Bundesliga do raportu: Borussia Moenchengladbach – Po latach tłustych, czas na chude

Sezon 2020/21 był dla BMG strasznie zakręcony. Z jednej strony mieliśmy bardzo dobrą postawę w Lidze Mistrzów, gdzie odpadli z późniejszym finalistą Manchesterem City. W tle jednak pojawiały się pogłoski o odejściu Marco Rose po sezonie i jak już Borussia Dortmund ogłosiła swojego nowego trenera, to pojawiła się zapaść u Źrebaków. Efekt? Ósme miejsce w lidze i brak pucharów. Wydawało się, że nowy sezon to nowa Borussia. Okazało się, że… jest jeszcze gorzej, a przyszłość nie maluje się w różowych barwach. Co się stało z BMG? Na jakich rywali mają wyjątkowy patent? Kto w tym klubie był impostorem i z kim się kompromitowali? Zapraszam na podsumowanie sezonu Borussii Moenchengladbach – obecnie niewdzięcznemu klubowi do prowadzenia.

MÓJ TYP NA TEN SEZON

            Bardzo skromne to było okienko transferowe u Źrebaków. Z ważniejszych ruchów to wykupiono z Lipska Hannesa Wolfa i sprowadzono utalentowanego lewego obrońcę z Herthy Lucę Netza. Skończyły się wypożyczenia Kouadio Kone i Laszlo Benesa i… w sumie tyle z przychodzących piłkarzy. W drugą stronę też skromne, powrót Valentino Lazaro do Interu miało jakiekolwiek znaczenie na pierwszy zespół. Zatem skład praktycznie nieruszony. Gdy zobaczyłem jego konstrukcję, to wszędzie zauważałem odpowiednią jakość. Na bramce niezawodny Yann Sommer. Obrona już bardzo doświadczona w bojach: na lewej Ramy Bensebaini, środek tworzyliby Matthias Ginter i Nico Elvedi, po prawej stronie Stefan Laimer. Środek pola zabezpiecza Denis Zakaria, trochę wyżej Florian Neuhaus, na rozegraniu Lars Stindl. Skrzydełka francusko-niemieckie w postaci Marcusa Thurama i Jonasa Hofmanna, a na szpicy Breel Embolo lub Alassane Plea. Było z czego budować. Nimi miał kierować już kto inny niż Marco Rose, który odszedł do BVB. Nowym opiekunem BMG został sprowadzony z Eintrachtu Adi Huetter. To on miał za zadanie tchnąć w zawodników nowe życie. Widziałem w tym zespole jakość, a trenera uważałem za dobrego fachowca, więc sądziłem, że po rocznej przerwie Źrebaki wrócą na ścieżkę zwaną europejskimi pucharami. Zresztą nie byłem odosobniony w tej opinii. Oto komentarz kibica BMG Bartka Patynka:

W sezon 21/22 Borussia wchodziła jako ekipa pełna nadziei na odwrócenie fatalnej passy z czasów końcówki pracy na Borussia-Park Marco Rose. Nowy trener Adi Hutter wydawał się strzałem w dziesiątkę, w końcu w Eintrachcie wykonywał kapitalną pracę i był bliski wprowadzenia „Orłów” do Ligi Mistrzów.

Dałem ich zatem na miejscu szóstym. Jak później się okazało, była to bardzo optymistyczna wizja…

PRZEBIEG SEZONU

             Swój sezon BMG zaczęło od Pucharu Niemiec i wygranej z Kaiserslautern 1:0. Ważniejszy jednak mecz miał miejsce 4 dni później, ponieważ na Borussia-Park gościli Bayern, a to oznacza, że to właśnie tam oficjalnie rozpoczęto 59. edycję Bundesligi. Spotkanie stało na wysokim poziomie i zakończyło się remisem 1:1, a bardziej z tego wyniku mogli nie być zadowoleni gospodarze. Mieli optyczną przewagę, dobrze pressowali Dayota Upamecano. Ale co z tego, że ambitnie zagrali i urwali punkt, skoro jak pojechali na BayArenę, to zostali totalnie zjechani przez Bayer i przegrali aż 0:4? A na dokładkę Taiwo Awoniyi i Max Kruse rozklepali obronę Źrebaków, czego efektem była wygrana Unionu 2:1. Pierwsze ligowe zwycięstwo odnieśli w meczu z Arminią, z którą wygrali 3:1. Lecz nie może być tak dobrze, bo przegrana z Augsburgiem 0:1 pokazała takie niechlujstwo w szeregach BMG, że musiałem sprawdzać, czy faktycznie oglądam zespół Huettera, czy niechcący przełączyłem na Udinese. Później zaczęły się takie momenty, w których już budowali swoje morale, ale przychodził taki jeden mecz, przy którym znowu psychika siadała mocno. Przykład? Ograli BVB 1:0, potem Wolfsburg 3:1, by zremisować w słabym stylu ze Stuttgartem 1:1 i… przegrać z Herthą 0:1. W ogóle stracić punkty z Big City Club to już jest zjawisko niecodzienne, ale nie zdobyć nawet punktu z nimi? To już nie lada wyczyn. Do tego stało się to w przededniu 2. rundy DFB-Pokal, gdzie mieli się spotkać z Bayernem. Jak przygotowali się do tej potyczki? Chyba dobrze skoro ograli Bawarczyków 5:0. I weź tu zrozum piłkarzy Gladbach! Ale wtedy wydawało się, że ekipa Huettera już kieruje się ku dobremu. Wygrana 2:1 z groźnym Bochum, remis 1:1 z solidnym Mainz i nabijanie statystyk 4:0 z SpVgg Fuerth. Już się budowała pewność siebie, a zaraz derby z Koeln, bardzo ważne dla lokalnej społeczności. Niestety, Koziołki tak wsiadły na swoich rywali, że nie mieli nic do powiedzenia. Przegrana 1:4 na RheinEnergieSTADION boli niemiłosiernie. Musieli się jak najszybciej odkuć, a w zanadrzu starcie z rozpędzonym Freiburgiem. Jednak poczuli po raz kolejny smak porażki. Ba, porażki… Ogromnej kompromitacji! 0:6 na własnym stadionie z ekipą Streicha. Jakby tego było mało, to rezultat został zamknięty… w 37. minucie spotkania! Goście robili sobie, co mogli w polu karnym Źrebaków. Trzeba było o tym meczu jak najszybciej zapomnieć. Zaraz był czas na starcie z RB Leipzig, który znajdował się w kryzysie. Teraz to musiało się udać! Nonsens. Lipsk także przejechał się po BMG. Tym razem „tylko” 1:4. Źrebaki naprawdę nie miały okazji się zrehabilitować, bo w środku tygodnia znowu przegrały. Tym razem – po bardzo dobrym meczu z obu stron – z Eintrachtem 2:3. Coraz mniejsza różnica bramek dzieliła BMG od zwycięzców. Powiedziałbym, że jest progres. Zwłaszcza że na koniec roku zawodnicy Gladbach zdołali nawet szczęśliwie zremisować z Hoffenheim. Tak więc daleko im było do szóstego miejsca na półmetku – do klubu z Frankfurtu tracili osiem punktów. Przezimowali rozgrywki na lokacie numer 14 z 19 oczkami. Tylko o dwa więcej od baraży i trzy od spadku. Nie tego się kibice spodziewali po swoich pupilach.

            Po Nowym Roku trafili na idealny moment, by zagrać z Bayernem. Drużyna Juliana Nagelsmanna była zdziesiątkowana przez pandemię koronawirusa. Niewielu graczy z pierwszego zespołu mogło w ogóle zagrać. Źrebaki wykorzystały po raz kolejny słaby okres Bawarczyków i ograli ich na Allianz Arena 2:1 mimo przegrywania. W bezpośrednich pojedynkach w tym sezonie klub z Monachium BMG nie ograł – remis na początek i potem dwie porażki, bilans bramkowy 2:8. Nie powiem, na Borussia-Park mają patent na mistrzów Niemiec. Ale co z tego? Następne spotkanie mogłoby się skończyć 0:5 z Bayerem. Przy życiu utrzymywał ich tylko Yann Sommer. Dzięki niemu do końca mogli myśleć o remisie, ale się nie udało. 1:2 u siebie.

Puchar sobie odpuścili, co skrzętnie wykorzystał Hannover 96, wygrywając 3:0. Została tylko liga, którą trzeba było ratować. Wychodziło to… średnio. 1:2 z Unionem i 1:1 z fatalną Arminią tylko pogarszały sytuację Źrebaków. Wreszcie przyszła wygrana z Augsburgiem 3:2, która dała trochę oddechu. Ale następny mecz był rozgrywany na Signal Iduna Park, więc podtrzymanie dobrej passy graniczyło z cudem. I faktycznie, Źrebaki doszły chyba do wniosku, że dawno nie było upokorzenia, więc drugi raz w tym sezonie zostali rozbici 0:6. Co sobie budowali, to spektakularnie zawalali. Fajnie, że wrócili z 0:2 w meczu z Wolfsburgiem i zdobyli ostatecznie punkt. Ale za to w następnej kolejce to oni wygrywali 2:0 na wyjeździe ze Stuttgartem, ale podopieczni Pellegrino Matarazzo wrócili spod topora. Mało tego, dzięki Sasy Kalajdziciowi wygrali ten mecz 3:2.

Po tej 25. serii spotkań nagle zaczęło coś trybić w mechanizmie Huettera. Nie przynieśli wstydu i pokonali 2:0 zarówno Herthę, jak i Bochum. Wpadką można nazwać tylko remis u siebie z Mainz, ale wrócili do protokołu 2:0 na spotkanie z SpVgg Fuerth. Znowu w niezłych humorach wychodzili na derby. I znowu górą wielki Steffen Baumgart, tym razem 3:1.

Zostały cztery starcia, o nic już nie walczyli, więc na luzie mogli do nich podchodzić. Dzięki temu widzieliśmy fantastyczne widowisko z Freiburgiem zakończone remisem 3:3. Przegrywali 0:2, ale Streich i spółka wyszli na prowadzenie i gdy wydawało się, że nic nie wywiozą z Europa-Park Stadion, to niespodziewanie w polu karnym znalazł się Lars Stindl i zdołał dać remis. Kolejnego rywala niespodziewanie pokonali 3:1, a na drodze stanął wtedy wycieńczony sezonem Lipsk. Na koniec 1:1 z Eintrachtem i 5:1 z Hoffenheim i można było zaczynać zapominać o tym sezonie. Dzięki dobrej drugiej części rundy rewanżowej osiągnęli szczyt… dolnej połówki tabeli.

POCHWAŁY

            Bartek nie ma wątpliwości, kto zasłużył na miano MVP sezonu w BMG:

Yann Sommer. Po prostu. Taki bramkarz to skarb. Liczba punktów, które wyratował Borussii w tym sezonie, jest niebywała. Bez niego wizja spadku byłaby o wiele bardziej realna. Szwajcar zajął pierwsze miejsce w klasyfikacji obronionych strzałów z wynikiem 131 parad. Jako najlepszy przykład jego kapitalnej formy można podać domowy mecz z Bayerem Leverkusen. Co prawda mecz ten Gladbach przegrało 1:2, jednak Sommer obronił dwa rzuty karne, a współczynnik xG przyjezdnych wynosił 6,86, co idealnie pokazuje, ile pracy miał szwajcarski bramkarz.

Trzeba jeszcze dodać, że Szwajcar bronił ze skutecznością ponad 72%. Niebywały refleks, niesamowita czutka do bronienia rzutów karnych, co pokazał we wspomnianym spotkaniu z Bayerem. Też przypomina mi się fantastyczny występ z Mainz, kiedy wyjmował piłki strzelane nawet z trzeciego metra. Oczywiście warto też wspomnieć spotkania z Bayernem, kiedy bronił jak w transie, i wiele można byłoby wymieniać interwencji. Nie przypominam sobie, by popełnił jakikolwiek poważniejszy błąd prowadzący do straty gola. Jeżeli by odszedł, to ciężki żywot czeka Źrebaki, bo defensywa wątpię, by pomogła.

Kogo można byłoby jeszcze pochwalić? Ode mnie leci Kouadio Kone. Brakowało takiego gracza w środku pola. Wyróżniał się dobrą techniką użytkową, potrafił wejść w drybling, obsłużyć podaniem zawodników z przodu. Trzy gole i jedna asysta w 29 meczach nie oddają wszystkiego. To on decydował o tempie akcji ofensywnej. Jak na pierwszy sezon w Bundeslidze to daję u niego dużego plusa. Zazwyczaj atakowi nie szło. Nie mogli się przedrzeć przez defensywę rywali. Rozgrywali piłkę niczym w piłce ręcznej – po obwodzie. Tylko, że szczypiorniści mają jakiś określony czas by akcję wykończyć. Lecz zdarzały się momenty, kiedy coś nie coś wychodziło i to było spowodowane zazwyczaj dobrą formą Alassane’a Plei. W całym sezonie w 35 spotkaniach miał liczby następujące: 10 bramek, 8 ostatnich podań. Najlepiej czuł się, kiedy BMG grało w ustawieniu 3-4-2-1, a postawiono go na lewym skrzydle, które de facto stawało się bardziej lewym rozgrywającym. Miał wówczas dużo przestrzeni, by forsować defensywę rywali. To właśnie tam rozegrał 6 meczów, w których strzelił 3 gole, a cztery jego podania koledzy zamieniali w piłkę w siatce. Gdy był w formie, potrafił w pojedynkę wygrać mecz. Jednak miał chwile, kiedy bardziej irytował i przeszkadzał zamiast pomagać. Ja Francuza za ten sezon mimo wszystko doceniam. Był przecież zaangażowany w 1/3 bramek w lidze.

KULA U NOGI

            Bartek wskazuje jednego winowajcę całego zamieszania:

Mógłbym tutaj pisać o tragicznej atmosferze wewnątrz klubu, o tym że piłkarzom przestało zależeć na występach w barwach Borussii czy o fatalnej obronie, jednak wszystkie te rzeczy łączy jeden człowiek -Matthias Ginter. Jeszcze niedawno podpora defensywy Gladbach i etatowy reprezentant, był w tym sezonie cieniem samego siebie. Popełniał liczne błędy prowadzące do straconych bramek, a w trakcie sezonu oznajmił że nie przedłuży kontraktu z Borussią licząc na oferty z lepszych klubów. Ostatecznie wyląduje we Freiburgu i wydaje się to dobrą sytuacją dla każdego – Freiburga do którego wraca wychowanek, Gladbach które pozbywa się wypalonego zawodnika, jak i… Bayernu i BVB których kibice z pewnością odetchnęli z ulgą po plotkach łączących oba kluby z Ginterem.

Ginter to piłkarz, który zaliczył prawdopodobnie największy regres formy wśród wszystkich piłkarzy Bundesligi. Czym to mogło być spowodowane? Czy myślał już o nowym klubie? Na pewno był jednym z tych, u którego wypalenie podczas gry w Gladbach czuło się z kilometra. Krycie gubił co najmniej raz na mecz, łamał linię spalonego niesamowicie często, nawet jego współpraca z Nico Elvedim nie układała się najlepiej. Ogrywany notorycznie przez przeciwników niczym Harry Maguire. Dobrze mu zrobi powrót do korzeni. Zajrzałem na fanbase jego starego-nowego klubu i wręcz pieją z zachwytu. Mimo wszystko cieszę się, że został w Bundeslidze, bo mówiło się w jego wypadku najwięcej o Interze. Cóż, nie przedłużył kontraktu i trochę się przeliczył z ofertami, a raczej ich niedoboru. Ale nie tylko on zawalał sprawę. Także trener nie popisywał się przez cały czas, o czym wspomina Bartek:

Hutter nie radził sobie najlepiej i nie miał pomysłu jak do nich przemówić, ani jak ustawić ich na boisku, czego efektem było całosezonowe bujanie się w środku tabeli z chwilową i na szczęście szybko zażegnaną groźbą spadku.

I tutaj nie wiem co się stało z Adim Huetterem, że totalnie mu nie wyszło u Źrebaków. Potencjał porównywalny do tego we Frankfurcie, a tułali się po środku tabeli niemiłosiernie. To strasznie męczące z perspektywy kibica BMG. Zawodnicy niby grali w tych samych koszulkach, ale wyglądali jakby wszyscy grali pod siebie. W FIFIE mieliby zero zgrania, mimo że występują pod tym samym herbem. Nie potrafił ich opiekun zapanować nad indywidualnościami, więc skończyło się to niemrawym sezonem. Chciałbym się tez wypowiedzieć o samych ruchach transferowych. Ostatnie porządne okienko Borussia zrobiła przed rozgrywkami 2019/20. Wówczas po sprzedaży Thorgana Hazarda Max Eberl wypracował cztery transfery za łączną kwotę nieco ponad 40 mln euro. A były nimi: Stefan Laimer z Salzburga, Breel Embolo z Schalke, Marcus Thuram z Guingamp i Ramy Bensebaini z Rennes. Od tej pory zespół nie był praktycznie aktualizowany – zostawali ci sami piłkarze, a nie przychodził nikt konkretny by konkurować z nimi. Stagnacja postępowała i teraz zbiera swoje żniwo. A przecież czasami trzeba odświeżyć kadrę, ożywić konkurencją, bo inaczej osiądą na laurach i nie będą chcieli nawet odejść. A BMG miało być klubem eksportowym, maszynką do robienia pieniędzy. A kończy się na tym, że Denis Zakaria odchodzi zimą do Juventusu za niecałe 9 mln euro. Jeszcze kiedyś wołali 4-5 razy tyle co najmniej. Zapowiada się smutny powolny schyłek dobrze zapowiadającego projektu, gdyż…

CO DALEJ?

            …wspomniany Eberl odszedł ze swojego stanowiska! Co się z nim stało Bartku?

Człowiek, który w Gladbach ze zbieraniny balansującej na granicy 1 i 2 Bundesligi stworzył ekipę regularnie grającą w europejskich pucharach, obecnie zmaga się z wypaleniem zawodowym i pod koniec stycznia zdecydował się odejść z klubu. Jego decyzja została zaakceptowana przez wszystkich związanych z klubem ze zrozumieniem i szacunkiem, jednak była także olbrzymim ciosem dla Borussii. Przed Gladbach niezwykle ważne okienko transferowe, w którym będą musieli zarówno pozbyć się wielu niechcianych piłkarzy jak i dokonać odpowiednich wzmocnień, a schedę po Eberlu przejął zupełnie niedoświadczony na takim stanowisku, były dyrektor akademii Roland Virkus.

Jeżeli zamieszanie było po zatrudnieniu Rose przez BVB, to co teraz musi się dziać wewnątrz klubu? Totalny armagedon! Wieloletni dyrektor sportowy się wypalił, kontrakt z Huetterem rozwiązano za porozumieniem stron, więc znowu zostali bez trenera. Przyszły sezon to jedna wielka niewiadoma. Nowym opiekunem miał zostać Lucien Favre, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Wzięto więc dość nieoczywistego kandydata, czyli Daniela Farke – byłego szkoleniowca Norwich. Nie jestem przekonany do tej osoby, zresztą nie tylko ja. Taką opinię ma Bartek:

Został ciepło przywitany przez większość fanów, jednak ja mam spore wątpliwości co do jego warsztatu. W Premier League nie radził sobie najlepiej i boję się, że w Gladbach może skończyć podobnie jak David Wagner w Schalke.

Według mnie może aż tak źle nie będzie, natomiast drużynie jest bliżej do walki o utrzymanie niż o europejskie puchary. Zwłaszcza, że dochodzą bardzo niebezpieczne głosy odnośnie odejścia Sommera do Nicei. Bez niego o górnej połowie tabeli to będą mogli sobie pomarzyć. Na razie władze próbują zatamować defensywę. Zimą sprowadzono Marvina Friedricha z Unionu, teraz przyszedł Ko Itakura, który świetnie sobie radził na wypożyczeniu w Schalke. Z odejść to wspomniany Ginter za darmo do Freiburga i Laszlo Benes za 1,5 mln euro przeszedł do HSV. Zatem po latach obfitujących w piękną grę i europejskie puchary czas na posuchę i być może powrót sprzed ery Eberla. Chociaż ja im tego po prostu nie życzę. Bundesliga potrzebuje tak historycznego klubu jakim jest Borussia Moenchengladbach.

Adrian Malanowski

Za pomoc przy stworzeniu tekstu jeszcze raz dziękujemy Bartkowi Patynkowi

Bundesliga do raportu:

SpVgg Fuerth

Arminia Bielefeld

Hertha Berlin

Vfb Stuttgart

Fc Augsburg

Vfl Bochum

Vfl Wolfsburg

Eintracht Frankfurt

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: