Polska – Anglia, czyli mecz o twarzy Glika

Ostatnie dni pokazały nam reprezentację Polski w pigułce. Po najgorszym meczu za kadencji Paulo Sousy przyszedł najlepszy z mityczną dla nas Anglią. To tylko remis, który skazuje nas na walkę o baraże, ale remis, który pozwala nam mieć nadzieję, że tworzy się drużyna. Nie chodzi o to, by popadać w huraoptymizm i mówić o tym, że reprezentacja Polski zmierza w dobrą stronę, bo ta drużyna nauczyła nas, że takich wniosków po jednym meczu wyciągać nie można, ale spotkanie na PGE Narodowym pozwala nam mieć na to nadzieję.

Przed meczem mało kto spodziewał się, że Biało-czerwoni zdołają powalczyć z wicemistrzami Europy, jak równy z równym. To banał, ale powiedzmy sobie szczerze – naprawdę tak było. Tak samo było ze mną – gdy pytano mnie jaki wynik obstawiam, unikałem odpowiedzi, bo kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Niby rozum mówił, że przegramy, ale serce kibica zawsze wierzy i tak było i tym razem.

Paulo Sousa przez ostatnie pół roku pokazał, że lepiej mu wychodzą mecze z drużynami lepszymi od nas. Co prawda żadnego z nich jego podopieczni nie wygrali, ale jeśli coś pozytywnego o tej reprezentacji się mówiło, to było to po meczach z Anglią, Hiszpanią czy nawet Szwecją. Potwierdziło się to i tym razem. Jako drużyna zaprezentowaliśmy się z naszej najlepszej strony. Anglicy byli lepsi piłkarsko, ale Polacy do swoich – bądź co bądź – ograniczonych umiejętności piłkarskich dołożyli determinację, agresję i wiarę w uzyskanie pozytywnego wyniku.

Wyróżnić po tym meczu można kilku zawodników. Na niewidziany od dawna poziom wrócił Grzegorz Krychowiak. Po raz kolejny klasą samą w sobie był Robert Lewandowski, ale dla mnie ten mecz ma twarz Kamila Glika naładowanego agresją, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To on tego wieczora był mentalnym liderem tego zespołu. Dzięki jego ogromnej determinacji i nakręcaniu się każdą kolejną udaną interwencją na wyższy poziom wspięli się również jego koledzy. Widać było, że agresywny pressing, udane odbiory piłki jeszcze na połowie rywala czy w defensywie napędzały każdego z zawodników. Aż przypominało się ekspresyjne zachowanie duetu Giorgio Cheillini – Leonardo Bonucci podczas Euro 2020.

Odnoszę wrażenie, że Kamil Glik wyszedł na boisko, wiedząc, że to jego mecz oraz jego rywal. Fenomenalne nastawienie mentalne Glika w tym spotkaniu swe podłoże mogło mieć w 2012 roku, gdy był bohaterem po strzeleniu bramki dającej remis z Anglią podopiecznym Waldemara Fornalika. W środę również wyszedł z założeniem, że to nie Lewandowski, a właśnie on ma zainspirować swych kolegów do osiągnięcia podobnego rezultatu. Nawet gdy dokuczał mu ból, to pozostawał na boisku tak długo, jak tylko mógł. Nie napiszę, że do granic możliwości, bo gdyby to tylko od niego zależało, to pewnie pograłby w tym spotkaniu dłużej.

Glikowi udało się odcisnąć piętno na zespole, bo nawet gdy zszedł z boiska, to grę Polaków nadal charakteryzowało to, z czym kojarzy się obrońca Benevento. Po straconej w głupi sposób bramce nie pozwoliliśmy podopiecznym Garetha Southgate’a na pójście za ciosem. Pozwoliliśmy natomiast, by rywal poczuł, że jest w stanie dowieźć wynik 0:1 do końca i to wykorzystaliśmy. Nacisnęliśmy w ostatnich minutach na przeciwnika i po raz kolejny okazało się, że gdy chcemy, to potrafimy. Gdy w meczu ze Szwecją trzeba było ruszyć do przodu, by odrabiać straty, potrafiliśmy strzelać gole. Tak było i tym razem. Aż szkoda, że tak późno wyrównaliśmy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Paulo Sousy, z którego śmiano się, gdy na początku zgrupowania mówił, że chce, by jego zespół w najbliższych trzech spotkaniach zdobył minimum siedem punktów. Portugalczyk obejmował to stanowisko, by dać temu zespołowi coś więcej. Skoro stracił punkty z Węgrami, to powinien je odrabiać właśnie z Anglią. Okazuje się, że w trudnych meczach potrafi wykrzesać z polskich piłkarzy coś więcej. Czasami może brakuje szczęścia, ale tym zgrupowaniem zapracował sobie na spokój i zaufanie.

Damian Głodzik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s