Monolog po Słowacji

Jak napisał wczoraj mój redakcyjny kolega Damian Głodzik – To Euro się dla nas skończyło. Chyba tylko jednostki wierzą w to, że po wtopie z najsłabszą ekipą w naszej grupie będziemy jeszcze w stanie podjąć rywalizację. Dlatego chyba już czas najwyższy wziąć przykład z Dariusza Szpakowskiego i wygłosić monolog, tak jak legenda polskiego komentarza sportowego zrobiła to w 2009 roku w czasie spotkania ze Słowenią.

Całe nieszczęście zaczęło się w momencie kiedy Zbigniew Boniek w niewłaściwym czasie zdecydował się na wymianę Jerzego Brzęczka na Paulo Sousę… ale czy aby na pewno? Czy winą Paulo Sousy jest, że polski piłkarz w momencie kiedy zakłada trykot z orzełkiem na piersi, obniża swoje boiskowe IQ? Czy winą Paulo Sousy jest, że polskiemu piłkarzowi przy przyjęciu futbolówka odskakuje na metr, co w konsekwencji często prowadzi do wyprowadzenia szybkiej kontry przez rywala? Czy winą Paulo Sousy jest, że polski piłkarz z futbolówką przy nodze rusza się jak żelbetonowy kloc? Nie. Wczorajszy mecz powinien być solą w oku całego polskiego systemu szkolenia, który przez ostanie 20 lat potrafi tylko zastanawiać się nad tym, co należy w polskim piłkarskim piekiełku zmienić. A jak rapował Peja… I nie zmienia się nic. Powinien być kamyczkiem do ogródka wszystkich trenerów grup młodzieżowych od Podkarpacia po Pomorze. Wszystkich osób, które przykładają rękę do tego, że nasz sztandarowy produkt, który pokazujemy Europie, kłuje oczy niechlujnością zagrań, niezdecydowaniem, brakiem konsekwencji…

Siódmy wielki turniej w XXI wieku. Szósty blamaż. Przecież to nie może być niewyczerpana kopalnia pecha. W takim razie co? Czy chociaż raz wyjdzie przed szereg Zbigniew Boniek i wyjaśni nam, dlaczego nasze kibicowskie życie to nieustanne pasmo porażek? A może wyjdą inni decyzyjni? Może któryś z baronów, którzy zadekowali się na szczycie tej piramidy? Np. Eugeniusz Nowak z kujawsko-pomorskiego ZPN, który rządzi tamtejszym związkiem od 2000 roku? Jaki plan na reformę polskiego futbolu mają lokalni liderzy? W perspektywie mamy okres rządów Marka Koźmińskiego lub Cezarego Kuleszy. Z dwojga złego oby tego pierwszego, chociaż czytając kilka wywiadów z panem Markiem, widzę mocne mentalne podobieństwo do rządzącego betonu. Naprzemienne zwiększanie i zmniejszanie liczby zespołów, grających w Ekstraklasie na wiele się nie zda…

Świat futbolu poszedł do przodu. Naszą piłkę klubową dogania Luksemburg, a Azerbejdżan zostawił ją już dawno z tyłu. O Czechach nawet nie wspominając. Gdyby zrównać infrastrukturę do poziomu naszej piłki klubowej, to Lech od jutra powinien grać na Stadionie im. Edmunda Szyca, a Legia na obiekcie Skry. Zaraz usłyszymy głosy o prywatnych inwestorach, którzy pompują kasę w tamtejsze kluby. A czyją winą jest, że nikt nie potrafi takich inwestorów przyciągnąć do rodzimej piłki? Wzrost poziomu ligi to także dobra wiadomość dla kadry narodowej i młodych chłopaków, którzy mogliby się ogrywać na wyższym poziomie.

Wiecie, co najbardziej mnie boli po wczorajszym meczu? Że po czerwonej kartce dla Krychowiaka wytrzymaliśmy zaledwie kilka minut bez straty gola. Tak jakbyśmy w momencie utraty zawodnika przyjęli za pewnik, że wkrótce dostaniemy dzwona. Tak też wyglądało zachowanie piłkarzy po golu Skriniara. Łby w dół i potulnie jak barany na środek boiska. Brakowało kogoś, kto by krzyknął, zachęcił. O Kubie Błaszczykowskim można powiedzieć sporo negatywnych rzeczy. Ale jawił się jako boiskowy lider. Wczoraj zabrakło mi kogoś z jego charakterem. Sorry Robert, ale tak jak jesteś kapitalnym graczem, tak cechy przywódcze nie stoją u Ciebie na najwyższym poziomie. Marek Hamsik pokazał wczoraj, że nawet będąc już jedną nogą na emeryturze, można pociągnąć zespół swoją charyzmą.

Stanę za to w obronie dwóch graczy. Nie winiłbym za kiepski wynik we wczorajszym meczu Wojtka Szczęsnego i Piotra Zielińskiego. Suma pecha golkipera Juventusu na wielkich turniejach jest chyba nieskończona i w tym kontekście jego nazwisko jawi mi się jako nieśmieszny żart niebios. Dostał mocny strzał od Maka, piłka zaliczyła obcierkę o Glika, odbiła się od słupka i od Wojtka, po czym wpadła do siatki. Nie sądzę by Portugalczycy w 2007 roku, winili Ricardo za gola Krzynówka. Na Szczęsnego wylała się frustracja tłumu, bo znów miał udział przy stracie gola. Jednakże jak zawinił czerwoną kartką na Euro 2012 i głupim wyjściem z bramki w meczu z Senegalem, tak tutaj miał ułamek sekundy na reakcję. Mak posłałby piłkę minimalnie w jedną lub drugą stronę i nawet byśmy się o Szczęsnym nie zająknęli. To nie był wynik złej decyzji. Wińmy Bereszyńskiego, który chwilę wcześniej dał sobie założyć siatkę i usiadł na tyłku. Wińmy Jóźwiaka, który nie zdążył z asekuracją. To oni ponoszą za utratę pierwszego gola największą winę.

Wczorajszy mecz upewnił mnie również w przekonaniu, że słaba postawa Ziela w kadrze częstokroć jest wypadkową faktu, że zawodnik Napoli zwyczajnie nie ma z kim poklepać piłki. Nasz pomocnik zaliczył udaną pierwszą połowę. Napędził kilka akcji w pierwszych minutach spotkania, utrzymywał się przy piłce, potrafił wywalczyć przestrzeń mądrym ruchem i… zwyczajnie w świecie nikt nie potrafił pokazać mu się do gry, w konsekwencji czego wycofywał piłkę. Oczywiście można się przyczepić do celności strzałów, można nalegać, że powinien wziąć ciężar gry jeszcze bardziej na siebie. Ale na miłość boską, to nie jest Anders Iniesta! Nie będzie nam wygrywał meczów w pojedynkę. Sorry, ale nie ten poziom. Jak widać, Lewandowski z solidnym rywalem też tego nie potrafi. Piotr potrzebuje wsparcia. Z 2-3 graczy na podobnym poziomie, z którymi mógłby przegrać akcję. Niestety takich u nas nie widać. Robertson i McTominay też wczoraj gaśli w otoczeniu słabszych kolegów z kadry, a nie gwiazd United i Liverpoolu. Zresztą z Polaków i tak najlepiej spisał się Andrzej Bobowski, którego kamery pokazywał w towarzystwie dwóch blondyn i nieznana mi influencerka, której zdjęcia ze stadionu w St. Petersburgu obiegły cały internet.

Niestety. Prawda jest taka, że polski futbol przyjął wczoraj kolejnego siarczystego gonga. Słowacy pokonali nas nogami Satki, Dudy i Haraslina. Facetów, którzy nie wybijali się nawet znacząco ponad poziom Ekstraklasy. Z drugiej strony nasze drużyny klubowe zostały pogonione nie tak dawno przez Trencin, Trnavę czy Dunajską Stredę. Słowacy zbili nas na poziomie reprezentacyjnym już nie pierwszy raz. Jakim prawem traktujemy ten wynik jako niespodziankę? Zgadza się! Jesteśmy dziadami! Możemy teraz zacząć obliczać nasze matematyczne szanse, które w ostatecznym rozrachunku zawsze wynoszą zero…

P.S.

I nie uważam, jak nasi komentatorzy, że remis Szwecji z Hiszpanią jest dla nas dobrym rezultatem. Szwedzi wygrywają ze Słowakami i są już praktycznie pewni awansu. Słowacy mają lepszy wynik w bezpośrednim starciu z nami. No, chyba że liczymy na punkty z Hiszpanami…

Rafał Gałązka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s