Biblioteczka Futbolowej Rebelii: T. Adams „Uzależniony”.

Każdy większy klub, którego początek sięga, chociaż kilku dekad wstecz może pochwalić się swoimi piłkarskimi „ikonami”. Piłkarzami, którzy całe swoje piłkarskie życie spędzili, dumnie reprezentując tylko jeden, ukochany klub.  Gracze, którzy zapewniali swoim zespołom największe sukcesy w ich historii, wznoszący w górę trofea. Długoletni kapitanowie. Chłopacy wychowani w dzielnicach, w których znajdował się stadion. Lokalni autochtoni wdzierający się w dzieciństwie na stadionowe trybuny przez dziurę w płocie, bo rodzice byli zbyt biedni lub zapracowani, by zabierać ich tam samemu. W późniejszych latach zdobywali oni uznanie kibiców klubu, z którym związani są od maleńkiego. Idole trybun, czasami urastający do rangi piłkarskich półbogów. Wielkie europejskie marki mogą wręcz pochwalić się całymi tabunami takich graczy, z których mogliby złożyć na przestrzeni kolejnych upływających dekad legendarne, historyczne team’y. Taką drużyną z pewnością jest też Arsenal Londyn. A mówiąc o kapitanie i ikonie „Kanonierów”, na myśl przychodzi szczególnie jedna postać – Tony Adams.

Nie dawno miałem okazję przeczytać książkę „Uzależniony”. Jest to autobiografia Adamsa napisana wespół z Ianem Ridleyem a na brytyjskim rynku wydana już w 1998 roku. Jednakże na język polski ta pozycja została przełożona niespełna przed dwoma laty. Tyle też mniej-więcej czasu minęło w momencie pisania tej książki od chwili, kiedy to Mr. Arsenal po raz ostatni wypił łyk alkoholu. A alkohol, a mianowicie uzależnienie od niego to w tej opowieści wątek równie istotny co piłka nożna.

Ok, może na początku warto by było przybliżyć, postać wieloletniego kapitana Arsenalu. Chociaż nie wierzę by dla kogokolwiek, chociażby średnio zainteresowanego futbolem było to konieczne.

Tony Adams urodził się w 1966 roku. W 1980 trafił do juniorskiej ekipy Arsenalu. Po trzech latach został już jednak wypromowany do pierwszego zespołu. W wieku lat 17 zadebiutował w najwyższej lidze w Anglii w meczu przeciwko Sunderlandowi. Mając niespełna 22 lata, został najmłodszym w historii kapitanem zespołu. Opaskę na ramieniu nosił przez kolejnych czternaście lat. Karierę piłkarską zakończył w 2002 roku, przez cały czas będąc wiernym jedynie klubowi z północnego Londynu. Dzięki temu dorobił się pseudonimu „Mr. Arsenal”. Z armatką na piersi zagrał w 668 spotkaniach. Lista jego sukcesów to: Cztery Mistrzostwa Anglii, trzykrotnie zdobyty Puchar tego kraju, cztery Superpuchary, Puchar Zdobywców Pucharów  i dwa Puchary Ligi. W roku 1987 zadebiutował w reprezentacji Anglii.  W ciągu 13 lat zagrał w niej 66 razy. Był z kadrą narodową na Mundialu w 1998 roku oraz trzy razy na europejskim czempionacie. W ekipie „Synów Albionu” także sprawował funkcję kapitana.

Piłkarskie portfolio Adamsa jest nad wyraz imponujące. Imponująca jest również wierność barwom jednego klubu, rzadko spotykana w obecnych czasach. Ale życie tego fenomenalnego stopera to nie była droga usłana różami. O wiele częściej przypominało drogę przez ciernie. Adams w swojej autobiografii postanowił nam to przybliżyć.  Mr. Arsenal opowiada nam o tym, jak jego życie zostało pochłonięte przez dwa uzależnienia. Futbol i alkohol. Na pierwszy rzut oka dwie rzeczy, które nijak nie powinny się łączyć. Sport, hartowanie swojego ciała, dążenie do coraz lepszej dyspozycji fizycznej, samodyscyplina oraz używka, która jest największym wrogiem każdej z wcześniej wymienionych fraz. Jednakże każdy kibic piłki angielskiej (i zresztą nie tylko) wie, że paradoksalnie profesjonalna kariera i hektolitry alkoholu, wlewane przez zawodników do gardeł kilkadziesiąt lat temu nad wyraz często się ze sobą łączyły. Fenomenalnych graczy, którzy wysokoprocentowe płyny cenili bardziej, niż trening było w wyspiarskim futbolu na pęczki. Paul Gascoigne, George Best, Robin Friday, Paul Merson … czy też nasz bohater. W dzisiejszych czasach, w których piłkarze czasami przypominają bardziej roboty niż ludzi, taki styl prowadzenia się jest wręcz nie do pomyślenia. Kiedyś futbol był mniej sprofesjonalizowany. Nad piłkarzami nie czuwały całe sztaby ludzi. Lekarzy, dietetyków, psychologów i kogo tylko dany gracz sobie wymarzy. Kiedyś w dążeniu do sukcesu piłkarz zdany był w głównej mierze tylko na siebie. Życiowych pokus było jednak tak samo dużo i o wiele łatwiej było pogubić się w labiryncie dobrych i złych decyzji. Może dlatego piłkarze jakoś bardziej przypominali zwykłych ludzi…

W „Uzależnionym” Adams opowiada o swojej wrodzonej nieśmiałości. O tym jak alkohol dawał mu wytchnienie i pozwalał zrzucić z siebie ciągłą presję. Nie miał ego CR7, żelaznej dyscypliny Lewandowskiego.  Picie pozwalało mu uciec w inny świat. Właściwie to stereotypowy przykład nieśmiałej osoby, która problemy otaczającego ją świata stara się topić w kolejnych kuflach piwa. W pewnym momencie zaczyna jednak brakować hamulca. Przychodzenie na kacu na kolejne treningi, pijackie incydenty, bójki w barze. To, co stanowiło bezpieczną przystań, w której Adams mógł się zatrzymać i odcinać od całego świata, zaczyna generować kolejne problemy.  Aż w końcu po pijaku powoduje wypadek samochodowy, przez który na okres trzech miesięcy trafia do więzienia. To zdarzenie również nie działa na niego reformująco. Pije nadal. Coraz bardziej destrukcyjnie. O jego problemach z alkoholem zaczynają wiedzieć powoli zarówno włodarze Arsenalu jak i kibice.  Więcej czasu niż w domu, spędza w pobliskim pubie. do którego przychodzi praktycznie bezpośrednio po każdym meczu, wrzucając torbę ze sprzętem sportowym za bar, a samemu siadając przy stoliku i zamawiając kolejne Ale lub Lagery. I tak aż do uzyskania stanu, w którym zapomina o całym świecie, o otaczających go problemach, ewentualnych porażkach. Czasami tych na piłkarskim boisku ale coraz częściej o tych życiowych. Zresztą jedne z drugimi się łączyły. Upadek ze schodów w jednym z angielskich klubów nocnych, po którym Adamsowi trzeba było założyć 29 szwów czy awantura z kibicami Tottenhamu, w którą wdał się wraz z kolegą z drużyny Rayem Parlourem  podczas wizyty w Pizza Hut. To obok epizodu w więzieniu chyba najbardziej znane pijackie przygody legendy „Kanonierów”. Jego alkoholizm był tak naprawdę dla opinii publicznej tajemnicą poliszynela. Coraz gorzej układało mu się również z żoną Jane, która zaś zmagała się z uzależnieniem od narkotyków.

Momentem zwrotnym był przegrany półfinał Mistrzostw Europy ’96. Gdy Gareth Southgate zmarnował decydującą o awansie „jedenastkę” w Adamsie przelało to taką szalę goryczy, że poszedł w siedmiotygodniowy cug. Jednakże właśnie to zdarzenie spowodowało, że Adams przejrzał na oczy i w końcu dostrzegł swój problem. Poszedł do terapeuty, zaczął uczęszczać na mityngi AA. Zmienił swoje życie o 180 stopni. Zadbał o własny rozwój. Godziny życia marnowane na chlanie zastąpił wznowieniem edukacji, nauką gry na fortepianie czy też interesowaniem się literaturą i sztuką. Owocem tej przemiany jest również książka „Addicted”. Mr. Arsenal oficjalnie przyznał się do choroby alkoholowej. Wcześniej uczynił to również przed kamerami brytyjskiej telewizji. W 2000 roku założył „Sporting Chance Clinic”. Klinikę uzależnień pomagającą wyjść na prostą sportowcom. Korzystali z niej m.in. Paul Gascoigne czy Joey Barton. Czysty pozostaje do dziś, czyli już ponad 20 lat.

Co do samej książki… Niemal dwie dekady temu, gdy ukazywała się na rynku brytyjskim, została tam przyjęta bardzo dobrze. W końcu ikona wyspiarskiego futbolu wyspowiadała się ze swoich grzechów, opowiedziała swoją mroczną historię i weszła na dobrą drogę. Anglików to zdecydowanie urzekło. Sam osobiście jestem fanem „Kanonierów”, więc tę pozycję pochwyciłem z przyjemnością i nadzieją na kawał dobrej lektury. Lubię zresztą bardzo popularną ostatnimi czasy, szczególnie u nas w kraju tematykę piłkarzy, którzy zmagali się w czasie swojej kariery z uzależnieniami. Czy to od hazardu, czy też alkoholu. Wiele osób przesyciło się już tym tematem. Ja mimo wszystko uważam, że o wiele ciekawiej czyta się takie historie aniżeli wymuskane opowieści o ugrzecznionych piłkarzach, kładących się o 22 spać i pijących co najwyżej wodę… i to bez gazu. Całkowicie nie mam parcia na czytanie biografii, chociażby Messiego czy CR7. Bo Właściwie co takiego przykuwającego uwagę mogą oni napisać w swoich książkach? O wizytach w kriokomorach czy diecie bezglutenowej? Zdecydowanie wolę spędzić czas nad pozycją opowiadającą o niegrzecznych chłopcach futbolu.

Sam „Uzależniony” z pewnością jednak nie zostanie moją ulubioną piłkarską opowieścią. Pewną zależnością u mnie jest, że pozycje napisane w naszym kraju, opowiadające o naszych piłkarzach czyta mi się zdecydowanie lepiej aniżeli opowieści zagraniczne. Nie wiem. Być może jest to spowodowane tym, że książka traci na wartości w momencie przełożenia jej z języka obcego na nasz? Wiadomo, że pewnych zwrotów nie da się idealnie przetłumaczyć na inny język. Tracą one w tym momencie siłę przekazu. Najlepiej więc jest czytać zagraniczne książki w oryginalnej wersji. Aczkolwiek wiadomo, że nie każdy może sobie na to pozwolić.  „Uzależniony” momentami przynudzał. Świetne fragmenty mieszały mi się z takimi, gdzie miałem wrażenie, że Adams opowiada je chyba z braku laku. O wiele lepiej czytało się gdy opowiadał o zmaganiach z uzależnieniem niż gdy streszczał suche piłkarskie fakty. Mimo wszystko uważam, że warto sięgnąć po tą książkę nie będąc nawet fanem Arsenalu. Pozycja nie jest jakaś przesadnie długa. Ma niewiele ponad 300 stron. Jak ktoś się uprze, ogranie ją w dwa wieczory. Warto przybliżyć sobie historię jednego z najlepszych stoperów lat 90tych i warto poczytać o tym, że w swoim życiu można wyjść na prostą tkwiąc praktycznie w każdym gównie.

tony-adams-uzalezniony

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s