Lagerbäck vs Sørloth – kulisy konfliktu w reprezentacji Norwegii

Norwegowie czekają już 20 lat na kolejny występ na dużej imprezie. Ostatnią z ich udziałem było Euro 2000 w Belgii i Holandii. Warto wspomnieć, że w kadrze grali wówczas Henning Berg, Ståle Solbakken, Ole Gunnar Solskjær, czy John Carew. Pierwsza trójka od lat zajmuje się trenerką, a ostatni jest rozchwytywanym aktorem. Przez minione dwie dekady w Norweskiej piłce zmieniło się bardzo dużo. Jedno jednak zostało – tęsknota za występem na dużym turnieju. Z tego powodu porażka z Serbią bolała podwójnie i przyniosła bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Nie tylko te czysto sportowe. Temat konfliktu w reprezentacji Norwegii przeszedł w polskich mediach kompletnie bez echa. Dzisiaj postanowiłem nieco go przybliżyć.

O jedno zdanie za daleko
13 października, kilka dni po spotkaniu z Serbią Lars Lagerbäck organizuje spotkanie ze swoimi podopiecznymi. Zawodników podzielono na cztery grupy ze względu na pozycje. Na pierwszy ogień poszli napastnicy – Joshua King, Erling Haaland oraz Alexander Sørloth. Spotkanie nie poszło jednak po myśli selekcjonera.

Miała być kilkuminutową dyskusją, skończyło się na półgodzinnej kłótni. Sørloth zarzucał Lagerbäckowi zły dobór taktyki na spotkanie z Serbią. Eksperymentalne ustawienie z trójką obrońców nie zadziałało, o co pretensje miał 24-letni napastnik Lipska. Miał w tym sporo racji. Na spotkanie z Rumunią i Irlandią Północną Norwegowie wyszli klasycznym 4-4-2. Oba spotkania wygrali. Co więcej, spotkania te były popisem duetu Haaland – Sørloth. Nic nie wskazywało na to, aby w kadrze działo się coś złego, a jednak.

Konfrontacja Lagerbäcka z grupą napastników zakończyła się dość niespodziewanie. Według portalu VG selekcjoner opuścił spotkanie, ostro krytykując napastnika. „Jak możesz oceniać ten mecz, skoro nie widziałeś jeszcze żadnej powtórki!? Ja obejrzałem go już kilka razy. Poza tym, jak możesz zabierać głos, skoro nie trafiłeś na pustą bramkę w meczu z Cyprem!?” Lagerbäck trafił w czuły punkt. Mecz z Cyprem rozgrywany był późną jesienią 2018 roku. Sørloth nie ukrywa, że był to zdecydowanie najtrudniejszy moment w jego karierze. Nie mógł się przebić do składu Crystal Palace, a w reprezentacji był niezwykle nieskuteczny. Mimo wszystko Norwegia pokonała Cypr 2:0, a sytuacje Sørlotha nie zmieniłyby ostatecznego rezultatu. Dlatego właśnie słowa Lagerbäcka były nie tyle skandaliczne, co po prostu dziwne.

Więcej niż kapitan
W złagodzeniu konfliktu między Sørlothem, a Lagerbäckiem kluczową rolę odegrał Stefan Johansen – kapitan reprezentacji. Jego rola w kadrze od jakiegoś czasu była mocno kwestionowana. Pomocnik nie został przecież zgłoszony do gry w Premier League przez Fulham. Od sierpnia rozegrał trzy mecze w kadrze i zaledwie jeden w klubie. Co więcej, był to mecz 1/8 finału Carabao Cup, w którym Fulham przegrało z Brentford aż 3:0. Decyzja o dalszym powoływaniu go do reprezentacji była lekko mówiąc kontrowersyjna, szczególnie gdy przypomnimy sobie o ciągłym braku powołania dla Tokmaca Nguena (do którego zaraz wrócimy). Mimo wszystko Johansen udowodnił swoją wartość. Bynajmniej nie na boisku. Okazało się, że był on pośrednikiem między selekcjonerem a napastnikiem. Dużo rozmawiał z Sørlothem, uspokoił go i skłonił do przeprosin. Ugasił pożar, który kilka dni później ponownie wznieciły media.

Uwaga, mamy kreta!
Sprawę konfliktu w reprezentacji Norwegii od kilku tygodni opisuje dziennik VG. Portal jako pierwszy nagłośnił sprawę, cytując słowo w słowo kłótnię między napastnikiem reprezentacji, a jej szkoleniowcem. VG powołuje się na zeznania anonimowych graczy, którzy z wiadomych przyczyn nie zdradzili swojej tożsamości. O całej sytuacji zostały napisane dziesiątki artykułów, a sprawa z biegiem czasu zaczęła przypominać prawdziwą telenowelę. Problemem reprezentacji nie okazał się więc sam konflikt, a jego echo.

Gdzie jest Tokki?
Urodził się w Kenii, jego matka pochodzi z Etiopii, a ojciec z Sudanu. On sam zdecydował się jednak na grę dla Norwegii. Tokmac Nguen to kluczowy zawodnik Ferencvarosu. W tym sezonie ligi węgierskiej strzelił 6 bramek w 8 spotkaniach, a w Lidze Mistrzów postraszył FC Barcelonę (jego bramka niestety nie została uznana) i ukąsił Dynamo Kijów. Nie wystarczyło to jednak, aby otrzymać powołanie do reprezentacji Norwegii. Kibice reprezentacji wymyślili nawet specjalny hashtag, pod którym dyskutowali o pomijaniu napastnika przez Lagerbäcka mimo jego kolejnych świetnych występów. Selekcjoner tłumaczy, że Nguen znajduje się na szerokiej liście kandydatów do gry w kadrze. Nikogo to jednak nie zadowala, a już na pewno nie samego zawodnika.

ROZMOWA Z BENEM WELLSEM


O sytuacji w reprezentacji Norwegii opowiedział mi także Ben Wellss, który jest piłkarskim analitykiem, zajmującym się norweską piłką.

Co myślisz o aktualnej sytuacji w reprezentacji Norwegii? W ostatnich tygodniach na horyzoncie pojawiło się trochę problemów. Brak powołania dla Nguena, konflikt Lagerbäcka z Sørlothem, porażka w barażach z reprezentacją Serbii. Nie wygląda to zbyt dobrze.

B.W – Mimo wszystko uważam, że obecna sytuacja jest względnie pozytywna. Dotyczy ona najsilniejszej reprezentacji Norwegii od lat, a wokół zespołu nadal gromadzi się dużo pozytywnej energii. Oczywiście, jest też dużo problemów, które trzeba nagłaśniać. Lagerbäck ma swoich krytyków (w tym mnie), którzy zarzucają mu, że nie potrafi wycisnąć z tej kadry tego, co najlepsze. Kwalifikacja do Euro zawsze była dla Norwegów bardzo ważna, więc jej brak musiał spowodować pojawienie się nowych problemów i konfliktów. Brak Tokmaca Nguena też jest jednym z większych zarzutów skierowanych w stronę Lagerbäcka. Szanuję i lubię go jako trenera, ale nie sądzę, żeby był odpowiednim kandydatem do prowadzenia kadry przez następne lata.

Największym problemem kadry jest rzecz jasna wewnętrzny konflikt. Kto twoim zdaniem miał rację – Lagerbäck, czy Sørloth?

B.W – To skomplikowana sytuacja, nie oceniałbym jej w ten sposób, dlatego, że każdy ma swoją rację. Dobrze wiemy, że w każdym zespole zdarzają się mniejsze lub większe konflikty. Prawdziwy problem pojawił się, gdy sprawa została ujawniona, a nie pozostawiona za zamkniętymi drzwiami. Uważam, że Lagerbäck popełnił błąd w wyborze składu oraz taktyki na spotkanie z Serbią, ale jestem pewien, że dokonał też odpowiednich zmian w przerwie spotkania. Sørloth w większości miał rację. Lagerbäck popełnił kilka błędów, ale na koniec dnia to on jest trenerem, a Sørloth zawodnikiem do jego dyspozycji. Jego niezadowolenie powinno być wyrażone w szatni, a nie trafiać do mediów.

Mimo wszystko, przyszłość reprezentacji Norwegii wygląda bardzo obiecująco. Haaland, Hauge, Ødegaard… Czy mógłbyś określić, w jaki sposób Norwegia produkuje tak dużo niesamowitych talentów w ostatnich latach?

B.W – Moim zdaniem rozwój jest kwestią bardzo personalną i zależy od każdego zawodnika z osobna, ale jest kilka czynników, które wpływają na ogólny rozwój zawodników młodego pokolenia. Po pierwsze, w Norwegii znajdziemy dużo świetnych, młodych trenerów. Po drugie, coraz więcej młodych zawodników dostaje szansę na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej mimo braku doświadczenia (znakomitym tego przykładem są Omar Sahraoui – jedna z gwiazd Vålerengi Oslo, czy Jens Petter Hauge, który regularną grą w Eliteserien zapracował na transfer do Milanu – przyp. red.). Mają również możliwość treningu przez cały rok na sztucznych boiskach. Poprzednie pokolenia niestety nie miały takich możliwości.

Na koniec chciałbym się Ciebie zapytać o związki między Polską, a Norweską reprezentacją. Która z nich jest twoim zdaniem mocniejsza? Są między nimi jakieś podobieństwa? Dlaczego polscy fani powinni zainteresować się norweską piłką?

B.W – Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, aby oceniać waszą reprezentację, ale trzeba przyznać, że historycznie od zawsze byliście silniejszą (piłkarsko) nacją. Od jakiegoś czasu Norwegia zaczęła produkować wielu obiecujących graczy, co sprawiło, że reprezentację te zbliżyły się do siebie poziomem. Podobieństwo może wiec stanowić jakość piłkarska. Reprezentacja Norwegii może zainteresować Polaków na wiele sposobów. To obiecujący zespół, który posiada wielu utalentowanych technicznie zawodników. To świetny czas, na zainteresowanie się norweską piłką.

***

Słowa Bena przypomniały mi o jednej anegdocie, którą obrazuje jakie zmiany przeszedł skandynawski futbol w ostatnich latach. Pamiętam, że Aron Gunnarsson w wywiadzie po bardzo udanym, historycznym dla Islandii Euro 2016 opowiadał o swoich początkach. Twierdził, że dzieciństwo wykształciło u niego mentalność prawdziwego wikinga. O zostaniu piłkarzem marzył od dziecka, lecz w piłkę mógł grać tylko przez kilka miesięcy w roku. Jego największym wrogiem były warunki atmosferyczne, które dosłownie zamieniały lokalne boiska w lodowiska. Islandczyk musiał znaleźć alternatywę. Zaczął więc trenować piłkę ręczną. Gdy nie mógł kopać piłki, szedł na hale i trenował rzucanie. Po kilkunastu latach, trening szczypiorniaka spłacił się. To właśnie Gunnarsson wykonał rzut z autu po którym reprezentacja Islandii strzeliła gola Anglikom w 1/8 finału Euro. Selekcjonerem reprezentacji Islandii był wówczas właśnie Lars Lagerbäck.

Koronabingo – problemów ciąg dalszy
Życie nie znosi pustki. Kiedy wszystko wskazywało na to, że duża część problemów reprezentacji została już rozwiązana, na horyzoncie pojawił się kolejny, dużo groźniejszy przeciwnik. Mowa oczywiście o wirusie, którego nosicielem okazał się podstawowy obrońca kadry – Omar Elabdellaoui. Wkrótce okazało się, że z powodu jego zakażenia norweskie władze nie pozwolą zawodnikom na opuszczenie kraju. Według obecnych zaleceń rządu cała grupa powinna odbyć 10-dniową kwarantannę. Nikt oprócz Elabdellaouiego nie uzyskał jednak wyniku pozytywnego, a każdemu z zawodników przeprowadzono przecież dwa dodatkowe testy. Sprawę w swoje ręce wzięli wkrótce najważniejsi kadrowicze, którzy wystosowali do ministerstwa specjalne oświadczenie. Przeczytamy w nim między innymi, że:

„Przez cztery lata ciężko pracowaliśmy, aby przybliżyć się do awansu na mistrzostwa. Awansowaliśmy o ponad 40 miejsc w rankingach FIFA. Teraz możemy awansować do grupy A w Lidze Narodów i spotkać tam najlepsze drużyny w Europie. Możemy znaleźć się wśród 20 najlepszych krajów w Europie, co daje nam drugi poziom rozstawienia w kwalifikacjach do Mistrzostw Świata. Brak gry w międzynarodowych meczach przeciwko Rumunii i Austrii może szybko zniszczyć nasze sportowe ambicje zarówno w perspektywie krótko, jak i długoterminowej.”

Chaos? Mało powiedziane. Główny oficer ds. kontroli zakażeń w Oslo uważał, że reprezentacja narodowa może polecieć do Rumunii prywatnym samolotem. Z drugiej strony ministerstwo zdrowia uważało, że ​​przepisy na to nie pozwalają. A to wszystko przez jeden pozytywny wynik testu. Norwegowie w kwestii Covidowej są wyjątkowo skrupulatni. Tym razem ta skrupulatność odbiła im się czkawką. Piłkarze spędzili kilka godzin, czekając na oficjalną decyzję rządu. Ich oczekiwanie przerwało dopiero definitywne „nie” ministra zdrowia. Dzisiejszy mecz z Rumunią został więc odwołany, podobnie jak towarzyskie spotkanie z Izraelem kilka dni temu. Teraz pozostaje nam jedynie trzymać kciuki, aby nie zakończyło się ono walkowerem.

MACIEJ SZEŁĘGA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s