Hiszpańska budowa na katarski grunt.

Luis Enrique to człowiek, którego życie osobiste uległo zawaleniu w związku z sytuacją rodzinną. Choć nie musiał, to chciał podjąć się ponownie prowadzenie reprezentacji Hiszpanii i pomimo krytyki, której doświadczał od co najmniej kilku miesięcy, może stanąć przed lustrem i powiedzieć do siebie „dobra robota”.

Pewne wydarzenia zmieniają postrzeganie świata. Przed serią jedenastek w meczu ze Szwajcarią, Luis Enrique był niezwykle spokojny. Po meczu przyznał, że podczas karnych nie odczuwał strachu. Po pewnych przejściach człowiek nieco spokojniej podchodzi do niektórych kwestii. Pokornie. Nią zarażał zespół, choć nie obyło się bez buńczucznych zapowiedzi Ferrana Torres w stosunku do Roberta Lewandowskie, za które ostatecznie piłkarz przeprosił. Luis Enrique mocno się zmienił. Stał się dla swoich piłkarzy kimś w rodzaju przewodnika po życiu. Każdy piłkarz tej reprezentacji chwalił sobie współpracę z Lucho i nawet między wierszami nie można było znaleźć słów krytyki pod jego adresem.

OCZEKIWANIA I PRZYGOTOWANIA

Przed turniejem Luis Enrique określił się, że celem nadrzędny reprezentacji jest znalezienie się w gronie ośmiu najlepszych zespołów. Cel został zrealizowany z nawiązką. Hiszpanie osiągnęli półfinał i niewiele brakowało, by w niedzielę, to oni stawili czoła Anglikom. Zanim rozpoczęły się Mistrzostwa Europy, wiele osób podchodziło do reprezentacji Hiszpanii z dużym dystansem, natomiast okazało się, że kadra Lucho, pomimo napotkanych trudności, może zaliczyć je do udanych. Potrzebowali jednak czasu. Lucho przed turniejem często rotował. Na dobrą sprawę, jeśli panowała jakaś hierarchia (poza Simonem), to głównie w głowie Hiszpana. Media często zarzucały jego drużynie jedno wymiarowość, brak planu B i rozważenia gry w innym systemie. Nie można też dziwić się stawianym przez dziennikarzy pytaniom. W wielu spotkaniach przed mistrzostwami, Hiszpanie bardzo siermiężnie budowali akcje, przez co byli łatwi do rozczytania. Selekcjoner chłodno odpowiadał, że woli mieć jeden, ale dobry plan, niż tysiąc, ale niedopracowanych.

Z pewnością mógł martwić brak prawdziwego lidera w zespole, którego średnia wieku nie przekraczała 26 lat. W ramach ciekawostki można dodać, że identyczną średnią wieku miała reprezentacja Hiszpanii, która w 2010 zdobyła Mistrzostwo Świata. Fabian Ruiz zapytany, czy brak Ramosa, oznacza brak lidera z prawdziwego zdarzenia, przyznał, że mają Jordiego Albę i Sergio Busquetsa. Z całym szacunkiem dla tej dwójki porównywanie ich zdolności przywódczych do legendy Realu Madryt jest niczym porównanie Bambi do Króla Lwa.

Optymistów poza otoczeniem piłkarzy i sztabu brakowało. Przygotowania zostały zaburzone przez przypadki koronawirusa w zespole. Hiszpanie nie rozegrali ostatniego meczu kontrolnego z Litwą w optymalnym zestawieniu. Z konieczności w tym meczu wystąpiła kadra młodzieżowa, która godnie zastąpiła hiszpański pierwszy garnitur i rozbiła rywali znad Bałtyku. Przed startem mistrzostw można było, więc oczekiwać, że pierwsze mecze będą służyły jako kontynuacja przygotowań do turnieju, który na dobrą sprawę dla Hiszpanów miał się rozpocząć od 1/8 finału.

PRZEBIEG MISTRZOSTW

Fazę grupową rozpoczęli dość słabo od remisów ze Szwecją oraz z Polską, natomiast w meczu ze Słowacją nastąpił przełom. Wygrali 5:0 i pewnie awansowali do następnej fazy. Tam czekała już na nich Chorwacja. Z Chorwatami rozegrali bardzo dobrą pierwszą połowę, na której widnieje cierń w postaci niewytłumaczalnej sytuacji, która doprowadziła do utraty bramki. Pedri zagrał piłkę w światło bramki Unaia Simona, który nie zdołał jej opanować. Piłka znalazła się w siatce i Hiszpanie musieli odrabiać straty. Pomimo błędu piłkarze Luisa Enrique nie zwiesili głów i grali swoje. Najpierw wyrównali, a następnie wypracowali dwubramkowe prowadzenie. Nieoczekiwanie w końcówce spotkania Chorwaci zdołali doprowadzić do wyrównania. Na początku dogrywki Hiszpanie przeżywali mały kryzys. Chorwaci mieli co najmniej dwie dobre sytuacje, natomiast Hiszpanie przetrwali próbę sił. Ponadto zdołali zwyciężyć w tym spotkaniu 5:3.

W kolejnej fazie Hiszpanie mierzyli się ze Szwajcarią. Wyszli na prowadzenie po próbie Jordiego Alby. Piłka nieszczęśliwie odbiła się od Zakarii i wpadła do bramki Sommera. W tym meczu oba zespoły nieco zawiodły. Wielu spodziewało się, że na fali zwycięstw po ekscytujących meczach stworzą spektakl, natomiast tak się nie stało. Przed meczem selekcjoner reprezentacji Hiszpanii dość optymistycznie ocenił grę swojego zespołu twierdząc, że na tych mistrzostwach nie widział lepszej reprezentacji niż ta prowadzona przez niego. Czy było to zagranie pod publiczkę, czy nie, mecz z Helwetami okazał się kubłem zimnej wody dla jego podopiecznych. Szwajcarzy doprowadzili do wyrównania i pomimo faktu, że od 70 minuty grali w osłabieniu, Hiszpanie nie byli w stanie wykorzystać przewagi liczebnej i wygrać w 90 minutach, ani nawet w dogrywce. O wszystkim miały zdecydować rzuty karne. Na boisku pojawił się między innymi Rodri, który zawiódł, marnując strzał z wapna. Jednakże nawet to nie przeszkodziło Hiszpanii w wywalczeniu awansu do następnej rundy.

W półfinale czekało ich najtrudniejsze starcie. Mecz z Włochami, którzy fantastycznie weszli w turniej i zdaniem wielu byli faworytami w tym pojedynku. Choć to Hiszpanie przeważali, to Włosi za sprawą Federico Chiesy wyszli na prowadzenie w 60 minucie. Skrzydłowy wykorzystał niefrasobliwość Aymerica Laporte, który przy próbie wybicia piłki wślizgiem nabił Erica Garcię. W meczu ze Szwajcarami w nieco innej sytuacji Aymeric nabił Pau Torresa, ale efekt był podobny.

Włosi nie zdołali utrzymać prowadzenia. Bramkę dla Hiszpanii na wagę remisu zdobył Alvaro Morata, który kilka minut wcześniej pojawił się na murawie. W dogrywce wynik nie uległ zmianie, a to oznaczało, że Hiszpanie po raz kolejny walczyli o awans w rzutach karnych. Te lepiej wykonywali Włosi i to oni awansowali do finału.

WNIOSKI

Przed mistrzostwami kwestionowano pozycję Unaia Simona. Niektórzy domagali się wystawienia w bramce debiutanta Roberta Sancheza, jednak na Lucho naciski medialne oraz kibicowskie nie zrobiły wrażenia i autorytarnie postawił na Baska. Na uwagę zasługuje fakt, że pomimo popełnienia dużego błędu w meczu z Chorwacją, Unai Simon zdołał się pozbierać i nie można mieć do niego większych pretensji. Zaliczył kilka kluczowych interwencji, ponadto zaimponował w rzutach karnych w meczu ze Szwajcarią i mimo wszystko przy jego nazwisku można zapisać plus.

Również Jordi Alba rozegrał bardzo dobry turniej. Tylko w meczu z Chorwacją nie wyszedł od pierwszej minut. Jego zmiennik, Jose Luis Gaya również pokazał, że nie znalazł się w tej kadrze przez przypadek.

Jeżeli chodzi o środkowych obrońców, to tylko Diego Llorente nie zagrał choćby minuty. Grali na zmianę Torres, Laporte i Garcia. Najsolidniej z nich w obronie prezentował się Garcia, ale jemu również zdarzały się słabsze chwile, co nie powinno dziwić, zważywszy na niewielką liczbę minut rozegranych w tym sezonie. Lekko złośliwie o obrońcach La Roja wypowiedział się Santiago Canizares, który jest zdania, że mimo wszystko lepiej wyprowadzają piłkę niż bronią.

Lekkim rozczarowaniem jest Marcos Llorente. Do pewnego stopnia słabszą dyspozycję piłkarza Atletico Madryt można usprawiedliwiać tym, że Luis Enrique wystawiał go w pierwszych spotkaniach na prawej obronie, gdzie jego atuty są nieco mniej eksponowane, niż gdy gra wyżej. Od trzeciego meczu grupowego stracił miejsce w składzie na rzecz Cesara Azpilicueta i ta decyzja się wybroniła. Sam Llorente w wielu wywiadach wspominał o tym, że cieszy go sama możliwość gry w pierwszym składzie bez względu na to, czy gra w środku pola, czy na skrzydle lub prawej obronie. Znacznie lepiej zaprezentował się Cesar Azpilicueta, ale wobec niego nie było stawianych tak wysokich oczekiwań.

Nie można przejść obojętnie obok Pedriego. W ostatnich kolejkach sezonu było widać po nim zmęczenie, które zjadało jego kreatywność, jednakże na Mistrzostwach Europy spisywał się bez zarzutów. Był jednym z najlepszych zawodników reprezentacji Hiszpanii, choć jeszcze w 2020 występował na poziomie drugiej ligi hiszpańskiej. Przeskok ze starć zespołami pokroju Fuenlabrady do piłki na najwyższym poziomie w jego przypadku nie był widoczny. Przebiegł najwięcej kilometrów spośród wszystkich piłkarzy, którzy wystąpili na europejskim czempionacie (do półfinału włącznie). Ponadto podaniami z głębi pola potrafił wypracować przewagę, która przekładała się na sytuacje bramkowe Hiszpanów.

Kontynuując wątek Pedriego, Lucho uporządkował kwestię pierwszych wyborów w strefie centralnej boiska. Wcześniej rotował nadmiernie tercetem i ciężko było się połapać, kto jest tak naprawdę pierwszym wyborem. Teraz jest już jasne. Rywalizację wygrała trójka Pedri-Busquets-Koke i zdała egzamin na co najmniej czwórkę w pięciostopniowej skali. Doskonale się uzupełniali, przez co każdy z tych piłkarzy miał momenty chwały. Busquets przydarzały się błędy, ale grał naprawdę dobrze. Koke ciężko harował i trzeba być nieco ślepym, by tego nie docenić. Rodri i Fabian Ruiz przegrali rywalizację, a Thiago został wręcz zdeklasowany. Kiedy pojawiał się na boisku, nie wnosił nic szczególnego do gry. Można wręcz rzec, że prezentował się niczym oldboy, który odwiedził młodszych kolegów, by rozruszać stawy. Widać, że smog liverpoolski mu nie służy i powinien zastanowić się, czy przypadkiem nie warto zmienić otoczenia, by nieco rozruszać nie tak wcale stare kości.

Błysnął Dani Olmo, któremu do pełni szczęścia zabrakło zimnej krwi pod bramką rywali. Strzelał najczęściej spośród wszystkich piłkarzy reprezentacji, natomiast nie zdobył choćby jednej bramki. Jego wkład w grę zespołu był naprawdę duży. Doskonale poruszał się między liniami, stwarzał przewagę w poszczególnych sektorach i jeśli nadal będzie się tak rozwijał, to niewykluczone, że kiedyś wskoczy na szczebel światowego TOP10. Ferran Torres zaprezentował się solidnie. Turniej opuszcza z podniesioną głową z dwiema bramkami i asystą. Adama Traore był tylko bohaterem epizodycznym.

Z doskonałej strony pokazał się Pablo Sarabia. Szukał szybkiego rozegrania akcji, doskonale kręcił obrońcami drużyn przeciwnych oraz strzelał ważne bramki, a także dokładał asysty. W ostatnim meczu turnieju nie mógł wystąpić z powodu urazu jednakże, ciężko nie docenić występu gracza, który był zaskoczony powołaniem i grał zdecydowanie lepiej niż w barwach PSG. Jeszcze kilka lat temu poważnie zastanawiał się nad swoją karierą, kiedy wraz z Getafe spadał z ligi. Wówczas rękę do niego wyciągnęła Sevilla i od tego momentu znajduje się na odpowiednich torach.

Przed startem Mistrzostw Europy podkreślałem, że reprezentacja Hiszpanii byłaby stawiana w nieco innym świetle, gdyby w jej szeregach znalazł się napastnik pokroju Fernando Torresa lub Davida Villi. Morata nie jest złym napastnikiem, natomiast często brakuje mu zimnej głowy i wyczucia linii. Jest podatny na krytykę, która pada w jego kierunku w nadmiarze, o czym w trakcie Mistrzostw każdy mógł się przekonać, gdyż przerodziła się w hejt w najgorszym wydaniu. Pod adresem jego rodziny padały groźby. Takim zachowaniom należy mówić stanowcze NIE. Część gróźb pod adresem Alvaro Morata trafiła do odpowiednich służb. Na tych mistrzostwach zdobył trzy bramki, choć mógł zdobyć ich więcej. Braki nadrabiał walką i pracą na rzecz drużyny, a jego postawa zwłaszcza w meczu z Polską zasługuje na szacunek.

Zawiódł Mikel Oyarzabal. Gdyby był bardziej skuteczny w meczu z Włochami, to Hiszpanie zagraliby w finale. Już w końcówce sezonu prezentował się nieco słabiej i niestety brak formy w ostatnich kolejkach przełożył się na jego występy na Mistrzostwach Europy. Gerard Moreno z pewnością też nie pokazał pełni potencjału, ale miał swoje momenty i pewnie jego występ byłby lepiej odbierany, gdyby wykorzystał rzut karny w meczu z Polską.

Z tych mistrzostw należy wyciągnąć wnioski na przyszłość i rzec można, że pewne fundamenty zostały położone pod katarski mundial. W obecnej kadrze znajduje się wielu piłkarzy klasy europejskiej, natomiast brakuje piłkarzy klasy światowej. Być może kilku z nich w przyszłości osiągnie ten poziom, natomiast na tym etapie kariery jeszcze brakuje im do poprzedników, którzy święcili największe triumfy. Niektóre tryby zaczęły do siebie pasować, a Luis Enrique nie spalił za nikim mostów, więc w przypadku dobrej dyspozycji niektórych piłkarzy droga do kadry pozostaje otwarta. Z pewnością nie był to zmarnowany czas. Zarówno dla trenera, który miał okazję na zebranie doświadczenia selekcjonera w warunkach bojowych, jak i dla piłkarzy, którzy mogli się obyć na wielkim turnieju u boku doświadczonego życiowo trenera.

PAWEŁ OŻÓG

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: