Demony losowań czyli prawdziwy mężczyzna próbuje pięć razy.

1 grudnia 2001, koreańskie Pusan. Losowanie grup Mistrzostw Świata.  Grupa D – Portugalia, Polska, Korea Południowa i USA.  Cóż za wspaniałe losowanie ! Wszak trafiliśmy na gospodarzy turnieju, ale nie dajmy się zwariować. Korea to piłkarski kopciuszek. Nie mają w składzie gwiazd pokroju Wałdocha i Hajty z Schalke Gelsenkirchen czy Dudka z Liverpool’u. USA? No, oni potrafią grać w futbol, ale w kaskach i ochraniaczach, kopiąc jajowatą piłkę ponad poprzeczką lub rzucając się na siebie wzajemnie. Portugalia? Fakt, to bardzo wymagający przeciwnik. No ale przecież Engel obiecał mi że Polacy na turniej do Azji jadą po puchar. Jak jadą po puchar to żadne Portugalie nie powinny nam być straszne. Wychodzimy z grupy, nie ma bata… Minęło pół roku. Engel mnie okłamał. Koreańczycy zabiegali nas na śmierć. Jakby w dzieciństwie każdy z nich wpadł do kociołka z metamfetaminą od Waltera White’a Nawet sędziowie nie musieli ciągnąć ich za uszy jak później w fazie play-off. Portugalia zrobiła nam gang-bang. A właściwie to wystarczył sam Pedro Pauleta żeby nas pogrążyć. Dobił nas Rui Costa. My próbowaliśmy odpowiedzieć Arkadiuszem Bąkiem, snującym się wówczas gdzieś między Widzewem Łódź a warszawską Polonią.  Nie było to zbyt mądre … Na osłodę wygrywamy z „jankesami”, grając praktycznie drugim składem a w drugiej połowie spuszczając ze smyczy Pawła Sibika z Odry Wodzisław Śląski. Mistrzostwa podsumowali dobitnie Pudelsi w piosence „Mundialeiro”.

9 grudnia 2005, niemiecki Lipsk.  Losowanie grup Mistrzostw Świata.  Grupa A – Niemcy, Polska, Ekwador, Kostaryka.  Wymarzone losowanie! Egzotyczni rywale z Ameryki Łacińskiej. Ekwadorczyków pokonaliśmy nie cały miesiąc wcześniej w towarzyskim spotkaniu 3:0. Awansowali bo ktoś musiał awansować z CONEMBOL poza Argentyną i Brazylią. Kostaryka? Bitch, please. Awansowali bo jakieś ogóry poza Meksykiem muszą awansować z CONCACAF.  Niemcy? Nigdy ich jeszcze w historii naszych spotkań nie pokonaliśmy, więc jeśli nie teraz to kiedy? (Z perspektywy czasu już wiem że dopiero 9 lat później).  Polsko zróbmy to ! … Minęło pół roku.  9 czerwca 2006 rok. Najbardziej traumatyczny dzień w historii mojego kibicowania polskiej kadrze. Jak wiadomo kibicowanie naszej kadrze często wiązało się z traumatycznymi przeżyciami. Ale jako młody, naiwny 18 letni chłopak nie dopuszczałem myśli że możemy przegrać z Ekwadorem. Ekwadorem ! Kurwa, z Ekwadorem?! Błagam! Rozpoczniemy turniej od 3:0, no może 3:1.  … 9 czerwca 2006, godzina 23:00. Jestem po półtora godzinnym oglądaniu bicia głową w mur polskich kopaczy. Zostaliśmy pogrążeni przez Ekwador. Ekwador !! Kurwa, przez Ekwador !!! Do tej pory nazwa Ekwador kojarzyła mi się z klubem muzycznym w Manieczkach. Od 9 lat moja optyka się zmieniła. Ekwador kojarzy mi się z najgorszym wpierdolem w historii polskiej piłki. Nie żadne 0:6 z Hiszpanią. Nie wszystkie porażki z Niemcami. Nie żadne Wembley.  Tylko Veltins-Arena w Gelsenkirchen, na której zostaliśmy pogrążeni przez takie tuzy futbolu jak Carlos Tenorio i Augustin Delgado. Boże, jak to bolało … Największa lekcja pokory w historii piłki. Wystarczy przypomnieć że po tamtym spotkaniu samobójstwo popełnił kibic z Ekwadoru, który całe oszczędności swojego życia postawił na wygraną Polaków! Ok, w perspektywie mamy mecz z Niemcami, nie wszystko stracone. Ale po poprzednim meczu nie za bardzo wierzyłem w polską myśl szkoleniową reprezentowaną wówczas przez Pawła Janasa. 90 minut obrony Częstochowy. Pół akcji Polaków stworzone przez Żurawskiego. Ale rozpaczliwa obrona Polaków przynosi efekty. Przez 90 minut Niemcy nie są w stanie pokonać fenomenalnie dysponowanego Boruca. Piłka nożna ma jednak to do siebie że sędzia dolicza najczęściej jakiś dodatkowy czas gry. 50 sekund po 90 minucie, Odonkor urywa się Dudce, dośrodkowuje w pole karne, do piłki dopada przypominający konika garbuska Oliver Neuville z Bayeru Leverkusen i boleśnie uczy nas pokory po raz drugi na tym mundialu. Właściwie to w tym momencie z buhajów rozpłodowych, którymi byliśmy po losowaniu, robi z nas szare myszki futbolu, którymi jesteśmy po końcowym gwizdku. Na osłodę, nie bez kłopotów pokonujemy Kostarykę po dwóch bramkach Bartosza Bosackiego.

2 grudnia 2007, szwajcarska Lucerna. Losowanie grup Mistrzostw Europy. Mistrzostwa Europy mają to do siebie, że znacznie trudniej wylosować w nich dogodną grupę bo biorą w nich udział zespoły o określonym i nie tak dysproporcjonalnym poziomie jak na mundialach. Tu się nie wylosuje Saudów, Iranu czy innego Ekwadoru (tfu!).  Grupa B – Niemcy, Chorwacja, Polska i Austria. Nie jest źle. Austriacy to gospodarze ale grają padakę i sami nie potrafili zakwalifikować się do dużego turnieju od dekady. Chorwaci są w naszym zasięgu. W końcu w eliminacjach nie potrafili nas pokonać Portugalczycy, Belgowie ani Serbowie. Zresztą z tego koszyka można było trafić gorzej – Włochów czy też  niewygodnych dla nas Szwedów. Niemcy? Wszak nigdy z nimi nie wygraliśmy. Ale jak nie teraz to kiedy?! (Już tylko 7 lat ). Polsko potrafisz! … Minęło pół roku. Pierwszy mecz przegrywamy z Niemcami po bramkach niemal płaczącego po ich zdobyciu (pff…) Podolskiego. Lukas, nigdy cię jakoś nie lubiłem. Klose przynajmniej się nie krył z tym że jest 100% szwabem. Mimo że od wygranej byliśmy daleko jak stąd do Betlejem to mecz zagraliśmy mimo wszystko lepszy niż 2 lata wcześniej w Dortmundzie. Wszystko przed nami! Porażka z Niemcami była wkalkulowana. Czas na Austrię ! Austria nas gniecie, Austria nas tłamsi, przecieram oczy ze zdziwienia. Boruc przez pierwsze pół godziny wyczynia w bramce cuda by nie dać wyjść na prowadzenie rodakom Hitlera, Fritzla i wówczas nieznanego Thomasa Neuwirtha, przedstawiającego się w późniejszym czasie światu jako Conchita Wurst. No tak, nie łatwo być Austriakiem … Ale wracając do meczu. Boruc czyni cuda, następny taki występ bramkarza po którym potrafiłem wydobyć z siebie tylko „łooooo” niczym Łukasz Jurkowski na galach KSW  to chyba biegający przy kole środkowym Neuer w meczu z Algierią na brazylijskim Mundialu. Chuj, po wszystkiemu jest. Przegramy z Austrią. I w tym momencie historyczną, pierwszą bramkę dla Polski w historii europejskiego czempionatu zdobył jeden z pionierów wśród farbowanych lisów (wcześniej był tylko Olisadebe) sprzed ery gdy Smuda założył hodowlę lisów w kadrze – Roger Guereiro.  Od tego momentu gra zmienia się diametralnie. To my przejmujemy inicjatywę, Austriacy mają podcięte skrzydła. Brakuje nam niewiele by zdobyć drugiego gola. 90 minuta. Powinniśmy dociągnąć wygraną. Mecz z Dortmundu nauczył mnie że sędzia zazwyczaj dolicza czas gry i wszystko się może zdarzyć. Mecz we Wiedniu nauczył mnie, że sędzia czasami pomaga też przeciwnikowi w sposób bardziej dobitny niż obdarowanie rywala dodatkowymi sekundami gry. Howard Webb postanowił zostać najbardziej znienawidzonym arbitrem … pal licho … człowiekiem w kraju nad Wisłą i odgwizdał karnego za faul, który tylko on i obłąkany Janusz Wójcik widzieli na oczy.  Webb zresztą do dziś zapiera się że faul był ewidentny. Karnego na bramkę zamienia Ivica Vastić, który w kadrze debiutował chyba jeszcze za czasów istnienia Austro-Węgier. Remis i szanse na awans znów tylko iluzoryczne. Zresztą mecz z Chorwatami zagraliśmy na poziomie i z efektownością Korony Kielce i Vatreni po bramce Klasnicia najmniejszym nakładem sił pokonali biało-czerwonych.

2 grudnia 2011, ukraiński Kijów. Losowanie grup Mistrzostw Europy. Mistrzostw do których dzięki szeroko pojętej obrotności Hryhorija Surkisa nie musieliśmy się nawet kwalifikować. Losowanie. Grupa A – Rosja, Polska, Czechy, Grecja. Bóg jest z nami. Polska trafia do „grupy śmiechu”. Mamy trójkę z Dortmundu i Bramkarzy! Kogo mają oni? Phi! Awansowaliśmy. Wszak gramy u siebie. Z każdego koszyka los przydziela nam praktycznie najsłabszego rywala. Tu nie ma nawet co komentować… Minęło pół roku. 30 stopni w cieniu a mecz z Grakami gramy przy zamkniętym dachu Stadionu Narodowego. Ale mniejsza o to. 17 minuta i Lewy wyprowadza nas na prowadzenie. Czekam tylko na dalszą egzekucję Graków. Stres mi mija całkowicie. Dodatkowo przed przerwą Papastatophoulos otrzymuje dwa żółtka i idzie pod prysznic. Nic nam nie grozi. 51 minuta Salpingidis doprowadza do wyrównania. Co jest kurwa grane?! 69 minuta Szczęsny fauluje w polu karnym. Przed oczami zaczynają mi się pojawiać duchy Tenorio, Delgado, Neuville’a i Webb’a . Do klatki wchodzi Tytoń i broni „jedenastkę” Karagounisa. Powoli wraca mi tlen. Ale bliżsi strzelenia drugiego gola Grecy. Na szczęście Velasco Carballo gwiżdże po raz ostatni. Olbrzymi niedosyt. Nie tak miało być. Miało się zacząć od przekonującej wygranej.Kolej na mecz z podtekstami przeciwko Rosjanom w Warszawie. Gorąco było już przed meczem gdy rosyjscy fani zorganizowali sobie pochód przed meczem i pobawili się z Polakami w berka. W pierwszym meczu pokonali Czechów 4:1 więc było się czego bać. Wyrównany, twardy mecz. Ale oczywiście kacapy wychodzą na prowadzenie po bramce Dżagojewa. W drugiej połowie niesamowitym strzałem popisuje się jednak Błaszczykowski i była to chyba bramka kadry po której darłem ryja najgłośniej w życiu. Znowu 1-1, które tym razem przyjmuję z satysfakcją i ulgą. Tym razem trzeci mecz gramy o wszystko a nie tylko o honor. Wrocław. Smuda siedząc w kiblu gdy cierpiał na biegunkę spowodowaną przedmeczowym stresem postanowił wystawić trzech defensywnych pomocników w meczu, który musieliśmy wygrać. Geniusz taktyki. 72 minuta, Murawski traci piłkę w środku pola, Czesi wychodzą z kontrą i pozbawiają nas złudzeń. Petr Jiracek wysyła nas zgodnie z tradycją do domu po fazie grupowej. Nauczony historią poprzednich wielkich imprez w naszym wykonaniu, nie odczuwam z tego powodu aż tak wielkiej traumy. Baa, jestem zadowolony, bo w porównaniu z poprzednimi turniejami walczyliśmy do końca i nie byliśmy tylko tłem w grupie. Ot, tak niewiele mi do szczęścia było potrzebne. Z perspektywy czasu zastanawiam się jednak jak mogliśmy to wszystko tak spierdolić?

12 grudnia 2015, stolica Francji Paryż. Losowanie Mistrzostw Europy. Modlę się od rana. Panie Boże, daj nam grupę z Hiszpanią, Włochami i Turcją. Wszak gdy dostawaliśmy grupy teoretycznie łatwe to wracaliśmy zawsze na tarczy. Może gdy wylądujemy w grupie śmierci i porzucimy wszelką nadzieję to przewrotny los postanowi wynagrodzić nam te wszystkie lata krzywd i upokorzeń. Losowania grup wielkich turniejów czy eliminacji są czasami bardziej emocjonujące aniżeli same mecze. Mają jednak tą wadę że na początku trzeba odbębnić część artystyczną. Chociaż dziewczyny tańczące kankana wyglądały całkiem przyjemnie. Zaczyna się losowanie Angelos Charisteas, który wespół z grecką defensywą gnębił rywali podczas Euro 2004 swoim jakże skutecznym antyfutbolem wraz z Davidem Trezeguetem mieli rozlosować nam rywali. Nad całą procedurą czuwał legendarny Łysy z UEFA, sporadycznie nazywany Giannim Infantino. Kolejne kulki są odkręcane. Dochodzimy do trzeciego koszyka. Z kim zagrają Polacy? Panie Boże, zmieniłem zdanie, nie przydzielaj nas do Hiszpanów i Turków bo widzę że powoli realizujesz treść mojej modlitwy. W tym momencie Charisteas mówi magiczne „Poland”. Grupa C – Niemcy, … , Polska i Irlandia Północna. Jest w połowie sukces w połowie tragedia. Wszystko rozstrzygnie koszyk numer dwa. Grupa A – Szwajcaria, Grupa B – Rosja. Panie Boże tylko nie Włochy ! Grupa C … Jak długo można odkręcać tą cholerną kulke?! Ukraina! Jest ok! Naziści, Banderowcy i IRA … Ot taki niepoprawny politycznie żart na rozładowanie tego nieznośnego napięcia. Ale kurwa?! Jak to znowu jest dobrze? Przecież jak jest dobrze to zawsze potem jest źle? No tak. Ale to nie 2002 i piłkarze Engela sprzedający podobizny do reklamy gorących kubków, nie 2006 i piłkarze Janasa kręcący telefonami z murawy z rozdziawionymi buziami trybuny dortmundzkiego stadionu. Nie 2008 i … kurwa, co wtedy właściwie poszło nie tak? No dobra, ale nie 2012 i hodowla lisów Nikodema Dyzmy polskiej trenerki Franza Smudy.  To polska husaria Nawałki z kosmitą Lewym, skałą Glikiem, młodym gniewnym Milikiem i królem środka pola Krychowiakiem. Przynajmniej chce w to wierzyć. Pierwszy mecz z Irlandią Północną. Piłkarze Ulsteru mają szansę wskoczyć na miejsce Ekwadoru w hierarchii moich największych koszmarów, bo wierzę że tym razem wygramy 3-0. Tak, znowu mam zamiar być nierozsądnie pewny siebie! Zresztą jeśli nie pogonimy Iroli to czego właściwie szukamy na tym Euro? Słabszych jest niewielu. Idealny mecz na przetarcie. Kogo mamy się bać? Kyle Lafferty’ego z Rizesporu? Czy Josha Maggenisa z Aberdeen? Kadrowo to poziom niższy od ostatnio ogranej przez nas Islandii, sądze że poziom niższy od Szkotów, którzy odpadli z naszej grupy. Niemcy. Ograliśmy ich w końcu w ogóle, więc czas ograć ich na dużej imprezie. Jak nie teraz to kiedy? Polsko ! 16 czerwca w Saint Denis ! Pokazaliśmy w eliminacjach że potrafimy z nimi grać jak równy z równym. Ukraina. Za Fornalika dwa razy przegrana w eliminacjach do Brazylijskiego mundialu. Jarmołenko z Dynama Kijów, Rakicki z Szachtara czy przede wszystkim Konoplanka z Sevilli to na pewno nazwiska piłkarzy nie z pierwszej łapanki. Mimo wszystko eliminacje przebrnęli dopiero po barażu ze Słoweńcami, z którymi wcale nie wygrali w cuglach. W grupie za plecami zostawili ich m.in. Słowacy, z którymi podopieczni Mychajło Formenki nie potrafili ani razu wygrać ani nawet strzelić im bramki. Z nimi gramy na końcu. Wierze że będzie to tylko stempel pieczętujący nasz awans do 1/8 finału z co najmniej drugiej pozycji. Polsko potrafisz ! Pompowanie balonika uważam za rozpoczęte. Bo po prostu w żadnej poprzedniej drużynie narodowej nie widziałem takiego potencjału sportowego. Zostańmy czarnym koniem tych mistrzostw. Głęboko w to wierzę panowie. Choć za plecami czają mi się duchy: Delgado, Tenorio, Neuville’a, Webb’a i Jiracka. Do czerwca będę wymieniał je przed snem jak Arya Stark. Wierze panowie że skutecznie je zabijecie.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s