This is England #21: Ten jeden zardzewiały puchar, czyli jak Anglicy zostali mistrzami świata

60-letnia pogoń reprezentacji Anglii za króliczkiem w postaci trofeum jednej z wielkich imprez trwa. Podopieczni Thomasa Tuchela nadal są w grze na północnoamerykańskim mundialu, więc kibice z Albionu wciąż mogą wierzyć, że w tym roku „Futbol wróci do domu”. Nim jednak kadra Trzech Lwów stoczy ćwierćfinałowy pojedynek z Norwegami, przypomnijmy sobie w jakich okolicznościach Anglicy sięgnęli po swoje jedyne mistrzostwo świata w 1966 roku.

Gdy w 2021 roku reprezentacja Trzech Lwów uległa w finale mistrzostw Europy Włochom, były reprezentant Italii  – Alessandro Altobelli – drwił z Wyspiarzy, mówiąc:

Anglicy zawsze myślą, że są najlepsi, najwspanialsi, najbardziej utalentowani, najpiękniejsi. A jednak kiedy spojrzysz na ich gablotę, zobaczysz tam tylko jeden, zardzewiały już puchar z 1966 roku. Popatrzcie na nas. Nasza gablota jest wypełniona trofeami

Z perspektywy tych kilku lat słowa przedstawiciela nacji, która trzeci raz z rzędu nie potrafiła zakwalifikować się do turnieju World Cup mogą śmieszyć, choć w gruncie rzeczy nadal pozostają prawdziwe.

Jedyny sukces angielskiej kadry. Króliczek za którym Synowie Albionu gonią już ponad pół wieku i nie mogą go ponownie pochwycić. Historyczny triumf zrodzony… w kontrowersyjnych okolicznościach. W jaki sposób najbardziej butna futbolowa nacja sięgnęła po swój jedyny triumf na światowym czempionacie? Prześledźmy to.

Klasa robotnicza zamiast klubu dżentelmenów

Już w 1960 roku Fifa postanowiła, że ósma edycja mistrzostw świata, która planowana była na rok 1966, odbędzie się w Anglii. Miał to być sposób na uczczenie 100-lecia powstania angielskiej federacji, które wypadało w roku 1963. Właśnie wtedy odbył się również związany z tym wydarzeniem mecz jubileuszowy, w którym Synowie Albionu zmierzyli się z zespołem Reszty Świata, złożonym z czołowych piłkarzy z innych krajów. W tym samym roku nastąpiła także roszada na stanowisku selekcjonera w zespole Trzech Lwów. Po 16 latach z funkcją tą pożegnał się Walter Winterbottom. Jego miejsce zajął Alf Ramsey, były szkoleniowiec zespołu Ipswich Town, który to nowy opiekun kadry narodowej najpierw wprowadził do najwyższej angielskiej klasy rozgrywkowej, by już po roku od awansu sięgnąć wraz z nim po mistrzowski tytuł.

Ramsey z miejsca nałożył na siebie sporą presję, gdyż krótko po objęciu stanowiska, wypalił na konferencji prasowej, że Anglia może wywalczyć na organizowanych przez siebie mistrzostwach złote medale.

Cóż, Ramsey wypowiedział te słowa bardziej po to, by zadowolić nękających go dziennikarzy, za którymi nigdy nie przepadał, aniżeli z niezachwianej wiary we własny zespół. Wielu fanów szczerze jednak w niego wierzyło. Ramsey był powiewem świeżości w porównaniu ze swoim poprzednikiem – Walterem Winterbottomem. Pochodził z nizin społecznych i rozumiał swoich zawodników, którzy w większości wywodzili się z tego samego środowiska co on, o wiele lepiej niż dystyngowany dżentelmen Winterbottom, o którym Bobby Charlton powiedział kiedyś:

To był bardzo kulturalny gość i przemawiał do nas pięknym językiem. Problem w tym, że nikt z nas nigdy nie wiedział, co miał na myśli.

W momencie pojawienia się Ramseya, pewnego rodzaju bariera klasowa i kulturalna zniknęła. W szatni zaczęła rządzić klasa robotnicza. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, były opiekun Ipswich nie dawał sobie również wchodzić na głowę związkowym działaczom. Winterbottom nie miał nawet wpływu na kształt drużyny, którą miał zarządzać. Za powołania odpowiadała specjalnie stworzona do tego komisja. Ramsey ukrócił tę praktykę. Skoro to on miał być odpowiedzialny za wynik zespołu, musiał mieć pełną kontrolę nad jego budową. Dokooptował do swojego sztabu także lekarza, który miał zadbać o to, by jego zawodnicy dobrze się odżywiali, zdrowo prowadzili i dbali o higienę, co wówczas nie zawsze było standardem.

Opaskę kapitana selekcjoner postanowił wręczyć niespełna 23-letniemu, charyzmatycznemu obrońcy West Ham United – Bobby’emu Moore’owi – na którym miał zamiar oprzeć formację defensywną Trzech Lwów. Wkrótce też rozpoczął mozolny proces modelowania drużyny, która w 1966 roku miała dać swoim rodakom mnóstwo radości.

Przygotowania do turnieju

Zanim jeszcze ekipa pod wodzą Ramseya zwyciężyła Resztę Świata na wypełnionym po brzegi Wembley, nowy menadżer w swoim selekcjonerskim debiucie pogrzebał szansę Synów Albionu na awans do Euro 1964, ulegając  Francuzom w rewanżowym spotkaniu pierwszej rundy eliminacji aż 2:5. W kolejnym meczu przyszedł czas na porażkę 1:2 ze Szkotami, a następnie remis z Brazylią. Rok 1963 Anglicy kończyli jednak serią sześciu kolejnych wygranych.

Szkoci ponownie okazali się lepsi na początku 1964 roku, lecz przegrana znów została powetowana serią czterech zwycięstw, w tym srogim rewanżem na Amerykanach za wstydliwą porażkę w czasie mundialu w 1950 roku. W Nowym Jorku Jankesi zostali rozbici przez Trzy Lwy aż 0:10. Był to prolog tournee, na które Anglicy wybrali się za ocean.  Po przystawce w postaci starcia z zespołem USA, Ramsey i jego piłkarze udali się na południe, by w Brazylii wziąć udział w prestiżowym turnieju, w którym poza nimi i ekipą gospodarzy mieli wziąć udział Argentyńczycy i Portugalia.

Tam dobre humory angielskich kibiców znów zostały zmącone. Canarinhos zwyciężyli z Synami Albionu aż 5:1. Z Portugalczykami Trzy Lwy podzieliły się punktami, by na koniec ponieść porażkę 0:1 z Albicelestes, którzy tym samym przypieczętowali triumf w całym turnieju, sprawiając przy okazji wrażenie, jakby zagrali z przybyszami z Wysp Brytyjskich na zaciągniętym hamulcu ręcznym.

Po tym meczu jeden z angielskich dziennikarzy napisał, że jego rodacy w starciu z Argentyńczykami, wyglądali jak wieśniacy, którzy nie potrafią odnaleźć wyjścia z labiryntu. W kraju zaczęły pojawiać się głosy, w których pobrzmiewało zwątpienie w to, czy Ramsey jest odpowiednią osobą do tego, by przygotować  Anglików do najważniejszego turnieju w historii.

Były opiekun Ipswich szukał jednak nadal optymalnej taktyki i wykonawców. Jakiś czas później doszedł do wniosku, że najlepiej sprawdzi się ustawienie 4-3-3,które charakteryzowało się brakiem klasycznych skrzydłowych. Ramsey miał zamiar zagęścić środek pola trójką pomocników. Uważał, że wtedy jego zespół będzie lepiej funkcjonował w fazie obronnej, w której skrajni pomocnicy zazwyczaj okazywali się bezużyteczni. W rzeczywistości  taktyka ta często przeradzała się w ustawienie 4-1-3-2. Kluczową rolę odgrywał w niej nowy żołnierz w oddziale Ramseya – nieustępliwy defensywny pomocnik Nobby Stiles z Manchesteru United – który odpowiedzialny był za ryglowanie środka pola.

Ta zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Drużyna zaczynała funkcjonować w nowym systemie coraz lepiej, a apogeum dobrej formy okazał się mecz z Hiszpanią w grudniu 1965 roku, kiedy Anglicy zdominowali na Santiago Bernabeu ekipę La Roja, zwyciężając ostatecznie 2:0.

Po tym spotkaniu selekcjoner postanowił, że kolejne mecze jego podopieczni rozegrają w zmienionym ustawieniu taktycznym, by nie odkrywać kart przed szpiegami rywali i nie pozbawiać się największego atutu.

Mimo to Synowie Albionu nadal grali jak z nut. Odnieśli zwycięstwa w siedmiu ostatnich meczach poprzedzających mistrzostwa. Na niespełna tydzień przed rozpoczęciem czempionatu zawitali do Polski, by na Stadionie Śląskim pokonać biało-czerwonych 1:0 po golu Rogera Hunta.

Pierwsza maskotka i kradzież Złotej Nike

Tymczasem na Wyspach trwała przedmundialowa gorączka. Futbol powoli zaczynał się komercjalizować. Sklepowe półki zalały gadżety związane z mistrzostwami świata, a na większości z nich widniał symbol lwa, odzianego w strój piłkarski, przyozdobiony barwami brytyjskiej flagi Union Jack. Ów lew otrzymał imię Willie i stał się pierwszą oficjalną maskotką, która pojawiła się na imprezie tej rangi. Jej twórcą był niejaki Reg Hoye, który na co dzień pracował jako ilustrator książek dla dzieci. Inspiracją do stworzenia Williego miał być dla Hoye’a jego syn imieniem Leo.

Tym samym możemy uznać  Williego za ojca wszystkich maskotek, gdyż to właśnie od 1966 roku, każdy kolejny mundial wyposażony jest w taki pocieszny symbol.

Jednakże nim jeszcze rozpoczęły się mistrzostwa, wielu Anglików uznało, że maskotką nie powinna być rysunkowa, fikcyjna postać, lecz żywy piesek imieniem Pickles, który w oczach wielu osób, uratował Zjednoczone Królestwo przed kompromitacją na tle organizacyjnym. Ale po kolei.

W marcu 1966 roku w Londynie odbywała się wystawa filatelistyczna, w czasie której jedną z atrakcji stanowiła wystawiona na pokaz Złota Nike, czyli ówczesne trofeum dla najlepszej reprezentacji na świecie. Pomimo permanentnego dozoru ochrony, obiekt pożądania wszystkich piłkarzy został jakimś cudem skradziony z hali w której odbywało się to wydarzenie. Kilka dni później do siedziby angielskiej federacji wpłynął list z żądaniem okupu w wysokości 15 tysięcy funtów. Pomimo starań policji złodziei nie udało się namierzyć i wszystko wskazywało na to, że angielscy oficjele najedzą się potwornego wstydu przed całym światem

Warto dodać, że pierwszą reakcją gospodarzy mistrzostw na kradzież drogocennego trofeum, była myśl o tym, by zataić całe zajście i w sekrecie stworzyć replikę Złotej Nike, która miała zostać podstawiona w miejsce oryginału. Jednakże organizatorzy szybko przekonali się o tym, że takiej sensacji nie da się zamieść pod dywan.

Na szczęście tydzień po całym zajściu niejaki David Corbett wyszedł na spacer ze swoim kundelkiem – Picklesem. W pewnym momencie zauważył, że jego piesek obwąchuje leżące w krzakach zawiniątko. Po jego odpakowaniu właściciel czworonoga stwierdził, że w środku znajduje się Złota Nike. Postanowił odnieść zatem najbardziej poszukiwany przedmiot w Anglii na najbliższy posterunek policji, gdzie początkowo dyżurujący funkcjonariusze podejrzewali go o bycie skruszonym złodziejem, który upozorował odnalezienie trofeum. Na jego szczęście policja uwierzyła ostatecznie w przedstawioną przez niego wersję zdarzeń. Corbettowi wręczono nagrodę pieniężną, a po zakończeniu turnieju zaproszono go wraz ze swoim pupilem na bankiet z okazji zdobycia przez Anglików odnalezionej przez niego statuetki.

Afrykański bunt, brak hymnów i charty ważniejsze od piłki

Mistrzostwa świata w Anglii odbywały się w formule 16-zespołowej. Gospodarze trafili do jednej grupy z Urugwajem, Meksykiem i Francją. Co ciekawe, z eliminacji do mundialu zrezygnowały wszystkie zrzeszone wówczas w FIFA federacje afrykańskie oraz solidaryzująca się z nimi kadra Syrii. Była to forma protestu wobec polityki przydzielania miejsc turniejowych. Afryka z Azją i Oceanią otrzymały razem zaledwie jedno miejsce do obsadzenia na angielskim turnieju. W związku z tym trapieni poczuciem niesprawiedliwości Afrykańczycy, głównie za namową ówczesnego przywódcy Ghany Kwame Nkrumaha, postanowili, że w ogóle nie wezmą udziału w kampanii eliminacyjnej. FIFA ukarała buntowników karą 1000 funtów od federacji, ale już cztery lata później, zarówno Azja, jak i Afryka otrzymały po jednym miejscu na turnieju w Meksyku.

Strajk Afrykańczyków i Syrii wykorzystała za to Korea Północna, która obok Portugalii, była jednym z dwóch debiutantów na światowym czempionacie i dała się zapamiętać z dobrej strony. Ale o tym jeszcze będzie czas napomknąć.

Koreańczycy odcisnęli piętno na tym turnieju nie tylko na polu sportowym. Przed premierowym starciem Anglików z Urugwajem na Wembley odegrano hymny obu państw i w zasadzie nie byłoby sensu o tym wspominać, gdyby nie fakt, że mecz otwarcia oraz finał były jedynymi spotkaniami, przed którymi zdecydowano się to zrobić. Dlaczego tak się stało? Gdyż Anglia nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych ze wspomnianą Koreą Północną i by uniknąć odgrywania hymnu tego państwa, gospodarze podjęli wcześniej wspomnianą decyzję.

Z innych dziwnych decyzji organizatorów, warto wspomnieć o tym, że mecz pomiędzy Francją i Urugwajem, który miał pierwotnie odbyć się na Wembley, został ostatecznie przeniesiony na lekkoatletyczną arenę White City Stadium. Wszystko przez to, że zarządcy Wembley nie zgodzili się na odwołanie… tradycyjnego wyścigu chartów, który miał się odbyć w Świątyni Futbolu w tym samym czasie. Cóż, to się nazywa angielskie priorytety.

Faza grupowa

Pierwszy mecz Anglików na tym turnieju okazał się dla fanów z Wysp sporym rozczarowaniem. Podopieczni Ramseya zremisowali bezbramkowo z kadrą Urugwaju na oczach królowej Elżbiety II, a w sercach miejscowych kibiców zaczęło rysować się zwątpienie względem słów ich selekcjonera, który obejmując stanowisko, zapewniał, że Anglicy będą w stanie wywalczyć  Złotą Nike.

Zdecydowanie lepiej poszło Synom Albionu w starciu z Meksykiem, który pokonali wynikiem 2:0.  Najpierw w 37 minucie gry, bramkarza El Tri, potężnym strzałem z dystansu zaskoczył Bobby Charlton, a w drugiej części spotkania, wynik meczu ustalił Roger Hunt, który w podbramkowym zamieszaniu wykorzystał niefrasobliwość Ignacio Calderona, nie potrafiącego skutecznie złapać piłki.

To nadal jednak był mecz daleki od ideału. Trzy Lwy wciąż grały ospale, a Ramsey ciągle szukał optymalnego ustawienia, szachując kolejnymi piłkarzami w środku pola. Na domiar złego, w ostatnim meczu grupowym, w którym Anglicy zwyciężyli Francuzów również 2-0, kontuzję odniósł podstawowy snajper Synów Albionu – Jimmy Greaves.  Na szczęście w dobrej formie znajdował się Hunt, który przeciwko Les Blues ustrzelił dublet. Greavesa zaś od następnego meczu miał zastąpić napastnik West Hamu, Geoff Hurst, któremu Ramsey dał zadebiutować w kadrze zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Wymuszona podmiana nieskutecznego do tej pory Greavesa na 25-letniego gracza Młotów, miała okazać się w ostatecznym rozrachunku prawdziwym Game Changerem.

Nobby Stiles i Argentyna niszczą futbol

Gra Trzech Lwów jak na razie nikogo szczególnie nie porywała, pomimo wygrania przez nich swojej grupy. Po meczu Anglików z Francją na ustach opinii publicznej był Nobby Stiles i w żadnym wypadku nie wiązało się to z jego porywającą dyspozycją boiskową, lecz bestialskim faulem na Jacquesie Simonie, którym wyeliminował przeciwnika z dalszej gry.  Co ciekawe, prowadzący to spotkanie arbiter Arturo Yamasaki z Peru, nawet nie odgwizdał w tej sytuacji faulu. Synowie Albionu zdobyli pierwszego gola, gdy Simon nadal zwijał się z bólu na murawie.

Po meczu jeden z urzędników FIFA ostrzegł Anglików, że kolejne takie zagranie skończy się wykluczeniem Stilesa z dalszego udziału w turnieju. Rozeźleni działacze domagali się od Ramseya, by ten odsunął zadziornego pomocnika Manchesteru United od składu w ramach kary. Selekcjoner kategorycznie odmówił i zagroził, że jeśli związkowi krawaciarze będą próbowali wpływać na jego decyzje personalne, odejdzie ze stanowiska jeszcze w czasie trwania turnieju. Wiele lat później, sam Nobby Stiles tak wspominał Alfa Ramseya:

Bałem się, że ludzie z FA zmuszą trenera, by odsunął mnie od składu. Dzień przed meczem z Argentyną Alf podszedł do mnie w hotelu i powiedział: „Nie wiem, czy cię to interesuje, ale grasz jutro w pierwszym składzie.” Jego lojalność wobec graczy powodowała, że dla tego faceta byłbym w stanie przebiec przez ceglaną ścianę. Zresztą chyba jak każdy piłkarz w tamtym zespole.

O ile jednak pojedynek Anglików z Francją oburzył publiczność pojedynczym faulem, o tyle całe spotkanie ćwierćfinałowe pomiędzy Anglikami i Argentyną, miało ciężki klimat i było okropnym spektaklem.

Albicelestes byli w tamtym czasie zespołem, który cechowała głównie wola walki, stawiającego pragmatyzm ponad piękno gry. Ich mecze nie były wielkimi widowiskami, przypominały raczej futbolową wojnę. Byli za to niezmiernie krytykowani przez brytyjską prasę, chociaż styl gry gospodarzy wcale nie różnił się diametralnie od tego, co prezentowali Latynosi.

Ekipa z Kraju Tanga mierzyła się na turnieju z wieloma problemami. Niechęcią opinii publicznej, wewnętrznymi podziałami i dodatkowo z ciężką sytuacją w ojczyźnie, gdzie doszło do kolejnego zamachu stanu. Albicelestes wszędzie widzieli spiski. Fakt, że do sędziowania ich meczu wyznaczono arbitra z RFN, a rozjemcą spotkania pomiędzy Niemcami a Urugwajem był Anglik, uznali za spisek Europejczyków przeciwko Ameryce Południowej.

To poczucie spotęgowały w nich wydarzenia, które miały miejsce już w czasie gry. W 35 minucie meczu sędzia Rudolf Kreitlein usunął z boiska kapitana Argentyńczyków Antonio Rattina. Problem w tym, że chyba tylko arbiter wiedział z jakiego powodu to uczynił, gdyż Rattin nie zrobił w tym czasie niczego złego.

Ukarany piłkarz tłumaczył później, że poprosił sędziego o konsultację z nim za pośrednictwem tłumacza, do czego miał prawo jako kapitan zespołu. Kreitlein najpierw go zignorował, a gdy Rattin nie ustępował, wysłał go do szatni. Później Niemiec stwierdził, że rosły Latynos go znieważył… problem w tym, że Kreitlein nawet nie znał języka hiszpańskiego, którym posługiwał się kapitan Argentyny. Niemiec tłumaczył później pokrętnie.

Rzut oka na twarz Rattina wystarczyła, by domyślić się co mówi i co sądzi. Nie rozumiem po hiszpańsku, ale jego wygląd powiedział mi wszystko. Biegał za mną po całym boisku, aż w końcu mnie zdenerwował. Usunięcie go, było jedynym wyjściem.

Osłabieni Argentyńczycy ulegli Trzem Lwom 0:1 po golu Geoffa Hursta. Oczywiście Anglicy nie widzieli niczego złego w decyzji Kreitleina, który po meczu schodził do szatni w asyście policji i przytakiwali jej. Charlton twierdził po końcowym gwizdku , że Rattin dwukrotnie brutalnie go sfaulował, nim Niemiec wyrzucił go z boiska. Kontrowersyjny arbiter natomiast opowiadał po latach, że po tamtym spotkaniu Anglicy przepraszali go na ulicach za zachowanie Argentyńczyków i dziękowali za sprawiedliwie poprowadzony mecz. Całkiem możliwe, chociaż 100% pewności mieć nie możemy, gdyż Kreitlein nie znał też języka angielskiego…

Brutalną grą przybyszów z Ameryki Południowej był oburzony także Alf Ramsey, który po meczu zabronił swoim zawodnikom tradycyjnej wymiany koszulek z piłkarzami rywala, a gdy George Coehn  spróbował zamienić trykot z jednym z przeciwników, selekcjoner wyrwał mu go z rąk. Następnie nazwał w pomeczowym wywiadzie Argentyńczyków „zwierzętami.” Media w Kraju Tanga nie były głuche na tę obelgę. Jedna z tamtejszych gazet skomentowała słowa Ramseya w następujący sposób:

Jeśli my jesteśmy zwierzętami, to oni są oszustami

Półfinałowy show

W półfinale Synowie Albionu mieli skrzyżować rękawice z Portugalczykami. W składzie przybyszów z półwyspu Iberyjskiego występowała jedna z największych gwiazd tamtych mistrzostw – pochodzący z Mozambiku Eusebio – który dał koncert gry w spotkaniu ćwierćfinałowym, kiedy to zmierzyli się ze sobą dwaj debiutanci, wspomniana Portugalia oraz Korea Północna, o której również już napomknąłem.

Przybysze z socjalistycznej części Korei niespodziewanie dotarli do najlepszej ósemki mistrzostw. W swojej grupie najpierw ponieśli porażkę z rąk swoich ideologicznych braci z ZSRR, którzy zwyciężyli z nimi 3-0, następie w końcówce spotkania z Chile zdołali doprowadzić do remisu, by na koniec sprawić olbrzymią sensację i odesłać do domu faworyzowanych Włochów, którzy przegrali z Azjatami 0-1.

W starciu ćwierćfinałowym Korea również była na najlepszej drodze, by znów zszokować świat. Po upływie zaledwie 25 minut azjatycki underdog prowadził z Portugalią różnicą trzech goli. Wtedy jednak prawdziwy show dał gwiazdor ekipy z półwyspu Iberyjskiego. „Czarna perła z Mozambiku”, jak nazywany był Eusebio, w ciągu nieco ponad pół godziny gry zaaplikował rywalom aż cztery gole. W końcówce wynik spotkania na 5-3 ustalił Joao Augusto. Tym samym to zespół z Europy został rywalem gospodarzy w 1/2 finału.

Mecz pomiędzy Anglią i Portugalią w opinii większości fanów został natomiast uznany za najlepsze widowisko tamtego mundialu. Obydwa zespoły pokazały się w nim z jak najlepszej strony, prezentując na murawie swoje niebanalne umiejętności.

To Anglicy zadali pierwszy cios w tym spotkaniu. W 30 minucie gry długą piłkę z własnej połowy posłał Ray Wilson, a jej adresatem był Roger Hunt. Napastnik Liverpoolu zwodem ciała zdołał zmylić kryjącego go obrońcę i znaleźć się na czystej pozycji. Nie zdołał jednak dopaść do futbolówki, gdyż ubiegł go portugalski golkiper – Jose Pereira. Jednakże bramkarz Belenenses wybił ją wprost pod nogi nadbiegającego Bobby’ego Charltona, który wyprowadził Synów Albionu na prowadzenie.

Charlton został również zdobywcą bramki numer dwa dla Anglików. Ta znów została zapoczątkowana specjalnością wyspiarskiego zakładu, czyli lagą na napastnika. Długa piłka została przejęta przez Geoffa Hursta. Ten zaś wyłożył ją, wbiegającemu w pole karne gwiazdorowi Manchesteru United, który huknął nie do obrony.

Wembley oszalało z radości. Eusebio co prawda zdołał jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki, wykorzystując rzut karny, który arbiter podyktował za zagranie ręką w polu karnym starszego z braci Charlton – Jackiego – ale Portugalczyków nie było stać tego dnia na więcej. Tym samym gospodarze zameldowali się w wielkim finale.

Cichym bohaterem tego starcia został natomiast Nobby Stiles. Atakowany wcześniej za swoją brutalną grę pomocnik, cały mecz nękał Eusebio, nie odstępując go na krok i sprawiając, że pochodzący z Afryki piłkarz nie mógł rozwinąć w tym spotkaniu skrzydeł. Tym samym „Bezzębny tygrys”, jak nazywano Stilesa z powodu poważnych braków gracza Red Devils w uzębieniu, spłacił swój dług wdzięczności wobec Alfa Ramseya.

„Czarna perła z Mozambiku”  była natomiast pierwszym graczem na tym turnieju, który zdołał pokonać angielskiego golkipera Gordona Banksa. Dla Eusebio był to 8 gol na tych mistrzostwach. W meczu o trzecie miejsce, w którym Portugalia zagrała ze Związkiem Radzieckim dołożył jeszcze jednego, co dało mu koronę króla strzelców. Być może legenda Benfiki zanotowała by więcej trafień, gdyby nie niezłomna postawa wspomnianego angielskiego bramkarza. Banks zachowywał czyste konto przez 442 minuty. Jego świetna dyspozycja sprawiła, że wkrótce w ojczyźnie zaczęto go nazywać „Bank of England”.

Najbardziej kontrowersyjny gol w historii MŚ?

30 lipca 1966 roku. Stadion Wembley. Trwa dogrywka finałowego spotkania o mistrzostwo świata w piłce nożnej pomiędzy gospodarzami turnieju Anglią i reprezentacją Niemiec Zachodnich.  W ciągu podstawowych 90 minut meczu padł remis 2-2. Zbliża się 101 minuta gry. Alan Ball szarżuje prawym skrzydłem, znajduje się na wysokości pola karnego rywala i decyduje na dośrodkowanie. Futbolówkę zgarnia Geoff Hurst, który wychodzi przed niemieckich stoperów. Obraca się w kierunku bramki strzeżonej przez Hansa Tilkowskiego i uderza. Tilkowski nie zdołał złapać piłki, lecz ta odbija się od dolnej części poprzeczki i… no właśnie. Gospodarze unoszą ręce w geście triumfu, są przekonani, że Hurst właśnie wyprowadził ich na prowadzenie, bo piłka po jego strzale przekroczyła linię bramkową. Niemcy również natychmiastowo podnoszą prawe ręce do góry, sygnalizując arbitrom, że o uznaniu gola nie ma mowy. Ich zdaniem okrągły przedmiot nie przekroczył całym swoim obwodem linii bramkowej. Prowadzący finałową batalię Gotfried Dienst ze Szwajcarii jest skonsternowany. Jak gdyby chcąc zachować tradycję swojego narodu, postanawia pozostać neutralnym. Podbiega do sędziego liniowego, którym jest obywatel Związku Radzieckiego – Tofik Bachramow. To właśnie on ma rozstrzygnąć tę sporną sytuację. Szpakowaty Azer z czarnym wąsem nie ma żadnych wątpliwości. Z wyrazem absolutnej pewności na twarzy, tłumaczy coś Dienstowi. Ten po chwili wskazuje na środek boiska. 3:2 dla Anglii. Niemcy muszą się rzucić w pogoń za rywalem, bo ich protesty zdają się na nic. W końcówce zmęczonych rywali, którzy rzucili wszystkie siły na jedną szalę, ponownie karci Hurst.  4:2 dla dumnych Synów Albionu. Napastnik West Hamu kompletuje hat-tricka. Kilkanaście minut później Bobby Moore odbiera Złotą Nike z rąk królowej Elżbiety II. Ten jedyny, zardzewiały już puchar, o którym 55 lat później wspomni Altobelli.

To, czy trzeci gol dla Anglików padł prawidłowo, do dziś pozostaje jedną z największych tajemnic mundiali. World Cup 1966 był z punktu widzenia technologicznego turniejem na swój sposób przełomowym. Przełomowość ta polegała jednak na produkowaniu sygnału telewizyjnego, który umożliwiał pokazywanie spotkań na żywo chociażby w tak odległych państwach jak Meksyk. Inną nowością było… pokazywanie powtórek telewizyjnych w zwolnionym tempie. O tak zaawansowanych nowinkach jak Goal-line technology nie było jeszcze mowy. Zresztą nawet blisko 60 lat po tamtym wydarzeniu przeróżni badacze, którzy próbują rozwikłać zagadkę tego gola, wciąż wydają sprzeczne opinie. Najczęściej zależą one od tego, czy owe badania przeprowadzają  akurat Anglicy, czy też Niemcy. Chociaż uniwersytet oksfordzki oznajmił kiedyś, że według ich specjalistów do całkowitego przekroczenia linii bramkowej przez piłkę zabrakło 6 centymetrów…

Mnóstwo mitów narosło także wokół postaci sędziego bocznego tamtego meczu – Tofika Bachramowa. Wielu z was może kojarzyć jego personalia, nie tylko z powodu omawianej kontrowersji, ale także dlatego, że jest on patronem Stadionu Republikańskiego w Baku, na którym swoje mecze wielokrotnie rozgrywała kadra Azerbejdżanu. Chociażby przeciwko reprezentacji Polski w czasie eliminacji do mistrzostw świata 2006 i Euro 2008.

Przez lata pojawiały się teorie, które mówią o tym, że Bachramow sędziował w finałowym meczu stronniczo, gdyż chciał się zemścić na Niemcach, za wyeliminowanie przez nich ekipy Związku Radzieckiego w meczu półfinałowym angielskich mistrzostw. W innej wersji Bachramow miał wyznać prawdziwą motywację podjętej przez siebie decyzji na łożu śmierci i miała ona brzmieć:

To była zemsta za Stalingrad

Kolorytu tej postaci dodaje również fakt, że już po jego śmierci inny radziecki sędzia piłkarski – Nikołaj Łatyszew – wyznał publicznie, że Bachramow miał zostać arbitrem międzynarodowym w skutek korupcji, gdyż rzekomo przekazał komisji UEFA… dwa słoiki kawioru.

W oczekiwaniu na powtórzenie sukcesu…

Alf Ramsey stworzył kapitalnie naoliwioną maszynę. Najpierw sprofesjonalizował kadrę poza boiskiem, następnie poszukał dla niej optymalnej taktyki, a na koniec znalazł odpowiednich wykonawców. Jacka Charltona powołał, gdy ten przekroczył 30 rok życia. Duet z West Hamu – Martina Petersa i Geoffa Hursta –wyszukał już w 1966 roku, chwilę przed rozpoczęciem mistrzostw. Ten drugi zaś w obliczu kontuzji nieskutecznego w fazie grupowej Jimmy’ego Greaves’a, wdarł się do pierwszego składu, by najpierw zapewnić Anglikom zwycięstwo w czasie ciężkiej batalii z Argentyną, następnie zaliczyć ważną asystę do Bobby’ego Charltona w starciu półfinałowym i na koniec popisać się hat-trickiem w wielkim finale.

Ciężko zatem mówić, by Anglicy zdobyli swoje jedyne mistrzostwo na skutek sędziowskich machlojek. W spotkaniu z Niemcami byli stroną przeważającą i swoją grą zasługiwali wówczas na odniesienie sukcesu. Czy po 60 latach ekipie Thomasa Tuchela uda się powtórzyć tamten sukces? Gareth Southgate był kilkukrotnie bliski doprowadzenia swoich podopiecznych do piłkarskiego nieba. Gra zespołu Trzech Lwów pod jego wodzą nie porywała, ale bywała skuteczna. Czy jednak Anglicy, aby odnieść sukces potrzebują na ławce trenerskiej Niemca? Wszak nacja, którą pokonali w finale 1966 roku, zdobyła od tamtej pory trzy mistrzostwa globu. Czy Tuchel jest poszukiwanym od dekad talizmanem? Jak mawiał pewien bard, czas pokaże…

Rafał Gałązka

Grafika główna powstała przy użyciu AI

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑