W jakiej materii poczynił postępy selekcjoner Brzęczek?

Pierwsze dwa lata pracy Jerzego Brzęczka można było podsumować mniej więcej tak: wyniki lepsze niż gra i proszę, niech już nic nie mówi. Wypowiedzią selekcjonera towarzyszył syndrom oblężonej twierdzy, który uwierał już nawet reprezentantów. W pewnym momencie można było się zastanawiać, czy aby przypadkiem Jerzy Brzęczek nie wmówił sobie, że jest bohaterem kreskówki, w której motywem przewodnim jest walka dobra ze złem i to właśnie jemu przypadł zaszczyt zbawienia świata przed działaniami ciemnej strony mocy?

Każdy gest, każde słowo, które zostało odebrane przez selekcjonera negatywne, stanowiło zapalnik. Wyglądało to trochę tak, jakby Brzęczek przed wystąpieniami publicznymi wsłuchiwał się w kawałek “Zaraz cię zniszczę” w wykonaniu Krystiana Pudzianowskiego. Pierwszym przykładem z góry jest reakcja selekcjonera na tweeta Michała Pola związanego ze zmianą szyldu. Brzęczek pękł i w ten sposób wyraził swoją złość na wpis twórcy Kanału Sportowego:

Czy mogę jeszcze pozdrowić jedną osobę? Chciałbym bardzo serdecznie pozdrowić w imieniu całej reprezentacji, w szczególności tej kadry piłkarskiej, jak i szkoleniowej, bardzo znanego eksperta, pana Michała Pola. Panie Michale, dziękujemy bardzo, że pan wierzy w tę reprezentację i chce pan zmieniać szyld bez udziału żadnego z tych zawodników. Dlatego też jeszcze raz bardzo serdecznie pozdrawiam w imieniu całej drużyny.

Podobnych sytuacji było przynajmniej kilka. To generalnie stawiało selekcjonera w bardzo złym świetle, bo kto chciałby stać się Don Kichotem, który z każdego może zrobić hejterski wiatrak? Kiedy na rynku ukazała się abstrakcyjną biografia Jerzego Brzęczka, wydawało się, że na naszych oczach pisze się ostatni rozdział związany z rozstaniem PZPN.

Don Kichot Z La Manchy : Miguel de Cervantes Saavedra : 9781987707144

Tymczasem przesłodzona biografia okazała się czymś w rodzaju oczyszczenia. Być może wraz z zebraniem niepochlebnych opinii i beczki pełnej beki Brzęczek zrozumiał, że znalazł się w rynsztoku po uszy, do którego sam zresztą się wpakował i zamiast kontynuować etap zanurzania, pora się z niego wydostać.

Zauważcie, że od tego momentu skończyło się lukrowanie czerstwego chleba i udawanie, że jest to sernik wiedeński. Po meczu z Bośnią przyznał, że nie można piać z zachwytu, ponieważ rywal od 15. minuty grał w osłabieniu. Podczas konferencji po spotkaniu z Ukrainą wspomniał, o tym, że byliśmy słabsi. Brawo! O to właśnie chodzi. Kibic nie lubi być oszukiwany. Oczekuje jedynie rzetelnej oceny. Nikt nie wymaga samobiczowania. Wystarczy pokazać kibicom, że dostrzega się oczywiste problemy bez zbędnego owijania w bawełnę.

Wcześniej mogło irytować stawianie reprezentacji w „Niekochanym” świetle. W każdym społeczeństwie znajdzie się garstka ludzi przejawiająca oikofobię, natomiast na ogół kibic reprezentacji nie życzy piłkarzom grającym z orzełkiem na piersi źle. Wręcz przeciwnie. Przecież nie na darmo w naszym kraju przed ekranami telewizorów zasiada kilkanaście milionów selekcjonerów, którzy za biało-czerwone barwy daliby się pokroić.

Może cieszyć, że Brzęczek dokonał ewolucji w dialogu z kibicami. Zastanawiam się tylko, po co była wcześniejsza gra oparta na przybieraniu maski? To całe tworzenie wyimaginowanej rzeczywistości i wzorce zapożyczone z końcówki pracy Jose Mourinho na Estadio Santiago Bernabeu, kiedy to Portugalczyk zajmował się kompletowaniem bazy wrogów, a skończyło się na tym, że to on stał się wrogiem numer jeden.

Wszelkie kontrowersje związane z jego osobą były owocem tego, że po prostu się zagubił. Przytłoczyła go presja towarzysząca tej funkcji od niepamiętnych czasów. Wraz z parafką na umowie z PZPN selekcjoner zyskuje status premiera polskiego sportu, a popularność rośnie w niewiarygodnie szybkim tempie, z którym nie poradził sobie selekcjoner.

Nie można wprost powiedzieć, że Brzęczek jest złym trenerem. Uczy się. Widać, że potrafi wyciągać wnioski, że kadra nabiera kształtu, choć nie z każdą decyzją można się zgodzić i wiele spotkań kadry pod wodzą Brzęczka irytowało. Jednak skoro kapitan naszej reprezentacji w jednym z wywiadów podkreślił, że nasz selekcjoner ma duże pojęcie o taktyce, to należy uwierzyć mu na słowo. Przeskok z poziomu Ekstraklasy na poziom reprezentacyjny jest ogromny. Można go porównać do przesiadki z samochodu klasy GT3 do pojazdu F1. Oba pojazdy przeznaczone są do ścigania, ale różnica prędkości, techniki prowadzenia oraz funkcjonowania zespołu jest uderzająca i potrzeba dużo czasu na wyrobienie sobie pewnych nawyków.

Otwarcie trzeba przyznać, że Brzęczek miał pod wieloma względami furę szczęścia. W spadku po Nawałce otrzymał dobre rozstawienie a w konsekwencji łatwą grupę eliminacyjną, z której udało się wywalczyć awans, co było obowiązkiem. Podejrzewam, że selekcjoner przynajmniej kilka razy wyłożył się na zaufaniu i wierze w niektórych piłkarzy, którzy nie potrafią przełożyć treningów na warunki meczowe. Nie można się też temu dziwić. Inaczej wygląda praca, z dajmy na to Danielem Łukasikiem, niż z Piotrem Zielińskim, przez co łatwo przecenić umiejętności względem przydatności dla zespołu.

Pozostaje, więc trzymać kciuki za kadrę. Chwalić za dobre mecze i krytykować za te słabe!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s