Wykop z piątki #1. Pięciu najbardziej kultowych piłkarzy z mojego dzieciństwa.

Mieliśmy ich na plakatach! Pięciu najbardziej kultowych piłkarzy z mojego dzieciństwa. (lata 1998-2003).

Kultowi piłkarze. Znani przez każdego na osiedlu. Zarówno tego zaczytujący się w kolorowych sportowych gazetach, jak i tego, dla którego kopanie piłki to tylko sposób na spędzanie czasu z kolegami. Zanim przejdziemy do klasycznej wyliczanki, warto zastanowić się, co tak naprawdę oznacza termin „piłkarz kultowy”. Sporządzenie takiej definicji nie jest rzeczą łatwą. Dla mnie termin „kultowość” opisuje rzecz/postać/zjawisko rozpoznawalne przez niemal wszystkich. Takie, które głęboko zakorzenia się w psychice i nierzadko ma wpływ na popkulturę. Nie zawsze jest to termin określający personę czy rzecz lubianą przez ogół. Nie chodzi też o bycie najlepszym w czymkolwiek. Ważne, by po prostu mieć „to coś”.

Sięgając po przykład z kinematografii, kiedy myślę: „film kultowy”, mówię: „Matrix”. Czy cyber-punkowa wariacja Wachowskich to najlepszy film w historii kina? Pewnie nie. Czy każdemu musi się podobać? Skądże. Ale czy kiedy wspomnę o tej produkcji, to praktycznie każda osoba w moim otoczeniu będzie wiedziała, o czym w ogóle jest mowa? Oczywiście, że tak!

Kultowy piłkarz to taki, którego nazwisko widniało na bazarowej koszulce twojej i twojego kolegi. To ktoś, kogo znał każdy dzieciak z twojego podwórka. To zawodnik z plakatu, który miałeś na ścianie Ty i pięciu twoich kumpli, bo regularnie pojawiał się w Bravo Sport, Mega Sport czy Piłce Nożnej Plus.

Trochę przydługi wstęp? Tak działa nostalgia. Cóż, zapraszam w sentymentalną podróż w czasy mojego dzieciństwa.

Ronaldo

Zanim na piłkarskim globie pojawił się pewien fenomenalny Portugalczyk, świat znał tylko jednego Ronaldo. Jestem z rocznika 89’. Mistrzostwa Świata we Francji 98’ to pierwszy piłkarski turniej, jaki obejrzałem. Wcześniej nie miałem do czynienia ze sportem w TV. Co z tego? Wiedziałem, że Ronaldo jest najlepszy. Od ojca, od dziadka, od starszych kolegów. Najlepszy piłkarz świata. Koniec kropka. Brazylia wygra turniej, bo ma go w składzie. Tak to wtedy działało. Masz najlepszego piłkarza, to jesteś zwycięzca. I być może tak by było gdyby nie tajemnicza kontuzja przed samym finałem. Wtedy byłem tego w 100% pewien.

Potem przyszedł turniej Copa America w 1999, którego skróty oglądaliśmy do śniadania. Czekoladowe kulki Nesquika zalane mlekiem i kolejne gole Ronaldo, który znów jest wielki. Fenomen i postać obok, której nie sposób było przejść obojętnie. Podobnie jak obok jego kontuzji. Dwukrotne zerwanie więzadeł krzyżowych na przestrzeni zaledwie dwóch sezonów. Czy on się jeszcze w ogóle po tym podniesie?

Podniósł się! I to jak! Rok 2002 i Brazylia z Ronaldo w składzie znów robi show. Tym razem nic nie może stanąć na przeszkodzie Il Fenomeno. Koszmarna kontuzja nie ma po sobie śladu. Tytuł Króla Strzelców, Mistrza Świata, a także triumfatora Złotej Piłki trafiają w jego ręce! I ta fryzura! Skłamałbym, mówiąc, że którykolwiek z moich kolegów ostrzygł się „na Ronaldo”, ale pokusę miało pewnie wielu. Definicja piłkarza kultowego.

B2E53B8C-5220-4283-9371-F7A09E98D2F0-26888-0000051FD5D78776

Edgar Davids

O ile w przypadku Brazylijczyka o jego „kultowości” przesądził niespotykany talent, o tyle u Davidsa decydujące były inne czynniki. Umówmy się, Holender nie był nawet najlepszym piłkarzem swojej reprezentacji. Nie miało to znaczenia. Charakterystyczna fryzura, gogle i…reklamy Nike’a. Nagrywaliśmy je na kasety VHS i katowaliśmy do znudzenia.

Jedna z nich to freestyle’owy popis Holendra przy akompaniamencie rapowego kawałka. Druga, to ta, w której on i spółka wykradają piłkę ze strzeżonej fortecy. Oprócz Davidsa jest tam między innymi Thuram, Bierhoff czy Figo, ale to właśnie popularny „Pitbull” zapada w pamięć najbardziej. Może dlatego, że właśnie on doprowadza do całej awantury poprzez uruchomienie alarmu swoim…dredem.

I ten gol z Belgią! Jak chcesz, by jarały się Tobą osiedla, musisz strzelać spektakularne gole. Davidsowi w zasadzie wystarczył jeden. Ale za to jaki! Niesamowity rajd przez pół boiska w spotkaniu z Belgią sprawił, że teraz każdy twój udany drybling na betonowym placu był kwitowany słowami: „Jak Davids!”.

2BA91D10-D334-46EA-945E-35D4C8C0AE66-26888-0000052179434622

Michael Owen

Cudowny dzieciak skradł serca podwórek swoją bramką z Argentyną, w 1/8 finału MŚ 98’. Do dziś jest to jedno z moich najwyraźniejszych piłkarskich wspomnień. Czerwona kartka Beckhama to coś, co totalnie wyparowało z mojej pamięci. Po latach musiałem odświeżać ją na YouTube. Gol Owena wrył się natomiast głęboko w podświadomość.

Jednak jeden strzał niewiele znaczy. To, co mogło fascynować nas w Owenie to fakt, że w zasadzie wyglądał jak nasz starszy kolega z osiedla. Wiecie, taki który przychodził na boisko i kazał nam z niego zejść, bo zaraz zaczynają mecz. Zostawało nam tylko patrzeć, jak grają „dorośli”.

Nie ukrywam, że angielski napastnik to też postać ważna dla mnie, w sensie osobistym. Dziś jestem kibicem Liverpoolu, ale początki mojej przygody z piłką to fascynacja Juventusem. Gdybym miał w tej chwili wybierać swojego ulubionego piłkarza, który przez cały życie znaczył dla mnie najwięcej, byłby to bez wątpienia Gerrard. To jednak Owen sprawił, że nieśmiało zacząłem spoglądać w stronę Liverpoolu. Jakieś trzy lata od jego akcji z Argentyną całkowicie przeszedłem na stronę The Reds.

A jego romans z United? Jeszcze trochę się gniewam, ale chyba wkrótce mi przejdzie…

F3905655-64DB-4875-B5F7-045A4AF2B012-26888-0000051F8E8AE054

Roberto Carlos

„Wiesz, ile leci piłka, po strzale Carlosa? Sto dwadzieścia na godzinę!”

Tak wyglądały fragmenty rozmów dzieciaków zafascynowanych piłką, na przełomie lat 90’ i 00′. Nie wiem ile w tym prawdy. Nie chcę tego sprawdzać. Nie mam pojęcia czy wtedy ktokolwiek robił takie wyliczenia. Nie ważne. Zasłyszana, czy też przeczytana gdzieś ciekawostka sprawiała, że brazylijski defensor był dla nas postacią z komiksu. To bohater obdarzony super mocą, jaką jest atomowy strzał, który burzy mury!

Później wyczytaliśmy gdzieś jeszcze, że obwód uda Roberto Carlosa, odpowiada rozmiarowi talii przeciętnej modelki. To również zadziałało na naszą wyobraźnię. Jak można mieć tak ogromne udo?

A ta bramka z wolnego w meczu z Francją? Nie każdy ją widział. Nie mogłeś wpisać tego w przeglądarkę. Jednak gdy już jakimś cudem udało Ci się do niej dogrzebać, nie mogłeś wyjść z podziwu.

Pro Evolution Soccer? Wtedy jeszcze nie grałem, ale koledzy mówili, że koniecznie trzeba wystawiać go na ataku…

F1D1A620-CCAC-49EF-B4EF-24B45548E6F0-26888-00000521E880AD5D

David Beckham

Szczerze mówiąc, nigdy wielkim fanem Becksa nie byłem, ale w takim zestawieniu pominąć go nie sposób. Spore umiejętności oraz ciągoty do celebryckiego życia to przepis na bycie chyba najpopularniejszym piłkarzem swoich czasów.

Bo Beckham to zawodnik znany nie tylko  nam, chłopakom z boiska, ale też naszym koleżankom. Na naszych ścianach widniał wizerunek angielskiego pomocnika, na ścianach naszych rówieśniczek brylowała jego żona- Victoria. Ślub tej dwójki i ich późniejszy związek był tematem na tyle znanym, że wiem nawet, jak na imię ma ich pierwszy syn- Brooklyn. Znam nawet rzekomą genezę tego imienia, ale Futbolowa Rebelia to nie The Sun! Nie mam za to pojęcia, jak nazywają się dzieci Ronaldo, Owena czy Roberto Carlosa. Ba! Nawet nie wiem, czy takowe istnieją. A o Becksie mogłeś przeczytać wszystko….

Ocenianie go jednak tylko przez pryzmat pierwszych stron gazet jest niesprawiedliwe. Tak, Beckham to celebryta, lubiący pokazać się w fajnym miejscu i często zmieniający fryzury. Mimo wszystko piłkarzem był kapitalnym. I tak jak mówiłeś o sobie per Ronaldo gdy trafiałeś do siatki, tak przywoływałeś nazwisko pomocnika Manchesteru, gdy podchodziłeś do rzutu wolnego. W końcu stałe fragmenty gry to był jego firmowy znak.

1C93A721-7724-497A-A023-90CB7C03F4FD-26888-00000521B57205CC

No cóż…miało być pięciu. Tylko pięciu! A szkoda! Takie zestawienie mógłbym pisać w nieskończoność. Bo gdzie Del Piero, który przed Mundialem 98’ widoczny był dosłownie wszędzie? Co z Barthezem i jego łysiną? A gdzie Blanc, który w tę łysinę go całował? A Kluivert? Rivaldo? Wymieniać można bez końca, ale „Wykop z piątki” to jednak nazwa nieprzypadkowa.

Drugim z powodów, przez który wciąż nie skończyłem klikać w klawiaturę, jest fakt, że robiąc to, czuję się, jakbym znów wieszał plakaty w swoim małym pokoju. Nie tak dawno zresztą przeniosłem się w czasy dzieciństwa, tapetując nimi ścianę w pomieszczeniu, w którym realizuje swój kanał…

Mówiłem coś o nostalgii? To zaraz poślę w niebo więcej kulek niż wspomniany gdzieś tam wyżej Nesquik…

Michał Bakanowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s