Deyna, Pele i Francis Kasonde. Mateusz Zgorzyk na tropie autografów (wywiad)

Deyna, Romario, Maradona, Eusebio, Pele, Neymar, Cruyff, Nawałka, Górski… i ponad 11 tysięcy innych nazwisk. Każdy autograf zawiera inną, oryginalną, historię. Wertując olbrzymią ilość albumów wypełnionych podpisami, uświadamiasz sobie, że w sieradzkim mieszkaniu polskiego kolekcjonera, historia futbolu jest wiecznie żywa. Olgierd Bondara w rozmowie z Mateuszem Zgorzykiem, łowcą piłkarskich autografów, który opowiada o swoich monstrualnych zbiorach, niegasnącej pasji i licznych podróżach. Zapraszam.  

Czy masz swój, autorski ranking zgromadzonych autografów?

Autograf Cristiano Ronaldo ma dla mnie olbrzymią wartość sentymentalną. Od dziecka kibicuję Manchesterowi United. Dodatkową wartością jest to, że udało się go zdobyć osobiście (i to dodatkowo w naszym kraju, chociaż nie sprzyjały wtedy warunki atmosferyczne i finalny wygląd autografu pozostawia wiele do życzenia, ale to zawsze jest mimo wszystko sentymentalna pamiątka). Jeżeli chodzi o polskie podwórko – zdecydowanie Kazimierz Górski i Kazimierz Deyna…

Jak zdobyłeś te futbolowe relikwie?

Udzieliłem kiedyś wywiadu, po którym odezwała się do mnie osoba pracująca w Polskim Związku Piłki Nożnej. Zaproponowała mi przejęcie papierowego programu Mistrzostw Świata z 1974 roku, z autografem trenera Kazimierza Górskiego. Wcześniej leżał on wiele lat w jednym z antykwariatów. Dopiero potem, kiedy przejąłem tę książkę, okazało się, że obok Trenera Tysiąclecia wpisał się również kapitan polskiego zespołu, czyli Kazimierz Deyna. Inne szczególnie ważne autografy to ten autorstwa Pelego i Diego Maradony…

Autografy trenera Kazimierza Górskiego i Kazimierza Deyny

Parę lat temu, w różnych wywiadach, sygnalizowałeś, że brakuje właśnie tych dwóch najważniejszych…

Oba udało się zdobyć po długich staraniach. Swego czasu, Diego Maradona był trenerem Al – Fujairah, drużyny ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która przyjechała na obóz przygotowawczy do Holandii. Dowiedziawszy się, gdzie będą rezydować, na adres hotelu, w którym przez trzy tygodnie drużyna zamieszkiwała, wysłałem zdjęcia Maradony i jego asystenta, Luisa Islasa (również mistrza świata z 1986 roku). Ku mojemu zdziwieniu, już po kilkunastu dniach odesłano mi upragniony autograf Diego Armando Maradony. Nawiasem mówiąc: ta sytuacja pokazuje jak nieprzewidywalne jest zbieranie autografów. Mam kolegę z Polski, który osobiście wybrał się do tamtego hotelu po podpis „El Pibe”. Kiedy go spotkał, okazało się, że Maradona miał kiepski humor i nie chciał rozdawać autografów. Tak się złożyło – ja otrzymałem podpis korespondencyjnie, a jemu, mimo, że próbował osobiście, ostatecznie nie udało się zdobyć sygnaturki.

Podpis Pelego to osobna historia. Odkąd zacząłem zbierać autografy, podpis Pelego był moim, szczególnym, kolekcjonerskim marzeniem. Podczas tych kilku lat wysłałem mnóstwo listów, na różne adresy, z licznymi zapytaniami o możliwość dotarcia do Brazylijczyka. Pewnego razu, niespodziewanie, na moim FB pojawiła się wiadomość od jednego z współpracowników Pele. Napisał, że moja korespondencja trafiła w jego ręce i postara się pomóc. Nauczony poprzednimi doświadczeniami, wyraziłem zadowolenie i podziękowałem za uprzejmość, jednak nie bardzo wierzyłem w powodzenie tej akcji. Poprosiłem go, żeby uwiecznił na zdjęciu moment, w którym Pele będzie podpisywał przesłane przeze mnie zdjęcie. Chciałem mieć potwierdzenie, że autograf, który ewentualnie otrzymam będzie oryginalny. Ku mojemu zdziwieniu, wkrótce przesłano mi zdjęcie, na którym… Pele składa podpis, dodając – specjalnie dla mnie – dedykację. Parę tygodni później otrzymałem przesyłkę z Brazylii. Spełnienie marzeń.

Wyobrażam sobie, że niewielu jest ludzi w Polsce, którzy mogą pochwalić się takimi autografami…

Znam wiele osób, które kolekcjonują o wiele dłużej niż ja, a mimo to nie mają tych dwóch podpisów lub chociażby jednego z nich. Oprócz tego, jeżeli pytasz o te najważniejsze autografy to muszę powiedzieć o jednej, poza piłkarskiej zdobyczy. W 2020 roku byłem w Watykanie, gdzie niespodziewanie udało mi się dostać na audiencję u Papieża Franciszka. Franciszek podchodził do wiernych, a ja akurat miałem przy sobie pocztówkę z jego wizerunkiem, więc udało się wówczas zrobić z nim zdjęcie i zdobyć papieski podpis, co nie jest taką oczywistą sprawą. Nie zdarza się często, że Papieże rozdają autografy, dlatego są one poszukiwane przez bardzo wiele osób. Ja mam jeden, ale za żadne skarby nie pozbędę się go w przyszłości. Wszystko, co dołączam do mojej kolekcji nie jest do wyjęcia. Mam listę dubletów, które mogę wymieniać lub ewentualnie sprzedać, jednak kolekcja nie jest do ruszenia.

Autograf, który jest Twoim najważniejszym celem?

Zdecydowanie podpis Leo Messiego, ale muszę mieć pewność, że to będzie autograf oryginalny. Najlepiej, żeby był zebrany przeze mnie osobiście lub przez innego zaufanego znajomego, gdyż wiele jego podpisów na „autografowym rynku” to falsyfikaty. Oprócz tego na pewno brakuje mi podpisów Erica Cantony, Ronaldinho Gaucho i Davida Beckhama. Bardzo chciałbym namierzyć Roberta Gadochę, który zaszył się gdzieś w Ameryce… Apropo Messiego: w 2017 roku byłem w Grecji, w Atenach, gdzie przyleciała drużyna FC Barcelony. Polowałem na podpis Argentyńczyka, który wychodził z autobusu do hotelu. Przecisnąłem się do pierwszego rzędu licznie zgromadzonych gapiów, wysunąłem zdjęcia do podpisu, ale niestety, Messi się nie zatrzymał. Taki urok tej pasji.

Rozczarowania są wkalkulowane w takie podróże.

Kwestia szczęścia, czasem los oddaje przy innych okazjach. W swoich zbiorach mam oryginalną koszulkę Francisa Kasonde, reprezentanta Zambii. Co roku drużyny z całego świata przylatują na obozy przedsezonowe do Polski. Francis Kasonde był zawodnikiem izraelskiego zespołu goszczącego w Opalenicy. Oprócz Kasonde w tym zespole grało jeszcze dwóch zawodników z Zambii, której reprezentacja wygrała Puchar Narodów Afryki w 2012 roku. Postanowiłem, że wyślę do ośrodka treningowego w Opalenicy list z prośbą o autografy tych afrykańskich zawodników. Otrzymałem odpowiedź, ale bez podpisu Kasonde. Dowiedziałem się, że mniej więcej w tym czasie, Kasonde wyjechał grać do Indii. Postanowiłem zaryzykować – wysłałem zdjęcie do Indii pod klubowy adres. Prawie dwa lata później, poprzez internet dostałem informację od żony Francisa Kasonde, że reprezentant Zambii już nie gra w Indiach, ale wrócił do swojej ojczyzny. Jak się okazało, finalnie mój list w końcu trafił do rąk Kasonde, został dostarczony mu przez pracowników jego wcześniejszego klubu, a sam piłkarz skontaktował się ze mną na FB. Oprócz zdjęcia, przesłał podpisaną koszulkę jego zambijskiego klubu Power Dynamos, w którym wtedy występował. Na odpowiedź na ten list czekałem 658 dni.

Często jesteś w podróży. Odwiedzasz różne mecze, spotkania. Jaka jest historia zdjęcia z Pawłem Zarzecznym?

Wszystko dzieje się spontanicznie! Pamiętam, że śp. trener Janusz Wójcik miał premierę swojej książki w jednej z warszawskich galerii. Byłem nastawiony, żeby zebrać autograf trenera Wójcika, ale okazało się, że całe wydarzenie poprowadził śp. Paweł Zarzeczny. Byłem fanem, oglądałem wiele jego programów…

… „One Man Show”…

…między innymi. Wszystko oglądałem. Wtedy przytrafiła się okazja, żeby zrobić pamiątkowe zdjęcia z Pawłem i trenerem Wójcikiem. Niestety obu nie ma już z nami, więc tym bardziej darzę tamto spotkanie szczególnym sentymentem. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że rozmowy z Panem Pawłem przeprowadzał chłopak, który również przez pewien okres swojego życia był kolekcjonerem autografów i zbierał podpisy tak jak ja.

Jak zaczęła się Twoja kolekcjonerska pasja?

Podczas Euro 2008 wraz z kumplami z osiedla oglądaliśmy mecze reprezentacji Polski. Wszystko działo się pod oknem mojego pokoju, z którego wyciągnąłem telewizor na zewnątrz i w ten sposób oglądaliśmy, w liczbie kilkudziesięciu osób z okolicznych bloków, spotkania Biało-czerwonych. Po tej imprezie szukałem w internecie stron, poprzez które można było skontaktować się z polskimi piłkarzami. W ten sposób natrafiłem na stronę Rogera Guerreiro. Wysłałem wiadomość, w której zapytałem o możliwość zdobycia podpisu. Parę tygodni później listownie dostałem upragniony autograf.

Kiedy odbył się Twój pierwszy kolekcjonerski wyjazd?

Były wakacje 2009 roku, które spędzałem w Londynie. Razem z tatą pojechaliśmy na przedsezonowy mecz Arsenalu z Barnet FC. Nie byłem przygotowany na zbieranie podpisów, ale zaopatrzony w papierowy program meczowy, który kupiłem przed spotkaniem, zdobyłem dużo piłkarskich podpisów z londyńskiego klubu. Najbardziej zapadło mi w pamięć spotkanie z Tomasem Rosicky’m i Tomasem Vermaelenem, dla którego był to nieformalny debiut w zespole, a który w późniejszym czasie został kapitanem drużyny. Potem częściej polowałem na takie okazje. W 2010 roku byłem z tatą w Łodzi na meczu Polska – Ukraina, po którym zdobyłem podpisy m.in. Andrija Szewczenki, Anatolija Tymoszczuka i Andrija Woronina. Oprócz tego, w tamtym czasie, byłem jeszcze w Londynie na przedsezonowym sparingu Crystal Palace vs Chelsea. Dopiero dwa lata później zacząłem podróżować samodzielnie. W 2011 roku wybrałem się do Wrocławia na mecz Polska – Włochy, gdzie zdobyłem podpisy najważniejszych włoskich graczy, w tym m.in. legendy Gianluigiego Buffona.

Czy był piłkarz, który odmówił złożenia autografu?

Mam dobrą historię. Chodzi o Sona Heung – mina, piłkarza Tottenhamu Hotspur. W 2016 roku, pojechałem z kolegami do Pragi na mecz towarzyski Czechy – Korea Południowa. Polowaliśmy na autografy koreańskich piłkarzy, których podpisy są unikatami, szczególnie dla europejskich kolekcjonerów. Wśród nich był Son, który odmawiał rozdawania autografów. Uciekał na stronę, udawał, że nie słyszy, kierowanych do niego, naszych wołań. Ostatecznie zdobyłem podpisy wszystkich członków koreańskiej reprezentacji z wyjątkiem Sona. Dwa lata później Korea przyjechała do Chorzowa. Pojechałem tam i czekałem na zawodników w środku hotelu. Ponownie – dostaliśmy autografy od każdego, jedynie Son robił problemy. Odganiał nas, mówił „later” (później), po czym gdzieś uciekał. Dziwna sprawa. W innej sytuacji, kiedy cała drużyna wyjeżdżała na trening, a pod hotelem stali koreańscy kibice, Son nie miał problemu rozdać im autografów i pozować do zdjęć. Natomiast kiedy o to samo prosił chłopak z Polski, piłkarz Tottenhamu – nie wiedzieć czemu – notorycznie odmawiał. Postanowiłem spróbować po raz ostatni. Po kolacji, koreańscy reprezentanci wychodzili z restauracji. Wziąłem do ręki jedno zdjęcie i markera. Zagadałem do niego po angielsku. Odmówił i obrócił się na pięcie. Nie odpuszczałem – ponownie spytałem, dlaczego nie chce złożyć autografu paru kibicom z Polski. Son wcale nie zareagował. Odburknął coś pod nosem i szybko udał się schodami na piętro. W tamtej chwili, wkurzyłem się i powiedziałem w jego kierunku po angielsku: „Jesteś pieprzonym ignorantem”. Son kiedy to usłyszał… rzucił we mnie plastikową butelką, którą dotychczas trzymał w ręce. Podbiegł do mnie, przywarł mnie do ściany i zaczął nerwowo pytać „Co ty powiedziałeś?”. Odparłem, że jest ignorantem, bo nie szanuje kibiców z Polski i nie chce rozdać nawet kilku autografów czekającym na niego, od kilku dni, kolekcjonerom. Son powiedział, że będzie robić to, co mu się podoba. Gość… nieugięty.

W telewizji wydawał się być trochę bardziej sympatyczny…

Później widziałem różne filmiki kreujące go na najmilszego piłkarza na świecie, bo dał komuś koszulkę… Dla mnie to jest lekka hipokryzja. Kiedy Son się oddalił, ubrałem kurtkę, wziąłem plecak i spokojnie wyszedłem z hotelu.

Chociaż jest jeszcze druga strona medalu – patrząc na boiskową dyspozycję, Son miał wtedy ciężki okres. Nie chce go usprawiedliwiać, ale piłkarze nie zawsze mają ochotę na rozdawanie autografów. Najbardziej popularni piłkarze mają tysiące podobnych sytuacji w swoim życiu. Ja go widziałem dwa razy. Możliwe, że kiedyś podejdę trzeci raz i wtedy będzie inaczej.

Jak dostałeś się w sam środek zgrupowania reprezentacji Nigerii?

To też ciekawa historia. Widzę, że zrobiłeś solidny research, skoro dotarłeś do tej informacji. Czekałem na zawodników, w hotelu, gdzie zakwaterowana była reprezentacja Nigerii. Czasem – jako kolekcjonerzy – czekamy na zewnątrz, czasem możemy wejść do środka. W tym przypadku, bez problemu dostaliśmy się między piłkarzy, którzy chętnie rozdawali autografy. Zawodnicy poszli na kolację, na której odbywał się chrzest dla nowicjuszy i debiutantów. Wchodzili na krzesła, śpiewali piosenki, lało się wino. Świetna atmosfera. Wszystko widziałem przez otwarte drzwi do restauracji. Po kolacji zebrali się wokół fortepianu i kontynuowali swoje świętowanie. Udało mi się dostać do środka, nagrałem filmik. Mam fajną pamiątkę.

Jak pandemia wpłynęła na losy łowcy autografów? Wyobrażam sobie, że dzisiaj podobna akcja byłaby niemożliwa.

Prosty przykład. Zjawiłem się na zgrupowaniu kobiecej reprezentacji Szwecji. Podchodzę do trenera z chęcią zabrania jego podpisu. On na mnie spojrzał, rozłożył ręce, po czym powiedział, żebym poczekał, bo musi zapytać doktora reprezentacji czy może wziąć mój marker do ręki. Piłkarki szły tuż za nim, jednak nie prosiłem ich o podpisy, cierpliwe czekałem na decyzję doktora. Po chwili wyszła do mnie pani doktor, która powiedziała, że kategorycznie nikt z reprezentacji nie może brać do ręki niczego, co pochodzi „z zewnątrz”. Jednak po chwili do hotelu zostały dowiezione opakowania pełne butelek z wodą, które już oczywiście mogły być zabrane bezpośrednio przez pracowników reprezentacji… Generalnie dużo zależy od podejścia poszczególnych osób. Na przykład, kiedy w zeszłym roku zbierałem autografy od reprezentantów Węgier, to nie było żadnych problemów. 

Obostrzenia często psują szyki… W zeszłym roku, we wrześniu byłem na meczu Ukraina – Francja. Dzień po meczu, tak się złożyło, Francuzi zostali na Ukrainie i odbywali jednostkę treningową na obiektach nieopodal Stadionu Olimpijskiego. Co ciekawe, trening oglądało bardzo mało osób. Rzadko się zdarza, że Mistrzowie Świata trenują niemal bez publiczności. Dostaliśmy, jednak informację, że piłkarze mają zakaz rozdawania autografów ze względu na obostrzenia. Trzeba było zadowolić się paroma selfiakami z oddali. Szkoda, bo komplet autografów piłkarzy reprezentacji Francji – zdobyty osobiście – byłby niemałym kolekcjonerskim rarytasem.

Wybiegasz w przyszłość, planujesz nowe wyjazdy?

Nie jestem w stanie planować, ale z tyłu głowy zawsze tworzą się jakieś pomysły. Zaciekawiła mnie otwartość Nigeryjczyków. Razem z kolegami mieliśmy wybrać się do Maroka, na dwutygodniowy wyjazd, na afrykańską Ligę Mistrzów, jednak wtedy właśnie wybuchła pandemia. Chciałbym wyjść ze swojej strefy komfortu. Chciałbym kiedyś spontanicznie spakować się w plecak i zrobić miesięczną wędrówkę np. po krajach bałkańskich. Innym krajem, który mnie interesuje jest Turcja, a dokładniej jej wschodnia część. Zresztą już raz byłem w Stambule i było świetnie. Pomysłów jest mnóstwo, jednak ograniczenia związane z wirusem nie pozwalają rozwinąć skrzydeł. Dodatkowo aspekt finansowy – niestety, ale na takie wyjazdy trzeba trochę czasu odkładać.

Ile autografów znajduje się w Twojej kolekcji?

Mam ponad 11 000 tysięcy autografów osób związanych z piłką nożną na ponad 19 000 zdjęciach. Niektóre osoby, przy różnych okazjach, podpisały się na paru fotografiach, stąd tak duża ilość zdjęć. 

Czy istnieje dla Ciebie coś takiego jak kolekcjonerski sufit?

Nie, nie widzę czegoś takiego. Zawsze powtarzałem, że kolekcjonowanie autografów to pasja, która z każdym rokiem się napędza.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

To hobby to trochę styl życia. Jestem przyzwyczajony, że często bywam na poczcie. Organizuję wyjazdy. Nie widzę sufitu. Z biegiem lat, kiedy człowiek założy rodzinę, wiadomo, że czasu będzie mniej. Ale nie wyzbędę się tego. Może będę mniej podróżował, a z kolei wysyłał więcej listów? Kto wie, jak to będzie…

Liczyłeś kiedyś ile listów rozesłałeś przez te wszystkie lata?

Tysiące, może dziesiątki tysięcy, to nie jest dla mnie w żaden sposób policzalne, bo nigdy takich statystyk nie prowadziłem. Chociażby w zeszłym roku rozesłałem blisko 500 listów do zawodników. Do tego dochodzą jeszcze wymiany z innymi kolekcjonerami, a zbieram autografy już od blisko 14 lat. Jeżeli powiem, że w życiu wysłałem w sumie około 10 000 listów, to nie sądzę, żebym się znacząco pomylił.

Gdzie szukasz pomysłów na kolejne zdobycze?

W pierwszej kolejności, moim celem są autografy uczestników Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy i medalistów Igrzysk Olimpijskich z piłki nożnej. Głównie szukam ludzi, którzy uczestniczyli w tych imprezach międzynarodowych, a trzeba pamiętać, że pierwszy mundial odbył się w 1930 roku, więc roboty mam sporo. Jednak często łamię schemat. Na przykład: z racji sympatii do Szwecji, w której mieszka moja mama, wysyłałem listy z prośbą o autografy do królów strzelców tamtejszej ligi z lat 50. 60. czy 70. W ubiegłym roku nadałem list do Bertila „Bebbena” Johanssona, legendy IFK Göteborg, człowieka w podeszłym wieku, niewidomego, o czym dowiedziałem się dopiero później. Jego żona odebrała list i dała mu zdjęcia do podpisania. Później dowiedziałem się, że raptem paręnaście dni później, ta osoba już nie żyła. Czasem okazuje się, że autografy, które otrzymuję, są ostatnimi rozdanymi w życiu takiej osoby. Zbieranie autografów jest na tyle ciekawe, że dany egzemplarz często jest jedyny na świecie. Nikt nie jest w stanie rozdać drugiego, takiego samego, więc to już samo w sobie jest rarytasowe. Każda sygnaturka ma swoją historię do opowiedzenia. Mam nadzieję, że z biegiem lat wciąż będę je zbierał i kolekcja nadal będzie się rozrastała. Być może kiedyś, na moją starość, trafi ona np. do piłkarskiego muzeum i będzie cieszyła innych na następne pokolenia.

Rozmawiał: Olgierd Bondara

fot. wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Mateusza Zgorzyka

https://www.facebook.com/AutografyMateqi

https://autografowazajawka.wordpress.com/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: