Loża rebelianckich szyderców #1

Co wy na to, żebyśmy w poniedziałki robili krótkie podsumowanie tygodnia? Nie? Za dużo już tego typu rzeczy jest w polskim internecie? I tak to zrobimy… Poniedziałek to najgorszy dzień tygodnia, więc pozwólcie nam wylać swoją żółć, nagromadzoną z powodu rosnącej frustracji. Też chcemy mieć coś od życia. Będziemy pisać tylko na temat piłki. Może nie znamy się na niej najlepiej… Ale chyba ciekawiej będzie poczytać nas niż słuchać narzekań kolegi, który w kąciku kawowym będzie Ci opowiadać, jak robił w niedzielę z teściem pół litra do rosołu? Przeżyjmy ten dzień wspólnie. No to jedziemy.

Jak widzicie na głównej fotografii, fani Crystal Palace postanowili zamanifestować swój sprzeciw wobec VARu, który, jak to wyliczają na widocznym transparencie:
-Zabija pasję
-Zabija atmosferę
-Zabija grę

Ok. Każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie. Sam osobiście uważam, że każdy przeciwnik VARu = płaskoziemca. Zabijaniem gry były katastrofalne pomyłki angielskich arbitrów, które zdarzały się praktycznie co kolejkę, przed wprowadzeniem systemu wideo weryfikacji. Błędy zdarzają się nadal. Co świadczy bardziej o nieporadności sędziów, pomimo tego, że otrzymali narzędzie, które powinno usprawnić ich pracę. Nie jest winą kalkulatora, że szympans nie potrafi go używać. Uważam, że i tak jest lepiej, niż było do tej pory. Leży weryfikacja fauli, które zasługują na czerwone kartki. W tej kolejce w przypadku Aubameyanga się sprawdziła, niestety w przypadku Robertsona już nie. Ta skrupulatność przy odmierzaniu spalonych może czasami irytować. Rysowanie linii, niczym na zajęciach z rysunku technicznego wygląda momentami komicznie, ale moim zdanie przepis jest przepisem. Regulamin jasno określa zasadę spalonego i czy napastnik jest w bardziej uprzywilejowanej sytuacji niż ostatni obrońca raptem o centymetr, czy o pół metra, to reguła powinna być respektowana tak samo. Dura lex sed lex. VAR to najlepsze co przydarzyło się futbolowi w ostatnim czasie. Trzeba się go tylko nauczyć odpowiednio używać.

Nigel Pearson to kozak. Wszyscy o tym doskonale wiemy. W miesiąc udowodnił niedowiarkom, że Greate Escape, którą przeprowadził wraz ze swoją watahą lisów w sezonie 2014/2015 to nie był cud. Beznadziejny Watford powoli staje się jedną z najciekawszych band w stawce Premier League. Ekipa, której jeszcze kilka kolejek temu nie dało się oglądać bez zgrzytania zębami, wyrasta na najbardziej efektowny i efektywny team na Wyspach. Oczywiście nie licząc City i Liverpoolu. Lisy zamieniły się w chmarę Szerszeni, które żądlą kolejne ofiary. The Hornets wywindowali się już ponad strefę spadkową i na ten moment absolutnie nie wytypowałbym ich jako teamu, który może spaść ligę niżej.

Z tonu spuściło niestety Leicester, które w okresie świątecznym pokazało nam, że pomimo miejsca zajmowanego w tabeli, absolutnie nie może być porównywane z kosmiczną dwójką, która okupuje od wczoraj dwie pierwsze pozycje w Premier League. W weekend odwet na ekipie Rogersa wzięli Święci Hasenhuttla. Wygrana na King Power Stadium musiała smakować wyjątkowo, biorąc pod uwagę, że w październiku Southampton zostało upokorzone na własnym obiekcie przez Vardy’ego i spółkę przyjmując bagaż dziewięciu goli. Ekipa austriackiego menadżera zdobyła 13 punktów w ostatnich pięciu meczach. Z pozycji zagrażającej widmem relegacji, wysforowali się na 12 pozycję. Podobnie jak w przypadku Watford, przyjemność z oglądania ich spotkań powędrowała na przeciwny biegun, w porównaniu z tym co fundowali kibicom kilka tygodni temu.

Sergio Aguero to piłkarza niedoceniany. Na której pozycji umieścilibyście go, tworząc TOP 10 napastników na świecie? Fani Premier League zapewne doceniliby Argentyńczyka. Co do kibiców, którzy nie są tak bardzo sfokusowani na Wielką Brytanię, miałbym już większe wątpliwości. Tymczasem w wygranym przez Obywateli meczu z Aston Villą, Kun ukłuł swojego dwunastego hat-tricka, co jest rekordem Premier League. Na koncie ma już także 177 goli. Tym samym został również najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii tejże ligi. O dwa gole wyprzedził Thierry’ego Henry. Ilu z was uznałoby Kuna lepszym piłkarzem od francuskiego magika? Być może do szczęścia potrzebny jest mu sukces w Lidze Mistrzów. Spektakularny występ w finale Champions League zapewne mocniej wryłby nazwisko Latynosa w pamięć przeciętnego kibica.

Wracając do City. Jeśli gracie w Fantasy Premier League to nie ma takiej możliwości, byście nie nienawidzili drużyny Guardioli. Pep tak często rotuje składem, że ciężko wcelować z nazwiskami, które powinniśmy umieścić w swoim teamie na daną kolejkę. City robi najczęściej za maszynkę do robienia punktów, ale jeden czort wie, czy Hiszpan nie posadzi na ławce akurat asa, którego umieścimy na kapitanie. Istna manchesterska ruletka. Po wczorajszym meczu pozdrawiam wszystkich posiadaczy Sterlinga i Bernardo Silvy. Żal mi zaś Aston Villi, która gdy oglądam ich mecze, to wydaje mi się całkiem sensowną ekipką, ale wyniki absolutnie tego nie potwierdzają. Trochę taki casus Fulham z zeszłego sezonu.

Przenieśmy się do kraju. W naszej ukochanej Ekstraklasie trwa właśnie co rundowy drenaż piłkarzy, którzy umieją nie przewrócić się o własne nogi. ‚Młodzi, utalentowani’ kochają ostatnio kierunek amerykański. Adam Buksa przeniósł się do New England Revolution, natomiast Jarek Niezgoda do Portland Timbers. Ten drugi został już nawet przedstawiony publiczności w czasie meczu NBA pomiędzy Portland Trail Blazers a Milwaukee Bucks. Życzymy Jarkowi, by zdobył w Oregonie sławę i splendor równy temu, jakim cieszy się tam Damian Lillard. Nachodzi nas natomiast taka refleksja. Powinniśmy być szczęśliwi, że polscy piłkarze tak szybko uciekają z ligi, w której nauczą się piłkarskiego rzemiosła w ograniczonym stopniu czy ubolewać, że polska liga jest natychmiast drenowana z każdego gracza, który wybije się ponad przeciętność?

Jak grom z jasnego nieba gruchnęła w weekend informacja, że szeregi szczecińskiej Pogoni zasili Paweł Cibicki. To taki chłopak ze Szwecji o polskich korzeniach, który swego czasu kupczył możliwością gry dla obydwóch reprezentacji. A ego miał przy tym rozbuchane, jakby przymierzał się być drugim Zlatanem. Dorosły futbol szybko go zweryfikował i zamiast w Manchesterze United, Cibicki zagra na wiosnę w barwach Portowców. Do powoływania go w szeregi kadry nie palą się już także selekcjonerzy Szwecji i Polski. Dziś Cibicki ma już 26 lat i raczej możemy powoli zapisywać jego nazwisko w rubryczce z napisem ‚zmarnowane talenty’. Z całym szacunkiem, ale podpisanie kontraktu z Pogonią oznacza tyle, że kariera Pawła nie potoczyła się tak, jak przewidywano. Zapewne on sam, jeszcze kilka lat temu widział siebie w zespole z wyższej półki niż drużyna Kosty Runjaicia.

Mateusz Borek poleca Rafała Augustyniaka do kadry. Może najpierw przywróćmy do niej Karola Linetty’ego, który wyrasta na kluczowego piłkarza Sampy? Poza tym jest Krychowiak i Góralski. W polskiej lidze daje również radę Janusz Gol. Nie skreślam jednoznacznie Augustyniaka, ale zostało mało czasu na takie eksperymenty. W pierwszej kolejności niech selekcjoner da szansę Karolowi.

 

RG

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s