Biblioteka Football Patriot – „Stan futbolu.Tajemnice boiska, szatni i piłkarskich gabinetów.”

Jedną z moich najbardziej ulubionych form spędzania wolnego czasu jest czytanie książek a lektur y, które czytam wiążą się w przeważającej większości z tematyką futbolową tudzież historyczną. W związku z tym postanowiłem na moim blogu dzielić się opiniami odnośnie przeczytanych przeze mnie książek. Można więc powiedzieć, że wpis ten jest początkiem nowego cyklu, który roboczo nazwałem „biblioteczka Football Patriot”. Może dzięki tym wpisom uda mi się chociaż kilka osób zachęcić do sięgnięcia po książkę, zamiast np. odpalenia kolejny raz facebooka i przeglądania memów ze „śmiesznymi” kotami, które znajomi wrzucają na tablicę. Pamiętajcie, czytanie rozwija i jest o wiele bardziej pożyteczną rozrywką aniżeli trwonienie wolnego czasu – którego w większości i tak nie mamy – na bzdurne i nic nie wnoszące do naszego życia sprawy.  O wiele większą satysfakcję przynosi przeczytanie książki niż układanie marchewek czy innych ogórków w rządkach i przechodzenie kolejnych poziomów w jakichś śmiesznych grach na telefonie (chociaż wierzą, że akurat moi odbiorcy spędzają czas w sposób bardziej kreatywny). Wachlarz lektur, zarówno tych piłkarskich jak i o tematyce historycznej (Żołnierze Wyklęci, II Wojna Światowa itp.) jest naprawdę przeogromny i musiałbym chyba nic więcej w życiu nie robić, by dać radę przeczytać wszystkie interesujące mnie pozycje. A nie ukrywam że zdarzają mi się też zawiechy nad Facebookiem, po których wkurwiam się tylko, że można tak marnować życie. Mea Culpa! Dobra, ale koniec już smęcenia i dawania dobrych rad. Każdy ma swój rozum i wie co dla niego najlepsze!

Lekturą, która idzie na pierwszy ogień jest „Stan Futbolu” autorstwa Krzysztofa Stanowskiego. Stanowski to jeden z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych w kraju nad Wisłą.  Wiele osób go lubi, pewnie dwa razy więcej nienawidzi. Gość w wieku 14 lat (!) zaczął pracować w redakcji „Przeglądu Sportowego”. W tejże był także przez czas pewien szefem działu zajmującego się futbolem. Aktualnie znany jest przede wszystkim jako redaktor naczelny portalu weszlo.com.  Jak już mówiłem jest to postać nie wzbudzająca raczej uczucia obojętności. Stanowski ma wyrazisty styl pisania, stawiane przez niego tezy i punkt widzenia, który przedstawia, wielokrotnie gryzą się ze zdaniem wyrażanym przez większość opinii publicznej. Trzeba przyznać że jest dziennikarzem bezkompromisowym i zapewne dzięki temu doszedł do tego miejsca w którym jest teraz. Osobiście uważam, że jest świetnym felietonistą. Uwielbiam czytać felietony pisane przez niego czy to na łamach „Przeglądu Sportowego” czy też weszlo.com. Z góry jednak zaznaczam, że nie zawsze zgadzam się z wyrażanym przez niego zdaniem.  Nie sposób nie zarzucić mu, że jest częstokroć nieobiektywny wobec osób, które w życiu prywatnym są jego przyjaciółmi. I tak ciężko byłoby na łamach jego portalu znaleźć artykuł, w którym wyrażono by niepochlebną opinię na temat Czesława Michniewicza, Radka Matusiaka, Grzegorza Szamotulskiego czy chociażby Piotra Świerczewskiego. Zaś osoby, które w jakiś sposób podpadną, są zazwyczaj na weszlo równane z glebą. Kibolska gawiedź także jest mu w większości nieprzychylna. To za zdanie wyrażane przez „Stano” na temat odpalania rac na stadionach ale też za wielokrotne krytykowanie środowiska kibicowskiego. Przyznam jednak że wiele razy Stanowski punktował poczynania kibiców w sposób tak dobrze uargumentowany, że samemu ciężko mi było zarzucić mu że pierdoli farmazony. Jednak nie zawsze, bo chociażby linia obrony Radosława Osucha, którą przyjął gdy wybuchł konflikt między kibicami Zawiszy Bydgoszcz a kontrowersyjnym menadżerem piłkarskim z Poznania przyprawiała mnie o ból głowy. Było to jednak spowodowane tym, że wydarzenia, które działy się w Bydgoszczy mogłem oglądać z bliska a redaktor weszlo pierdolił na ten temat bzdury godne reżimowych mediów pokroju TVN. Zabrakło wówczas obiektywnego spojrzenia na sprawę. Szacunek „Stano” zdobył jednak swoimi kolejnymi felietonami w których oddalał się od tematu piłki a punktował w nich chociażby postawę prezentowaną przez Tomasza Lisa czy zakłamanie i manipulację wspomnianego TVNu. Wielokrotnie mieszał z błotem również ulubieńca telewizyjnych januszy – Jarosława Kuźniara.

Osobnym tematem są tutaj książki pisane przez autora „Stanu Futbolu”. Właściwie do tej pory był jedynie współautorem, bo pomagał w spisaniu wspomnień kolejno: Wojciecha Kowalczyka w „Kowal. Prawdziwa historia”, Andrzeja Iwana w „Spalonym” i Grzegorza Szamotulskiego w „Szamo”. Każdą z tych pozycji czytało mi się świetnie. Każda ociekała przaśnym klimatem rodem z szatni ekstraklasy. Każda świetnie oddawała szalony klimat lat 70tych i 80tych („Spalony”) oraz 90tych („Kowal”, „Szamo”) w polskiej piłce. W każdej alkohol lał się strumieniami. Każda była kopalnią anegdot przy czym książka Szamotulskiego składała się właściwie tylko z nich. „Spalony” miał znów swój mroczny klimat, gdy Iwan opisywał swoje zmagania z uzależnieniem od alkoholu i hazardu oraz próby samobójcze. „Stan futbolu” również wypełniony jest anegdotami ale też przemyśleniami i wnioskami wyciąganymi tym razem już nie przez któregoś z byłych piłkarzy a samego dziennikarza.

I tak w kolejnych rozdziałach Stanowski opisuje nam: Dlaczego Zbigniew Boniek piastując urząd prezesa PZPN jest właściwą osobą na właściwym miejscu, skąd przy jego boku jako sekretarz znalazł się Maciej Sawicki. W bardzo ciekawy sposób mamy też opisaną sylwetkę jednej z najczarniejszych postaci w historii polskiej piłki czyli Ryszarda „Fryzjera” Forbricha.  Rozdział poświęcony niewątpliwemu twórcy sukcesów wronieckiej Amicy jest jednym z najlepszych w książce. Ukazuje nam „Fryzjera” jako prostego naturszczyka, cwaniaka z poczuciem humoru rodem z placu budowy.  Świetnie podsumowuje go cytat:

„Gdyby przedstawić przypadkowej osobie zdjęcie i zapytać, czy ta osoba mieszka w Warszawie, Poznaniu, Nowym Jorku, Londynie, Łodzi, a może w Obrzycku, każdy bez wahania powiedziałby” „w Obrzycku”.

Dowiadujemy się jak zapisał swoją niechlubną kartę w historii polskiej piłki, jak manipulował całym środowiskiem.  Całość pełna jest właśnie anegdot związanych z Ryszardem F i jego złotych cytatów, jak ten podsumowujący dziennikarza „Faktu”, który próbował go podsłuchać: „ Ja się z nim na misia witam, a on ch… okablowany!”. Kolejny rozdział poświęcony jest kolejnemu naturszczykowi z naszego rodzimego futbolu (w sumie ciężej w nim znaleźć osoby z klasą), byłemu selekcjonerowi Reprezentacji Polski Franciszkowi Smudzie. „Stano” pokazuje jak „Franz” w momencie gdy objął kadrę gubił się z każdą kolejną decyzją, przeczył sam sobie w każdej kolejnej wypowiedzi. I jak słabo w ogóle przygotowany był do tego by objąć tak ważne stanowisko i to jeszcze przed najważniejszą imprezą w historii polskiego futbolu.  Możemy też poznać zdanie dziennikarza na takie tematy jak: Dlaczego polscy trenerzy nie pracują za granicą czy dlaczego piłkarze nie są lojalni wobec klubu? Dlaczego bycie piłkarzem wcale nie oznacza opływania w bogactwo? Mamy też opisane środowisko polskich menadżerów piłkarskich. Świetnie mamy przedstawioną tutaj sylwetkę wspomnianego już wcześniej w tym tekście Radosława Osucha. Lektura tego rozdziału upewniła mnie tylko w przekonaniu, że „biznesman z Poznania” to zwykły mitoman a jako człowiek … po prostu kawał chuja. Poznajemy między innymi historię jego konfliktu z Mateuszem Borkiem i dlaczego po wizycie w Białymstoku dostał ksywę „kung-fu panda”. Zresztą możemy się przekonać że polscy menadżerowie to dość barwni ludzie. Od króla życia Piekarskiego, po skąpego i wypromowanego dzięki Lewandowskiemu (w żadnym k***a wypadku nie przyznam że jest odwrotnie) Cezarego Kucharskiego (który swoją drogą już jako piłkarz działał mi na nerwy). Dalej mamy kolejną postać z „gabinetu osobliwości” czyli najsłynniejszego biletera w historii PZPN Kazimierza Grenia. Możemy poczytać o jego autorytarnych rządach w podkarpackim ZPN. O tym dlaczego Jan Tomaszewski przypomina babę w ciąży a Michał Listkiewicz dobrego wujka. Na koniec Stanowski opisuje plusy i minusy bycia dziennikarzem sportowym.

Podsumowując. Jeżeli czytaliście wcześniejsze książki Stanowskiego i podobały wam się, to z pewnością „Stanem Futbolu” rozczarowani nie będziecie. Dla mnie największym plusem tej książki są uwielbiane przeze mnie anegdoty rodem ze środowiska piłkarskiego i ciekawostki zza piłkarskich kulis. Możliwość usłyszenia ciekawych historii wprost od człowieka, który we wspomnianym klimacie siedzi 24h na dobę. Który z piłkarzami, trenerami czy działaczami, znanymi z pierwszych stron gazet obcuje na co dzień i nie ma oporów by ujawniać historie za które pewnie nie jeden z ich bohaterów może mieć do niego pretensje. Książkę czyta się lekko, nie nudzi. Idealna by poczytać sobie w zbliżającym się sezonie ogórkowym (lub między meczami na Euro :P)

Na koniec mój ulubiony fragment ze „Stanu Futbolu”:

„Niegdyś wraz z Piotrem Koźmińskim z „Super Expressu” na kolację do warszawskiej restauracji zaprosiliśmy Raymonda Domenecha, byłego selekcjonera reprezentacji Francji, autora fantastycznej książki „Straszliwie sam” (polecam, jeśli nie czytaliście). Domenech to uroczy człowiek, a rozmowa z nim – sama przyjemność.

                Czułem się naprawdę poruszony. Siedzieliśmy na tarasie razem z człowiekiem, który całkiem niedawno zdobył wicemistrzostwo świata, a zarazem z człowiekiem, którego jeszcze bardziej niedawno uznano za najgorszego trenera w dziejach Francji i niemal skazanego na banicję. Z kimś kto zarządzał Zidane’em, Henrym i innymi wielkimi zawodnikami. Powiedział wtedy mnóstwo interesujących rzeczy, chociażby to, że nigdy nie wybaczy Zidane’owi czerwonej kartki w finale mundialu. Wtedy też – mimo że tematyka nie byłatak powszechnie podnoszona jak dziś – stwierdził : – Wiecie co jest największym problemem francuskiego futbolu? Nie mogę tego powiedzieć głośno, bo zostałbym uznany za nietolerancyjnego, ale … największym problemem francuskiego futbolu jest islam. Od najmłodszych reprezentacji, od juniorów, aż po reprezentację dorosłą. Muzułmanie odgradzają się od innych, coraz częściej po prostu gardzą pozostałymi członkami zespołu. Widać to na stołówce, w szatni, na boisku. Problem narasta z każdym rokiem. I kiedyś ten problem zdusi naszą piłkę. Już dusi.

-Nasri był takim problemem? To tego rodzaju muzułmanin? –spytałem.

-Nie, Nasri jest muzułmaninem, kiedy mu to wygodne. On jest zwyczajnie wredny.”

P.S.

„Stano” poleca 🙂

WP_20160604_14_16_31_Pro

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s