Derby Berlina, czyli mecz, który wzbudza u wielu niesmak, ale może być całkiem apetycznym kąskiem.

Union-Hertha to pojedynek toczący się cały rok, zarówno na ulicach stolicy jak i na twitterze. Na poziomie Bundesligi będzie to piąte starcie o prymat w Berlinie, z czego trzy ostatnie były grane bez publiki, a ten jeden jedyny mecz rozgrywany z udziałem widzów był pełen skandali. Na te derby dopuszczona jest maksymalna liczba widzów. Dwa kluby, które łączy niewiele więcej niż siedziba w tym samym mieście. W teorii fani obu ekip powinni być pełni ekscytacji i oczekiwania oraz zatopieni w przedderbowej atmosferze. W teorii, bo jest kilka ‚ale’ i to wyjątkowo zgodnie w obu obozach kibicowskich. No ale właśnie: o co chodzi i dlaczego otoczka przed meczem jest nietypowo ponura i wielu podchodzi do tego derby z co najwyżej mieszanymi uczuciami? Odpowiedzi znajdziecie w tym tekście, przyprawionym kilkoma ciekawostkami i okraszonym krótką analizą sytuacji kadrowej oraz dotychczasowej dyspozycji obu drużyn.

Coś jak Dawid i Goliat (patrząc na obecny i ostatni sezon ciężko poznać, który to który) lub…

1. FC Union Berlin vs Hertha BSC: czyli w jednym, czerwono-białym narożniku mamy klub, który zadziwia wielu, osiągając wyniki ponad stan i pokazuje, że można być skromnym i ubogim. Siódme miejsce i awans do Ligi Konferencji w sezonie 2020/21 osiągnięte z drugim najniższym budżetem ligowym oraz przeczące stwierdzeniom, mówiącym, że drugi sezon w danej lidze jest cięższy i gra na trzy fronty może się źle skończyć. Taki Rocky Balboa Bundesligi, niezbyt mocny w gębie, lecz sensownie wykorzystujący swe zasoby m.in. dzięki intensywnej pracy.

W drugim niebiesko-białym narożniku jest klub – pardon, Big City Club – który ma wielkie ambicje i lubi je hucznie ogłaszać. Tak jak swoje buńczuczne zapowiedzi gry w europejskich pucharach, tymczasem przypomina swoisty koksownik, w którym pali się pieniędzmi i potwierdza powiedzonka takie jak: pieniądze to nie wszystko lub pieniądze szczęścia nie dają. Ot, taki Marcin Najman Bundesligi, często lądujący na deskach i znany ze spektakularnych klęsk. Różnic między Unionem i Herthą jest oczywiście dużo więcej, ale o tym może przy kolejnej okazji.

Niby-derby i zbliżone opinie oraz podobny nastrój przed derbami w środowisku fanowskim

Naprawdę rzadko jest taka zgodność między Unioner i Herthaner jak przed tymi derbami. Połączyła ich pandemia, o zgrozo. Berliński senat przyjął wniosek Unionu i zgodził się na pełne zapełnienie stadionu An der Alten Försterei na ten mecz, co klub ogłosił 16 listopada.

Boom, no i gruchnęło. Albowiem nie tylko w środowisku fanów stołecznych ekip dominuje spore niezrozumienie tej decyzji lokalnych polityków i było/jest wiele krytycznych opinii odnośnie tegoż. Związane jest to z tym, że sytuacja pandemiczna w Niemczech jest krytyczna. W samym Berlinie również wygląda to źle: w ostatnich siedmiu dniach było 12.678 potwierdzonych przypadków koronawirusa w stolicy, niemalże 2500 więcej niż w przedostatnim tygodniu. W całych Niemczech mamy około 60.000 nowych przypadków na dzień. Okręg Treptow-Köpenick, czyli ten, w którym jest stadion Unionu miał 1051 potwierdzonych infekcji w ostatnich siedmiu dniach. W skali całego kraju umiera codziennie około 250 osób, przegrywając walkę z wirusem i tak już od kilku dni, całkowita ilość zgonów z tego powodu zbliża się do 100.000 w całych Niemczech.

 To tak pokrótce, żeby czytelnik wiedział, o czym piszę i skąd spory niesmak u wielu osób odnośnie grania derbów Berlina przy pełnym, ciasnym, ale własnym stadionie. Zgoda na wykorzystanie pełnej pojemności „Starej Leśniczówki” wydaje się dziwna lub wręcz niezrozumiała również dlatego, że na cztery dni przed jej ogłoszeniem Instytut Roberta Kocha (z tego najlepszego źródła są powyższe liczby) zalecał m.in. unikanie i odwoływanie większych imprez masowych. Od poniedziałku 15.11 obowiązuje w Berlinie zasada 2G (zaszczepieni i osoby, które wyzdrowiały z koronawirusa) i taka sama zasada obowiązuje na tym meczu derbowym. To nie spodobało się grupom Ultras i zarówno fanatycy Unionu jak i Herthy ogłosili, że… ich na tych derby nie będzie.

Podobnie czynią też i inne zrzeszone ugrupowania fanowskie niemieckich drużyn, które zresztą dopiero co wróciły na trybuny, by teraz znowu zaprzestać udziału w spotkaniach. Oznacza to brak zorganizowanego dopingu jak i wielkich choreografii, a choreo na pierwszym meczu derbowym w Bundeslidze (02.11.19) było iście imponujące. Będzie to więc coś jak niby-derby, ale znając fanów Unionu to i tak ze świetnym i głośnym dopingiem. Przypuszczam, że komplet widzów, czyli 22.012 nie pojawi się na stadionie i część osób, która wylosowała bilet w standardowej loterii ani go nie odsprzeda, ani nie przyjdzie na mecz. Jeśli już to jest chyba tylko jeden plus tej całej sytuacji: powinno być spokojniej niźli w 2019, gdy z sektora Herthy wystrzelono kilkadziesiąt rac na murawę i na trybuny zajmowanej przez fanów Unionu, które zraniły kilka osób.

O dwóch czarodziejach wracających do gry. Porównanie siły rażenia obu drużyn.

W ostatnim pojedynku Unionu z Herthą rozegranym 04.04.2021 padł remis 1-1, ale żadnego ze strzelców bramek lub asystujących już nie ma w berlińskich zespołach. FCU wyszedł na prowadzenie po golu Roberta Andricha, któremu asystował Petar Musa, a HBSC wyrównała bramką Dodi Lukébakio z rzutu karnego po faulu na Mattéo Guendouzim. Czasy i piłkarze się zmieniają, ale oblicze obu ekip nie. Max Kruse wraca do gry. Nie, nie w pokera ani nie w granie w Counter Strike na platformie Twitch, bo obu tych czynności nie zaprzestał. Wraca na murawę. Niemiec pauzował w ostatnich kilku meczach i na potyczkę z ‚die Alte Dame’ będzie dostępny, ale czy wybiegnie w podstawowej jedenastce, jest sprawą otwartą. Osobiście myślę, że tak. Będzie to dobre i dla Unionu i dla widowiska, biorąc pod uwagę co Kruse potrafi zrobić z piłką, wyczarowując partnerom z drużyny sytuacje bramkowe.

Natomiast choć w kadrze meczowej Herthy powinien znaleźć się Stevan Jovetic. Gracz niegdyś łączony z przejściem do Juventusu, w trakcie zgrupowania swej reprezentacji narodowej otrzymał pozytywny test na koronawirusa, ale po przebyciu kwarantanny oraz negatywnych testach wrócił do Berlina. Jednakże uczynił to dopiero w czwartek. Jego występ stoi dalej pod znakiem zapytania, a to właśnie jego gol zapewnił Berlińczykom punkt w ostatnim meczu z Bayerem w Leverkusen.

 Cholernie ciekawie robi się, gdy porównamy dotychczasowy bilans napastników obu klubów. Formacja ataku u ‚die Eisernen’ zasługuje na to, by ją tak nazywać, natomiast mottem przewodnim napastników Herthy jest najprawdopodobniej fragment znanego tekstu Adama Mickiewicza: „Nam strzelać nie kazano”. Union trafił w dziesiątkę wykupując z Liverpoolu idealną dla FCU dziewiątkę. Taiwo Awoniyi pięknie rozkwitnął w rodzinnej atmosferze Unionu, na tyle, że jest już od wielu tygodni w czołówce napastników Bundesligi. W klasyfikacji strzelców są przed nim tylko dwa potwory – Robert Lewandowski i Erling Haaland – oraz Patrik Schick i po dwóch golach w ostatniej kolejce (akurat przeciwko Unionowi) również Anthony Modeste. Awoniyi plasuje się na piątym miejscu wśród najlepszych strzelców ligi z bilansem 7 goli w 11 występach.

Kevin Behrens-niedostępny na derby z powodu koronawirusa-sprowadzony za darmo i dopiero w FCU jako 30-latek(!) debiutujący w Bundeslidze ma jednego gola i 3 asysty ligowe. No i Kruse czy Voglsammer to również groźni gracze dla rywali.

A Hertha i jej napastnicy? Davie Selke strzelał, a i owszem, ale tylko w letnich sparingach, zaś w Bundeslidze jego bilans to okrągłe 0 asyst i goli, Ishak Belfodil też nie ma nic na koncie. Jovetic ma dwa gole, Maolida sprowadzony latem z OGC Nice ma w dorobku jedno trafienie i Pal Dardai umieszcza go często na skrzydle. No i na koniec rewolwerowiec z Polski, czyli Krzysztof Piątek. Piona jako jedyny z atakujących Starej Damy ma jedną asystę, zawsze coś. Problem leży w tym, że Polak nijak pasuje do stylu gry Herthy, co zaowocowało jedną bramką. Sporym błędem było przejście Krzyśka do Herthy. Obecny ‚Il Pistolero’ to nie jest nawet pistolet na kapiszony, a pistolet na wodę. W dodatku z przeciekającym magazynkiem.

Jak podał magazyn ‚Kicker’ napastnicy Unionu mają łącznie 20 scorerpunktów (11 goli i 9 asyst), natomiast atakujący Herthy mają… 5 scorerpunktów (4 gole i 1 asysta). Przepaść. Hertha BSC wydawała miliony Euro na promocję klubu jeszcze zanim pojawił się inwestor Lars Windhorst. Przy tak wielu milionach, które ten kontrowersyjny człowiek utopił… sorry chciałem obiektywnie, ekhm… zainwestował w Starą Damę, różne akcje marketingowe nie ustały.

Hertha znowu plakatuje na mieście. Zakład Krusego.

Jak przed każdym meczem derbowym tak i tym razem miasto zostało zalane plakatami HBSC. Jak przyznał sam klub, zamówili na tę okazję aż 300 obiektów reklamowych u firmy Wall, która jest zresztą ich partnerem kooperacyjnym. Owe reklamy wyglądają tak jak na załączonym zdjęciu. W zamówionym przez Herthę pakiecie była też niezła prowokacja… otóż taki Billboard z barwami HBSC został umieszczony tuż przed stadionem Unionu. Pojawił się tam w poniedziałek z rana, ale już po południu pracownicy firmy go zdjęli. Jednakże nie tyle, ile Hertha zrozumiał kontrowersyjność takich zagrań, co firma bała się o zniszczenie ich słupa reklamowego.

Jeden z przedderbowych plakatów Herthy

Ogólnie… trzeba przyznać, że fani, piłkarze jak i działacze Herthy standardowo mocno się nakręcają na derby, nawet i Windhorst zagrzewał w piątek drużynę do boju, huhu…  Na koniec dobry Kruse nie jest zły. Pozytywny świr już zaszalał i postarał się o dodatkową motywację, stawką dla niego będą nie tylko punkty dla Unionu, ale i trochę gotówki: w jednym z jego nowych filmików na Instagramie ktoś zaproponował mu pewien zakład, a Max w takie deale chętnie wchodzi. Na propozycję: „Robimy zakład. Gdy Union wygra, to podaruję tysiąc euro dla schroniska dla zwierząt (w jednym z berlińskich Zoo), a gdy Hertha wygra, to ty musisz wpłacić 1000 euro, deal?” Kruse nie wahał się ani chwili odpowiadając: „Jasne. No to dziękuję za 1000 euro” 🙂 Na co ta osoba odpowiedziała kolejną propozycją: „To jeszcze jeden zakład: gdy strzelisz gola, to wpłacam kolejny 1000 euro na schronisko, a jak nie strzelisz, to ty wpłacasz tysiaka.” Również i przy tym bardziej ryzykownym zakładzie Kruse nie zastanawiał się długo i oba zakłady zostały przyklepane. Obojętnie jak się mecz i tego typu zabawy nie skończą, wygrają zwierzęta z tego schroniska. A derby? Pewnie będzie wiele walki i raczej wyrównane spotkanie, typowałbym wygraną Unionu 2-1 i… Kruse z golem 😉

Antek Tomkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: