Diego Sinagra – gdy sława wyprzedza talent

Jeśli twoim ojcem jest najlepszy piłkarz świata, to z góry wiadomo, że gdy odwiesi już buty na kołku, to właśnie na ciebie spadnie ciężar presji, by w te buty ponownie wskoczyć. Nawet jeśli spadają ci one z nóg i czujesz się w nich jak w kajakach, a na dodatek wspomniany ojciec odżegnuje się od wspólnych więzów krwi. I to pomimo tego, że już dawno udowodniono mu, że się myli, a ty wyglądasz jak jego niemal perfekcyjna kopia z młodości. Mniej więcej tak wyglądała ponad połowa życia Diego Sinagry, znanego jako Diego Maradona jr. Pierworodnego syna śmiertelnego boga futbolu.

Czytaj dalej „Diego Sinagra – gdy sława wyprzedza talent”

Jak czuje się w Polsce piłkarz z Kolumbii? Wywiad z Jean Franco Sarmiento.

Urodził się w mieście Valderamy i Falcao. Do piętnastego roku życia rozwijał umiejętności piłkarskie grając na ulicach swojego rodzinnego miasta, by w wieku osiemnastu lat zadebiutować w pierwszej lidze kolumbijskiej. Teraz reprezentuje barwy Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Poznajcie Jean Franco Sarmiento.

Czytaj dalej „Jak czuje się w Polsce piłkarz z Kolumbii? Wywiad z Jean Franco Sarmiento.”

Wywiad z Filipem Burkhardtem.

Filip Burkhardt zjadł zęby na ekstraklasowej i pierwszoligowej piłce. Dziś walczy z Radunią o awans do 2. Ligi. Jakim klubem jest Radunia? Najlepszy moment w karierze? Konsekwencje bramki z 60 metrów w barwach Wisły Płock? Odpowiedzi na te oraz inne pytania znajdziecie poniżej.

Jaka była twoja reakcja, kiedy Radunia otrzymałeś ofertę z Raduni? Wówczas mówiło się zdecydowanie mniej o tym zespole.

Na Pomorzu jest to dość znany klub. Co raz więcej ludzi wie, gdzie jest Stężyca i że Radunia walczy o awans na poziom centralny. W momencie, gdy Radunia się po mnie zgłosiła, byłem piłkarzem Bytovii. Niestety klub z Bytowa zaliczył spadek z 1. Ligi. Radunia była bardzo konkretna. Przedstawili mi dwuletni plan, który mnie przekonał, więc postanowiłem dołączyć do tego projektu. Mam nadzieję, że w tym sezonie uda nam się zwieńczyć dzieło i awansujemy do 2. Ligi.

Spodziewałeś się, że w tym sezonie tak dobrze będzie wyglądała wasza gra. W imponującym stylu wygrywacie spotkania, strzelacie średnio ponad trzy bramki na mecz i jesteście głównym faworytem do awansu.

Patrząc na personalia mamy w drużynie wielu zawodników z doświadczeniem pierwszoligowym. Niektórzy nawet z ekstraklasowym. Niczego nam tak naprawdę w Stężycy nie brakuje. Organizacja stoi na wysokim poziomie. Teraz zbieramy tego owoce. Wygrywamy większość meczów w sposób przekonujący. Oczywiście w piłce trzeba wkalkulować drobne kryzysy, ale wypracowaliśmy sobie w miarę bezpieczną przewagę, by w razie potknięcia sytuacja była pod kontrolą. Oby takie potknięcia, czy spadki formy nie nadeszły.

Wiele klubów Ekstraklasy oraz 1. Ligi odczuło kryzys związany z koronawirusem. Jak było w waszym przypadku?

Na nas oczywiście też się odbiła. Przede wszystkim celem na sezon 19/20 było wywalczenie awansu do 2. ligi, ale niestety się nie udało. Trzymaliśmy się w ścisłym czubie tabeli, ale nie mieliśmy możliwości dogrania sezonu, a myślę, że do ostatniej kolejki walczylibyśmy z KKS-em Kalisz o awans. Niestety nie było nam to dane. Na szczęście właściciel klubu nie zrobił żadnych nerwowych ruchów. Zachował się bardzo profesjonalnie i wzmocnił zespół. W oparciu o zaufanie zbudowaliśmy bardzo mocną drużynę jak na warunki trzeciej ligi. Myślę, że już dziś byśmy sobie poradzili na boiskach drugoligowych.

Radunia jest już gotowa pod względem infrastrukturalnym na 2. ligę?

Myślę, że byśmy dali sobie radę. Pod względem infrastrukturalnym z roku na rok jest co raz lepiej. Powstają nowe obiekty, a pozostałe są modernizowane. Sądzę, że klub spokojnie otrzyma licencję na drugą ligę. Mamy też dużo młodzieży. Dzieci przyjeżdżają z okolicznych miejscowości, by grać w Raduni. Zdarza się, że do Stężycy dojeżdżają również juniorzy z Trójmiasta, Kościerzyny, Kartuz, czy Przodkowa.

Piłkarze pierwszego zespołu starają się przychodzić na treningi juniorów, by wspomóc ich doświadczeniem. Wszystko w klubie jest robione z myślą o przyszłości, by Stężyca niebawem stała się trzecią siłą na Pomorzu.

A jaka jest atmosfera wokół klubu?

Podoba mi się, że atmosfera wokół klubu jest bardzo przyjazna. Ludzie w Stężycy są bardzo serdecznie i czuje się to na każdym kroku. Pod tym względem mamy komfort pracy. Grałem już kiedyś w małej miejscowości. We Wronkach, ale tam często spotykałem się z jakimiś aktami zazdrości, ale w Stężycy nie ma czegoś takiego.

Jest szansa, że klub stanie się w przyszłości drugą Termaliką?

Tutaj jest większy nacisk na młodzież. Klub chce promować młodych zawodników. W tym roku już jeden chłopak trafił od nas do ŁKS-u (przyp. red. Jędrzej Zając) . Rolą starszych zawodników jest to, by pomóc młodym w wejściu w dorosły futbol. W miarę możliwości pomagamy i podpowiadamy. Oczywiście pierwszy zespół jest wizytówką dla gminy, więc celem nadrzędnym jest awans, ale trzeba myśleć o przyszłości.

W waszym zespole gra Jakub Letniowski, który regularnie zdobywa bramki oraz asystuje. Możesz coś więcej powiedzieć o tym młodym zawodniku?

Kuba ciężko pracuje i myślę, że już dziś byłby w stanie grać na poziomie 1. Ligi. Nie boi się wchodzić w pojedynki 1 na 1. Dobre uderza z prawej i lewej nogi. Ma dobre przykłady z góry. Starszy brat grający w wyższych ligach oraz tata, który kieruje jego karierą. Jeżeli nie przytrafi mu się żadna poważna kontuzja, to ma szansę zrobić karierę.

Wielu piłkarzy z przeszłością w Ekstraklasie zwraca uwagę na to, że grając w trzeciej lidze, często gra im się trudniej, ponieważ doświadczają wzmożonej agresji ze strony rywali. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Na pewno coś w tym jest. Nawet jak my jako Radunia jedziemy na inne trzecioligowe boiska, to widzimy po rywalach wzmożoną mobilizację. W sporcie jest to naturalną rzeczą. Każdy chce pokazać, że nie jest gorszy. Ja się do tego przyzwyczaiłem. Staram się do wszelkich prowokacji podchodzić z dużym dystansem. Nie wdaję się w żadne przepychanki słowne, bo wiem, co osiągnąłem w piłce i tego mi nikt nie odbierze. Na niższych poziomach zdarza się, że niektórzy piłkarze nie trzymają ciśnienia, myśląc, że należy im się gra wyżej i swoim niemiłym zachowaniem starają się to pokazać.

Twój brat grał w kilku zagranicznych ligach, ale ty pozostałeś wierny polskim klubom. Wiem, że dostałeś kilka propozycji z zagranicy. Mógłbyś zdradzić coś więcej?

Byłem blisko wyjazdu do Grecji, Szwecji oraz na Cypr. Zawsze, gdy pojawiały się oferty z zagranicy, równocześnie otrzymywałem propozycje gry w Ekstraklasie. To sprawiały, że ostatecznie nie spróbowałem sił poza granicami Polski.

Otrzymałeś kiedyś ofertę, którą odrzuciłeś, a z perspektywy czasu żałujesz?

W moim przypadku bywało raczej tak, że zbyt wcześnie odchodziłem z niektórych klubów. Wiem, że w tym aspekcie zdarzało mi się popełniać błędy.

Masz na myśli odejście z Wisły Płock?

Tak. To był taki przełomowy moment. Na tamtą chwilę wydawało mi się, że jeżeli klub z Ekstraklasy decyduje się, by za mnie zapłacić, to warto spróbować swoich sił. Żałuję, bo w Wiśle czułem się bardzo dobrze. Miałem tam mocną pozycję. Byłem w dobrej formie, ale czasu nie cofnę.

Twoim zdaniem jest duża różnica między 1.ligą a Ekstraklasą?

Myślę, że dziś gdzieś ta przepaść się zmniejsza. Kiedyś różnice były większe. Obcokrajowcy, którzy przychodzą do Ekstraklasy, często nie gwarantują poziomu, zdarza się, że wręcz są dużo słabsi, a ich kosztem Polacy są spychani na dalszy plan. Poziom Ekstraklasy różni się od 1. ligi tym, że grają tam piłkarze bardziej zaawansowani technicznie oraz trenerzy częściej zwracają uwagę na taktykę. Na niższych poziomach piłka jest bardziej siłowa.

Atak pozycyjny w Polsce nie jest naszą najsilniejszą stroną i często zdarza się, że drużyny przyjeżdżają tylko po to, by się bronić. Wielu trenerów skupia się głównie na utrudnianiu życia rywalom, kosztem kreacji. Dlatego nasza piłka jest na takim poziomie, jakim jest. Już od rozgrywek juniorskich trenerzy grają na wynik, a to nie sprzyja rozwojowi.

Myślisz, że dziś młodzi mają łatwiej?

Czasy się zmieniają, ale myślę, że tak. Dziś młody zawodnik raz prosto kopnie piłkę i już wyjeżdża na zachód. W moich czasach tak nie było. Mając 17 lat, zadebiutowałem w kadrze U21. Gdybym dziś będąc cztery lata młodszy, zadebiutował w młodzieżówce, od razu zostałbym zasypany ofertami z zagranicznych zespołów.

Dziś młodzi mają większe możliwości, lepszych trenerów, lepszą suplementację. Inteligentni z pewnością z tego skorzystają i trzymam za nich kciuki, by im się udało.

Pracowałeś z wieloma trenerami. Którego wspominasz najlepiej?

Myślę, że najlepszy okres miałem u trenera Marcina Kaczmarka w Płocku. Potrafił wykorzystać moje atuty i dzięki temu grałem bardzo dobrze. Obok mnie grał wówczas Jacek Góralski, z którym do dziś mam świetny kontakt. Grając obok Jacka, czułem się bardzo pewnie.

Jaki był najpiękniejszy moment w twojej karierze.

Z pewnością mecze w Ekstraklasie. Na przykład kiedy grałem w Arce, mecze w Poznaniu robiły na mnie duże wrażenie. Każdego piłkarza mobilizuje gra na stadionie, na którym zasiada ponad 30 tysięcy kibiców. Swoją drogą mnie zawsze bardziej cieszyły asysty niż bramki. Zawsze starałem się oddać piłkę koledze, jeśli widziałem, że był lepiej ustawiony. Może zabrakło mi pazerności na bramki, ale od małego bardziej cieszyły mnie asysty.

A najlepsza decyzja w twojej karierze?

Transfer do Wisły Płock. Zszedłem z poziomu 1. Ligi do drugoligowej wówczas Wisły i tam od razu wywalczyliśmy awans. We Wronkach również szło mi dobrze, bo tam strzelałem bramki w Ekstraklasie, ale to już zamierzchłe czasy.

Szczególnie zapadła mi w pamięci twoja bramka strzelona z 60. metrów.

Strzeliłem ją właśnie dla Wisły w meczu z Łęczną. Potem jak przeniosłem się do Łęcznej, bramkarz Paweł Socha powiedział do mnie: „Dzięki. Tą bramką posadziłeś mnie na ławce”.

Gdybyś nie był piłkarzem, to byłbyś?

Oj ciężko powiedzieć. Od najmłodszych lat tata zabierał mnie i brata na treningi, więc nie mam pomysłu, co mógłbym robić.

Gdybyś miał ocenić, który z was miał więcej talentu. Ty, czy twój brat?

Myślę, że porównywalnie. Marcin na pewno wyciągnął więcej ze swojej kariery. Zagrał w reprezentacji, zdobył mistrzostwo Polski z Legią.

To prawda, że byłeś blisko do dołączenia do brata w Legii?

Tak, ale było to źle rozegrane przez doradców. Zamiast grać w Lechu albo Legii, zostałem w rezerwach Lecha. Na marginesie niepotrzebnie posłuchałem się doradcy i niestety dobrze na tym nie wyszedłem. Jestem osobą bardzo otwartą i uczciwą. Tak samo podchodzę do ludzi, ale nie każdy podchodzi do tego tak jak ja i moje zaufanie zostało wówczas nadszarpnięte.

Gdybyś spotkał nastoletniego Filipa, jaką radę usłyszałby od ciebie?

Nie słuchaj podpowiedzi, tylko dąż swoją drogą do wyznaczonych celów. Jako doświadczony piłkarze wiem, że na samym talencie nie da się zrobić kariery. Talent musi być poparty ciężką pracą i wówczas można osiągnąć naprawdę dużo.

Idol z dzieciństwa oraz twój ulubiony zespół?

Lubiłem Romę, kiedy występował tam Francesco Totti. Był zawsze moim piłkarskim idolem. Starał się grać na jeden, dwa kontakty. Szybko podejmował decyzje. Obserwowałem go zawsze z podziwem. Za małolata byłem nauczony, że piłką trzeba szybko operować, żeby móc zaskoczyć przeciwnika i tak staram się grać do dziś. Jeżeli szybko operujesz piłką to przeciwnik nie jest w stanie ci jej odebrać.

Odpowiadając na drugą część pytania z przyjemnością oglądam Barcelonę. Podoba mi się ich gra.

Totti w swojej biografii stwierdził, że brakuje dziś piłkarzy, którzy grają uliczny futbol pełen finezji. Zamiast tego młodych faszeruje się schematyczną grą.

Są dwie szkoły. Pod bramką przeciwnika możesz sobie pozwolić na więcej. Grając na mojej pozycji, musisz szybciej oddawać piłkę do kolegów, by stwarzać im okazje do strzelenia bramki. Dużo zależy od trenerów. Mi się zawsze podobała gra polegająca na szybkim podejmowaniu decyzji.

Najlepszy piłkarz, z którym grałeś i przeciwko któremu grałeś.

Jeżeli chodzi o piłkarzy, z którymi dzieliłem szatnie to Jacek Dembiński i Rafał Murawski. Zawsze potrafili zrobić różnice. Jeżeli chodzi o piłkarzy przeciwko którym grałem, pamiętam mecz przeciwko młodzieżowej reprezentacji Francji. Grali tam Nasri oraz Ben Arfa i już wtedy się wyróżniali.

Ulubiony film?

Jak zostałem gangsterem. Bardzo przypadł mi do gustu.

Jakie masz plany na przyszłość? Czego ci można życzyć?

Sportowo awansu i powrotu na poziom centralny. Stopniowo uczę się pracy z dziećmi i chyba w tym kierunku będę podążał. W związku z tym chyba możesz mi życzyć cierpliwości. Z pewnością się przyda (śmiech).

Rozmowę przygotował Paweł Ożóg

Rozmowa z piłkarskim obieżyświatem. Yudai Miyamoto.

Dziś rozmowa z wyjątkowym gościem. Zrezygnował ze studiów w Jokohamie, by zostać zawodowym piłkarzem. Próbował swoich sił w ponad 10 krajach, a od ponad roku przebywa w Polsce. Ostatnio podpisał kontrakt z Bronią Radom. Co myśli o Polsce? Który japoński piłkarz jest jego zdaniem najlepszy? Najlepsza rzecz, która przydarzyła mu się w Polsce?

Jakie były twoje pierwsze wrażenia związane z Polską?
Były całkiem pozytywne. Polska jest bogatsza niż część państw, które zwiedziłem wcześniej. Ciekawe miasta i budynki. I oczywiście mnóstwo japońskich restauracji.

Co lubisz najbardziej w Polsce?
Zdecydowanie życzliwość. Wielokrotnie uzyskałem pomoc od Polaków. Kiedy trafiłem do Polski, nie planowałem zostać tu dłużej niż 3 miesiące, ale spotkałem wielu Polaków, którzy bardzo mi pomogli. Nie spodziewałem się, że będę mógł dostać pozwolenie na tak długi pobyt, więc cieszę się z tego powodu.

Jesteś już w stanie komunikować w języku polskim?
Niestety nie mówię po polsku, ale znam wiele słów. W tym roku startuję z nauką polskiego z kopyta. Na razie muszę komunikować się po angielsku.

Które z polskich słów zapamiętałeś najszybciej?
Pączki!

Przejdźmy do spraw sportowych. Ostatnio podpisałeś kontrakt z Bronią Radom.
Tak jest. Kontrakt z Bronią jest najlepszą rzeczą, która mnie spotkała w Polsce. Myślę, że jest to miejsce, w którym mogę rozwijać się piłkarsko. Staram się wykonywać swoją robotę i skupiać się na kolejnych spotkaniach.

Który z zawodników pomaga ci najmocniej?
Przyjęto mnie serdecznie. Dużo pomaga mi kapitan Krzysztof Kiercz i Jakub Kosiorek. Kiedy trafiłem do Broni musiałem coś zaśpiewać i wybrałem opening z Doraemona. Każdy w Japonii to zna!

Jak oceniasz poziom trzeciej ligi?
Na razie jest zbyt wcześnie, bym mógł oceniać poziom ligi. Zagrałem na ten moment jedno spotkanie, w którym zaliczyłem asystę. Jednak myślę, że powinienem dać sobie rade. Muszę udowodnić sobie samemu, że mogę regularnie zdobywać bramki i zaliczać asysty.

Wielu piłkarzy w niższych ligach oprócz gry w piłkę również pracuje? Zaliczasz się do nich?
Obecnie nigdzie nie pracuję, ale zanim podpisałem kontrakt z Bronią, pracowałem jako tłumacz.

Jak myślisz, co oprócz twojego uporu jest twoim największym atutem?
Myślę, że jestem jedynym człowiekiem, który bez pomocy agentów odwiedził ponad 10 państw, żeby spełnić marzenie o zostaniu profesjonalnym piłkarze. Nigdy nie zapomnę tej tułaczki. Tylko ja sam wiem, jak było trudno. Dzięki temu nauczyłem się wielu istotnych rzeczy, ale nikomu nie polecam takiej drogi (śmiech).

Jak już rozmawiamy o podróżach, jak znosisz rozłąkę z ojczyzną?
Bardzo zależało mi na tym, by dostać kontrakt i być dobrym graczem, więc to sprawiło, że nie tęskniłem.

W rozmowie z Weszło wspominałeś, że skupiasz się na europejski futbolu. Śledzisz również japoński futbol? Który zawodnik jest twoim ulubionym?
Śledzę. Pytasz o Japończyków grających w lidze japońskiej, czy ogólnie o Japończyków?

Ogólnie.
Myślę, że Takefusa Kubo, który teraz gra w Getafe. Kiedyś był w akademii Barcelony. Sądzę, że jest to najbardziej błyskotliwy piłkarz z japońskiej kadry. Jego sposób poruszania się po boisku jest niesamowity. Ostatnio był wypożyczony do Villarreal. Tam jest Gerard Moreno i dla Emerego było niemożliwym korzystanie z tej dwójki jednocześnie. Emery nie był w stanie zaadaptowac systemu dla tej dwójki. Moim zdaniem mógł dać więcej szans Kubo choćby kosztem Moi Gomeza. Przysięgam, że Kubo jest lepszy niż Moi Gomez i Samu Chukwueze.

Kojarzysz Japończyków, którzy grali w Polsce?
Wiem, że Riota Morioka grał w Polsce kilka lat temu. Nie obserwuję żadnego Japończyka, który gra tutaj.

Na koniec seria krótkich pytań. Ulubiona liga?
Często oglądam Premier League i czasem LaLiga.

Ulubiony zespół?
Manchester City.

Ulubiony film?
Zanim się pojawiłeś.

Ulubiona książka?
Najbogatszy człowiek w Babilonie. Nie czytam wielu książek, ale tę książkę przeczytałem ostatnio.

Ulubione danie?
Sushi!

Ulubieni muzycy?
The Chainsmokers oraz Zedd.

Jeśli nie zostałbyś piłkarzem, to byłbyś?
Może fotografem.

Czego ci można życzyć?
Strzelenia bramki w Lidze Mistrzów (śmiech).

Rozmowę przeprowadził Paweł Ożóg.

„Myślę, że w wielu z nas objawia się większa chęć dokończenia sezonu niż w graczach Ekstraklasy.”

O tym, czy PZPN postąpił dobrze, zakończając już teraz sezon na szczeblu amatorskim i czy w piłkarzach niższych lig była chęć dalszego kontynuowania rozgrywek? Któż może nam opowiedzieć o tym lepiej niż zawodnik ligi, w której liczy się pasja i miłość do piłki, a nie pieniądze? Bo tych najzwyczajniej tam nie ma. Futbolowa Rebelia rozmawia z piłkarzem B-klasowego LZS Jadowniki Danielem Lewandowskim.

Czytaj dalej „„Myślę, że w wielu z nas objawia się większa chęć dokończenia sezonu niż w graczach Ekstraklasy.””

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑