Walec bawarski, Wolfsburg zwycięski, problemy frankfurckie – Bundesligo, dobrze, że jesteś!

            Kluby wróciły na boiska po przerwie reprezentacyjnej. Na niemieckich stadionach nie brakowało emocji i dobrych widowisk. Dość powiedzieć, że padło 28 bramek, a więc niecałe 3,5 gola na mecz. Jak się potoczyły losy poszczególnych drużyn? Czas na podsumowanie czwartej serii spotkań.

            W Fuerth doszło do spotkania beniaminka z liderem, co zwiastowało grad goli. Tego nie było, a sam mecz był bardzo przyjemny do oglądania. Greuther dobrze operował piłką, co z ich strony było rzadkością w poprzednich kolejkach. Zdarzyło się jednak coś, czego się można było spodziewać – Wolfsburg strzelił bramkę. Przez kilka sekund odbywał się bilard w polu karnym, piłka ostatecznie trafiła do Lucasa Nmechy, a ten strzelił swoją drugą bramkę w Bundeslidze. Gospodarze się nie poddawali i walczyli o wyrównanie. Niestety w ich szeregach brakowało kogoś, kto wykończy akcje. Trener ratował się zmianami. Wszedł między innymi Dickson Abiama. To właśnie on był najbliżej gola, kiedy w 86. minucie oddał strzał z przewrotki, ale świetną interwencją popisał się Koen Casteels. Na koniec meczu Luca Waldschmidt został sfaulowany w polu karnym. Ten stały fragment wykorzystał Wout Weghorst i było po meczu. Greuther nie ma się czego wstydzić po tym spotkaniu i mogą solidnie się przygotować na Herthę, z którą mają dużo większe szanse na wygraną. Wolfsburg natomiast w środku tygodnia ma mecz z Lille w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów, więc trzymamy kciuki za nich.

            Postronny kibic na pewno powinien bacznie obserwować podopiecznych Bo Svennsona. W tej serii spotkań zmierzył się na wyjeździe z Hoffenheim. Pierwsze minuty to pełno niedokładności, ale też badanie terenu. Znaleźć można było kilka składnych akcji, głównie po stronie gości, dlatego po 21 minutach zasłużenie prowadzili. Fatalny błąd Jakoba Bruuna Larsena, przejmuje piłkę Dominik Kohr, dogrywa on do Jonathana Burkardta, ten świetnie obrócił się w stronę bramki i strzelił nie do obrony. Potem dobre ustawienie w obronie sprawiało, że gospodarze nie mieli pomysłu, by tę formację przeforsować. Do tego dochodziło zbyt wolne rozgrywanie akcji oraz niecelne, nieprzygotowane strzały (w całym meczu nie oddali ani jednego celnego uderzenia). Za to klub z Moguncji zaskakiwał przeciwników kontrami. Jedna zakończyła się golem. Główną rolę odegrali tutaj zmiennicy. Anton Stach pędził lewą stroną i podał do Marcusa Invartsena. Ten zakręcił trochę w polu karnym i umieścił futbolówkę przy słupku bramki strzeżonej przez Olivera Baumanna. Mainz znowu kończy mecz z czystym kontem, pokazuje atrakcyjny dla oka futbol i zasłużenie wygrywa z drużyną Sebastiana Hoenessa. 9 punktów w 4 meczach – tyle nie osiągnęli w ciągu całej rundy jesiennej rok temu. A Hoffenheim niestety nie zachwyca i trzeba się zastanowić, co jest nie tak.

            Fantastyczne widowisko oglądaliśmy na BayArenie, gdzie Bayer podejmował BVB. Świetnie to spotkanie rozpoczęli gospodarze, bo w 9. minucie błąd popełnił Raphael Guerreiro, Paulinho uprzedził Marco Reusa i dograł do Floriana Wirtza, a ten wpakował piłkę do siatki. Wyraźną przewagę pod każdym względem mieli Aptekarze w pierwszych 30 minutach. Nie podwyższyli prowadzenia, więc po dośrodkowaniu Thomasa Meuniera wyrównał Erling Braut Haaland. Doliczony czas pierwszej połowy i Leverkusen znowu w ekstazie. Jest kontra, Wirtz podaje do Patrika Schicka, a ten po długim rogu pokonuje Gregorego Kobela. Do przerwy 2:1. 4 minuty po rozpoczęciu drugiej połowy Meunier nieatakowany przez żadnego z rywali biegnie prawą stroną boiska, posyła piłkę do Haalanda, ten do Juliana Brandta, który rozgrywał fatalne zawody, a ten strzela pod poprzeczkę i znów remis. Nie minęła godzina gry i trzeci raz Bayer prowadzi. Tym razem rzut rożny, wybijają obrońcy, Moussa Diaby nie trafił w piłkę, ale nadal ją posiadał i kropnął prawą nogą przy słupku. Do trzech razy sztuka? Otóż nie tym razem, bo słaby w obronie Guerreiro postanowił uderzać bezpośrednio z rzutu wolnego. 3:3. No i dochodzimy do akcji, która przesądziła o końcowym wyniku. Odison Kossounou odprowadzał futbolówkę do końcowej linii i przypadkowo trafia dłonią w głowę Reusa. Sędzia po analizie VAR dyktuje rzut karny. Bardzo kontrowersyjna decyzja, dzięki której drugą bramkę zdobył Haaland i Borussia po raz pierwszy objęła prowadzenie. Nie oddała go do końca spotkania. Marco Rose i spółka z trzema punktami, ale kłopotów w defensywie nie brakowało. Jak na porażkę zareaguje Gerardo Seoane? Zobaczymy w następnych spotkaniach.

            Ciekawy mecz zapowiadał się na Schwarzwald-Stadion, gdzie ekipa Christiana Streicha gościła u siebie Koeln. Oczekiwań ten pojedynek nie zawiódł. Od pierwszych minut mecz stał się otwarty. Obie drużyny co chwilę tworzyły sobie dobre okazje do strzelenia bramki, co ostatecznie udało się gościom w 33. minucie. Prawą stroną biegł Benno Schmitz, który idealnie dośrodkował na głowę Anthony’ego Modeste. Francuz wykorzystał swoją okazję, strzelając już trzeciego gola w rozgrywkach Bundesligi. Obraz gry się nie zmienił. Nadal jedni i drudzy naciskali na obronę rywali, co nie zmieniło się również w drugiej połowie. Aktywny pod bramką był Mark Uth w Kolonii i Woo-Yeong Jeong po stronie gospodarzy. 16 minut przed końcem regulaminowego czasu gry wyrzucony z boiska po drugiej żółtej kartce został Florian Kainz. Po tym wydarzeniu klub z Fryburga coraz bardziej napierał na przeciwników i dopiął swego. Noah Weisshaupt gnał prawą stroną boiska i dośrodkował w pole karne. Tam niefortunnie interweniował Rafael Czichos, który władował piłkę do własnej bramki. Pech dopadł Steffena Baumgarta w tym meczu. Gra w osłabieniu, do tego bramka stracona po samobóju no i w konsekwencji stracone dwa punkty. Obie ekipy mogą spokojnie patrzeć w przyszłość, bo stworzyli zacne widowisko.

            Ciekawy bilans po tej kolejce ma Augsburg, jeżeli chodzi o podział na mecze u siebie i na wyjeździe. 2 punkty wywieźli z delegacji, a bilans to 0:0. Na własnym obiekcie: 0 oczek, bilans 1:8. Poza tym na 3 bezbramkowe remisy w tym sezonie Bundesligi dwa przypadają na pojedynki Augsburga. To widowisko z Unionem mimo braku goli było naprawdę przyzwoite. Nie brakowało okazji po obu stronach, ale bramkarze stanęli na wysokości zadania. Rafał Gikiewicz i Andreas Luthe z pewnością nabili punkty niektórym drużynom w Fantasy. Trzeba przyznać, że przyzwoity występ zaliczył Robert Gumny, czego efektem jest czyste konto. Oczywiście nie można przejść obojętnie obok fantastycznego dopingu, jaki zafundowali piłkarzom kibice Unionu – miód na moje uszy. W Starej Leśniczówce niestety bez bramek.

            Sobotnie granie skończyło się w Lipsku, gdzie wicemistrz podejmował mistrza. Na początku był to mecz rwany: dużo błędów i niecelnych zagrań. 12. minuta w niegroźnej sytuacji Kevin Kampl zagrywa piłkę ręką w polu karnym. Jedenastkę na gola zamienił – a jakże – Robert Lewandowski, dla którego był 14. mecz z rzędu ze zdobyczą bramkową. Do rekordu śp. Gerda Muellera pod tym względem brakuje mu dwóch spotkań. Dalej to gospodarze dłużej posiadali futbolówkę, ale nic z tego nie wynikało. Bayern kontrolował mecz, dyktował swoje warunki, dlatego do przerwy nic się nie zmieniło. Druga połowa zaczęła się piorunująco. Lewandowski podaje do Alphonso Daviesa, ten obsługuje Jamala Musiale, który zastąpił jeszcze w pierwszej połowie Serge Gnabrego, a on pokonuje Petera Gulacsiego. Po 54 minutach już jest 0:3! Lewy do Musiali, Niemiec dośrodkowuje do Leroya Sane, a ten pakuje piłkę do pustej bramki. W ogóle Sane po przerwie reprezentacyjnej złapał niesamowity luz. Nie bał się dryblingu, dwa razy nawet popisał się założeniem siatki rywalowi. Czasami zdarzały się niecelne dogrania, ale już było o wiele lepiej niż wcześniej. Jeszcze nie minęła godzina, a Lipsk wreszcie coś strzeliło. Konrad Laimer popisał się fenomenalnym strzałem z dystansu. Od tej pory klub z Red Bulla łapał rytm i akcje stawały się coraz groźniejsze. Ten moment powoli znikał i zaczęli godzić się z porażką. W dodatku Eric-Maxim Choupo-Moting ustalił wynik na 1:4. Sytuacja podopiecznych Jessego Marscha nie jest kolorowa. 4 mecze, 3 punkty, środek pola leży, atak w sumie też nie wygląda najlepiej. W Monachium wszystko w porządku. Bayern może ze spokojem ruszać w Europę.

            Niedzielę z Bundesligą zaczął mecz Eintrachtu ze Stuttgartem i trzeba otwarcie przyznać, że nie zachwycił. Akcje raczej były dziełem przypadku, masa błędów po obu stronach. Jeżeli miałbym kogoś pochwalić to na pewno Roberto Massimo, a przede wszystkim Omara Marmousha. Zganić za zmarnowanie dwóch stuprocentowych sytuacji trzeba Sama Lammersa. Widowisko stało na bardzo niskim poziomie. Na szczęście odpowiednio zareagował Oliver Glasner. Wpuścił Kristijana Jakicia, Rafaela Borre i – co najważniejsze – Filipa Kosticia. To właśnie dzięki temu ostatniemu Frankfurt objął prowadzenie, kiedy kropnął po ziemi na bramkę strzeżoną przez Floriana Muellera nie do obrony. Gospodarze byli w jeszcze bardziej komfortowej sytuacji, kiedy czerwoną kartkę zobaczył Waldemar Anton. Mimo przewagi nie dowieźli wygranej do końca, a wszystko przez karygodny błąd Martina Hintereggera, który zostawił miejsce Marmoushowi. Egipcjanin niekryty w polu karnym zdążył ominąć bramkarza i władować futbolówkę „na pustaka”. Gospodarze nadal bez zwycięstwa w tym sezonie, pomysłu na grę i bramkostrzelnego napastnika. Goście natomiast przyjmują remis z pocałowaniem ręki.

            Przenosimy się do Bochum, gdzie miejscowe VfB mierzył się z Herthą i trzeba przyznać, że się rywala nie przestraszyli. Wyszli na stołeczny klub bardzo wysoko, a Danilo Soares z Gerritem Holtmannem dręczyli obrońców swoimi rajdami. Jednak to goście pierwsi strzelili bramkę. Stratę zaliczył Anthony Losilla. Piłka trafiła do Suata Serdara, ten pobiegł kilkanaście metrów i precyzyjnym strzałem pokonał Manuela Riemanna. Nie skończyła się pierwsza połowa, a Niemiec miał już doppelpacka. Dennis Jastrzembski wyrzucił z autu w pole karne, tam ogromne zamieszanie, bo Bochum nie potrafiło wybić futbolówki, co skrzętnie wykorzystał Serdar. Do przerwy 2:0 dla gości. W drugiej połowie beniaminek jeszcze bardziej naciskał na rywala, a Hertha głęboko się cofnęła, co poskutkowało golem kontaktowym. Fenomenalnym rajdem popisał się Holtmann. Jego strzał obronił Alexander Schwolow, ale przy dobitce Simona Zollera był bez szans. Gospodarze robili wszystko, żeby wyrównanie stało się faktem. Nic takiego się nie stało, a dodatkowo dali sobie strzelić trzecią bramkę po świetnym rajdzie Myziane’a Maolidy. Tak Hertha zdobywa pierwsze punkty w sezonie i ze spokojem może myśleć o następnym spotkaniu, w którym podejmie Greuther. Bochum czeka piekielnie trudny wyjazd na Allianz Arena.

            Kolejkę kończył mecz Borussii Moenchengladbach z Arminią. Pierwsza połowa nie stała na wysokim poziomie. Gospodarze atakowali, ale niechlujnie. Bielefeld próbował ukąsić kontrami. Wreszcie otwarto wynik w 35. minucie. Lars Stindl zdecydował się oddać strzał z dystansu. Po drodze nadarzył się rykoszet tak niefortunny dla Stefana Ortegi, że piłka, lobując go, trafiła do siatki. Wydawało się, że BMG ma sytuację pod kontrolą, aż w doliczonym czasie pierwszej odsłony natrafiła się strata Joe Scally’ego na środku boiska. Doskonałym prostopadłym podaniem popisał się Manuel Prietl. W sytuacji sam na sam znalazł się Masaya Okugawa. Pierwszy jego strzał obronił Yann Sommer, ale przy dobitce nie miał już szans. Po przerwie nadal nie działo się za dużo. Rozkręcili się po godzinie gry. Wtedy – o dziwo – dochodzili do głosu goście. Groźni byli przede wszystkim Patrick Wimmer i wspomniany Okugawa. Adi Huetter musiał dokonać wymuszonej zmiany, dzięki czemu wszedł Patrick Herrmann i to zupełnie odmieniło grę Źrebaków. W 3 minuty z 1:1 stało się 3:1, a Niemiec zapisał sobie na konto dwie asysty. Najpierw dograł na głowę Stindla, następnie wyłożył futbolówkę Denisowi Zakarii. Do końca meczu wynik się nie zmienił i BMG mogło się cieszyć z pierwszego zwycięstwa ligowego. Arminia natomiast doznała pierwszej porażki; w pierwszych trzech meczach dzielił się punktami z rywalami. Ale nie mają się czego wstydzić – zaprezentowali się naprawdę dobrze.

            Już w tym tygodniu startują europejskie puchary, gdzie będziemy emocjonować się meczami Bayernu, BVB, Lipska, Wolfsburga, Eintrachtu, Bayeru i Unionu. A najbliższa kolejka Bundesligi już w piątek zaczyna się meczem Herthy z Greutherem. Serdecznie zapraszamy do oglądania!

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: