Florian Kohfeldt, czyli nowa-stara twarz w Bundeslidze

            Było kilku kandydatów na pierwsze zwolnienie w tym sezonie Bundesligi. Najpierw Pal Dardai, który mówił, że w sumie to może prowadzić młodsze roczniki Herthy. Potem Markus Weinzierl sprawia, że Augsburg nie ma żadnego pomysłu w ofensywie, nie mówię już o defensywie, bo jaka jest, każdy widzi. Wreszcie Oliver Glasner i jego syndrom Czesława Michniewicza – w Europie fantastycznie, w lidze o krok od strefy spadkowej. Jednak wszystkich przebił swoimi 4 ligowymi porażkami z rzędu Mark van Bommel i już go w sztabie szkoleniowym Wolfsburga nie ma. Zastąpił go jeszcze młody trener, który był związany z Werderem przez 20 lat, a teraz ma wpuścić trochę świeżego powietrza do szatni i sprawić, że jego zespół będzie grał ładnie dla oka i przede wszystkim punktował. Oto Florian Kohfeldt – ofiara złego zarządzania klubu.

POCZĄTKI

            Ktoś teraz powie: Zaraz, przecież on ma 39 lat, czyli połowę życia spędził w Bremie? Tak, zgadza się, gdyż Kohfeldt grał w piłkę jako bramkarz. Jest wychowankiem TSV Jahn Delmenhorst i w 2001 roku postanowił spróbować swoich sił w Werderze. Jednak jak już grał, to dopiero w jej trzecim zespole. Grała ona w Verbandsliga Bremen (od sezonu 2008/09 Bremenliga – piąta klasa rozgrywkowa). Stwierdził jednak, że nie zrobi kariery jako piłkarz, więc zawiesił buty na kołku w 2009 roku. Jakże to symboliczny rok. To właśnie wtedy Werder zdobył swoje ostatnie trofeum – DFB Pokal. Przegrał również finał ostatniej edycji Pucharu UEFA z Szachtarem. Tymczasem Niemiec zajął się trenerką. Był asystentem w U17, następnie w rezerwach i nareszcie 26 października 2014 roku przybył do sztabu pierwszej drużyny. Jaki można znaleźć wspólny mianownik w tych trzech etapach? Za każdym razem pierwszym szkoleniowcem był Victor Skrypnyk – Ukrainiec, który grał w Bremie przez 8 lat. Teraz miał przywrócić chwałę temu zasłużonemu klubowi. Nie udało mu się to, więc po dwóch latach zakończono z nim współpracę. Kohfeldt wtedy przejął wreszcie posadę pierwszego trenera – jeszcze nie pierwszej drużyny, ale rezerw. Początek naprawdę był dobry – oprócz przegranego debiutu kolejne pięć spotkań zakończył bez porażki. Do końca jednak walczył o utrzymanie i to rozpaczliwie, bo ostatecznie rezerwy Bremy zajęły 17. miejsce, ostatnie bezpieczne, a to dzięki dwóm wygranym na koniec: przeciwko FSV Frankfurt i VfR Aalen. W następnym sezonie było ciut lepiej – po 14 kolejkach była 15. lokata. Dlaczego wspominam tu tylko o 14 meczach? Bo nadszedł czas, by ogarnąć seniorów.

PRAWDZIWA TRENERSKA PRZYGODA

            Jest 30 października 2017 roku. Werder znajduje się w fatalnej sytuacji. Po 10 meczach ani jednego zwycięstwa – jedyny taki przypadek w historii klubu. Poza tym pięć remisów i tyle samo porażek. Dzień wcześniej przegrana 0:3 z Augsburgiem, co przelało czarę goryczy. Zwolniono Alexandra Nouriego po nieco ponad roku pracy. Do czasu znalezienia nowego sternika tę funkcję powierzono Florianowi Kohfeldtowi. Jego praca jednak tak spodobała się władzom, że po przerwie reprezentacyjnej prowadził zespół już jako pełnoprawny szkoleniowiec.

            I co? No i ułożył to wszystko na swoją modłę. Stał się bardzo elastyczny taktycznie, nawet próbował gry trzema obrońcami. Bazowe ustawienie – ofensywne 4-3-3, gdzie dużą rolę odgrywali zawodnicy środka pola. A tam posiadał świetnych grajków: 20-letniego Maximiliana Eggesteina, którego już znał z rezerw, trochę starszych Thomasa Delaneya i kapitana Zlatko Junuzovicia. Oprócz tego solidne wzmocnienia, między innymi Milot Rashica, Ludwig Augustinsson czy wypożyczenie Ishaka Belfodila. To doprowadziło bremeńczyków do bezpiecznego utrzymania, a dokładnie 12. miejsca.

            Sezon zaczął już bez Delaneya (sprzedany za 20 mln euro do BVB) i Junuzovicia (powrót do ojczyzny, dokładniej do RB Salzburg). Pozostał Eggestein, w miarę możliwości był wystawiany Philipp Bargfrede, ale w jego przypadku często zawodziło zdrowie. Postanowiono więc zainwestować. Przyszedł Nuri Sahin i – przede wszystkim – Davy Klaassen. Do tego na koniec kariery przybył Claudio Pizarro, dokooptowano Martina Harnika i Yuyę Osako. Efekt? Świetne rozpoczęcie, potem trochę obniżyła loty, by skończyć tuż za miejscem gwarantującym europejskie puchary. Ostatecznie skończyło się 8. lokatą. Niemcy były tak zachwycone trenerem, że Kohfeldt został nagrodzony mianem Trenera Roku 2018. Gdyby liczyć tylko ten rok, to Werder zająłby 9. miejsce w Bundeslidze z 49 punktami. Pod względem punktowym jakby porównać z poprzednimi latami, to był najlepszy rok od 2011 roku (51 „oczek”). Wydawało się, że wszystko idzie ku dobremu. Ale zaczęło dziać się źle…

            Utracono człowieka, który potrafił trzymać drużynę w kupie – gdzie nie grał Max Kruse, to naprawdę miało ręce i nogi. Brakowało już lidera. Zaczęły się niezrozumiałe wypożyczenia: do klubu przyszli Oemer Toprak, Leonardo Bittencourt, Michael Lang, a zimą na dokładkę Davie Selke i Kevin Vogt. Cóż, nie była to ekipa godna pozazdroszczenia. A, zapomniałbym o kupnie za 6,5 mln euro Niclasa Fuellkruga. Piłkarza bardzo podatnego na kontuzje. W ogóle zaciąg doświadczonych zawodników i złe przygotowanie do nadchodzącego sezonu spowodowały plagę urazów. Miejscami można byłoby ułożyć jedenastkę nieobecnych właśnie z tego powodu. Nie pomogła w tym nawet pandemia. Jeżeli chodzi o grę, to nie jest tak, że wkradła się padaka i nie potrafili podać prosto piłki. Wyglądało to dość interesująco, lecz pod bramką rywali brakło zimnej krwi. Za to w drugą stronę tracone bramki były kuriozalne, co obniżało ich morale. Nie umieli bronić stałych fragmentów gry. Całą rundę wiosenną tkwili w strefie barażowo-spadkowej, a od 22. kolejki okupowali 17. miejsce. Rzutem na taśmę opuścili ją w ostatniej serii spotkań wygrywając z Koeln 6:1. Ostatecznie spadła Fortuna Duesseldorf. No ale zostały baraże, gdzie też do końca trwała walka o ostatnie wolne miejsce w Bundeslidze. Fura szczęścia sprawiła, że dzięki bramkom na wyjeździe (u siebie 0:0, na wyjeździe 2:2) Werder wygrał dwumecz z Heidenheim. Florian Kohfeldt mógł odetchnąć z ulgą. Czy na długo?

            Raczej nie! Przed sezonem pozbyto się Klaassena za dość pokaźną sumę, ale co z tego, skoro zostały one wydane na… wykupenie Topraka i Bittencourta! Kohfeldt musiał kleić skład z ludzi po wypożyczeniach, wyciągniętych za darmo i jakichś resztek. Do tego coraz bardziej chimeryczny stawał się Rashica, zdolni piłkarze (Jiri Pavlenka, Milos Veljković, Josh Sargent, Eggestein) przestali się rozwijać. To i tak nieźle, że do pewnego momentu zespół plasował się na miejscach 11-13. 10 marca 2021 roku w zaległym meczu 20. serii spotkań pokonali Arminię 2:0. W tym momencie była spokojna 11. lokata i wydawało się, że kolejny raz Bremeńczycy się utrzymają. Kibicom Werderu trafiła się jednak bardzo niemiła niespodzianka! W ostatnich 10 meczach ich ulubieńcy zdobyli tylko jeden punkt! Do strefy spadkowej trafili po ostatniej kolejce, przed którą zwolniono Niemca z roli trenera seniorów. Tylko że spadek mienił się w zasadzie, jako „nagroda” za całokształt, a Kohfeldt był tu najmniejszym problemem. Starał się jak mógł, zmieniał ustawienia, coraz częściej widzieliśmy formację z trzema obrońcami, ale z danego materiału nie dało się nic więcej uformować. Werder zasłużenie spadł i nie wróżę im rychłego awansu do elity. A wspomniany szkoleniowiec dostał nowe zadanie.

CZEGO MOŻEMY SIĘ SPODZIEWAĆ?

            Po zatrudnieniu Kohfeldta Wolfsburg rozegrał trzy mecze i z każdego z nich przyniósł komplet punktów – ofiarami okazały się poturbowany Bayer (0:2 na BayArena), RB Salzburg w Lidze Mistrzów (3:1) i Augsburg (1:0). Wróciło punktowanie, dzięki czemu nadal mają szansę na wyjście z grupy w LM, a w lidze awansowali na czwarte miejsce w tabeli. Co się takiego zmieniło? Przede wszystkim formacja. Jak już mówiłem końcówka w poprzednim klubie stała pod znakiem trójki w defensywie i potwierdza się to tutaj. We wszystkich spotkaniach stosowano ustawienie 3-4-3 z ofensywnymi wahadłowymi. Można się zastanowić, kto będzie grał u tego szkoleniowca, ale ławka jest na tyle długa, by pozwalać sobie na wiele rotacji, również tych formacyjnych. Ja wezmę to powyższe i spróbuję umiejscowić poszczególnych zawodników.

            Na bramce bezdyskusyjnie będzie stał Koen Casteels. Spisuje się w tym sezonie doskonale. Nawet za kadencji van Bommela nie powinien mieć sobie nic do zarzucenia. Ciekawie robi się w obronie. Pewniakami wydają się być Maxence Lacroix i John Anthony Brooks. Ten drugi nie jest zbyt zwrotny, co powoduje problemy w szeregach Wilków, ale gdzie ma głowę czy nogę włożyć, to staje na wysokości zadania. Poważnych zastrzeżeń nie mam do Francuza – prawidłowo dojrzewa w tym klubie, co mnie cieszy, bo jestem fanem jego talentu. Zostało jedno miejsce do obsadzenia, gdzie widzieliśmy już trzech piłkarzy. W dwóch pierwszych meczach to miejsce zajął Joshua Guilavogui i to jest interesujące rozwiązanie. Dzięki niemu bowiem podczas meczu będzie można płynnie i prosto dokonać korekty ustawienia z 3-4-3 na 4-3-3. Francuz wtedy idzie na pozycję numer 6, wahadłowi się cofają na boki obrony, a reszta pozostaje bez zmian. Uniwersalność Guilavoguiego będzie wykorzystywana. W spotkaniu z Augsburgiem od pierwszej minuty wyszedł Sebastiaan Bornauw pozyskany latem z Koeln, a w drugiej połowie zmienił go młody Micky van de Ven wzięty również podczas tego okna z FC Volendam. Obaj to typowi stoperzy z dobrym wyprowadzaniem piłki.

            Duży wybór ma trener w drugiej linii. Zacznijmy od wahadłowych. Głównym zawodnikiem, który zajmuje lewą stronę, stał się Paulo Otavio. Ostatnio leczył kontuzję stawu skokowego, dlatego za van Bommela był widziany Jerome Roussillon i Yannick Gerhardt. W meczu z Bayerem po tej stronie widziany był również Renato Steffen, co pokazuje to, czego Kohfeldt oczekuje od bocznych stref boiska – grający tam piłkarze mają być ofensywni i mobilni. Na prawo od bramki pewne miejsce w składzie wydaje się mieć Ridle Baku. Znajduje się w dobrej formie i daje dużo w ataku, również liczby. Wygryza ze składu Kevina Mbabu. Szwajcar niestety nie radzi sobie najlepiej w tym sezonie. Jeszcze jest kontuzjowany William awizowany do tej pozycji, ale najpierw niech się wyleczy. Środek pola a tam za każdym razem od pierwszej do ostatniej minuty u nowego szkoleniowca zagrał Maximilian Arnold. To, co mi się rzuciło w oczy u niego, to świetna współpraca z Otavio, co zaowocowało jedyną bramką w meczu z Augsburgiem. Niemiec jest niezbędny w układance Wilków – znakomicie narzuca tempo akcji, odbiory na wysokim poziomie skuteczności. Obok ustawiany był między innymi Gerhardt. Znowu mamy do czynienia z uniwersalnością, gdyż ten piłkarz w tych trzech spotkaniach był widziany na lewym wahadle, środku pomocy, a nawet na lewym skrzydle. Przy elastyczności taktycznej Kohfeldta da to wymierny efekt. Na tej pozycji mamy też duży wybór nominalnych „dziesiątek”. Dobrze zapowiada się w tej roli Aster Vranckx – młody nabytek z KV Mechelen. Były trener Werderu darzy dużym zaufaniem młodzież, gdyż na boisko wchodził nawet Felix Nmecha. Z braku laku na środku można ustawić Maximiliana Philippa. Nie zapominajmy o wracającym ekspresowo do zdrowia ważnym ogniwie tego zespołu – Xaverze Schlagerze. Jak widać, Kohfeldt ma kłopot bogactwa w tej strefie.

            Przechodzimy do ataku. Na skrzydłach już występowało wielu zawodników: wspomniani Steffen, Philipp, Gerhardt, chwilami nawet Otavio. W dodatku niektóre „dziewiątki” mogą też tam zagrać, jak np. Lukas Nmecha czy kontuzjowany obecnie Luca Waldschmidt. Ten pierwszy jest głównym beneficjentem przyjścia Kohfeldta. W każdym meczu prowadzonym przez nowego szkoleniowca strzelał gola, co zaowocowało powołaniem Nmechy przez Hansiego Flicka. Do tego stałym rezerwowym stał się chyba najbardziej irytujący zawodnik tego klubu, czyli Dodi Lukebakio. Na szpicy będą ze sobą rywalizowali Nmecha, najlepszy strzelec Wolfsburga od trzech lat Wout Weghorst, rzadziej Waldschmidt. Do łask nawet wrócił Daniel Ginczek, a trzeba pamiętać o kontuzjowanym Polaku Bartoszu Białku. To naprawdę wygląda zabójczo jak na warunki Bundesligi.

PODSUMOWANIE

            Kohfeldt ma wszystko, by zbudować w Wolfsburgu solidną drużynę, która będzie walczyła o miejsce w Lidze Mistrzów. Nie będzie mógł się tłumaczyć brakami kadrowymi, bo zasób ludzki ma spory. Pozostaje mu tylko pokazać swój kunszt trenerski, który już potwierdzał w Werderze. Jakbym miał zgadywać, to na ten moment jest to jeden z kandydatów na końcowe podium w Bundeslidze. Trzymam za niego kciuki. Warto tę drużynę obserwować i sprawdzać, jak będzie się ta maszyna rozpędzała. A jestem tego pewny, że będzie.

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: