Mistrz Turcji jedną nogą w drugiej lidze. Klub wspierany przez prezydenta kraju może podzielić los Juventusu, Milanu, Manchesteru City, Herfolge i 1. FC Nurnberg.

Co łączy wyżej wymienione kluby? Oprócz podobieństw czysto piłkarskich, czy możliwości sportowych, przynajmniej w przypadku pierwszych trzech, jest jeszcze jedna ważna rzecz. Wszystkie mają w swej historii niechlubne osiągnięcie w postaci spadku do drugiej ligi, będąc aktualnym mistrzem kraju. W przypadku Milanu i Juventusu było to konsekwencją wybuchu afer korupcyjnych i skończyło się karną degradacją o klasę niżej. Herfolge i Nurnberg z kolei okazały się po prostu niewystarczająco silne, notując fatalny w skutkach regres formy sportowej. Do ich grona dołączyć może wkrótce aktualny mistrz Turcji – Istanbul Basaksehir FK. Piłkarze znad Bosforu znajdują się tuż nad strefą spadkową Tureckiej Superligi i do końca sezonu nie mogą być pewni swojej przyszłości.

POWRÓT DO KORZENI, SPRAWIEDLIWOŚĆ I ROZWÓJ W TLE

Instanbul Basaksehir to dosyć młody klub na piłkarskiej mapie Turcji. Pod obecną nazwą funkcjonuje oficjalnie od czwartego czerwca 2014 roku, powstał w wyniku restrukturyzacji właścicielskiej. Korzenie klubu sięgają 1990 roku. To wtedy, po fuzji trzech robotniczych klubów utworzony został przez ówczesnego burmistrza Stambułu Istanbul Buyuksehir Belediyespor. Wielosekcyjny klub finansowany z pieniędzy publicznych. W sezonie 92/93 IBB świętował pierwszy w historii awans na zaplecze Superligi. Dwa sezony później spadł do III ligi, by po roku znów awansować na drugi poziom rozgrywek. W sezonie 06/07 klub uzyskal historyczny awans do tureckiej Superligi.

W pierwszym sezonie Basaksehir zajął bezpieczne, 12. miejsce w tabeli. Swoje mecze klub rozgrywał wówczas na stadionie Ataturka w Stambule. W sezonie 10/11 Istanbul awansował do finału Pucharu Turcji, przegrywając jednak w rzutach karnych z lokalnym rywalem – Besiktasem. W regulaminowym czasie gry padł wynik 2-2. Wiosną 2014 roku klub zerwał wszelkie powiązania z miastem, co łączyło się z daleko idącymi zmianami, jak restrukturyzacja czy przyjęcie nowej oficjalnej nazwy – Istanbul Basaksehir Futbol Kulubu. Już wtedy klub coraz częściej łączony był z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem. Związki z polityką znaleźć można także wśród ludzi bezpośrednio zarządzającymi klubem. Prezes Goksel Gumusdag to członek partii AKP, której nazwę przetłumaczyć można jako Partia Sprawiedliwości i Rozwoju. Barwy klubu również odpowiadają barwom tej organizacji politycznej. Co więcej, prywatnie Gumusdag jest powinowatym żony Prezydenta Turcji.

MEGALOMANIA W POMARAŃCZOWO-NIEBIESKO-BIAŁYCH BARWACH I UPRAGNIONY TYTUŁ

Recep Erdogan od początków istnienia Basaksehiru nie ukrywał czynnego wspierania klubu i stał się niejako symbolem aktualnego mistrza Turcji. W dniu otwarcia nowego stadionu – Fathim Terim Stadyumu – wystąpił nawet w pokazowym meczu jednocześnie strzelając trzy bramki! W meczu tym udział wziął również jego syn Bilal. Erdogan znany jest ze swoich konserwatywnych poglądów i megalomanii. Jego głównym założeniem jest rywalizacja z najbardziej utytułowanymi lokalnymi rywalami z Galatasaray, Fenerbahce i Besiktasu. Klub, w który inwestują firmy takie jak Burger King, DenizBank czy Turkish Airlines wpompował w ostatnich latach setki milionów euro w zagranicznych piłkarzy oraz infrastrukturę. I nie są to bynajmniej piłkarze mało znani. W tureckim klubie w ciągu ostatnich paru lat występowali tacy zawodnicy jak Emre Belozoglu, Robinho, Gael Clichy, Emmanuel Adebayor, Semih Senturk, Eljero Elia, Martin Skrtel czy Pierre Webo. Istanbul Basaksehir to klub wielu kontrastów. Z jednej strony ogromne pieniądze i poważni politycy w tle, z drugiej niewielka liczba kibiców i brak tradycji czysto piłkarskich. Mimo to, klub w poprzednim sezonie po raz pierwszy w historii sięgnął po tytuł mistrza Turcji, na finiszu rozgrywek o cztery punkty wyprzedzając drugi w tabeli Trabzonspor. Za ojca sukcesu uznano Okana Buruka. Były piłkarz m.in. Galatasaray, Interu Mediolan czy Instanbulsporu właśnie po raz pierwszy w karierze jako menedżer mógł świętować tytuł mistrza Turcji. Wcześniej, w sezonie 2017/2018 na stadionie Diyarbakirsporu zdobył Puchar z Akhisarsporem, w finale pokonując Fenerbahce 3-2.

FATALNY POCZĄTEK NOWEGO SEZONU PRZYPUDROWANY HISTORYCZNYM ZWYCIĘSTWEM Z MANCHESTEREM UNITED

Po zdobyciu pierwszego w historii tytułu mistrza Turcji i awansie do Ligii Mistrzów wydawało się, że zespół prowadzony przez Buruka nadal będzie się rozwijał sportowo, a w lidze powalczy przynajmniej o pierwszą piątkę. W Champions League nikt nie dawał im większych szans nawet na zajęcie trzeciego miejsca, upoważniającego do gry w 1/16 Ligii Europy. Basaksehir trafił do grupy śmierci z PSG, Manchesterem United i RB Lipsk. Nawet sam Erdogan nie mógł być optymistą tuż po wylosowaniu rywali w fazie grupowej. Na domiar złego ekipa ze Stambułu zanotowała prawdziwy falstart w rozgrywkach ligowych. W pierwszych trzech kolejkach przegrała wszystkie mecze, nie potrafiła strzelić nawet bramki. Upragnione zwycięstwo w lidze przyszło dopiero 17 października. Na polu bitwy pokonany został ówczesny wicemistrz – Trabzonspor SK. Po pierwszych dziesięciu kolejkach Basaksehir zajmował 8. miejsce w tabeli z bilansem 4-2-4. Nie był to wymarzony początek, ale też nikt nie przypuszczał wtedy, że aktualny mistrz będzie się w tym sezonie bronił przed spadkiem. W międzyczasie udało się przecież sensacyjnie wygrać w Lidze Mistrzów z Manchesterem United. Zwycięstwo szczególnie dobrze smakowało Rafaelowi Da Silvie, który w latach 2007-2015 był zawodnikiem Czerwonych Diabłów. Brazylijczyk był z resztą jednym z najlepszych piłkarzy na boisku tamtego wieczora. Jak się później okazało, było to jedyne zwycięstwo tureckiej drużyny w tegorocznej edycji LM. Po historycznym zwycięstwie nad Anglikami morale w zespole znacząco się podniosło i nic nie wskazywało na tak słaby przebieg reszty sezonu. Tymczasem Basaksehir w okresie od 21 listopada zeszłego roku aż do niedzieli 21 marca wygrał zaledwie 3 mecze ligowe na 22 możliwe! Na domiar złego, nie udało się wygrać żadnego z ligowych meczów derbowych. Jedynym zwycięstwem nad lokalnymi rywalami było lutowe 2-1 nad Fenerbahce w Pucharze Turcji. Tak fatalna postawa i brak punktów w rywalizacji z „wielką trójką” ze Stambułu sprawiły, że z posadą menedżera pożegnać się musiał Okan Buruk. 54-krotny reprezentant Turcji pracę stracił 29 stycznia – kilka dni po domowym podziale punktów w meczu z Rizesporem.

KOMPROMITACJA Z HATYASPOR I BRAK EFEKTU NOWEJ MIOTŁY

Dzień po zwolnieniu Buruka, Basaksehir rozgrywał domowy mecz z Hatyasporem. Na ławce gospodarzy usiadł w roli tymczasowego menedżera Nedim Yigit, zajmujący się w klubie znad Bosforu pracą z młodzieżą. Nie był to jednak najszczęśliwszy dzień w karierze Turka. Basaksehir po przygnębiająco słabej grze poniósł sromotną klęskę. Mecz zakończył się wynikiem 1-5. Był to jedyny jak do tej pory mecz Basaksehir z Yigitem na ławce trenerskiej. Dwa dni po tym blamażu w roli menedżera zatrudniony został Aykut Kocaman. Doświadczony trener pracował wcześniej w Istanbulspor, Malatyaspor, Ankaraspor, dwukrotnie w Konyaspor i w raz w Fenerbahce. Z tym ostatnim zespołem zdobył w 2011 roku tytuł Mistrza Turcji oraz dwa krajowe puchary. Z Konyaspor również sięgał po to trofeum – w sezonie 16/17. Co ciekawe, w finale tamtego meczu Konyaspor wygrał po dogrywce z Basaksehir właśnie.

Początek Kocamana w klubie ze Stambułu daleki jest od ideału. 55-letni Turek przegrał pierwsze cztery spotkania, w tym derbową potyczkę z Galatasaray. Pierwsze zwycięstwo z nowym zespołem odniósł dopiero w siódmej próbie, wygrywając wyjazdowe spotkanie z Genclerbirligi Ankara. Do tej pory (stan na 05.04.21) Kocaman wygrał zaledwie dwa ligowe mecze. To wczorajsze, 3-1 nad Malatyasporem, może mieć kluczowe znaczenie w kontekście walki o utrzymanie. W tym momencie Basaksehir ma tylko punkt przewagi nad 18. w tabeli Kayserispor. W obecnym sezonie Turkish Superleague spadają aż cztery zespoły, a różnice punktowe między miejscem 14 a 19 są naprawdę minimalne.

SŁABE WYNIKI OFENSYWY

Tak słaba forma zespołu może dziwić tym bardziej że ani w letnim, ani w zimowym oknie transferowym nie doszło do masowej wyprzedaży kluczowych zawodników. Z drużyny odeszli co prawda Aziz Behich, Eljero Elia, Gael Clichy i Milos Jojic, ale dla każdego z nich klub szybko znalazł zastępstwo. W zimowym oknie transferowym rozwiązano kontrakt z Martinem Skrtelem. Jego pobyt na Fatih Terim Stadyum był co najwyżej średnio udany, a Słowak inkasował jednocześnie jedną z najwyższych tygodniówek. Transfery do klubu takich piłkarzy jak Rafael, Berkay Ozcan, Nacer Chadli, Giuliano czy Hasan Ali Kaldirim musiały napawać kibiców optymizmem.

Szybko okazało się, że w maszynce, która seriami zdobywała punkty w poprzednim sezonie, coś się zacięło, a nawet zupełnie przestało działać. Tegorocznych porażek nie można zrzucić na karb kontuzji, bo te poważne raczej omijają piłkarzy Basaksehir. Wygląda na to, że ewidentnie coś się wypaliło, a być może jest to pokłosie zachłyśnięcia się nieoczekiwanym sukcesem poprzedniego sezonu. Szczególnie słabo prezentują się ci, którzy powinni stanowić o sile zespołu. Demba Ba w 24 meczach ligowych zdobył tylko 5 bramek, Berkay Ozcan w 25 meczach zanotował tylko jedną asystę, taką samą liczbę meczów ligowych rozegrał Frederik Gulbrandsen, a zaliczył tylko 6 trafień. Indywidualne statystyki Mehmeta Topala, Danijela Aleksicia czy Brazylijczyka Giuliano również nie rzucają na kolana. W 31 meczach tureckiej Superligi Basaksehir zdobył tylko 35 bramek, tracąc jednocześnie aż 49. Brak jakości w ofensywie znacznie przyczynił się do fatalnej pozycji ligowej. Słabo prezentuje się Nacer Chadli, który ma na koncie tylko 10 meczów ligowych, a przecież od zawodników z takim doświadczeniem trzeba oczekiwać znacznie więcej. Na domiar złego, w styczniowym oknie transferowym Basaksehir stracił Irfana Kahveciego. Wszechstronny pomocnik przeszedł w styczniu do Fenerbahce za 7 milionów euro.

Do zakończenia sezonu w tureckiej Superlidze zostało jeszcze 9 kolejek. Basaksehir zmierzy się w nich m.in. z Kayserispor, Erzumunspor i Kasimpasa – bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie. To właśnie w meczach z nimi podopieczni Kocamana powinni szukać kompletu punktów. Tegoroczna gra na trzy fronty ewidentnie nie przysłużyła się tureckiemu klubowi, piłkarze zwyczajnie nie poradzili sobie z napiętym kalendarzem. W przypadku utrzymania na kolejny sezon w Basaksehir muszą zapaść odważne decyzje. Być może trzeba będzie pożegnać się z kilkoma najlepiej opłacanymi zawodnikami. Niepewna pozostaje także przyszłość Aykuta Kocamana.

KAROL KOCZTA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s