciu życiowej decyzji postanowił przenieść się do miejscowości Saint-Denis na obrzeżach Paryża, gdzie rozpoczął swoją piłkarską karierę w lokalnym amatorskim klubie. Doświadczenie zdobyte podczas gry w futsal sprawiło, że swoimi wyjątkowymi umiejętnościami w dość szybkim tempie przebił się do seniorskiej drużyny. Mimo, że był zaledwie siedemnastoletnim chłopakiem, to podobnie jak na hali, zdecydowanie przewyższał na boisku starszych rywali.

Sezon 2008/2009 był absolutnie przełomowy w karierze Ben Yeddera. Plotki na temat wielkiego talentu zaczęły się rozchodzić po całej stolicy a spora część kibiców zespołu przychodziła na spotkania głównie w celu ujrzenia gry młodego Francuza. Jeszcze w trakcie wyżej wspomnianych rozgrywek, klub Alfortville , również z aglomeracji Paryskiej, postanowił zaklepać sobie zawodnika, który ostatecznie dołączył do nich po zakończeniu sezonu. Nowa drużyna występowała wówczas na czwartym poziomie rozgrywkowym we Francji, więc była to znakomita szansa na pokazanie się szerszej publiczności. Jak się z czasem okazało, dwa lata które spędził w Saint-Denis były wyjątkowo długie patrząc na miarę talentu, oraz status byłego klubu. Bowiem zaledwie po niecałym roku spędzonym w Alfortville po Wissama zaczęły się zgłaszać kluby z absolutnego krajowego topu. W ciągu jednego sezonu zrobił takie wrażenie, że specjalnie z jego powodu na mecze przyjeżdżali skauci nawet zza granicy.

„Powiedziano mi o młodym piłkarzy, który według wielu był nazywamy fenomenem, więc chętnie przyszedłem zobaczyć jego grę. Wystarczyło 15 minut. Chwyciłem za telefon i zaoferowałem chłopaka Lille. To był nowy Maradona”.

Takimi słowami po kilku latach swoje pierwsze wrażenie po zobaczeniu Ben Yeddera opisał Michel Moulin dla stacji RMC Sport. Do transferu do Lille ostatecznie nie doszło, ponieważ liderem w wyścigu była drużyna z Tuluzy. Olivier Sardana, prezydent Toulouse osobiście skontaktował się z chłopakiem i skutecznie nakłonił go do transferu. Pierwsze kroki stawiał w drużynie rezerw, jednak zaledwie po 4 miesiącach od oficjalnych przenosin zadebiutował w Ligue 1. Wystarczyły cztery lata, żeby dzięki swojej determinacji i zaangażowaniu, zamienił hale na najwyższy stopień rozgrywkowy we Francji.

CORAZ BLIŻEJ SPEŁNIENIA MARZENIA

Toulouse do dzisiaj pozostaje klubem, w którym spędził najwięcej czasu. Od debiutu do ostatniego spotkania w fioletowych barwach minęło aż sześć lat. Zasłynął jednak z gry nie tylko dla drużyny, która wprowadziła go do poważnego świata futbolu. W pozostałych dwóch klubach – Sevilli i obecnie Monaco – także emanował bardzo dobrą dyspozycją. W Los Nervionenses mimo, że spędził dwa razy mniej czasu niż w Tuluzie, to zdobył niemalże identyczną ilość bramek i asyst (71 trafień w Toulouse, 70 w Sevilli i po 22 asysty w obu klubach). Podczas pobytu w Monaco również utrzymuje wysoki stosunek udziału przy bramkach, do liczby rozegranych spotkań. Na dzień pisania tego tekstu wystąpił 54 razy w drużynie byłego mistrza Francji, oraz zdobył 30 bramek i zaliczył 14 asyst. Od momentu przybycia do „Les Rouge et Blanc” jest prawdopodobnie najważniejszą postacią całego zespołu.

W skrócie rzecz ujmując – gdziekolwiek i kiedykolwiek grał, zawsze utrzymywał pewien poziom, z którego rzadko schodził. W trakcie 11 sezonów w profesjonalnej piłce w jego wykonaniu (licząc także obecny) rozegrał 366 spotkań, strzelił 171 bramek i zaliczył 58 asyst. Dzieląc przez liczbę kampanii wychodzi średnio 20 bezpośrednich udziałów przy bramkach na sezon. Całkiem niezły wynik jak na zawodnika, który ani razu w swojej karierze nie wzniósł trofeum.

Mając za sobą występy w Lidze Mistrzów, czy Lidze Europy, Wissam ciągle walczy o spełnienie swojego największego marzenia – wyjazd na wielki turniej z reprezentacją Francji. W 2016 podczas selekcji na Mistrzostwa Europy we Francji został pominięty na rzecz Giroud, Griezmanna, Martiala oraz Gignaca, a na Mundial 2018 Didier Deschamps powołał Mbappe, oraz ponownie Griezmanna z Olivierem Giroud. Obecnie jednak jest na dobrej drodze, aby zostać zabranym na przyszłe euro. W 23 rozegranych kolejkach ligowych zdobył 11 bramek, dzięki czemu jest drugim najlepszym francuskim strzelcem w aktualnym sezonie Ligue 1 (Mbappe 16 trafień). Dodatkowym argumentem, być może nawet głównym dla którego miałby zostać powołany jest fakt, że od czerwca 2019 roku ominął zaledwie jedno zgrupowanie z powodu zarażenia COVID-19. Na 15 możliwych meczów wyszedł na boisko w aż 11, więc jak widać, trener mu ufa.

Wydaje się więc, że ostatnim zadaniem jakie musi spełnić Ben Yedder, aby pojechać z reprezentacją Francji na Mistrzostwa Europy i tym samym spełnić swoje marzenie, jest utrzymanie równej dyspozycji do końca rozgrywek. A jak znamy z poprzednich lat – Wissam niemal zawsze jest gwarancją ponadprzeciętnej formy.

MATEUSZ PEREK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s