Kiedy Żółta Łódź Podwodna odwiedza Neptuna.

O meczu powiedziano dosłownie wszystko, więc warto wspomnieć, o tym, co działo się na gdańskich ulicach przed spotkaniem finałowym. A działo się naprawdę dużo i każdy, kto oddycha i żyje futbolem, przechadzając się w pobliżu Neptuna, otrzymał potężną dawkę pozytywnej energii i śpiewów ludzi, którzy ze względu na miłość do klubu przemierzyli pół Europy.

Dlaczego tytuł nawiązuje wyłącznie do zespołu z Hiszpanii? Odpowiedź jest prosta. To oni zdominowali gdańskie ulice. Tego dnia fani Manchesteru United stanowili dla nich tylko tło. Mówiąc wprost, kibice Villarrealu wygrali swój mecz. Mecz na okrzyki, spontaniczne reakcje i próby zwrócenia na siebie uwagi. Przekładając to na futbol, posiadanie piłki było 80 do 20 na korzyść Villarrealu.

Wybaczcie, ale nie mogę się powstrzymać i muszę wspomnieć o jednej sytuacji. W pewnym momencie wyczułem zapach prażonej cebuli, kiedy to dwie Panie z naszego kraju zaczęły psioczyć w następujący sposób:

-Zobacz Ela. Ci kibole… Tyle ich tutaj i przez to nie będziemy mieli, co jeść.

-Daj spokój. Zjechali się z nie wiadomo skąd i nawet człowiek nie będzie mógł zjeść normalnie obiadu. Ci kibole nie mogli zjeść wcześniej, wiedząc, że wracamy z pracy?

Aż zrobiło mi się ich szkoda! Uczciłem cierpienia tych Pań sekundą ciszy. Mniejsza o to, że Gdańsk otrzymał szansę organizacji wielkiej imprezy, ponownie tętnił życiem i nie wiadomo, kiedy podobne święto futbolu będzie odbywać się na polskiej ziemi. Ważne, że Ela i jej koleżanka nie zjedzą trzydziesty piąty raz kotleta z ziemniakami w dobrze im znanym miejscu.

Kiedy na swoim koncie twitterowym wrzuciłem nagrania z ulic, kilka osób pytało o ceny różnych artykułów. Szaliki sprzedawane w pobliżu Neptuna kosztowały 80 złotych. Nie mnie oceniać, czy to dużo, czy mało. Jeżeli chodzi o punkty gastronomiczne, to jeden z nich (z grzeczności nazwy nie wymienię) postanowił przygotować specjalne menu, w którym cena piwa (koncerniak 0,5l) wystrzeliła do 26 złotych. Dziś pewnie to samo piwo znów kosztuje 12 złotych. Wasze zdrowie!

Wracając do tematów kibicowskich, jako że znam język hiszpański na tyle, by móc się porozumiewać było mi o wiele łatwiej zamienić kilka słów z kibicami Villarrealu, a jak przystało na otwartość Hiszpanów, na tych kilku słowach się nie kończyło, a rozmowy obejmowały przeróżne tematy zahaczające o piłkę, podróż do Gdańska, aż po sytuację w Hiszpanii.

Pytałem, co sądzą o Polsce i samym Gdańsku i byli pod wielkim wrażeniem. Część z nich przyleciała do naszego kraju dzięki rekomendacji bliskich, którzy odwiedzili nasz kraj w trakcie EURO2012. Gdańsk w porównaniu do Vila-Real jest olbrzymi. Hiszpańskie miasto liczy zaledwie 50 tysięcy mieszkańców, a mimo to Estadio de la Ceramica, który jest w stanie pomieścić około 24 tysięcy ludzi, rzadko świecił pustkami. Ma to również związek, z tym że na stadion zjeżdżają się również kibice z sąsiednich miast, którzy ze względu na dość przystępne ceny względem gigantów LaLigi decydują się na budżetową, ale wciąż ciekawą opcję.

Co do zasady znajomość piłki kibiców, z którymi miałem przyjemność rozmawiać stała na bardzo wysokim poziomie zarówno jeśli chodzi o charakterystykę poszczególnych zawodników, jak i niuansów taktycznych. Często słyszałem uwagi, że w Hiszpanii futbol staje się coraz bardziej defensywny i nie podoba im się ta tendencja pojawiania się nowych zespołów Getafepodobnych, ponieważ kibice Villarrealu oczekują od piłki czegoś więcej niż tylko destrukcji i mądrego przesuwania. Wynik schodzi na drugi plan, jeśli drużyna gra piach.

Kiedy prowadząc rozmowy, wspominałem o czasach, gdy na El Madrigal (wówczas tak nazywał się ich stadion) występowali Riquelme, Sorin, Senna, Forlan i Capdevilli traktowano mnie, jakbym przyleciał do Polski wraz z nimi. Pytając o przewidywania, oczywiście słyszałem, że wygra Villarreal, ale wypowiedzi były w wielu przypadkach zrównoważone i odnosiły się do tego, że Emery potrafi zachować chłodną głowę i pragmatyczne podejście, a co za tym idzie sprawić, by cierpienie boiskowe jego zawodników przyniosło oczekiwany rezultat w postaci wygranej. Często przywoływano byłego trenera Javiego Calleję i w wielu przypadkach pojawiały się sformułowania, że rozstanie z Calleją było niesprawiedliwością, ale nie mogą narzekać, bo nowy trener sprawił, że dotarli do finału LE, jednak nie zapominają o poprzedniku, który wywalczył awans do pucharów.

Co do historii kibiców, z którymi rozmawiałem, jeden z nich pracuje na co dzień w Mercadonie, czyli w sieci sklepów, które mają tego samego właściciela co Villarrealu – Fernando Roiga. Zapytałem o koszty przyjazdu do Polski i w przypadku Mario przyjazd do Gdańska wraz z rodziną, wliczając wszelkie udogodnienia i zakup pamiątek przekroczył granicę tysiąca euro. Wspomniał, że to spora część jego miesięcznego wynagrodzenia, ale jak sam dodał – cholera, to jest futbol i było warto.

Ze strony fanów Villarrealu nie było żadnej agresji w stosunku do kibiców drużyny przeciwnej. Pojawiały się jedynie drobne zaczepki, które ze względu na przyjazne podejście dalekie od patosu panów o obwodzie szyi zbliżonym do średniego obwodu uda, nie mogły przerodzić się w jatkę rodem z amerykańskiego wrestlingu. Kiedy fani Czerwonych Diabłów śpiewali, że wygrają mecz, w kontrze słyszeli, że Villarrealu wygra dziś trzema bramkami. Zresztą kibice Villarrealu byli zajęci przede wszystkim sobą, śpiewając o Żółtej Łodzi Podwodnej. Jeden z kibiców zabrał ze sobą dmuchaną Żółtą Łódź Podwodną, którą kibice stale podrzucali śpiewając Submarino Amarillo! Pojawiły się również świece dymne, ale używano ich z głową i nikomu nie przyszło do głowy, by rzucać nimi, gdzie popadnie, więc zachowanie kibiców tego klubu można ocenić piątkę.

Wcześniej na Targu Węglowym spotkałem na piwie grupę kilku Hiszpanów, która była ciekawa polskich słów i kultury. W pobliżu znajdował się automat typu bokser z możliwością kopania. Pytali mnie, jak mówi się po polsku „strzelaj” i „kop” przez jakiś czas, gdy ktoś próbował skorzystać z tej maszyny, krzyczeli: Strzelaj! Strzelaj! Kop! Kop!

Najsmutniejsze jest to, że trzeba będzie poczekać dłuższy czas, zanim w naszym kraju ponownie dojdzie do święta futbolu pokroju finału LE. Jednak wspomnienia pozostają na zawsze i trzeba trzymać kciuki, by polskie stadiony częściej gościły finały europejskich rozgrywek.

PAWEŁ OŻÓG

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s