Bilet na mundial – bramkarze

Mundial to impreza, która potrafi wstrząsnąć narodem. Niezależnie, czy jest się fanatykiem futbolu, czy jedynie niedzielnym kibicem boiskowe wydarzenia potrafią uderzyć w serca Polaków niczym lewa noga Jacka Krzynówka. Jednocześnie przed każdą taką piłkarską imprezą szybko okazuje się, że w naszym kraju mamy 38 milionów selekcjonerów. W cyklu „Bilet do Kataru” postaram się także wypełnić swój narodowy obowiązek, analizując najlepsze opcje na danej pozycji. Kto na papierze najbardziej zasługuje, aby wejść na pokład samolotu, który przetransportuje naszą reprezentację do tego egzotycznego kraju? Na to pytanie postaram się właśnie odpowiedzieć.

Bramkarz – bo o nich zaczynamy – jakościowo nigdy nie sprawiali reprezentacji większych problemów. Nasza piłka generuje sporo talentów, które doskonale radzą sobie na tej pozycji. Niemniej jednak miejsce w bramce jest tylko jedno, kandydatów wielu, a sytuacja napięta. Kontuzja Wojciecha Szczęsnego mocno utrudnia wybór naszemu selekcjonerowi. Trzeba szukać alternatyw, a w związku z tym pojawiło się kilka wcześniej nierozpatrywanych opcji.

Wojciech Szczęsny – wielka niewiadoma

Wojciech Szczęsny w kadrze to temat dosyć śliski. Patrząc na CV bramkarz Juventusu posiada jeden z najbardziej okazałych zbiorów dużych marek w swojej przygodzie z boiskiem zaraz obok takich piłkarzy, jak Lewandowski czy Glik. Sam ten fakt powinien w teorii stawiać go jako niekwestionowany numer jeden w naszej bramce. Wciąż jest najbardziej prawdopodobną opcją do wyjścia w pierwszym składzie na mundial, lecz wśród kibiców reprezentacji pojawia się regularnie niepewność co do jego nazwiska. Ciężko się temu dziwić, skoro sam z orzełkiem na piersi bywa bardzo elektryczny. Najbardziej widać to niestety na wielkich narodowych imprezach:

Euro 2012 – czerwona kartka z Grecją

Euro 2016 – turniej ominięty z powodu kontuzji, której doznał w pierwszym spotkaniu z Irlandią Północną

Mistrzostwa Świata 2018 – fatalny mecz z Senegalem, który od początku podciął nam skrzydła

Euro 2020 – samobój ze Słowacją

Szczęsny ma wielkiego pecha w kwestii meczów otwarcia. Chociaż, czy w przypadku, gdzie powtarza się to notorycznie, można mówić o pechu? Może Szczęsny zwyczajnie nie dojeżdża z głową do gry pod taką presją? Jest to dość kontrowersyjna hipoteza, ale ciężko tak ewidentne błędy cały czas tłumaczyć pechem (no może poza Euro 2016, tam rzeczywiście nie miał farta).

Nie stać nas na to, aby kompletnie rezygnować ze Szczęsnego. Niemniej jednak może rzeczywiście w końcu dać poważną szansę komuś innemu? Po odejściu Fabiańskiego ciężko o nazwisko doskakujące do Wojtka poziomem, ale patrząc na to, jak prezentowali się, chociażby Skorupski czy Drągowski, gdy dostali szansę od trenera Michniewicza, można dojść do wniosku, że ta różnica w poziomie nie jest aż tak gargantuiczna, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Szczęsny także nie należy już do najmłodszych piłkarzy. Może rzeczywiście należy pomyśleć o wpuszczeniu świeżej krwi do bramki i zbudować rywalizację na poziomie tej Fabiańskiego ze Szczęsnym? Kto, jak kto, ale my akurat posiadamy potrzebny do tego potencjał ludzki.

Rafał Gikiewicz – broń obusieczna

Rafał Gikiewicz w kadrze to temat rzeka. Na świecie nie ma chyba drugiego takiego zawodnika, który aż tak mocno napierałby na powołanie do reprezentacji narodowej. Z jednej strony pokazuje to jego oddanie i to, że po ludzku mu na tym zależy. Z drugiej za to przybiera to dość toksyczną, mało sportową formę. Jedną rzecz musimy sobie podkreślić na samym początku – patrząc stricte na umiejętności sportowe Gikiewicza, golkiper Augsburga z całą pewnością na powołanie zasługuje. Praktycznie nie opuszcza żadnego spotkania na poziomie Bundesligi, jest zawodnikiem bardzo doświadczonym i regularnie pokazuje swoje wysokie umiejętności. Nienaganny np. w bronieniu jedenastek co przy systemie turniejowym mogłoby okazać się niesamowicie przydatne. Problem polega na tym, że poza boiskiem Gikiewicz jest postacią kontrowersyjną na tyle, że mogłaby realnie zagrozić atmosferze na całym zgrupowaniu. Nie chodzi tu o to, aby powoływać piłkarzy ze względu na ich charakter, ale przypadek Gikiewicza jest tak skrajny, że gdyby go powołano, zapewne nie obyłoby się bez kontrowersji, co przed wielką imprezą jest dosłownie ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje nasza kadra.

– Zagrałem 70. mecz z rzędu w Bundeslidze. Dla mnie argument, że ktoś jest młodszy, perspektywiczny, to możesz wrzucić za siebie i nogą przydeptać. Bartek Drągowski na dzień dzisiejszy nie gra, ja gram. I to powinna być hierarchia. To, że ktoś jest perspektywiczny, to w Augsburgu dziś nie gra, tylko grają najlepsi – powiedział raz bramkarz w rozmowie z Mateuszem Borkiem.

Bramkarz, który publicznie krytykował decyzje o powołaniu jego potencjalnego „kolegi” z szatni, ma teraz, jak gdyby nigdy nic wejść do drużyny. Gdyby skończyło się na samym Drągowskim, dałoby się to pewnie jakoś załagodzić, jednak następny w kolejce jest Kamil Grabara, który również nie trawi Gikiewicza za jego zachowanie.

– On myśli, że jest fajny. Ja też nie chcę, żeby on się czuł zbyt ważny, dlatego że ja o nim mówię. Ja rozumiem, że ktoś o mnie mówi, że jestem wku******cy. Ale ten gość jest pięć razy bardziej wku******cy w tej sytuacji. Ja nie mam nic do tego gościa. Ale sposób, w jaki wszystko obwieszcza i dedukuje… on jest zresztą teraz wszędzie zapraszany, nie wiem, po co. Czy po to, żeby udzielać wywiadów dla beki lub dla kontrowersyjnych wypowiedzi? Szkoda mi go, bo to jest dorosły facet – mówił na antenie programu FootTruck.

Co ciekawe Gikiewicz zdołał wywołać konflikt z dwoma jego potencjalnymi rywalami tylko poprzez wywiady. Co by się stało, gdyby rzeczywiście miał z nimi kontakt face-to-face? Mogłoby być z pewnością dużo ostrzej. Wpuszczenie Gikiewicza do szatni reprezentacji to jak zabawa z granatem bez zawleczki. Może wypali sportowo podczas spotkania i da jakość, a może wysadzi nam całe zgrupowanie, pozostawiając zgliszcza kolektywu, jakim powinna być wtedy reprezentacja. 

Jedyna rzecz, jaka w tym momencie mogłaby skłonić kogoś do poparcia pomysłu o jego powołaniu, jest to, że sam bramkarz mówi otwarcie o jego własnych błędach i potencjalnej zmianie.

 – Muszę trochę uderzyć się w pierś. Może niepotrzebnie było za dużo tych wywiadów odnośnie reprezentacji Polski. Gdzieś tam wyczytałem, że gdyby nie one, to może już bym zadebiutował w kadrze. Może coś w tym jest. Sypię głowę popiołem. Mogę dać słowo, że więcej o kadrze się nie wypowiem, choć te pytania same do mnie przylatują, jak bumerang – mówił w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą.

Cieszy fakt, że zrozumiał swój błąd, ale pojawia się pytanie: Czy nie jest już na to trochę za późno? Trener Michniewicz ma dość otwartą głowę, jeżeli chodzi o jego powołanie, jednak w tym momencie to już zaczyna przypominać grę wizerunkowo-medialną.

Łukasz Skorupski – Alternatywa, jakiej szukamy?

Łukasz Skorupski przechodzi w ostatnim czasie jeden z najlepszych okresów w całej karierze. Stał się etatowym bramkarzem Serie A, grając w Bolonii. Mimo że ze względu na status i ogólny poziom tego klubu raczej nie może liczyć na rekordy, jeżeli chodzi o ilość czystych kont, to z perspektywy bramkarza ten włoski średniak dał mu spore pole do rozwoju. Grając w klubie, który w meczach z gigantami jest w zdecydowanej większości na straconej pozycji, ma on szanse łapać niewiarygodne doświadczenie. W poprzednim sezonie był bardzo chwalony za mecze z gigantami typu Roma, czy AC Milan. Jak na zawodnika z tyloma minutami na tak wysokim europejskim poziomie, jakim niewątpliwe jest Serie A, ma on zatrważająco mało minut w reprezentacji. Z orzełkiem na piersi rozegrał jedynie 7 spotkań.

Oczywiście jego wizytówką stał się poprzedni mecz z Holandią. Skorupski pomimo straty dwóch bramek zaprezentował się ze świetnej strony i wybronił nam remis, świetnie interweniując m.in. po strzale Memphisa Depaya. Skorupski posiada jeszcze jedną bardzo istotną cechę – doświadczenie. Wiadomo, Czesław Michniewicz pragnie wprowadzać do kadry młodych, a nie ma do tego lepszej pozycji niż rezerwowy bramkarz. Niemniej jednak w wypadku barku powołania dla Rafała Gikiewicza (co stanowi bardzo prawdopodobny scenariusz) przydałby się ktoś nieco bardziej doświadczony poza oczywiście Wojciechem Szczęsnym. Można nawet powiedzieć, że w przeciwieństwie do Szczęsnego, Skorupski w kadrze jest o wiele mniej elektryczny. Zapewne wynika to z tego, że zwyczajnie nie miał zbyt wielu okazji do zaprezentowania się w pełni – 7 spotkań przy 64, które ma na koncie bramkarz Juventusu wygląda trochę biednie. Jeżeli jednak poważnie szukamy alternatywy dla Szczęsnego, Skorupski może być na ten moment najlepszą opcją. Miejmy nadzieję, że w najbliższych spotkaniach w Lidze Narodów z Holandią i Walią, ze względu na ostatnią kontuzje Szczęsnego, Skorupski ponownie dostanie swoje 5 minut. Jeżeli zaprezentowałby się równie dobrze co w Rotterdamie, myślę, że można zacząć poważnie rozpatrywać go w kategorii kandydata do pierwszego składu w Katarze. 

Bartłomiej Drągowski – wyjście na prostą

Ostatni sezon Bartłomieja Drągowskiego w Seria A stanowi przeciwwagę dla sukcesów Skorupskiego. Zaczął jako jedynka, ale już w pierwszej kolejce popisał się wyjątkową głupotą, łapiąc czerwoną kratkę. Gdy wrócił z zawieszenia zagrał zaledwie kilka spotkań, po czym złapał długotrwałą kontuzję, która wykluczyła go z gry na długie tygodnie. Gdy wrócił jego miejsce zostało zajęte przez Pietro Terracciano, który wygryzł go z pierwszego składu na resztę sezonu. Drągowski musiał podjąć jedyną słuszną decyzję, aby wciąż liczyć się w walce o mundial – transfer.

Mimo słabego sezonu Drągowski wciąż ma miano dość młodego i utalentowanego golkipera. Zainteresowanie pojawiło się z wielu klubów. Espanyol Barcelona, Stade de Reims, Torino, a nawet angielskie Southampton. Właściwie można powiedzieć, że „Święci” byli najbliżej pozyskania Polaka. Do transferu niestety nie doszło ze względu na regulacje prawne panujące w Anglii. Drągowski nie miał szans, aby dostać pozwolenie o prace bowiem miał jedynie 13 na 15 obowiązkowych punktów według systemu GBE. Temat podobno ostatecznie nie umarł. Drągowski, aby nabić resztę brakujących punktów zdecydował się na transfer do Spezii. Patrząc na marki, o których wcześniej mówiono – lekki niedosyt. Z plusów były piłkarz Jagiellonii ma praktycznie gwarancje gry w pierwszym składzie i pokazania się przed mundialem.

Na ten moment nie można powiedzieć, że jest fatalnie, ale za dobrze również niestety nie. Drągowski popełnia swoje błędy np. ten w meczu z Sassuolo, ale ma też dobre momenty, jak w spotkaniu z Napoli gdzie był jednym z najlepszych w całej drużynie. Wiadomo, to był dopiero jego trzeci mecz w barwach nowego klubu, zapewne potrzebuje czasu, aby się wdrożyć, a błąd wynikał stricte z niezrozumienia w komunikacji, ale lekki niesmak jednak pozostaje. Jeżeli chodzi o jego poprzednie mecze w narodowych barwach to nie było najgorzej. Owszem wpuścił sześć bramek w starciu z reprezentacją Belgii, ale patrząc na stan naszej obrony tamtego dnia, spokojnie mógłby wpuścić jeszcze ze cztery. Dopóki kadra nie jest zbyt wąska, powołania Drągowskiego są, jak najbardziej zrozumiałe, ale czy w tym momencie łapie się do ścisłego TOP 3? Można na ten temat polemizować.

Radosław Majecki i Kamil Grabara

Umieszczam tych zawodników w jednym podpunkcie, bo obu ich łącza gra w ligach spoza TOP 5. Obaj również pomimo tego są całkiem prawdopodobnymi kandydatami do wyjazdu na mundial. Czesław Michniewicz chce stawiać na młodszych zawodników, a poza Drągowskim głównymi kandydatami do tego są właśnie ci Panowie.

Zacznijmy może od Grabary. Przez długi okres miał on status infantylnego, zadziornego bramkarza, który dużo mówi, a mało robi. Nie zdołał się nigdy na dobre przebić do pierwszej drużyny Liverpoolu. Mimo ogromnego potencjału przez kilka dobrych lat regularnie rzucano go po różnych wypożyczeniach. Szczególnie w barwach Huddersfield niestety zdarzało mu się popełniać wiele błędów. Strzałem w dziesiątkę okazało się ponowne wypożyczenie do duńskiego Aarhus GF. To właśnie tam wskoczył na wyższy poziom, zyskując regularną grę i stabilizując formę.  Grał od deski do deski stając się jednym z lepszych bramkarzy Superligaen. Zapracował sobie na transfer do Kopenhagi, a tam w poprzednim sezonie tylko potwierdził swoją dyspozycję. Wygrał Mistrzostwo Danii oraz dotarł do 1/8 finału Ligi Konferencji. Niestety z powodu choroby musiał opuścić rewanż z PSV, a zastępujący go wówczas Karl-Johan Johnsson pokazał tylko, jak istotnym elementem w duńskiej układance był Polak, popełniając banalne błędy.

Grabara był podobno bliski transferu do Napoli, ale plany pokrzyżowała jego ostatnia kontuzja. Teraz czeka go nowe wyzwanie, do Mistrza Danii przeniósł się Mathew Ryan – bramkarz z doświadczeniem w Premier League. Polak będzie musiał bardzo szybko wrócić do optymalnej formy po powrocie do gry. Może stanowić to prawdziwą weryfikację przed potencjalnym wyjazdem do Kataru.

Radosław Majecki ostatnimi czasy dostaje to czego od dawna potrzebował – regularne minuty. Monaco zdecydowało się wypożyczyć go do belgijskiego Cercle Brugge:

– Chcę tutaj przede wszystkim regularnie grać, ale także zostać najlepszym bramkarzem w Belgii i zostać mistrzem Belgii. Takie są moje ambicje – mówił Majecki po przejściu do Belgii.

Kibice niestety nie docenili jego ambicji, a raczej wyśmiali naiwność, twierdząc, że chyba nie wie, gdzie się znalazł. Cercle to bowiem klub, który raczej nie bije się regularnie o najwyższe cele. Ostatnie Mistrzostwo Belgii zdobyli w sezonie 1929/30. Niemniej jednak warto docenić podejście zawodnika do samego wypożyczenia. Ciężko dokonywać wielkich ocen po siedmiu spotkaniach, w jakich miał okazje wziąć udział. Fakty są takie, że klub polskiego bramkarza piastuje ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Warto jednak pamiętać, że mieli oni bardzo ciężki terminarz. Sam Majecki grając w takim klubie ma raczej okazje do wyjmowania piłki z siatki niż cieszenia się z poczynań swoich kolegów z pola, ale kto wie? Może regularna gra w takim klubie również okaże się dla niego rozwijająca. Na koniec dnia i tak najważniejsze jest to, że łapie minuty.

Podsumowanie

Generalnie trójka, w jaką na ten moment możemy celować to: Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski i ktoś z dwójki Majecki-Grabara. Możliwe też, że trener Michniewicz pokusi się o nieco mniej konwencjonalną opcję i zajrzy do polskiej Ekstraklasy, w której ostatnio roi się od młodych bramkarskich talentów typu: Kacper Tobiasz, Kacper Bieszczad, czy też Karol Niemczycki. Jest to jednak opcja mniej prawdopodobna. Nie bez powodu na ostatnim zgrupowaniu trener testował skrzętnie wiele opcji na bramce. Jedno jest pewne – na tej pozycji nie brakuje nam jakości.

Łukasz Budziak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: