Nie wierzyliśmy, a dostaliśmy w końcu to, na co tak długo czekaliśmy. Komentarz po meczu Polska vs. Hiszpania.

Bałem się tego meczu z Hiszpanią. Odzywały się wspomnienia z Korei i Japonii, gdzie rozbiła nas Portugalią, ale najgorsze były te rosyjskie – z meczu z Kolumbią, która przed trzema laty się z nami bawiła. Tego spodziewałem się po drużynie Luisa Enrique, ale na szczęście się przeliczyłem. To nie była ta Hiszpania, której wszyscy się spodziewaliśmy.

Czytaj dalej „Nie wierzyliśmy, a dostaliśmy w końcu to, na co tak długo czekaliśmy. Komentarz po meczu Polska vs. Hiszpania.”

Monolog po Słowacji

Jak napisał wczoraj mój redakcyjny kolega Damian Głodzik – To Euro się dla nas skończyło. Chyba tylko jednostki wierzą w to, że po wtopie z najsłabszą ekipą w naszej grupie będziemy jeszcze w stanie podjąć rywalizację. Dlatego chyba już czas najwyższy wziąć przykład z Dariusza Szpakowskiego i wygłosić monolog, tak jak legenda polskiego komentarza sportowego zrobiła to w 2009 roku w czasie spotkania ze Słowenią.

Czytaj dalej „Monolog po Słowacji”

Słowacja-Polska 2:1. Pomeczowe noty.

To był dramat. Po raz kolejny nasza Reprezentacja skompromitowała się w pierwszym meczu imprezy dużego formatu. Tym razem miało być jednak inaczej. Gwiazda światowej piłki, kilku ciekawych zawodników z silnych europejskich lig, solidni ligowcy i wreszcie długo wyczekiwany, zagraniczny, inteligentny trener, który ma ich poprowadzić do sukcesu. Wszystko brzmi w miarę logicznie, prawda? Problem w tym, że nasza piłka najwyraźniej logiczną nie jest. I nawet jeśli wyżej wspomniany sukces to słowo użyte na wyrost, to porażka ze Słowacją to coś, co nie miało prawa się wydarzyć.

Paulo Sousa miał mało czasu, by przygotować nasz zespół do dużej imprezy, to fakt. Ale na pewno nie miał go za mało by poukładać go na tyle dobrze, by nie przegrać ze Słowacją! To nie była Anglia, Niemcy, czy Francja. Ba! To nie była nawet Szwecja czy Dania. To była Sło-wa-cja! Mówimy tu o zespole, którego największa gwiazda, w postaci Marka Hamsika, dopiero co wróciła z piłkarskiej emerytury z Chin i obecnie pogrywa sobie w zespole IFK Goteborg. O drużynie, w której na środku obrony gra zawodnik Lecha Poznań. O zbieraninie, w której podstawowymi skrzydłowymi są rezerwowi Ferencvaros i Sassuolo.

No tak! Ale mają przecież Dubravkę, Skriniara, czy Dudę! Co z tego skoro my mamy Szczęsnego, Klicha, Zielińskiego i Lewandowskiego?

Zresztą nie ważne. Problem nie leży w personaliach. Wyglądamy źle jako drużyna. Brakuje nam pomysłu na atak, wciąż mamy problem z transferem piłki, nie mamy wypracowanych automatyzmów, a to co robimy w obronie to futbolowe jaja. Tylko czemu nie jest nam przy tym do śmiechu?

Wystarczy. Czas na noty.

Uwaga spoiler!

Nikt nie zasłużył na 10/10.

Podstawowy Skład

Wojciech Szczęsny

Rykoszet to zawsze coś, co usprawiedliwia bramkarzy choćby w pewnym stopniu. Mimo wszystko jego interwencja po strzale Maka wyglądała tak niefrasobliwie, że trudno mi uznać, że jest on tutaj bez winy. Co innego bramka numer dwa, gdzie faktycznie szans na interwencję nie miał. Poza tymi dwoma momentami, w oczy się nie rzucał i raczej nie miał okazji, by poprawić swą ocenę. 4/10

Jan Bednarek

Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, kto najbardziej zawinił przy golu Skriniara. Dostanie się więc za niego wszystkim defensorom. Zresztą, pomijając problemy w obronie, u Bednarka martwi to, że w zasadzie nie był on w stanie wykonać podania, które jakkolwiek pomogłoby nam w konstruowaniu ataku. A tego typu zachowania w systemie, w którym gramy, to po prostu jeden z obowiązków środkowego obrońcy. No i ten strzał z 91′! 3/10

Kamil Glik

Chyba najlepszy z naszych defensorów, co nie oznacza, że dobry. Przy golu numer jeden, jego niefartowna interwencja tylko przeszkodziła Szczęsnemu. Nie pomógł również przy tym drugim. Kilka razy zaatakował agresywnie rywala na jego połowie, a także próbował pomóc w rozegraniu. Niestety z różnym skutkiem. 4/10

Bartosz Bereszyński

Mak zrobił z niego pośmiewisko przy bramkowej akcji. Oprócz tego był strasznie chaotyczny. Niezłe zagrania przeplatał bardzo złymi. Wyprowadzał piłkę lepiej niż Bednarek, ale też nie na tyle dobrze, by jakoś przesadnie go chwalić. Zresztą, akcja z 18′, po której straciliśmy bramkę, po prostu nie miała prawa się wydarzyć, wcześniej w 14′ zakręcił nim Duda. 2/10

Maciej Rybus

Większych problemów w defensywie raczej nie miał. Jeśli chodzi o atak to miewał przyzwoite (nie mylić z dobrymi) fragmenty i zaliczył asystę, która podnosi jego notę. 5/10

Grzegorz Krychowiak

Bardzo słaby występ. Chaotyczny, słaby technicznie, wiecznie spóźniony. W konsekwencji tego ostatniego otrzymał pierwszą żółtą kartkę za faul taktyczny. Druga była już wynikiem głupoty. Osłabił zespół w momencie, w którym mogło wydawać się, że jeszcze jesteśmy w stanie cokolwiek w tym meczu ugrać. 2/10

Karol Linetty

Nie był to wielki mecz w jego wykonaniu, ale strzelił bramkę, która mogła okazać się bardzo ważną. Na minus na pewno zmarnowana „setka”. Mam duży problem z jego oceną bo na tle grającego u jego boku Krychowiaka, wypadł przyzwoicie. 5/10

Kamil Jóźwiak

Jego zachowania w defensywie z pierwszej połowy spotkania to skandal. To głównie przez niego Bereszyński miał ciągłe problemy na swojej stronie. Zdecydowanie zabrakło odpowiedniego przygotowania taktycznego i odpowiedzialności za zespół. W drugiej odsłonie się pod tym względem poprawił, ale jego zachowanie z 18′ trudno mu puścić płazem. Podania do Kucki z 27′ zresztą też. Tym bardziej, że również w ofensywie wniósł niewiele. 3/10

Mateusz Klich

Występ raczej niemrawy, ale to jego podanie do Rybusa stworzyło nam sytuację bramkową. Problem w tym, że takich zagrań powinno być więcej. Choć trzeba przyznać, że w 51′ Linetty „okradł go” z asysty. 4/10

Piotr Zieliński

Chyba jedyny zawodnik drugiej linii, który regularnie szukał gry do przodu. Pokusił się o kilka nieszablonowych zagrań, ale żadnego z nich nie udało zamienić się w konkret. 4/10

Robert Lewandowski

Nie mam siły słuchać już komentarzy typu „Robert nie ma z kim grać”. Wczoraj koledzy próbowali grać z Robertem, ale ten zniżył się do ich poziomu i sam był niechlujny, niedokładny i po prostu słaby. Jego strzał z 42′ z powodzeniem mógłby trafić na prześmiewczy, twitterowy profil Out Of Context Football. Jedyne pozytywne zagranie, które mogło zapaść w pamięć to wyłożenie piłki Świderskiemu z 94′. Trochę mało, prawda? 3/10

Rezerwowi

Przemysław Frankowski (od 74′)

Po wejściu dostosował się do reszty i niczym specjalnie nie zachwycił, choć podanie do Bednarka z 91′, trzeba zaliczyć mu na mały plus. 4/10

Tymoteusz Puchacz (od 74′)

Nie mamy go za co zganić, pochwalić też raczej trudno, choć ochoty do gry miał sporo. 4/10

Jakub Moder i Karol Świderski (od 85′)

Pierwszy dwukrotnie bił dobrze piłkę ze stałego fragmentu gry, drugi oddał strzał, który mógł zagrozić bramce Słowaków. Obaj grali jednak zbyt krótko by sprawiedliwie och ocenić.

Mancini zbudował walec. Włosi miażdżą Turcję na inaugurację

Spóźnione o rok, ale już jest. Euro 2020 zainaugurowano przedwczoraj na Stadio Olimpico w Rzymie, gdzie Turcja uległa Włochom 0:3. Wszystko zaczęło się od jak zawsze wzbudzającego podziw śpiewu Andrei Bocellego, który swym występem wysoko zawiesił poprzeczkę piłkarzom obu drużyn. Ekipa prowadzona przez Roberto Manciniego dorównała jednak poziomem do światowej sławy tenora.

Czytaj dalej „Mancini zbudował walec. Włosi miażdżą Turcję na inaugurację”

Loża Rebelianckich Szyderców na Euro

Aż pięć lat musieliśmy czekać na kolejny turniej o piłkarskie mistrzostwo Europy. Wydłużenie okresu oczekiwania o dwanaście miesięcy, mogłoby świadczyć o tym, że jako piłkarscy kibice wypatrujemy startu kontynentalnego  czempionatu, niczym wygłodniałe lwy antylop przychodzących do wodopoju. Czy tak jest w rzeczywistości? Jeśli przysłuchamy się głosom kibiców, to okazuje się, że niekoniecznie.

Czytaj dalej „Loża Rebelianckich Szyderców na Euro”

Polska-Isladnia 2:2. Pomeczowe noty.

Dziś wieczorem startuje Euro! Zanim jednak cała zabawa się rozpocznie, warto jeszcze podsumować sobie ostatni sprawdzian naszej Reprezentacji. A ten zbyt wielu optymistycznych wniosków nie przyniósł. Nasza obrona wciąż jest niestabilna, nadal mamy problem z transferem piłki, a w ofensywie zdecydowanie brakuje nam polotu. Trudno na ten momenty przyznać, że jesteśmy zespołem gotowym na duży turniej. Wtorkowa potyczka z Islandią tylko potwierdziła nasze dotychczasowe obawy. Mimo wszystko jesteśmy chyba coraz bliżej wykrystalizowania pierwszej jedenastki, która wyjdzie na spotkanie ze Słowacją. A ostatnia konfrontacja była na pewno czymś, co w owych wyborach może być pomocne. Kto więc zagrał na plus i obronił, bądź poprawił swoją pozycję? Kto oddalił się od składu? Odpowiedź na te pytania znajdziemy w poniższych notach. (skala 1-10, 5 jako ocena wyjściowa)

Pierwszy skład

Wojciech Szczęsny

Bez większych szans przy obu bramkach. Pierwszy gol to wynik totalnego zamieszania w naszej linii defensywy. Drugi zresztą też, ale tu dochodzi również mocny i precyzyjny strzał, z którym nie poradziłby sobie żaden bramkarz. Poza tym raczej bezrobotny. Można się przyczepić do złego podania z 19′, ale też trzeba pochwalić za świetne dalekie zagranie, które napędziło nasz atak z minuty 89′. Koniec końców jednak występ bez większej historii. 5/10

Paweł Dawidowicz

Nerwowy, elektryczny, niechlujny w rozegraniu. W pierwszej połowie zanotował dwie identyczne straty, kiedy to zagrywał zbyt długą piłkę do jednego z naszych reprezentantów, a ta opuszczała boisko. W drugiej odsłonie chyba nieco spokojniejszy, ale to za mało na poziom reprezentacyjny. 3/10

Kamil Glik

Z jednej strony niczym nie zachwycił, ale też specjalnie nie podpadł. Nie mniej, defensywa, której to był przecież szefem, kilkukrotnie się pogubiła. Do topowej formy brakuje mu sporo, choć i tak nikogo lepszego raczej nie mamy. 4/10

Tomasz Kędziora

Wielka szkoda, że nie zablokował strzału w wyniku, którego padła pierwsza bramka. Gdyby nie to, jego występ byłby niemal nieskazitelny. Grał dokładnie tak, jak grać powinien półprawy obrońca w systemie preferowanym przez Sousę. Dał kilka świetnych piłek, które pomogły nam przenieść ciężar gry na połowę przeciwnika, oprócz tego był agresywny i zdecydowany w obronie. W pewnym fragmencie przeszedł na prawą stronę defensywy i tam też wyglądał bardzo dobrze. Mógł nawet zanotować asystę po świetnym dośrodkowaniu na głowę Kozłowskiego. Niestety, wspomniany na wstępie błąd obniża jego notę, ale i tak może on to spotkanie zapisać na plus. 6/10

Tymoteusz Puchacz

Żwawy i aktywny, podobnie jak w meczu z Rosją. Ale tym razem bez błędu, który przyczynił się do utraty bramki. Do tego trochę na siłę możemy zapisać mu asystę przy golu Zielińskiego. Był nieco nieregularny, ale chyba już taki jego urok. Niemniej, występ pozytywny. 6/10

Grzegorz Krychowiak

Chyba jeden z jego najgorszych meczów w kadrze. Groźna strata w 19′ tuż przed polem karnym, niepotrzebna żółta kartka w 46′ i fatalny kiks kilkanaście sekund później. Ostatnie z tych zagrań było głównym z powodów, przez które straciliśmy bramkę. Oprócz tego nie dał zespołowi w zasadzie nic. 2/10

Jakub Moder

Być może nasz najaktywniejszy piłkarz. Nie oznacza to jednak, że najlepszy. Modera wszędzie było pełno, ale zabrało konkretów. Szkoda, bo dwukrotnie mógł pokonać bramkarza rywali, po strzałach w 11′ i 37′. Niestety oba były zbyt słabe. Niejednoznaczny występ. 5/10

Przemysław Frankowski

Poza dwoma niezłymi zagraniami raczej anonimowy w ofensywie. Jeśli chodzi o grę obronną, to popełnił bliźniaczy błąd, do tego z meczu z Rosją, kiedy to nie spróbował nawet zablokować dośrodkowania w konsekwencji, którego padła bramka. Daleki od reprezentacyjnej formy. 3/10

Piotr Zieliński

Na kolana nie powalił ale rozprowadził bramkową akcję, którą następnie wykończył. I za to należy go nie tylko pochwalić, ale też podnieść mu notę. Zresztą nie bez znaczenia jest fakt, że na zaprezentowanie swoich umiejętności miał tylko 45 minut. Moim zdaniem tym razem się obronił. 6/10

Robert Lewandowski

Nie był to wielki mecz naszego kapitana, ale 2-3 konkrety nam dał. Ten najważniejszy to rajd, który rozerwał defensywę rywali, w konsekwencji czego strzeliliśmy bramkę. Drugi to akcja z 56′, gdy wszedł w rolę skrzydłowego i skutecznie zaatakował z lewej strony (wówczas strzelał Świerczok). Trzeci to cudowne, wypieszczone podanie do Płachety z 76′. Mecz na mały plus. 6/10

Jakub Świerczok

O ile po spotkaniu z Rosją widzieliśmy go w pierwszym składzie na Słowację, o tyle tym meczem, od tego występu się raczej oddalił. Jeden słaby strzał, to za mało jak na środkowego napastnika. Tym bardziej, że w kreacji również kolegom nie pomógł. 3/10

Rezerwowi

Kacper Kozłowski (od 46′)

Początkowo nieco nerwowy, ale im dalej w las, tym lepiej. Nastolatek z Pogoni zakończył mecz z kilkoma odważnymi zagraniami. Dwukrotnie groźnie strzelał na bramkę rywala, ale także zaliczył asystę przy golu Świderskiego, gdzie zaprezentował dużą jakość. Naprawdę dobry występ. 6/10

Kamil Jóźwiak (od 56′)

Przyzwyczaił nas do tego, że po wejściu daje ogień. Tym razem było inaczej. Trudno przypomnieć sobie choć jedno ciekawsze zagranie. 4/10

Karol Linetty (od 64′)

Czasu trochę miał, a w zasadzie nie pamiętam go z żadnej akcji. 4/10

Przemysław Płacheta (od 64′)

Zdecydowanie bardziej aktywny niż wyżej wymienieni ale przy tym strasznie niechlujny. Schemat przyjęcie+złe dośrodkowanie, to za mało jak na Reprezentację Polski. Irytujący występ. 3/10

Maciej Rybus (od 80′)

Grał zaledwie kilkanaście minut, a w czasie tym zdążył zanotować stratę i złapać żółtą kartkę. Od tak doświadczonego piłkarza wymagamy zdecydowanie innych zachowań. 3/10

Karol Świderski (od 80′)

Jeśli napastnik wchodzi na boisko na ostatnie 10 min, i zdobywa gola na wagę remisu, to trudno oczekiwać od niego czegoś więcej. Nawet jeśli poza tym, zbytnio się w oczy nie rzucił. 6/10

Triumf kolektywu. Chelsea sięga po Ligę Mistrzów.

Minął tydzień od finału Ligi Mistrzów, który po raz kolejny mógłby stać na wyższym poziomie, ale z pewnością zapadnie nam w pamięć. Chelsea zneutralizowała atuty Manchesteru City i za sprawą bramki Kaia Havertza sięgnęła po raz drugi po triumf w najważniejszych klubowych rozgrywkach. To wielki sukces Thomasa Tuchela, który przerósł swego mistrza w najważniejszym meczu sezonu.

Czytaj dalej „Triumf kolektywu. Chelsea sięga po Ligę Mistrzów.”

Polska-Rosja 1:1. Pomeczowe noty.

Wtorkowe spotkanie naszej Reprezentacji pewnie zbyt wiele odpowiedzi nam nie przyniosło. Sousa mocno poeksperymentował ze składem, przez co wciąż trudno wyciągać nam jednoznaczne wnioski, co do tego, jak nasz zespół będzie wyglądać finalnie. Mimo wszystko parę spraw powinno nam się nieco rozjaśnić. Potyczka z Rosją niewątpliwie była niezłą promocją dla kilku zawodników, którzy po meczu na pewno poprawili swoje miejsce w hierarchii selekcjonera, ale są też tacy, którzy od pierwszego składu się oddalili. Kto zyskał? Kto stracił? Oto oceny po spotkaniu.

Wyjściowa jedenastka

Łukasz Fabiański

Gol ewidentnie obciąża jego konto. Być może nawet mocniej niż w przypadku Puchacza, do którego przejdziemy za chwilę. Poza niefortunną interwencją nie miał zbyt wielu szans na rehabilitację. Raczej nie przybliżył się tym występem do pierwszego składu. 4/10

Kamil Piątkowski

Widać było po nim pewną nerwowość, którą z czasem opanował. Raczej pewny w defensywie i całkiem sprawnie operujący piłką. Warto odnotować jego świetne, prostopadłe podanie z 40’, które stworzyło nam szansę bramkową. 6/10

Michał Helik

Bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony notorycznie przestawiany przez Dzyubę, z którym miał olbrzymie problemy, z drugiej z dwiema-trzema bardzo ważnymi interwencjami. Mimo wszystko do poprawy wciąż sporo. 5/10

Tomasz Kędziora

Nie rzucał się zbytnio w oczy. Poza ważną interwencją z 47’ trudno cokolwiek odnotować. Poprawnie i nic ponad to. 5/10

Tymoteusz Puchacz

Dał drużynie sporo energii, aktywnie uczestniczył w ofensywnych akcjach i jego występ można by zaliczyć na plus, gdyby nie błąd przy bramce dla Rosjan. Owszem, to było świetne podanie, ale to nie do końca tłumaczy zachowanie byłego piłkarza Lecha. Pozytywny akcent, ale nauki wciąż przed nim sporo. Szczególnie w grze obronnej. 5/10

Mateusz Klich

Momentami wyglądał jak „Pan Piłkarz”. Kreatywny, świetnie drygujący ofensywną, zawsze chętny do przejęcia podania. No po prostu Klich z Leeds. To jego piłka rozerwała defensywę rywali i pozwoliła nam na strzelenie bramki. 7/10

Grzegorz Krychowiak

Pozytywny występ. Pewny siebie, agresywny, w porę przerywający akcję rywali i schludny w rozegraniu. Ważny element zespołu. 6/10

Przemysław Frankowski 

Zbyt wiele krwi Rosjanom nie napsuł, a do tego nie spróbował nawet zablokować dośrodkowania, po którym straciliśmy bramkę. No ale zaliczył asystę, która podnosi jego notę. 5/10

Dawid Kownacki

Najgorszy spośród naszym reprezentantów. Mocno zagubiony, chyba nie do końca świadomy swojej roli na boisku. Nie zawalił nic, ale też niczego nie wniósł. 2/10

Karol Świderski

Nieco aktywniejszy niż „Kownaś”, ale też bez konkretów, poza jednym strzałem głową. 3/10

Jakub Świerczok

Perfekcyjnie wywiązał się w roli zastępcy Lewandowskiego. Strzelenie bramki było formalnością, ale oprócz tego pokazał umiejętności, które cechują naprawdę dobrego napastnika. Możemy się zastanawiać, czy jego strzał w poprzeczkę był dziełem przypadku, ale zgranie z obrońcą na plecach z 58’, które napędziło naszą ofensywę, już na pewno nie. A to wymagało dużej piłkarskiej klasy. 7/10

Rezerwowi

Jan Bednarek (od 56’)

Po wejściu na boisko zaliczył 2-3 niezłe interwencje i wyglądał pewnie. W 88’ ugasił pożar po stracie Modera. 6/10

Bartosz Bereszyński (od 56’)

Swoją robotę wykonał, ale to w zasadzie tyle. 5/10

Kamil Jóźwiak (od 56′)

Zdecydowanie najlepszy spośród rezerwowych. Jego wejście całkowicie odmieniło grę naszej Reprezentacji. Robił dokładnie to, czego Kownacki, Świderski i Frankowski zrobić nie potrafili. Odważny, agresywny, chętnie wchodzący w pojedynki. 6/10

Jakub Moder (od 67′)

Raczej bezbarwny, z bardzo groźnie wyglądającą stratą z 88’. Poza tym wydaje się, że mógł zachować się nieco lepiej w sytuacji, kiedy to zabrakło mu odwagi by wedrzeć się z piłką w pole karne. 4/10

Kacper Kozłowski (od 70′)

Widać, że mentalnie dźwiga grę w kadrze, ale „efektu wow” póki co brak. Na minus jedno z podań wszerz boiska, zakończone stratą. 4/10

Karol Linetty (od 80′)

Był pełen ochoty do gry. Na plus jedno podanie z 90’, kiedy to wycofał do Kozłowskiego, ale to i tak trochę za mało, by jakoś specjalnie go wyróżnić. 5/10

Kiedy Żółta Łódź Podwodna odwiedza Neptuna.

O meczu powiedziano dosłownie wszystko, więc warto wspomnieć, o tym, co działo się na gdańskich ulicach przed spotkaniem finałowym. A działo się naprawdę dużo i każdy, kto oddycha i żyje futbolem, przechadzając się w pobliżu Neptuna, otrzymał potężną dawkę pozytywnej energii i śpiewów ludzi, którzy ze względu na miłość do klubu przemierzyli pół Europy.

Dlaczego tytuł nawiązuje wyłącznie do zespołu z Hiszpanii? Odpowiedź jest prosta. To oni zdominowali gdańskie ulice. Tego dnia fani Manchesteru United stanowili dla nich tylko tło. Mówiąc wprost, kibice Villarrealu wygrali swój mecz. Mecz na okrzyki, spontaniczne reakcje i próby zwrócenia na siebie uwagi. Przekładając to na futbol, posiadanie piłki było 80 do 20 na korzyść Villarrealu.

Wybaczcie, ale nie mogę się powstrzymać i muszę wspomnieć o jednej sytuacji. W pewnym momencie wyczułem zapach prażonej cebuli, kiedy to dwie Panie z naszego kraju zaczęły psioczyć w następujący sposób:

-Zobacz Ela. Ci kibole… Tyle ich tutaj i przez to nie będziemy mieli, co jeść.

-Daj spokój. Zjechali się z nie wiadomo skąd i nawet człowiek nie będzie mógł zjeść normalnie obiadu. Ci kibole nie mogli zjeść wcześniej, wiedząc, że wracamy z pracy?

Aż zrobiło mi się ich szkoda! Uczciłem cierpienia tych Pań sekundą ciszy. Mniejsza o to, że Gdańsk otrzymał szansę organizacji wielkiej imprezy, ponownie tętnił życiem i nie wiadomo, kiedy podobne święto futbolu będzie odbywać się na polskiej ziemi. Ważne, że Ela i jej koleżanka nie zjedzą trzydziesty piąty raz kotleta z ziemniakami w dobrze im znanym miejscu.

Kiedy na swoim koncie twitterowym wrzuciłem nagrania z ulic, kilka osób pytało o ceny różnych artykułów. Szaliki sprzedawane w pobliżu Neptuna kosztowały 80 złotych. Nie mnie oceniać, czy to dużo, czy mało. Jeżeli chodzi o punkty gastronomiczne, to jeden z nich (z grzeczności nazwy nie wymienię) postanowił przygotować specjalne menu, w którym cena piwa (koncerniak 0,5l) wystrzeliła do 26 złotych. Dziś pewnie to samo piwo znów kosztuje 12 złotych. Wasze zdrowie!

Wracając do tematów kibicowskich, jako że znam język hiszpański na tyle, by móc się porozumiewać było mi o wiele łatwiej zamienić kilka słów z kibicami Villarrealu, a jak przystało na otwartość Hiszpanów, na tych kilku słowach się nie kończyło, a rozmowy obejmowały przeróżne tematy zahaczające o piłkę, podróż do Gdańska, aż po sytuację w Hiszpanii.

Pytałem, co sądzą o Polsce i samym Gdańsku i byli pod wielkim wrażeniem. Część z nich przyleciała do naszego kraju dzięki rekomendacji bliskich, którzy odwiedzili nasz kraj w trakcie EURO2012. Gdańsk w porównaniu do Vila-Real jest olbrzymi. Hiszpańskie miasto liczy zaledwie 50 tysięcy mieszkańców, a mimo to Estadio de la Ceramica, który jest w stanie pomieścić około 24 tysięcy ludzi, rzadko świecił pustkami. Ma to również związek, z tym że na stadion zjeżdżają się również kibice z sąsiednich miast, którzy ze względu na dość przystępne ceny względem gigantów LaLigi decydują się na budżetową, ale wciąż ciekawą opcję.

Co do zasady znajomość piłki kibiców, z którymi miałem przyjemność rozmawiać stała na bardzo wysokim poziomie zarówno jeśli chodzi o charakterystykę poszczególnych zawodników, jak i niuansów taktycznych. Często słyszałem uwagi, że w Hiszpanii futbol staje się coraz bardziej defensywny i nie podoba im się ta tendencja pojawiania się nowych zespołów Getafepodobnych, ponieważ kibice Villarrealu oczekują od piłki czegoś więcej niż tylko destrukcji i mądrego przesuwania. Wynik schodzi na drugi plan, jeśli drużyna gra piach.

Kiedy prowadząc rozmowy, wspominałem o czasach, gdy na El Madrigal (wówczas tak nazywał się ich stadion) występowali Riquelme, Sorin, Senna, Forlan i Capdevilli traktowano mnie, jakbym przyleciał do Polski wraz z nimi. Pytając o przewidywania, oczywiście słyszałem, że wygra Villarreal, ale wypowiedzi były w wielu przypadkach zrównoważone i odnosiły się do tego, że Emery potrafi zachować chłodną głowę i pragmatyczne podejście, a co za tym idzie sprawić, by cierpienie boiskowe jego zawodników przyniosło oczekiwany rezultat w postaci wygranej. Często przywoływano byłego trenera Javiego Calleję i w wielu przypadkach pojawiały się sformułowania, że rozstanie z Calleją było niesprawiedliwością, ale nie mogą narzekać, bo nowy trener sprawił, że dotarli do finału LE, jednak nie zapominają o poprzedniku, który wywalczył awans do pucharów.

Co do historii kibiców, z którymi rozmawiałem, jeden z nich pracuje na co dzień w Mercadonie, czyli w sieci sklepów, które mają tego samego właściciela co Villarrealu – Fernando Roiga. Zapytałem o koszty przyjazdu do Polski i w przypadku Mario przyjazd do Gdańska wraz z rodziną, wliczając wszelkie udogodnienia i zakup pamiątek przekroczył granicę tysiąca euro. Wspomniał, że to spora część jego miesięcznego wynagrodzenia, ale jak sam dodał – cholera, to jest futbol i było warto.

Ze strony fanów Villarrealu nie było żadnej agresji w stosunku do kibiców drużyny przeciwnej. Pojawiały się jedynie drobne zaczepki, które ze względu na przyjazne podejście dalekie od patosu panów o obwodzie szyi zbliżonym do średniego obwodu uda, nie mogły przerodzić się w jatkę rodem z amerykańskiego wrestlingu. Kiedy fani Czerwonych Diabłów śpiewali, że wygrają mecz, w kontrze słyszeli, że Villarrealu wygra dziś trzema bramkami. Zresztą kibice Villarrealu byli zajęci przede wszystkim sobą, śpiewając o Żółtej Łodzi Podwodnej. Jeden z kibiców zabrał ze sobą dmuchaną Żółtą Łódź Podwodną, którą kibice stale podrzucali śpiewając Submarino Amarillo! Pojawiły się również świece dymne, ale używano ich z głową i nikomu nie przyszło do głowy, by rzucać nimi, gdzie popadnie, więc zachowanie kibiców tego klubu można ocenić piątkę.

Wcześniej na Targu Węglowym spotkałem na piwie grupę kilku Hiszpanów, która była ciekawa polskich słów i kultury. W pobliżu znajdował się automat typu bokser z możliwością kopania. Pytali mnie, jak mówi się po polsku „strzelaj” i „kop” przez jakiś czas, gdy ktoś próbował skorzystać z tej maszyny, krzyczeli: Strzelaj! Strzelaj! Kop! Kop!

Najsmutniejsze jest to, że trzeba będzie poczekać dłuższy czas, zanim w naszym kraju ponownie dojdzie do święta futbolu pokroju finału LE. Jednak wspomnienia pozostają na zawsze i trzeba trzymać kciuki, by polskie stadiony częściej gościły finały europejskich rozgrywek.

PAWEŁ OŻÓG

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑