Mancini zbudował walec. Włosi miażdżą Turcję na inaugurację

Spóźnione o rok, ale już jest. Euro 2020 zainaugurowano przedwczoraj na Stadio Olimpico w Rzymie, gdzie Turcja uległa Włochom 0:3. Wszystko zaczęło się od jak zawsze wzbudzającego podziw śpiewu Andrei Bocellego, który swym występem wysoko zawiesił poprzeczkę piłkarzom obu drużyn. Ekipa prowadzona przez Roberto Manciniego dorównała jednak poziomem do światowej sławy tenora.

Wczorajszy wieczór był dla całych Włoch wyjątkowym wydarzeniem. Nie tylko ze względu na inaugurację wielkiej imprezy w swoim kraju, ale również dlatego, że Azzurri wrócili na wielki turniej po długiej – jak na tak wiele znaczącą w świecie piłki nację – przerwie. Pięć lat czekania na wielką imprezę to jak na Włochów wieczność.

Przez ten czas przeszli trudną drogę od reprezentacji, której nie chciano po Gian Piero Venturze przejąć do zespołu, który nieśmiało wymienia się w gronie faworytów do końcowego triumfu w Euro 2020. Dziś to wydaje się nie do pomyślenia. W inauguracyjnym meczu z Turcją podopieczni Roberto Manciniego potwierdzili swe aspiracje. Włochy kompletnie zdominowały typowanych na czarnego konia Turków.

To nie była Italia, do jakiej przywykliśmy za jej najlepszych czasów. Wczoraj widzieliśmy zespół, jakiego Włosi na mistrzowską imprezę nie wystawiali nigdy. Przed turniejem Mancini zapowiadał, że jego zespół będzie grał swoją piłkę, czyli dominował poprzez jej posiadanie i podejmował ryzyko, ale nie zapomni o pokorze i ciężkiej pracy. Po piątkowym występie Squadra Azzurra było widać wiele miesięcy pracy 56-letniego szkoleniowca.

W pierwszej części spotkania Włosi dominowali, ale nie można było tego uznać za wielki występ. Imponowali oczywiście cierpliwością, ale turecka defensywa skutecznie oddalała zagrożenie od własnej bramki, pozwalając Italii w głównej mierze na strzały z dystansu. To jedyne, na co było stać drużynę Senola Gunesa. Turcja już w pierwszej połowie przegrała środek pola. Patrząc jednak na jakość drugiej linii we włoskim zespole, to dziwić nie może.

To nie był nasz dzień. Zaczęliśmy tracić piłkę i nie mogliśmy przebić się do przodu – mówił po meczu selekcjoner reprezentacji Turcji. Przybysze znad Bosforu stracili w drugiej połowie kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Włosi za każdym razem, gdy tylko przyspieszali, wpędzali rywali w coraz większe kłopoty. Śmiało można powiedzieć, że ich postawa bardzo przypominała tą z meczów Ligi Europy, gdy Polska przegrywała z Italią.

Po meczu Mancini wskazywał, że kluczem do zwycięstwa było przyspieszenie gry przez jego zespół. Azzurri bardzo selektywnie podeszli do momentów, w których naciskali na swych rywali. To okazało się jednak skutecznie, bo każda z bramek padła właśnie w momencie, gdy reprezentacja Włoch podkręcała tempo. Kluczem do tego było kilku zawodników. Świetnie zagrał Leonardo Spinazzola, który napędzał akcje lewym skrzydłem i bardzo często zamykał je na lewym słupku rywali. Jego ofensywna gra sprawiła, że przy dwóch pierwszych golach Turcy zostali zmuszeni do błędów. Świetnie spisał się również Lorenzo Insigne, ale to po drugiej stronie był zawodnik, który napędzał każdą z bramkowych akcji. Domenico Berardi zajął miejsce w podstawowym składzie Federico Chiesie. Nie był to oczywisty wybór Manciniego, ale obronił się doskonale.

Prawdziwy motor napędowy grał jednak w drugiej linii. O Nicolo Barelli mówi się we Włoszech jako sercu zespołu. Mecz otwarcia pokazał to doskonale. Również on brał udział przy wszystkich akcjach bramkowych, ale tych by nie było, gdyby nie jego inteligentne ustawienie. 24-latek przez całe spotkanie szukał sobie miejsca pomiędzy formacjami rywali. Gdy przeanalizujemy każdą z bramek, to zauważymy, że jego ustawienie było kluczowe dla dynamiki każdej z akcji.

Dziś należy sobie zadać jednak pytanie, czy to Włosi są tak mocni, czy może przeceniliśmy Turcję? Prawda z pewnością leży, jak zwykle gdzieś pośrodku. Trudno dziś wskazać drużynę, która odradza się w tak zachwycający sposób jak Squadra Azzurra. Co prawda nie ma w niej indywidualności, a o ich sile stanowi kolektyw. Wczoraj było widać, że pierwsza bramka odblokowała zawodników Manciniego, którzy z racji inauguracji turnieju przed własną publicznością mieli prawo czuć presję.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Turcja jednak została przez wszystkich przeceniona. W tym zespole jest wiele talentu popartego w ostatnim czasie wynikami, ale wiele było drużyn sprawiających niespodzianki w meczach eliminacyjnych. Turniej to jednak co innego. Inna intensywność, większa presja i doświadczenie, którego podopiecznym Senola Gunesa zabrakło. Dziś mamy tendencję do wyciągania zbyt skrajnych wniosków po kilku meczach. Turcja co prawda pokonała Holandię w marcu, ale warto przeanalizować, w jakim momencie byli jej rywale. To również drużyna w budowie po tym jak niespodziewanie objął ją Frank de Boer.

Włosi natomiast pozostawili po sobie wrażenie, że mogą z każdym meczem się rozpędzać. Na chwilę obecną najtrudniejszy test pod wodzą Manciniego zdali we wspaniałym stylu, ale to wciąż zespół, który nie mierzył się w meczu o wielką stawkę z najsilniejszymi.

Damian Głodzik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s