Podsumowanie Euro 2020. Część II.

W pierwszej części tekstu mieliście okazję poznać moją Drużynę Turnieju, Najlepszego Zawodnika, a także Najlepszego Trenera. Dziś mniej oczywiste, ale na pewno nie mniej ciekawe kategorie. Będzie trochę klasycznych, po turniejowych przemyśleń, typu Najlepszy Młody Piłkarz, czy też Odkrycie Turnieju, ale znajdą się też kategorie mniej typowe, jak choćby Największy Pechowiec. Zapraszam!

Młody piłkarz turnieju: Pedri

Mój największy wyrzut sumienia w kontekście Drużyny Turnieju. Do teraz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że bez hiszpańskiego pomocnika jest ona niepełna. Ale ktoś odpaść musiał. Nie zmienia to faktu, że na Euro 2020, nie było drugiego, tak znakomitego młodziaka. 18-letni piłkarz Barcelony to jeden z najjaśniejszych punktów La Furia Roja. Niespożyte siły, które przejawiają się 3 wynikiem pod względem przebiegniętych kilometrów (76,1 km), a także świetna dystrybucja piłki (91% skuteczności podań), to jego znaki rozpoznawcze. Luis Enrique nie mógł się nachwalić swojego podopiecznego, komplementując go w słowach:


„Uważam, że Pedri zrobił coś, czego na dużym turnieju nie zrobił nigdy, żaden inny 18-latek. I nieważne czy bierzemy tu pod uwagę Euro, Mundial czy Igrzyska Olimpijskie. (…) Jego występy, to jak czyta grę, jak znajduje przestrzeń, jego jakość, osobowość. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego, nawet u Iniesty. To całkowicie niemożliwe do wyjaśnienia”.

Uuufff, mocny przekaz. Pedriego doceniła także komisja UEFA, która – podobnie jak ja – uznała go najlepszym młodym Piłkarzem Euro.

Odkrycie turnieju: Mikkel Damsgaard

W jego miejscu być może mógłby być ktoś z dwójki Dumfries/Maehle, ale mam pewien problem z tytułowaniem w ten sposób piłkarzy, którzy są przecież grubo po 20. Również mający za sobą sezon w Barcelonie Pedri, nie pasował mi do tego obrazka. Odkrycie to diamencik, i to taki, którego blask oślepia nas z zaskoczenia. Młody Duńczyk moim zdaniem idealnie pasuje do powyższego opisu. Zresztą, mniej lub bardziej poważne media sugerują, że dalszą obróbką jego talentu zainteresowana jest wymieniana wyżej Blaugrana. Ale teraz już zapłacić trzeba sporo. I nic dziwnego! Mówimy o piłkarzu, którego każdy kontakt z piłką, to obietnica czegoś nieoczekiwanego. Damsgaard inteligentnie reguluje tempo gry, chętnie wchodzi w drybling, ma jakość i odwagę. Jego postawa przełożyła się na dwa piękne gole i do prawdy trudno stwierdzić, który z nich okraszony jest większym efektem „wow!”. Tak na marginesie, ten drugi, to jedyna bramka na Euro, strzelona bezpośrednio z rzutu wolnego. Ale nie tylko o gole tu chodzi. Zawodnik Sampdorii to ktoś, kto dobrze równoważy grę w ofensywie (2 trafienia, 1 asysta i 1.2 kluczowego podania na mecz, 1.0 udanego dryblingu na mecz) z grą w obronie (1.6 przechwytu na mecz, 1.2 odbioru na mecz). Tak więc być może za jakiś czas, będziemy mówić o nim – piłkarz kompletny. Mamy tu do czynienia z wielkim talentem.

Rewelacja turnieju (drużynowo): Dania

Trochę już o nich powiedziane zostało, prawda? Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo podopieczni Hjulmanda zasłużyli na prawdziwą owację na stojąco. O szkoleniowcu Duńskiego Dynamitu, już kilka ciepłych słów zdążyłem napisać, ale warto też wspomnieć to, że oprócz świetnego prowadzenia zespołu na turnieju, jest on kimś, kto podłożył podwaliny pod jego styl. Tak, tak! To właśnie Hjulmand jest jednym z tych trenerów, którzy rozpoczęli rewolucję w duńskiej piłce, sięgającą kilkanaście lat wstecz. Jej nazwa to „Nowa Droga”. To właśnie dzięki temu programowi mogliśmy oglądać na tym Euro zespół, który chętnie atakuje rywala, dobrze czuje się w różnych wariantach taktycznych i ma świetnie wyszkolonych piłkarzy, którzy nie boją się gry 1 vs 1. Jego podstawowymi założeniami była zmiana wymogów licencyjnych w duńskiej piłce, a także pozwolenie dzieciakom na czerpanie radości z gry. Brak klasyfikacji końcowej i liczenia wyników, a także zadbanie o to, by młodzi piłkarze nie wędrowali po największych klubach, a spokojnie trenowali w lokalnych akademiach. To oczywiście tylko podstawowe przykłady duńskiego podejścia do szkolenia. Ważne jest jednak, że się opłaciły. Duńczycy na tym turnieju przeszli wiele. Od dramatu ich kapitana i dwóch porażek na starcie, po spektakularne zwycięstwo z Rosją i świetną postawę w kolejnych meczach. By zagrać o złoto, zabrakło sił i szczęścia, ale i tak była to piękna historia.

Rozczarowanie turnieju (indywidualne): Bruno Fernandes

Według wielu głosów na to wątpliwe wyróżnienie zasłużył Kylian Mbappe. I oczywiście, po Francuzie spodziewaliśmy się znacznie więcej, ale kilku efektownych akcji odmówić mu nie możemy. W przypadku Fernandesa sytuacja ma się zgoła inaczej. Szukając w pamięci, nie jestem w stanie przypomnieć sobie czegokolwiek, za co moglibyśmy Portugalczyka pochwalić. Bez bramki, bez asysty, z zaledwie jedną stworzoną okazją. A przecież mówimy o murowanym kandydacie do Jedenastki Sezonu po kampanii klubowej. No właśnie! Być może to jest źródłem problemu. Zawodnik Manchesteru to ktoś, kto ma za sobą bardzo ciężkie rozgrywki. Ole Gunnar Solskjaer nie szczędził sił swojego najlepszego piłkarza, a Czerwone Diabły grały na najwyższych obrotach do samego końca sezonu (udział w finale Ligi Europy). Nie zmienia to faktu, że Bruno Fernandes był w przeciągu całego Euro piłkarzem całkowicie anonimowym i ostatecznie nie pomógł zbytnio swojej reprezentacji.

Rozczarowanie turnieju (drużynowe): Francja

Znajdą się tacy, którzy w pierwszym rzędzie wymieniliby tutaj reprezentację Turcji, która przed turniejem uchodziła za pretendenta do bycia Czarnym Koniem, a skończyła jako najgorsza drużyna Euro. Mimo wszystko skala oczekiwań też była tutaj znacznie mniejsza, niż w przypadku Francuzów. I to właśnie dlatego podopieczni Deschampsa są moim typem. Szczególnie że po fazie grupowej nic nie wskazywało na ich przedwczesne odpadnięcie z turnieju. Do teraz mam w głowie słowa dziennikarza „Weszło”, Leszka Milewskiego, który po jednym z grupowych starć Trójkolorowych uznał, że to zespół, który trzeba oglądać, bo być może mamy do czynienia z piłkarskim odpowiednikiem Chicago Bulls. Oczywiście, nie tylko on uległ temu urokowi. Jaki był jednak finał tej historii, wiemy doskonale. I tutaj nie chodzi nawet o sam fakt odpadnięcia z zespołem Szwajcarii. Kluczowe są raczej okoliczności, w jakich do tego doszło. Kiedy Ricardo Rodriguez zmarnował karnego, który mógł dać Helwetom dwubramkowe prowadzenie, a Francja odpowiedziała trzema trafieniami, Tricolores szykowali się już na ćwierćfinał. I ta pewność ich zgubiła. Dwie głupio stracone bramki, dogrywka i porażka w karnych. A to wszystko przy zbyt dużym luzie Pogby (kluczowa strata na 3:3), nieskuteczności Mbappe i ogólnym chaosie. Mistrzom Świata nie przystoi tak nonszalancka gra, za którą spotkała ich zasłużona kara.

Mecz turnieju: Włochy-Belgia

Na Euro 2020 mieliśmy mnóstwo spektakli na najwyższym poziomie. Opisany powyżej mecz Szwajcaria-Francja, dramatyczna potyczka Chorwacji z Hiszpanią, czy popis Duńczyków w meczu z Rosją, to wszystko świetne kandydatury do tytułu Meczu Turnieju. Ja jednak stawiam na jakość w najwyższym wydaniu. Mam oczywiście świadomość, że konfrontacji Włochów z Belgami, nie towarzyszyły aż tak ogromne emocje i dramaturgia, jak w przypadku tamtych spotkań, ale tutaj mieliśmy za to do czynienia z kunsztem najwyższych lotów. I tak jak wyżej wspomniana Chorwacja-Hiszpania, może kojarzyć nam się z kinem akcji, pełnym fabularnych twistów, tak starcie ekipy Manciniego, z zespołem Martineza, to Ojciec Chrzestny wśród piłkarskich spotkań. Arcydzieło, w którym wszystko ma swoje miejsce i uzasadnienie. Dawno nie widziałem meczu na takim poziomie, gdzie praktycznie każde podanie jest w punkt, każde przyjęcie ma swój kierunek, a dyscyplina taktyczna znajduje się na niewyobrażalnym wręcz pułapie. Tutaj w zasadzie nic nie odbywało się przypadkiem. Każde posunięcie miało sens i wykonywane było z najwyższą precyzją. Fenomenalne interwencje Donnarummy, inteligencja Lukaku, kluczowe zagrania De Bruyne (do dziś nie rozumiem krytyki), magiczna interwencja Spinazzoli i ten fantastyczny gol Insigne. Starcie najwyższych lotów, które zrodziło przyszłych Mistrzów Europy.

Gol turnieju: Patrick Shick vs Szkocja

Zobaczył! On to zobaczył! On to widział od początku! Patrick Shiiiick! (…) To jest maestria, to jest inteligencja połączona z techniką i z tą zabójczą nutą, którą musi mieć w sobie rasowy napastnik.

Ten komentarz Rafała Wolskiego zostanie z nami na lata. Podobnie jak opisywana przez niego bramka. Chciałem o niej napisać kilka słów, ale nie jestem w stanie zrobić tego lepiej niż wyżej wymieniony – moim zdaniem – wybitny komentator. Tak więc może po prostu popatrzmy.

Pechowiec turnieju: Leonardo Spinazzola

Grasz turniej życia. Już w pierwszym spotkaniu rozgrywek rzucasz na kolana piłkarską Europę, będąc jednym z najlepszych piłkarzy w spotkaniu, które inauguruje Euro 2020. Potwierdzasz swą formę w kolejnym meczu. W tym numer trzy nie grasz, gdyż twój zespół jest pewien awansu, więc dostajesz czas na odpoczynek. Nie przeszkadza to ekspertom w tym, by umieszczać Cię w typowanych przez siebie najlepszych Drużynach Fazy Grupowej. Wszyscy doskonale wiedzą, że jesteś na pułapie, na którym nigdy dotąd nie byłeś. Wiesz to również Ty i twój trener, który korzysta z Ciebie w kolejnym meczu. Tam znów grasz świetnie, zaliczasz asystę, która pomaga twojemu zespołowi w awansie. Są tacy, którzy  zastanawiają się, czy przypadkiem nie jesteś jednym z kandydatów do tytułu MVP turnieju. I wtedy przychodzi 80 minuta ćwierćfinałowego meczu z Belgią, w której twój sen o wielkości rozpada się na drobne kawałki. Padasz na murawę, zalewasz się łzami, bo już wiesz, że kontuzja odbiera Ci szansę na granie w piłkę, na najbliższe kilkanaście miesięcy. Euro 2020 właśnie się dla Ciebie skończyło.

Tak w skrócie wygląda turniejowa historia Leonardo Spinazzoli. Prawy obrońcy Reprezentacji Włoch, który do feralnego momentu grał fenomenalnie. Zaliczył on wcześniej wspomnianą asystę, wykazał się statystyką 2.0 kluczowych podań, oraz 1.8 udanego dryblingu na mecz, a do tego świetnie bronił.
Niestety, jego koledzy musieli poradzić sobie bez niego, zarówno w półfinale, jak i meczu zamykającym turniej. I dali radę! Dzięki temu Spinazzola mógł pojawić się na ceremonii wręczenia pucharu Mistrzostw Europy i zawiesić złoty medal na szyi. Na podest wdrapał się o kulach, ale jednak!

Czy więc można nazwać świeżo upieczonego, złotego medalistę pechowcem turnieju?

Odpowiedź na to pytanie pozostawiam już wam.

Tym słodko-gorzkim akcentem zbliżyliśmy się do końca mojego podsumowania. Emocje związane z Euro 2020, od niespełna tygodnia są już za nami. Teraz czas powrócić do ligowej szarzyzny i z utęsknieniem czekać na Mundial w Katarze. Podobnie jak zakończone już Mistrzostwa Europy, jest to turniej, który może budzić nasze wątpliwości. Pozostaje trzymać kciuki, że futbol wygra i tym razem.

Michał Bakanowicz

Źródło statystyk: SofaScore, WhoScored

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: