Piłkarz. Podróżnik. Błazen. Lovelas. Hazardzista. Historia Kyle’a Lafferty’ego

Kyle Lafferty to jedna z najbarwniejszych postaci nie tylko szkockiej, ale i brytyjskiej piłki. U kresu kariery znów przypomniał sobie, jak się strzela gole, a dzięki świetnej postawie w Kilmarnock ponownie trafił na pierwsze strony gazet.

Zderzenie z rzeczywistością

Lafferty urodził się w Enniskillen, stolicy północnoirlandzkiego hrabsta Fermanagh. Pierwsze kroki w futbolu stawiał w dwóch loklanych klubach – NFC Kesh i przez krótki okres w Ballinamallard FC. Niedługo później zwrócił na siebie uwagę Burnley FC, który w tamtym okresie występował w angielskiej Championship. Po uzgodnieniu warunków, jako niespełna siedemnastolatek, podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Przenosiny do Anglii spowodowały, że młody piłkarz nagle poczuł się samotny. Jego rodzina i znajomi zostali w Irlandii Północej, a Lafferty nie potrafił poradzić sobie z otaczającą go rzeczywistością. Coraz częściej, by wypełnić luki pomiędzy treningami a grą dla The Clarets, wstępował więc do punktów bukmacherskich, gdzie przegrywał znaczną część skromnego w tamtym okresie wynagrodzenia. Jak się później okazało, był to kluczowy moment w kontekście kreowania się jego charakteru i decyzji, jakie podejmował w przyszłości.

Dwie wieże z Glasgow

Po trzyletnim okresie spędzonym w Burnley i średnio udanym wypożyczeniu do Darlington, zainteresowanie Laffertym wyraziły trzy znane kluby: Rangers, Celtic i Leeds United. 21-letni wówczas piłkarz zdecydował się dołączyć do niebieskiej części Glasgow, a pobyt w klubie z Ibrox był jednym z najlepszych i najbardziej stabilnych okresów jego kariery. W premierowym sezonie na szkockich boiskach Lafferty rozegrał łącznie 28 meczów, w których zdobył 7 bramek i zanotował 2 asysty. Nie najgorzej, jak na kogoś, kto po raz pierwszy w karierze zderzył się z ogromną presją i oczekiwaniami kibiców. Rangers sięgnął w tamtym sezonie po Mistrzostwo i Puchar Szkocji, a Lafferty był jednym z ojców tego sukcesu. Na początku sezonu 10/11 do Rangers sprowadzony został Nikica Jelavic, za którego Rapid Wiedeń zainkasował około 5 milionów euro. Ich boiskowa współpraca układała się bardzo dobrze, a duet wysokich napastników zaczęto nazywać „dwoma wieżami”. W ostatniej kolejce tamtego sezonu Rangers, aby świętowąć trzeci z rzędu tytuł mistrzowski, musiał wygrać na wyjeździe z Kilmarnock. Już po siedmiu minutach goście prowadzili 3-0, a trzecią bramkę po podaniu Jelavicia strzelił właśnie Lafferty. Piłkarze Waltera Smitha rozbili tego dnia Kilmarnock aż 5-1, a północnoirlandzki napastnik mógł zabrać do domu piłkę, wręczaną zdobywcy hat-tricka. Łącznie, podczas gry dla Rangers, Lafferty trzykrotnie sięgał po tytuł Mistrza Szkocji, dwukrotnie zdobywał Puchar Ligii Szkockiej i dołożył jedno trofeum za zwycięstwo w Pucharze kraju, jednocześnie stając się jednym z ulubieńców kibiców The Gers.

Blaski, cienie i początek tułaczki

Nie zawsze jednak o Laffertym pisano w prasie w samych superlatywach. W maju 2009 roku w meczu przeciwko Aberdeen, po spięciu z Charlie Mulgrewem przy linii bocznej boiska, reprezentant Irlandii Północnej padł na murawę, zasłaniając twarz. Sędziujący tamto spotkanie Stuart Dougall, po konsultacji z Grahamem Chambersem, ukarał obrońcę Aberdeen czerwoną kartką, a grający w osłabieniu goście przegrali ten mecz 1-2. Telewizyjne powtórki pokazały, że Lafferty symulował, a jego reakcja była skrajnie przesadzona. Zachowanie zawodnika skrytykował sam Walter Smith, sugerując, że w jego zespole nie ma miejsca na tym podobne ekscesy. Kilka dni później komisja odwoławcza anulowała czerwoną kartkę Mulgrewa, jednocześnie zawieszając na dwa spotkania winowajcę całego zajścia.

Pod koniec sezonu 11/12 Rangers, jako wicemistrz Szkocji, z powodu zadłużenia i bankructwa, znalazł się pod zarządem komisarycznym. W konsekwencji oznaczało to degradację do Third Division, a klub przejęła nowa spółka, kierowana przez Charlesa Greena. Na mocy ustawy o prawie pracy część piłkarzy nie zdecydowała się przenieść swoich kontraktów do nowopowstałej spółki. Jednym z nich był Kyle Lafferty. Mimo klikunastu ofert z angielskich i szkockich klubów północnoirlandzki napastnik postawił na przeprowadzkę do FC Sion. Epizod w kraju Helwetów nie był szczególnie udany. Już po roku Laffferty prezentowany był na konferencji prasowej jako nowy zawodnik US Palermo. W trakcie rocznego pobytu we Włoszech Lafferty znów potwierdził swoją wartość, a przez sycylijskich kibiców wybrany został nawet najlepszym piłkarzem Palermo tamtego sezonu. We wszystkich rozgrywkach strzelił wówczas 11 bramek, co czyniło go, tuż po Abelu Hernandezie, drugim najskuteczniejszym piłkarzem klubu. Pod tym względem lepszy był nawet, od Paulo Dybali czy Andrei Belottiego! Jego sposób bycia i pozaboiskowe wybryki nie sposobały się jednak prezydentowi Palermo, który zdecydował o umieszczeniu piłkarza na liście transferowej.

DEMONY PRZESZŁOŚCI

1 lipca 2014 roku, chwilę po otwarciu okienka transferowego, Lafferty dołączył do Norwich City, które zdecydowało się wyłożyć za niego 4.5 miliona euro. W klubie z Carrow Road nie szło mu jednak najlepiej, a coraz częściej pojawiały się głosy o problemach w życiu prywatnym. Po latach piłkarz przynał, że główną motywacją jego transferu był spory zastrzyk gotówki, który otrzymał przy podpisaniu kontraktu. Już po pół roku Lafferty wypożyczony został do Rizespor, zespołu tureckiej SuperLig. Tam nadal nie potrafił wrócić do optymalnej formy, strzelając zaledwie dwie bramki w 15 meczach. Piłkarz wrócił do macierzystego klubu, by udać się na kolejne wypożyczenie, tym razem do Birmingham. Jeszcze będąc piłkarzem Norwich, Lafferty przyłapany został na obstawianiu meczów hiszpańskiej LaLiga, co niezgodne było z regulaminem angielskiej federacji. Piłkarza ukarano grzywną w wysokości 23 tysięcy funtów, a sprawę nagłaśniały największe brytyjskie media. Jak stwierdził sam Lafferty, w tamtym okresie obstawiał wszystko, co możliwe, od koni po wyścigi psów, mimo że nie miał o tym bladego pojęcia. Swoje zakłady wybierał na podstawie koloru kasku dżokeja, a chęć odegrania się była silniejsza od niego. Tylko szczerość i przyznanie się do ostrego uzależnienia od hazardu sprawiły, że skończyło się na karze finansowej. W innym wypadku Lafferty mógł nawet zostać zawieszony, co uniemożliwiłoby mu udział w rozrgrywanych we Francji Mistrzostwach Europy. Byłaby to ogromna strata dla reprezentacji Irlandii Północnej. Tym bardziej że w eliminacjach Lafferty zdobył aż 7 bramek, stając się najlepszym strzelcem zespołu.

Błazen z dobrym sercem

Po nieudanym okresie w Norwich, Lafferty zdecydował się wrócić na szkockie boiska, tym razem podpisując kontrakt z Heart of Midlothian. Przeprowadzka na stare śmieci podziałała na niego w bardzo pozytywyny sposób, a sam zainteresowany stał się w tamtym okresie kluczowym graczem klubu z zachodniej części Edynburga. Lafferty nie byłby jednak sobą, gdyby było o nim głośno tylko z powodu sportowych osiągnięć. Jak wspomina Austin MacPhee, wieloletni współpracownik i przyjaciel Lafferty’ego, był on jednym z największych błaznów i żartownisiów, jakich kiedykolwiek poznał. Podobną opinię o północnoirladzkim piłkarzu podziela jego były klubowy kolega, Gregg Wylde. Szkot szczególnie dobrze pamięta sytuację z fajerwerkami, które do szatni Rangers przyniósł Lee McCulloch, a które finalnie trafiły w ręce Lafferty’ego. Północnoirlandzki piłkarz, nie zastanawiając się zbyt długo nad konsekwencjami, wsadził je do butelki z wodą, podpalił i wrzucił pod natryski. Butelka eskpolodowała, pomieszczenie pokryło się dymem zmieszanym z parą wodną, a czujniki dymu wywołały wycie alarmu pożarowego. Wszyscy piłkarze i członkowie sztabu szkoleniowego musieli natychmiast opuścić szatnię i udać się w bezpieczne miejsce. Innym razem, jak wspomina Austin MacPhake, na lotnisku Heathrow w Londynie, Lafferty schował się za karuzelą bagażową, naśladując odgłosy mewy. Robił to na tyle dobrze, że zdezorientowani pracownicy ochrony zaczęli przeszukiwać cały terminal. W podobny sposób wystraszył bramkarza reprezentacji Irlandii Północnej, Maika Taylora, gdy ten brał prysznic po jednej z serii treningowych. Lafferty przez wielu uważany jest za duszę towarzystwa, a jego pogodne usposobienie często pozwala na rozładowanie negatywnej energii. Podobne zdanie na jego temat mają piłkarze Sarpsborg, do którego w styczniu 2020 roku trafił Lafferty po nieudanym powrocie do Rangers. Jego doświadczenie, charyzma i niezła postawa na boisku spowodowały, że zespół odbił się od dna tabeli i ostatecznie utrzymał w Eliteserien. Samego Lafferty’ego najlepiej podsumował Ismaila Cheick Coulibaly, który wówczas rezprezentował barwy norweskiego klubu. Malijczyk nie miał prawa jazdy, a na treningi musiał chodzić pieszo kilka kilometrów. Gdy tylko Lafferty dowiedział się o tym, z własnej kieszeni zapłacił za nowy rower, który następnego dnia podarował zaskoczonemu Coulibaly’emu

„Niekontrolowany kobieciarz”

Hazard to nie jedyna słabość, z którą podczas swojej kariery mierzyć musi się Kyle Lafferty. Od lat w środowisku znany jest jako lovelas i bawidamek. Pierwszą żoną piłkarza została w 2012 roku, była Miss Szkocji – Nicole Mimnagh. Związek nie przetrwał jednak zbyt długo, a już po czterech latach nazwisko Lafferty przybrała była kandydatka konkursu na najpiękniejszą Szkotkę, Vanessa Chung. W październiku 2018 roku piłkarz wywołał kolejną aferę obyczajową, gdy wysyłał zdjęcia swojego nagiego torsu nieznajomej ze Snapchata. Było to zaledwie dwa miesiące po tym, jak urodziło mu się dziecko. Zniesmaczona tym faktem kobieta, do której trafiły nagie zdjęcia, nagłośniła sprawę. Podobnie wyglądało to podczas rocznej przygody w Palermo. Prezes włoskiego klubu, na pytanie dziennikarza, dlaczego zdecydował się sprzedać Lafferty’ego mimo dobrego sezonu, odpowiedział:

„Został sprzedany na wyraźną prośbę mojego menedżera, Beppe Iachiniego. Lafferty jest niekontrolowanym kobieciarzem, Irlandczykiem bez żadnych zasad. Jest kimś, kto znika na tydzień i udaje się do Mediolanu, by polować na serca kobiet. […] Ma dwie rodziny i sześcioro dzieci, nigdy nie trenuje na maksa. Na boisku jest bardzo pożyteczny, dał nam wiele dobrego. Jego zachowania jednak nie da się kontrolować, a Iachini powiedział mi, że nie potrafi go okiełznać, dlatego musi odejść”.

Do trzech razy sztuka

W styczniu tego roku, po niezbyt szczęśliwych przygodach w Sunderlandzie i Regginie, Lafferty został wolnym agentem. O przyszłość nie musiał się jednak martwić, bo prędzej czy później zgłosiłby się jakiś klub zainteresowany jego usługami. Jak sam stwierdził jeszcze podczas pobytu w Norwegii, zupełnie nie ma dla niego znaczenia gdzie gra, a do pracy piłkarza podchodzi jak do każdego innego zawodu. Miesiąc po odejściu z Regginy podpisał kontrakt z nowym klubem. Po raz trzeci zdecydował się wrócić do Szkocji, gdzie wyrobił sobie dobrą markę i odnosił największe sukcesy w karierze. Tym razem padło na Kilmarnock, który przez większą część sezonu broni się przed spadkiem. Od momentu przyjścia do zespołu, Lafferty z miejsca stał się kluczowym zawodnikiem klubu. W dziewięciu pierwszych meczach strzelił 9 bramek i zaliczył 2 asysty.

Dwukrotnie na przestrzeni miesiąca popisał się hat-trickiem. To dzięki m.in. jego dobrej postawie The Killie awansowali do ćwierćfinału Pucharu Szkocji, w którym już dzisiaj zmierzą się na własnym stadionie z St. Mirren. Jeśli dotrą do półfinału, ta sztuka uda im się po raz pierwszy od sezonu 96/97, gdzie ostatecznie triumfowali w całych rozgrywkach. Kilmarnock to trzynasty profesjonalny klub w karierze Kyle’a Lafferty’ego. Jeśli uda mu się utrzymać dobrą formę i pozostać w Premiership, nic nie stoi na przeszkodzie, by na dobre zakotwiczyć w obecnym miejscu. Pytanie, jak długo w Kilmarnock wytrzyma sam zainteresowany.

KAROL KOCZTA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s