Loża Rebelianckich Szyderców #19

Lipiec kojarzył nam się zazwyczaj z piłkarskim sezonem ogórkowym. Koronawirus sprawił jednak, że w tym roku początek wakacji wiąże się z przeżywaniem futbolowych emocji w pełnej krasie. Wiele lig wchodzi właśnie w decydującą fazę, a przed nami jeszcze ostateczne rozstrzygnięcia w europejskich pucharach. W tym roku możemy połączyć rozkładanie parawanu na plaży w Kołobrzegu z oglądaniem meczu Legii na tablecie, a w czasie robienia sobie selfie z misiem z Krupówek będziemy sprawdzać na flashscore wynik Manchesteru United. 

Pandemia zabrała nam tegoroczne Mistrzostwa Europy, ale sprawiła, że przez najbliższy rok będziemy praktycznie bez przerwy przeżywać piłkarskie emocje. Jeszcze nigdy lipiec nie był tak napakowany futbolem. Sytuacja jest tak dynamiczna, że jeszcze w czwartek chciałem pisać o tym, jakim to genialnym graczem jest Kevin De Bruyne, ale wczorajszy mecz z Southampton troszeczkę pokrzyżował mi plany. Oczywiście wiele to nie zmienia. Belg nadal jest dla mnie piłkarzem, który w chwili obecnej ma najbliżej, by doszlusować na poziom prezentowany przez Ronaldo i Messiego (wraz z nim Lewandowski). Zawodnik Manchesteru City jest dla mnie jednym z najlepszych piłkarskich geometrów wszechczasów. Ma takie widzenie, że zastanawiam się czasem, czy nie ma jakiegoś trzeciego, wewnętrznego oka, które wskazuje mu wąskie korytarze, by następnie mógł posyłać nimi swoje precyzyjne zagrania. Taki przegląd pola widziałem chyba tylko u Messiego. Absolutny geniusz z linijką i kątomierzem w oku. I to podobieństwo do Romka z Rodziny Zastępczej... gdy zdobywa gole, czekam zawsze na przebitkę z trybun, która pokaże cieszącego się Piotra Fronczewskiego, Marylę Rodowicz i co najważniejsze Olę Szwed. Może jak zaczną wpuszczać publiczność…

Tak jak mówiłem, wczorajsza gra przeciwko Southampton kompletnie Obywatelom nie wyszła. Być może zawodnicy Guardioli całą siłę mentalną oraz fizyczną przekierowali na spotkanie z Liverpoolem? W tygodniu The Citizens dosadnie pokazali nowo koronowanemu mistrzowi Anglii, że wcale nie są jedynymi cwaniakami na imprezie o nazwie Premier League. Z drugiej strony mecze po wywalczeniu mistrzostwa/awansu/pucharu zawsze stanowi niełatwą batalię.  Reprezentacja Engela z wyjazdowego meczu z Białorusią ad 2001 lubi to.

Tymczasem za plecami potentatów zaczyna się rozkręcać Manchester United. Na Rashforda, Greenwooda, Martiala i przede wszystkim Bruno Fernandesa, którego transfer stanowił pewnego rodzaju impuls, patrzy się z niekrytą przyjemnością. Czerwonych Diabłów w takim gazie i grających takie joga bonito, nie widzieli w Manchesterze chyba od blisko dekady. Ciekawe czy jest to swoista zapowiedź nowej kampanii i ekipa z Old Trafford w ten sposób zawadiacko krzyczy do City i Liverpoolu: „Szykujcie się chłopcy, wracamy do gry!” ? W każdym razie Ole Gunnar Solskjear zawrócił z szafotu i powoli znowu wraca na manchesterskie ołtarze. Ot, niestabilne uczucia kibiców.

Trzecią wygraną z rzędu zaliczył Arsenal. Co prawda podopiecznym Artety daleko, póki co do artyzmu prezentowanego przez United, a i Chelsea Lamparda to moim zdaniem też jeszcze level wyżej, ale zwycięstwo Kanonierów na Molineux i sposób, w jaki wypunktowali ekipę Nuno Espirito Santo, zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Tym samym Wolves i Sheffield, które długo trzymały się w grupie walczącej o najwyższe cele i przebywały na imprezie dla VIP-ów, zawijają powoli na chatę. Ktoś dał im posmakować Don Perignon i wykąpać się w basenie, ale jak melanż ma się zacząć na grubo, wjeżdżają złote tace z koksem i przychodzą modelki z Dubaju, to wyprasza ich się z pokoju jak młodszego brata. Finisz zarezerwowany jest tylko dla najlepszych sprinterów.

W czubie trzyma się jeszcze Leicester, które wypracowało sobie solidną przewagę w pierwszej części sezonu. Podopieczni Rodgersa po wirusową przerwę zaczęli mocno niemrawo, ale mam nadzieję, że meczem z Palace wracają na właściwe tory. Mam olbrzymią słabość do tej ekipy i cholernie się cieszę, że Jamie Vardy doczekał się złamania bariery stu goli w Premier League. Uwielbiam piłkarzy z takim backgroundem.  Piłkarska historia w stylu od zera do bohatera. Żałuję, że Jamie nie skusił się na transfer do Arsenalu po mistrzowskim sezonie, ale wierność Lisom tylko dodaje mu mojego szacunku. Dzięki takim historiom piłka nigdy nie stanie się nudna.

A w Polsce? No w Polsce jak w lesie. Prezes PZPN stygmatyzuje społeczeństwo, a w kuluarach słyszy się ploteczki o domniemanej zmianie regulaminu w czasie trwania sezonu. Dzięki owej zmianie męczące bułę i grające antyfutbol Arka oraz Korona miałby zostać utrzymane w lidze. Idiotyczna reforma polegająca na zwiększeniu liczby drużyn grających w Ekstraklasie miała wejść dopiero za rok. No ale dlaczego nie spełnić własnego kaprysu i nie wprowadzić jej już teraz? Tym samym utrzymać Arkę Gdynia, której właścicielem jest pan Kołakowski? Oczywiście jego znajomość z establishmentem polskiego futbolu kompletnie nie miałaby tutaj nic do rzeczy… Utrzymałaby się także Korona, której właściciel wyszedł ostatnio spod kamienia i zaczął się nader często wypowiadać w mediach. Na niekorzyść własną i zespołu z Kielc, bo kibice w całym kraju zaczynają przecierać oczy ze zdumienia, że ktoś tak oderwany od rzeczywistości może stać na czele klubu Ekstraklasy. Panowie. Zasady to możecie sobie zmieniać w czasie gry w Monopoly z dziećmi czy wnukami na wczasach. Liga powinna grać według ustalonych i jasnych reguł, które każdy uczestniczący w rozgrywkach klub zna już przed startem sezonu. Takie majstrowanie niczemu dobremu nie służy, a liga traci w oczach kibiców resztę honoru i niebezpiecznie zbliża się do pozycji futbolowej republiki bananowej… chociaż w tym kraju to bardziej buraczanej.

Legia odkłada w czasie moment, w którym będzie mogła cieszyć się z wywalczenia mistrzowskiego tytułu. Być może Warszawiacy przyjęli taktykę dziecka, które w Wigilię jak najdłużej odracza moment odpakowania świątecznego prezentu, by napawać się tą ekscytującą chwilą niepewności? Jeśli tak, to taka zabawa w kotka i myszkę z pewnością nie przypadła do gustu fanom Wojskowych. Zespół Vukovica mocno spuścił z tonu w rundzie finałowej i pojawiają już się wśród kibiców ze stolicy jednostki, które zaczynają psioczyć na serbskiego trenera. Dla mnie to rzecz kompletnie absurdalna, bo po serii Hasich, Jozaków, Klafów i innych maliniaków doczekali się w końcu gościa, który zaczął układać te puzzle. Puzzle za przeproszeniem rozpiżdżone po całym salonie i składające się z 600 elementów co najmniej. To on i jego piłkarze wypracowali sobie na tyle dużą przewagę, że teraz spokojnie mogą zaliczyć słabszą końcówkę i uwierzcie mi… Legia nie jest w stanie wypuścić tego tytułu z rąk. A kontuzje Kante, Novikovasa czy Vesovicia lub wcześniejsze zawinięcie się Majeckiego z pewnością nie ułatwiają pracy Vuko. Oczywiście papierkiem lakmusowym będą europejskie puchary, ale na miejscu kibiców Legii naprawdę obdarzyłbym trenera większym zaufaniem.

Rafał Gałązka

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s