Pożegnanie Kuby, czyli romantyczna historia chłopca z Reymonta

Tegoroczny rynek transferowy dobitnie pokazuje, co dzisiaj rządzi w futbolu. Perspektywa bajecznych zarobków potrafi przysłonić wielu piłkarzom ich wcześniejsze deklaracje o przywiązaniu i miłości do klubu. Romantycznych historii we współczesnym futbolu coraz mniej. Jedna z takich nielicznych swój ostatni rozdział będzie mieć w Krakowie. W sobotę Wisła pożegna swoją legendę – Jakuba Błaszczykowskiego.

Najjaśniejsza postać Białej Gwiazdy

Przygotowując się do napisania tego tekstu, natknąłem się na Przegląd Sportowy z sierpnia 2005 roku. Niemal równo 18 lat temu, 5 sierpnia, Wisła pewnie, bo 4-2 pokonała Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski, w swoim ostatnim egzaminie przed pamiętnym meczem z Panathinaikosem Ateny w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. W tamtym spotkaniu Jakub Błaszczykowski cały mecz spędził na ławce rezerwowych. Osiemnaście lat w piłce nożnej to sporo. Wystarczy porównać, w jakim miejscu wtedy była Wisła, a w jakim jest teraz. Dziś Dyskobolii próżno szukać na centralnym szczeblu polskiej piłki, a ówczesny trener Białej Gwiazdy – Jerzy Engel dziś już nie zasiada na trenerskiej ławce, lecz w telewizyjnym studiu. Kilkanaście lat, w czasie których Jakub Błaszczykowski zapracował sobie na miano prawdziwej legendy Wisły Kraków. W sierpniu 2005 roku można powiedzieć, że wszystko się zaczęło. Wspomniany mecz z Grekami przy Reymonta był doskonałą okazją do przedstawienia się krakowskiej publiczności. Charakter przez duże Ch i serce do walki za Białą Gwiazdę. Kuba w tamtym meczu z konieczności wystąpił na prawej obronie, ale olśnił każdego. W panteonie krakowskich gwiazd wyróżnił się, mimo że przez większość spotkania grał ze złamaną kością śródstopia. Kontuzja pozbawiła go możliwości występu w Atenach oraz skutkowała dłuższą rehabilitacją, ale co najważniejsze, jego charakter został doceniony przez kibiców.

Ostatni sezon przed transferem do Borussii Dortmund dla Błaszczykowskiego oraz Wisły nie był udany. Wyniki ligowe poniżej oczekiwań, a na dodatek Kubę zaczęły trapić kontuzje. Ale gdy był zdrowy, pokazywał wielką klasę. Szczególnie w europejskich pucharach. Wprawdzie Wisła odpadła z Pucharu UEFA już po fazie grupowej, ale gra Błaszczykowskiego była najjaśniejszym punktem Białej Gwiazdy w Europie. W pamięci zapadł jego fantastyczny występ przeciw FC Basel, w którym zanotował trzy asysty, przy golach Paulisty i dublecie innej legendy Wisły – Pawła Brożka. Ówczesny dziennikarz TVP, a obecnie kierownik krakowskiej drużyny, Jarosław Krzoska relacjonował tamto spotkanie następująco:

„Bohaterem Wisły znów był Jakub Błaszczykowski. W tej chwili to najcenniejszy gracz w talii Dragomira Okuki. Trzy asysty, dojrzała i inteligentna gra, sporo wygranych pojedynków biegowych – za to można i należy Kubę pochwalić. Podanie do Jeana Paulisty przy drugim golu i do Brożka przy trzecim to dowód na piłkarską dojrzałość.” 

Dobre mecze z Blackburn, Feyenoordem, czy właśnie z FC Basel były przepustką do transferu dla młodego pomocnika. Wybrał Borussię, a jego gra oraz charakter zostały docenione także na Signal Iduna Park. Do dziś kibice BVB ciepło wspominają Kubę, a klub z Zagłebia Ruhry pamięta o Polaku przy każdej szczególnej okazji w życiu Błaszczykowskiego. Taka postawa nie dziwi, bo jego wkład w sukcesy Dortmundczyków z czasów ery Kloppa jest niepodważalny. Na swej pierwszej konferencji w Niemczech, skomentował: Chciałbym, by ze mną w składzie Borussia wróciła tam, gdzie jej miejsce, czyli do walki o mistrzostwo Niemiec. Co było dalej, każdy kibic doskonale pamięta.

Jeszcze tu wrócę!

Kilkanaście lat później ta piękna historia zatoczyła koło. Na początku 2019 roku wrócił do Wisły, tym samym pisząc kolejny rozdział wiślackiej historii, dodatkowo spełniając obietnicę sprzed lat. 26 maja 2007 roku Wisła podejmowała ŁKS Łódź w swoim ostatnim meczu w sezonie. Spotkanie szczególne dla Jakuba Błaszczykowskiego, który żegnał się z krakowską publicznością w związku z transferem do Niemiec. W 72 minucie opuszczając boisko, otrzymał owację na stojąco od kibiców Białej Gwiazdy, a sam ukłonił się w pas i zaprezentował koszulkę z napisem „Jeszcze tu wrócę”. I wrócił jako kapitan, ale przede wszystkim jako główny ratowniczy Wisły. Akcją ratunkową klubu zbudował sobie dozgonny szacunek wśród wiślackich kibiców. Misja ta udała się połowicznie, bo meczem ze Stalą Wisła zainauguruje przy Reymonta swój drugi już sezon w 1 lidze. Mimo niepowodzenia Kuba w Krakowie jest osobą sakralną. Kibice patrzą na niego jak w obrazek, nie pozwalając, by ktoś się negatywnie wypowiedział o nim. Każdy wierzy, że znów dotrzyma obietnicy. Rok temu, przed meczem z Wartą Kuba na pożegnanie z ekstraklasą zabrał głos:

„Jest mi, pewnie jak większości, bardzo ciężko z tą sytuacją. Przede wszystkim czekałem do tego momentu, bo uważam, że przez ostatnie trzy lata zbyt wiele razem przeszliśmy, by nie wyjść tutaj i was po prostu przeprosić. Dlatego też jestem, staję przed wami. Nie boję się odpowiedzialności. I naprawdę przez to, co pokazaliście, nie zasłużyliście na to, co dzisiaj musimy razem przechodzić. Natomiast zdaję sobie z tego sprawę, że konsekwencje przyjdzie mi za to wszystko zapłacić. I pewnie tak będzie. Chciałbym w moim imieniu bardzo serdecznie przeprosić za to, przez co musicie przechodzić. Jest mi z tym cholernie ciężko, ale zrobię wszystko – wiem, że to nie brzmi dobrze teraz, wiem – żeby Wisła wróciła tam, gdzie jej miejsce. Zdaję sobie sprawę z tego, że zajebałem.”

Słowa bardzo podobne do tych, które wypowiedział po transferze do Borussi. Wtedy udało się. Borussia wróciła w blasku, do walki o mistrzostwo Niemiec.
Sobotni mecz będzie końcem pewnego rozdziału Jakuba Błaszczykowskiego w Wiśle, ale również początkiem kolejnego. Tym razem już w innej roli, ale z tym samym boiskowym charakterem. Wszystko to, by Wisła wróciła tam, gdzie jej miejsce, jak sam obiecał. A przecież tak romantyczne historie jak ta, muszą mieć szczęśliwe zakończenie.

Marcin Gala

Jedna myśl na temat “Pożegnanie Kuby, czyli romantyczna historia chłopca z Reymonta

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do nieszczep Anuluj pisanie odpowiedzi

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑