Pomału się rozkręcali w tych Niemczech, czyli jak sobotnie nudy przerodziły się w niedzielne emocje?

            Sobotnie popołudniowe mecze nie zwiastowały dobrej kolejki. Jednak prawdziwe widowiska zaczęły się w ten sam dzień o 18:30. Niedziela nie odstawała emocjami od wieczornego meczu poprzedniego dnia i myślę, że kibic Bundesligi mógł być ukontentowany takim biegiem zdarzeń. Zapraszam na cotygodniowy przegląd niemieckich boisk.

Czytaj dalej „Pomału się rozkręcali w tych Niemczech, czyli jak sobotnie nudy przerodziły się w niedzielne emocje?”

Walec bawarski, Wolfsburg zwycięski, problemy frankfurckie – Bundesligo, dobrze, że jesteś!

            Kluby wróciły na boiska po przerwie reprezentacyjnej. Na niemieckich stadionach nie brakowało emocji i dobrych widowisk. Dość powiedzieć, że padło 28 bramek, a więc niecałe 3,5 gola na mecz. Jak się potoczyły losy poszczególnych drużyn? Czas na podsumowanie czwartej serii spotkań.

Czytaj dalej „Walec bawarski, Wolfsburg zwycięski, problemy frankfurckie – Bundesligo, dobrze, że jesteś!”

Nieważne jak zaczynasz, ważne, jak kończysz, czyli o tryplecie, którego nie zdobyto

            Bayer całkiem przyzwoicie zaczął obecny sezon. W trzech meczach zdobyli 7 punktów, mają najlepszy bilans bramek, pod względem transferów również jest to ścisła czołówka Bundesligi. Widać, że trener Gerardo Seoane ma pomysł na tę drużynę. Jednak trzeba to powiedzieć głośno: to dopiero początek sezonu. A po przerwie reprezentacyjnej będą gościć na BayArena Borussię Dortmund i to pokaże ich potencjał. Trzeba też pamiętać, że czeka ich gra na trzech frontach. Tryplet jest raczej niemożliwy, chociaż nigdy nie mów nigdy, bo raz się o nią otarli. Cofnijmy się 20 lat wstecz…

Czytaj dalej „Nieważne jak zaczynasz, ważne, jak kończysz, czyli o tryplecie, którego nie zdobyto”

Panie van Bommel, jak mi, żeś Pan zaimponował w tej chwili, czyli 3. kolejka Bundesligi w pigułce.

Na każdym stadionie kibice widzieli bramki. Borussia Dortmund nie bez problemów uporała się z Hoffenheim, szalona połowa w Stuttgarcie i hit dla Wolfsburga – tak między innymi wyglądał zeszły weekend. Zapraszam na podsumowanie 3. kolejki Bundesligi.

Czytaj dalej „Panie van Bommel, jak mi, żeś Pan zaimponował w tej chwili, czyli 3. kolejka Bundesligi w pigułce.”

Jak Jägermeister stał się protoplastą Red Bulla?

Gdy ortodoksyjni fani niemieckich klubów słyszą o sponsorze, który chce wejść do ich klubu i zmienić herb na taki z widniejącym w nim zwierzątkiem, to zapewne czują trwogę i dostają gęsiej skórki. Szczególnie jeśli zwierzaki mają być dwa i są to czerwone byki, zderzające się głowami. Jednak tradycja zmieniania herbów pod wpływem sponsora na rogatą zwierzynę, rozpoczęła się u naszych zachodnich sąsiadów znacznie wcześniej niż w momencie, gdy Dietrich Mateschitz i jego energetyczne korpo, z gracją tarana weszli do zespołu z Lipska. Zresztą posłuchajcie…

O myśliwym, który stworzył likier

Naszą opowieść należy zacząć w 1934 roku. Wówczas to niejaki Curt Mast – gorzelnik i zapalony myśliwy – z miasteczka Wolfenbüttel w Dolnej Saksonii opracował recepturę likieru, w którego skład wchodziło 56 różnorodnych ziół i przypraw korzennych. Z racji wspomnianej pasji, jaką było dla niego łowiectwo, nazwał nowopowstały napój “Jägermeister”. Nazwa ta oznacza “mistrza łowieckiego”. Na etykiecie likieru znalazł się natomiast jeleń ze wplecionym pomiędzy poroże krzyżem, symbolizującym patrona myśliwych – Św. Huberta. Również butelka, w którą rozlewano owy specyfik, otrzymała zielony kolor, mający przywodzić na myśl mundur myśliwego. Co ciekawe kształt butelki, którą wybrał Mast, został dobrany tak, by było ją jak najtrudniej stłuc.

Produkt wypuszczony na rynek przez niemieckiego gorzelnika zyskał na popularności jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej. Mieszkańcy III Rzeszy nadali mu wówczas przydomek „Göring-Schnaps”. Wziął się on oczywiście od nazwiska jednego z przywódców nazistowskich Niemiec Hermanna Göringa, który w mnogości tytułów nadanych mu przez dowództwo NSDAP na czele z Hitlerem, mógł się również pochwalić tytułem Reichsjägermeistra (Mistrza Myśliwskiego Rzeszy).

Jeleń zamiast lwa

No dobra. Ale co likier ziołowy z jeleniem na etykiecie ma wspólnego z futbolem, powiecie? Spieszę z odpowiedzią. W latach 70. Jägermeister miał już całkiem nieźle wyrobioną markę na krajowym rynku. Na czele korporacji stał wówczas bratanek Curta Masta – Gunther. Pewnego wieczora Gunther zorganizował przyjęcie dla udziałowców firmy. W pewnym momencie zauważył, że taras, na którym odbywała się impreza, zaczyna pustoszeć. Wszyscy goście przenosili się do salonu, w którym stał telewizor. Był 29 kwietnia 1972 roku. Reprezentacja Niemiec Zachodnich grała akurat ćwierćfinałowy mecz Mistrzostw Europy z Anglikami na Wembley. RFN zwyciężyła w tym spotkaniu 3-1 po bramkach Gerda Mullera, Guntera Netzera I Uliego Hoeneß. Mast, który w ogóle nie interesował się futbolem, zrozumiał tamtej nocy, jak wielki potencjał marketingowy zaklęty jest w piłce nożnej.

Biznesmen uznał więc, że świetnym miejscem na zareklamowanie Jägermeistra będą piłkarskie koszulki. Mast nie musiał nawet daleko szukać, by znaleźć klub, który mógłby mu zapewnić powierzchnię reklamową. W Dolnej Saksonii, gdzie znajdowała się siedziba firmy, sporą popularnością cieszył się Eintracht z niedalekiego Brunszwiku. Zespół, który był autorem sensacyjnego mistrzostwa Niemiec z 1967 roku. Jednakże kilka lat później targany skandalami, popadł w finansowe tarapaty, co tym bardziej wskazywało na to, że propozycja Masta może działaczom z Brunszwiku przypaść do gustu. Szczególnie że biznesmen oferował pół miliona marek za 5-letnią umowę.

Problem tkwił jednak gdzie indziej. Ówczesne konserwatywne przepisy, zabraniały umieszczania reklam w tak newralgicznych miejscach jak meczowe trykoty. Klubowi działacze i prawnicy reprezentujący firmę Masta musieli więc użyć fortelu, który pozwoliłby wprowadzić ich plan w życie.

Ten natomiast polegał na tym, by zastąpić herb klubowy Eintrachtu logiem Jägermeistra. W ten sposób Lew, który do tej pory był zwierzęciem utożsamianym z ekipą z Brunszwiku, miał zostać zastąpiony jeleniem. Zmianę tę naniesiono nawet w statucie klubu.

24 marca 1973 roku piłkarze Eintrachtu wyszli więc na ligowe spotkanie z Schalke 04 Gelsenkirchen w “odświeżonym” zestawie strojów. Przed pierwszym gwizdkiem arbiter Franz Wengenmayer dokonał pomiaru “herbu” znajdującego się na trykocie Brunszwiku. Przepisy nie zezwalały na to, by miał on większą średnicę niż 14 centymetrów. Gdyby Eintracht nie zmieścił się w tych wytycznych, sędzia miał obowiązek nie dopuścić graczy z Dolnej Saksonii do gry, czego piłkarska centrala DFB nie omieszkała przypomnieć Wengenmayerowi, desygnując go na to spotkanie.

Ostatecznie znak tożsamościowy Eintrachtu zmieścił się w sztywnych ramach zapisanych w regulaminie. Wyprowadzone w pole DFB wkrótce później ustąpiło pola i zezwoliło innym klubom, na umieszczanie nazw sponsora na trykotach od kolejnego sezonu. Decyzja niemieckiego związku okazała się być klockiem domino i uruchomiła szereg podobnych ustępstw w regulaminach innych europejskich lig.

Romans Eintrachtu z Jägermeistrem

Udana akcja Eintrachtu i firmy Masta, niczym w filmie Casablanca, była początkiem pięknej przyjaźni. Zamieszanie, jakie wybuchło wokół całej tej sprawy, było przyczynkiem do zwiększenia popularności napoju wyskokowego i wzrostu jego słupków sprzedaży. Kolejnym ruchem Masta i Brunszwiku był spektakularny transfer ówczesnej gwiazdy niemieckiej piłki Paula Breitnera, którego do zamiany Realu Madryt na Eintrach skusił bajeczny kontrakt, sponsorowany przez firmę z Wolfenbüttel. Mistrz świata z 1974 roku spędził w Dolnej Saksonii jeden sezon. W tym czasie zagrał w 30 ligowych meczach i strzelił 10 goli.

Pomimo posiadania tak potężnego sponsora u boku, Lwy nadal pogrążały się w długach. W 1983 roku saldo bankowe Eintrachtu wskazywało trzy miliony poniżej kreski. W tym momencie Mast wpadł na kolejny diabelski pomysł, który może nasuwać kolejną analogię do Red Bulla i rewolucji, jaką Dietrich Mateschitz przeprowadził ponad dekadę temu w Lipsku. Biznesmen postanowił, że będzie kandydował na prezesa klubu, a jeśli zostanie wybrany, to ureguluje z własnej kieszeni cały dług ekipy z Dolnej Saksonii. W zamian chciał tylko… zmienić nazwę klubu z Eintracht na Jägermeister. Tym samym po raz kolejny doprowadził do stanu przedzawałowego władze DFB. Związkowi oficjele znów stanęli okoniem i tym razem nie zamierzali się cofnąć ani na krok. Ówczesny prezydent DFB Hermann Neuberger tak komentował całą sprawę:

Jeśli jeden klub zmieni nazwę dla celów reklamowych, to prawdopodobnie przekroczy pewną granicę. Wiele innych klubów pójdzie jego drogą i wkrótce będziemy mieli w lidze Ford Kolonia i Proszek do pieczenia Bielefeld.

Cóż, wiele lat później Mateschitz znalazł alternatywną drogę, by oszukać DFB. Mast nie próbował silić się na podobne fortele i wymyślać cynicznych skrótowców. Co prawda skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości, który nawet pierwotnie wydał werdykt po myśli przedsiębiorcy. Wtedy jednak do akcji wkroczyły lokalne władze piłkarskie z Dolnej Saksonii i zagroziły, że nie dopuszczą do rozgrywek zespołów młodzieżowych nowego tworu, jeśli będzie on reklamował swoją nazwą napój alkoholowy. Mast ostatecznie został prezesem klubu, ale zniechęcony niepowodzeniem akcji ze zmianą nazwy odszedł ze stanowiska pod koniec 1985 roku. Dwa lata później wycofał się całkowicie ze sponsorowania Eintrachtu, skłócony z jego nowymi władzami.

Być może stwierdził, że Eintracht nie jest mu w stanie zaoferować niczego więcej? Sam przecież nie był żadnym pasjonatem i nie darzył zespołu, któremu wcześniej prezesował jakimś specjalnym uczuciem. Mast tak naprawdę nigdy nie interesował się piłką nożną. Lwy potrzebne mu były jedynie do celów marketingowych, o czym sam otwarcie mówił:

Dla mnie to był wyłącznie środek do celu. Mogę ci powiedzieć kiedy jest gol, ale nie wyjaśnię ci, na czym polega spalony. W czasie swojej prezesury obejrzałem tylko dwa mecze Eintrachtu.

Marketingowa ekspansja

Przytoczona w tym artykule historia to nie jest jedyny epizod Jägermeistra związany z inwestowaniem w sport. Producenci likieru nadal używają różnorakich dyscyplin jako trampoliny marketingowej dla swojego brandu, nie ograniczając się jedynie do futbolu. Od lat 70. marka związana jest ze sponsoringiem rozmaitych sportów samochodowych. Szczególnie długa tradycja, łączy Jägermeistra z BMW i Porsche.

Ciekawym epizodem w dziejach firmy jest sponsorowanie… tenisa stołowego. Oficjele związani z tą dyscypliną sportu, byli bardziej elastyczni niż władze piłkarskie, w związku z czym w niemieckiej Bundeslidze tenisowej przez wiele lat występował zespół TTC Jägermeister Calw. Firma z Dolnej Saksonii wspierała również indywidualnie jugosłowiańskiego tenisistę Dragutina Šurbeka. Dwukrotnego mistrza świata w deblu.

Jednakże nie samym sportem człowiek żyje. Firma założona przez Curta Masta wielokrotnie nawiązywała współpracę z gwiazdami sceny muzycznej. Duża w tym zasługa niejakiego Sidneya Franka, który wypromował markę za oceanem, reklamując jej sztandarowy produkt jako napój idealny na młodzieżowe imprezy, dzięki czemu poszerzył grono smakoszy likieru. Powiązał też jej nazwę z wieloma artystami, związanymi głównie z nurtem heavy metalu i rocka, stając się sponsorem ich tras koncertowych oraz festiwali muzycznych. Z zieloną butelką ozdobioną jeleniem, widywani byli m.in. muzycy Metallicy, Slayera czy Mötley Crüe.

Reklamy Jägermeistra nadal oczywiście widać na meczach Bundesligi. Od nie dawna można je także ujrzeć w czasie meczów hokejowej ligi NHL.

James Hetfield. Jak widać za kołnierz Jägerka nie wylewał.

Jeleń ojcem byków?

Jak sami widzicie, Red Bull nie był pierwszą marką, która chciała wejść do klubu piłkarskiego, nie biorąc przy okazji jeńców i zasadzając się na tak sakralne dla wielu fanów symbole jak nazwa i herb. Gdy Mast postanowił na stałe opuścić ekipę z Brunszwiku, a lew ponownie zastąpił jelenia jako symbol klubu, ten szybko stoczył się na trzeci poziom rozgrywkowy. Do Bundesligi Lwy wróciły tylko raz. W sezonie 2013/2014 Eintracht nie był jednak w stanie nawiązać równorzędnej walki z najlepszymi ekipami w kraju i zleciał szczebel niżej już po jednej kampanii.

Ciekawe co się stanie z zespołami z Salzburga czy Lipska, jeśli Mateschitzowi znudzi się kiedyś inwestowanie w piłkę nożną… Wszak nie daleko pada Jägermeister od Red Bulla. Podobno obydwa napoje bardzo dobrze wspólnie się komponują. Likier najlepiej schłodzić do -18 stopni, jak informuje producent…

Rafał Gałązka

Orli lot do Ligi Mistrzów – fenomen Eintrachtu Frankfurt

W Bundeslidze z roku na rok pojawia się coraz więcej solidnych drużyn, aspirujących do gry w europejskich pucharach. Mamy, chociażby ambitny Lipsk, Wolfsburg, Borussię Mönchengladbach, czy Bayer Leverkusen, który wciąż potyka się o własne nogi. Gdzieś swoje miejsce w szeregu stara się odnaleźć również Eintracht, który w tym sezonie bezczelnie psuje plany rywali. Coś, co miało się zakończyć wraz z odejściem Kovaca, Rebicia, Jovicia, czy Hallera trwa w najlepsze, nawiązując do pięknej historii z lat 70 i 80. Wówczas Eintracht potrafił wygrać Puchar Niemiec dwa razy z rzędu, a co najważniejsze – zdobyć Puchar UEFA. Dzisiaj drużyna Adiego Hüttera walczy o historyczny awans do Ligi Mistrzów i jest bardzo blisko zrealizowania swojego celu. Statystyki pokazują, że gdyby sezon rozpoczął się wraz z początkiem roku, Eintracht byłby najlepszą drużyną w Niemczech. Jutro natomiast zmierzy się z Bayern Monachium. Z tej okazji warto przypomnieć sobie ich historię.

Czytaj dalej „Orli lot do Ligi Mistrzów – fenomen Eintrachtu Frankfurt”

Tekst Czytelnika: „Gole potrzebne od zaraz. Krzysztof Piątek w walce o stabilizację w Berlinie.”

Życie w koronawirusowej rzeczywistości powoli zaczyna przypominać czasy przedpandemiczne. Także w futbolu obserwujemy falę powrotów piłkarskich zmagań, które są solą dla piłkarskiego kibica. Po dwóch miesiącach do gry o ligowe punkty wrócili w Niemczech, stając się wyznacznikiem i wzorcem, jak to wszystko „ogarnąć”.

Czytaj dalej „Tekst Czytelnika: „Gole potrzebne od zaraz. Krzysztof Piątek w walce o stabilizację w Berlinie.””

Loża rebelianckich szyderców #3

Haaland, Neymar, Immobile, Lewandowski, Grosicki w West Bromie, odblokowany Ansu Fati, dalszy drenaż piłkarzy, którzy potrafią kopnąć prosto piłkę z polskiej ekstraklasy. Każdy tydzień przynosi nam mnóstwo bodźców, o których chcemy porozmawiać. Bo my lubimy pogadać o piłeczce. Dlatego zostawcie te nikomu niepotrzebne tabelki w Excelu i włączcie się do dyskusji. Zapraszamy na kolejny tekst z cyklu “Loża rebelianckich szyderców”.

Czytaj dalej „Loża rebelianckich szyderców #3”

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑