Ukryte kamery. Felieton Football Info.

Podejrzewam, że nikt nie domyśla się po samym tytule, o czym będzie tekst. Nic dziwnego. Zdradzę Wam, że moje tytuły są nawiązaniem do pewnej rzeczy (może ktoś wie do czego?) i same w sobie nie wskazują tematu. Dziś chciałbym skupić się na tym, co denerwuje mnie w Ekstraklasie.

Wbrew pozorom nie będzie to kolejny tekst o tym, że w ekstraklasowych klubach na próżno szukać logiki. Że kluby w swoich wizjach miotają się od lewej do prawej. Że nie ma myślenia długofalowego, a najważniejsze stanowiska w klubie zajmują ludzie z łapanki, najczęściej byli piłkarze, którzy rozegrali mnóstwo spotkań dla tej drużyny. Owszem, to też mnie denerwuje, ale temat został już przewałkowany mnóstwo razy i nie chcę powielać treści. Tak więc o co chodzi?

Stosunkowo niedawno trener Cracovii, Michał Probierz w programie Liga+extra w Canal+ udzielił dość kontrowersyjnej wypowiedzi:

– „Nie podoba mi się, że państwa stacja regularnie pokazuje takie rzeczy [kiksy] i naśmiewa się z piłkarzy. To trochę dziwne. Nikogo w ten sposób nie zachęcamy, żeby przyszedł na stadion i wydał dziesięć złotych na bilet.”

Oberwało mu się za te słowa praktycznie we wszystkich mediach. Nie mówię, że niesłusznie, jednak idea wypowiedzi była bardzo trafna. Probierz skręcił tylko w jedną uliczkę za wcześnie i – jakby to sam określił – znów został uznany za debila. A wystarczy w jego wypowiedzi zrobić jeden myk – telewizje podmienić na Internet – i być może całe środowisko piłkarskie zastanowiłoby się głębiej nad sensem słów szkoleniowca Cracovii.

Telewizja pokazuje kiksy, ładne bramki i dużo, dużo więcej zagrań. Zarówno tych ośmieszających piłkarzy, jak i tych, po których ich notowania idą w górę. Internet to jednak medium niezależne. Do sieci każdy wrzuca, co chce i kiedy chce. A dla Ekstraklasy internauci są bezlitośni. Każdy kiks, czy strzał na wiwat ląduje w mediach społecznościowych.

No dobra, sam przyznaję, rozśmieszyło mnie, kiedy oglądałem na żywo, jak Uryga zaatakował z głowy własną bramkę. Warto jednak spojrzeć też na to z drugiej strony. Po fenomenalnym podaniu Pedro Tiby w meczu przeciwko Legii przekornie napisałem Tweeta, czy to zagranie też ktoś wytnie, czy tylko kiksy są godne tego zaszczytu? No i wiecie co? Nikt nie wyciął. Przynajmniej ja nigdzie tego nie widziałem. A, w przeciwieństwie do kiksów, które zalewają nas z każdej strony, chwilę szukałem. Jeśli nie wiecie, o które podanie chodzi, to się nie dziwcie. W końcu przecież nikt tego nie wyciął i nie puścił w eter. Kolejny przykład to spotkanie Pucharu Polski: Miedź – Legia. Gvilia strzela ładną bramkę z dystansu – nic. Gvilia trafia na pustą w słupek – widzą to wszyscy.

Teraz jest moda, żeby pośmiać się z Ekstraklasy. Wytniesz kiks i wrzucisz na Twittera – zasięgi wzrosną momentalnie. Wymyślisz coś śmiesznego, jak kolejny raz dostaniemy lanie w pucharach – dostaniesz więcej like’ów niż zwykle. Napiszesz, że nie da się tego oglądać – ludzie Cię poprą. Spróbujesz napisać coś merytorycznego o Ekstraklasie – ludzie Cię oleją. Ewentualnie wyśmieją, że szukasz logiki w naszej lidze.

I tu po raz kolejny warto odwołać się do słów Michała Probierza. W ten sposób nikogo nie zachęci się do oglądania Ekstraklasy i przyjścia na stadion, ani nie sprawi, że zainteresowanie nią wzrośnie. Oczywiście, nasza rodzima liga ma największą oglądalność ze wszystkich rozgrywek. Kiedyś patrzyłem na te statystyki i każde spotkanie oglądało ok. 100 tys. widzów. Tylko, zastanówcie się, ilu z nich to kibice jednego klubu, którzy oglądają tylko swój zespół? Ilu z nich naprawdę patrzy na boisko, a ilu włącza do obiadu? Założę się, że każdy z Was czasem odpala telewizor, żeby leciał tylko w tle. Może to tylko moje odczucia, ale mam wrażenie, że spora część nabijających oglądalność Ekstraklasie to kibice poszczególnych klubów, których oglądanie reszty ligi w gruncie rzeczy nie interesuje.

Dlatego opinia o Ekstraklasie jest taka, jaką kreują media. A dla większości osób media to dzisiaj głównie Facebook. Garstka osób regularnie śledzi prasę, czyta dłuższe teksty i wgłębia się w temat. Kibic chce mieć wszystko podane na tacy. I właśnie w ten sposób internauci, którzy w sezonie nie oglądają żadnego meczu Ekstraklasy, wyrabiają sobie zdanie o rodzimej lidze. Ekstraklasa jest do kitu, bo tak wynika z filmików na Facebooku i tak mówią inni. Przecież nie trzeba oglądać meczów, żeby to wiedzieć.

Pomyślicie sobie, że mam ból pewnej części ciała. Hmm, no może i racja, ale co złego jest w tym, że chcę, aby nasza liga była traktowana poważnie? Poważnie i tylko tyle. Jak ktoś zrobi coś dobrze, pochwalmy go. Jak źle, czasem lepiej to przemilczeć. A nasza liga traktowana jest niestety jako obiekt żartów. Słabości, których jest multum, uwypuklamy, a rzeczy, którymi moglibyśmy się pochwalić, zamiatamy pod dywan. Przykład? Choćby to, że jesteśmy jedną z najlepszych lig, jeśli chodzi o dawanie szans młodym zawodnikom. Są oczywiście kluby, które pod tym względem siedzą w jaskini, ale całościowo na tle Europy wypadamy znakomicie. Wiedzieliście, że to właśnie w Ekstraklasie wystąpiło najwięcej zawodników z rocznika 2003 spośród wszystkich lig europejskich? Nie? W sumie się nie dziwie. Doszukanie się tego graniczy z cudem. No ale potem przyjdzie ktoś, kto nie oglądał Ekstraklasy od 3 lat, nie podając żadnych argumentów walnie stereotypem, że polska piłka blokuje młodych piłkarzy, a ciemna masa mu uwierzy i przekaże to dalej.

W ten sposób spirala się napędza i powstaje efekt kuli śnieżnej. Kuli, która toczy się tak szybko, że nie da się jej zatrzymać.

Football Info

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s