Skąd biorą się problemy Lecha? Zapytaliśmy Huberta Michnowicza.

Sytuacja Lecha Poznań jest delikatnie mówiąc nieciekawa. Wyniki doskonale oddają nijaką grę zespołu prowadzonego przez Dariusza Żurawia. Postanowiłem, więc zapytać Huberta Michnowicza, sympatyka futbolu, a zarazem dziennikarza – pasjonata, zajmującego się sprawami Lecha Poznań, o opinię dotyczącą obecnej sytuacji w klubie.


Przejdźmy od razu do rzeczy. Co Pana zdaniem jest główną przyczyną słabej gry Lecha Poznań? Jeszcze kilka miesięcy temu Lech potrafił zachwycać.
Należy oddzielić grę Lecha w europejskich pucharach od poczynań w Ekstraklasie. Droga Lecha do  LE była bardzo udana. Poza meczem z Valmierą, do każdej z rund kwalifikacyjnych Lech nie przystępował w roli faworyta, czyli drużyny, która może, ale nie musi. Koniec końców Lechowi udało się wywalczyć awans, co niewątpliwie mogło cieszyć i jest było powodem do dumy, Od dłuższego czasu żadna z polskich drużyn nie zdołała się zakwalifikować do fazy grupowej, a Lech osiągnął to, prezentując styl godny podziwu. Byłem świadkiem spotkań eliminacyjnych i doskonale pamiętam, że w zespole panowała doskonała atmosfera. W tej drużynie było jakości, która przekładała się na grę.

Europa nie znała Lecha i nie miała czasu na rozgryzienie Lecha. Natomiast w Ekstraklasie sytuacja wyglądała już zgoła inaczej. Bardzo szybko trenerzy drużyn przeciwnych rozszyfrowali grę Kolejorza. Wyniki, które Lech uzyskiwał w lidze, nie były pokłosiem pecha, ponieważ pech może odnosić się do jednego, czy dwóch spotkań. Po pierwszym meczu z Górnikiem w styczniu, zapytałem trenera, czy nie martwi go styl. Odpowiedział, że zacznie się martwić, jeśli stylu nie będzie przez kilka spotkań. Co było dalej, doskonale pamiętamy

Myślę, że jedną z przyczyn to tarcia. Nie sądzę, że są to tarcia pomiędzy zawodnikami, choć nie wykluczam, że takowe też występują. Obstawiam, że raczej wynikają z oczekiwań piłkarzy w kontrze do możliwości trenera. Raczej też, nie winiłbym trenerów od przygotowania fizycznego. Można to porównać do sytuacji w reprezentacji Polski za kadencji Brzęczka.  Wyniki do pewnego momentu były dobre, ale brakowało stylu, a frustracja wśród piłkarzy i kibiców narastała. Zgrzyty wisiały w powietrzu tym bardziej, że wypowiedzi Brzęczka i czasami też piłkarzy, wzbudzały kontrowersje. A ja uważam, że w Lechu piłkarze pokroju Pedro Tiby, Daniego Ramireza, Lubomira Satki oczekują od trenera lepszego warsztatu trenerskiego.

Jednak z jakiegoś powodu postawiono na Żurawia.
Nie winiłbym trenera. Prowadząc inne zespoły nie wiodło mu się szczególnie. Otrzymał szansę wykazania się w czołowym zespole ekstraklasy. Ciężko mu się dziwić, że podjął wyzwanie. Na jego miejscu każdy by skorzystał z takiej szansy.


Nie wydaje się Panu, że decydując się na niedoświadczonego trenera, powinno się go otoczyć osobami, które uzupełniłyby jego braki?
Teoretycznie tak. Teraz możemy tylko gdybać. Suche fakty też pokazują, że za trenera Skrzypczaka i Bartkowiaka Lech prezentował się lepiej. Jednak tak naprawdę nie wiemy, co działo się wewnątrz drużyny. Trenerzy Bartkowiak oraz Skrzypczak byli odbierani przez piłkarzy bardzo pozytywnie. Na początku roku 2020 uczestniczyłem z Lechem w obozie w Belek. Byłem obecny na praktycznie wszystkich treningach w pierwszym tygodniu zgrupowania. Takiej relacji jak miał chociażby trener Skrzypczak z zawodnikami nie da się zapomnieć. Przyznam szczerze, że nie wiem dokładnie, czy to trener Skrzypczak naciskał na to, by móc podjąć pracę jako pierwszy trener, czy być może trener Żuraw czuł, że jego decyzje są czasami podważane, bo i tego typu wersje wydarzeń słyszałem. Wiemy natomiast, że Lech z nowymi asystentami radzi sobie gorzej. I ja tak naprawdę do tej pory nie wiem, za co odpowiada trener Dudka i Góra.

A co sądzi Pan o transferach letnich? O ile cześć z tych zawodników ma określony poziom sportowy, o tyle nie jestem przekonany, czy wszyscy pasują do Lecha. Czy te ruchy można uznać za przemyślane?
Jest to temat złożony. Pozyskiwanie zawodników wiąże się z wieloma zmiennymi. Pandemia również dołożyła swoje trzy grosze i skomplikowała sytuację. Obserwacja zawodnika w takim wypadku jest ograniczona. W świecie futbolu ważną rolę odgrywają agenci, a internet dziś sprawia, że kluby mają dostęp do wielu platform, dzięki którym mogą ocenić potencjał zawodnika, nie ruszając się z klubu.

Posłużę się przykładem Jana Sykory. Lech od dawna walczył o zakontraktowanie tego zawodnika, ale z różnych powodów finalizacja nastąpiła dopiero w 2020. Problem Jana polega na tym, że w Czechach gra się trochę inaczej. Polska liga jest bardzo fizyczna. Na czeskich boiskach można zaobserwować większą kulturę gry. Dlatego nie za bardzo mogę zrozumieć, jak Sykora mógł się znaleźć jako jedynka skrzydłowego.

W pewnym sensie liczne wypożyczenia Sykory mogły stanowić dla Lecha sygnał, że być może czegoś temu zawodnikowi brakuje. Jednak Lech mocno skupił się na jego pozyskaniu, a dziś można powiedzieć, że z Jankiem jest dramat. Pomijając jego problemy ze zdrowiem, słyszałem też, że pojawiały się małe tarcia pomiędzy nim a trenerem. Teraz nawet jak nic mu nie dolega, to nie jest skrzydłowym na miarę Lecha Poznań.

Ciekawym wątkiem są też wypożyczenia do Lecha.
Odnoszę wrażenie, że w tym przypadku wypożyczenia są robione w celu dobicia do pewnej liczby graczy. Na przykład Awwad nie dostał zbyt wielu szans, ale wg mnie miał coś w sobie. Tak naprawdę nie można było go normalnie zweryfikować w grze, bo tych szansach dostawał bardzo mało, a okazje ku temu były. Brakowało zaufania ze strony trenera i podejrzewam, że podobnie może być z Kvekveskirim. Który może mieć nawet większe umiejętności, ale zrobiono z niego znowu typowego zapchajdziurę. Selekcja zawodników wypożyczonych, nawet jeśli nie jest błędna, to momentami działa w myśl zasady sztuka dla sztuki.

Po raz kolejny wracamy do tematu trenera.
Wg mnie w Lechu na ten moment nie ma żadnej konkurencji w walce o wyjściowy skład. I tu nie chodzi nawet o liczebność zawodników. Są niedociągnięcia na niektórych pozycjach, ale kadra nie jest przetrzebiona, jak chociażby jesienią.

A dla wzrostu jakości w drużynie nie ma nic gorszego jak brak konkurencji. Myślę, że gdyby miał Pan obstawić skład Lecha na kolejne spotkanie, miałby Pan problem z wytypowaniem może jednego nazwiska. Bez względu na to, jak zawodnik wypadnie w danym mikrocyklu i tak wyjdzie w pierwszym składzie. Tak to widzę niestety i takie też głosy dochodzą mnie z szatni Lecha. Jak posłucha się piłkarzy, którzy wyjeżdżają za granicę, tam jest walka o miejsce w składzie na każdym treningu. U nas tego nie ma.


Według mnie trener Żuraw nie ma na tyle charyzmy i wizji, że mógłby dokonać radykalnych zmian. Myślę, że trener czasami i może myśli o roszadach, ale blokuje go wizja tego, jak inni mogliby zareagować na zmiany, mam tu na myśli nie tylko zawodników, ale też zarząd Lecha, więc odpuszcza.

Dobrym przykładem zjazdu formy jest Dani Ramirez.
Dani przechodził Covida i być może z tego powodu nie gra najlepiej, ale czy słusznym działaniem jest próba odbudowy zawodnika poprzez dawanie mu okazji do gry w każdym ze spotkań? Moim zdaniem nie. Przykładowo taki Filip Marchwiński często jest przerzucany pomiędzy zespołem rezerw a Ekstraklasą, a przecież jesienią był pierwszym zmiennikiem Daniego Ramireza. Teraz go nie ma i należy się zastanowić, co tu się wydarzyło.

Jak już jesteśmy przy Marchwińskim, to podzielę się swoją myślą. W pewnym momencie w Lechu grało wielu młodych piłkarzy, choć Żuraw wcale chętnie na nich nie stawiał, o czym świadczy akcja bilet dla Muhara. Teraz wydaje mi się, że Marchwiński został pozostawiony samemu sobie.
Z tego, co wiem, Filip Marchwiński dobrze się prowadzi. Wiemy, że dużo potrafi, choć ma kilka mankamentów fizycznych, które wiążą się z jego wiekiem. Ale wg mnie Lech nie ma pomysłu na Filipa. Trener boi się podejmować decyzje, które w danym meczu mogłyby zaskoczyć rywali Lecha, a jednocześnie przy słabszej dyspozycji Daniego, mogłaby się otworzyć szansa dla Filipa. A inne zespoły mają wiedzę jak grać z Lechem. Dla wytrawnego trenera, który zjadł zęby na tej lidze, rozpracowanie Lecha nie stanowi problemu.


Uważa Pan, że Lech powinien już podziękować Żurawiowi?
Dla mnie czas trenera Żurawia się skończył. Już pierwsze 3-4 wiosenne mecze były jasnym sygnałem, że dzieje się coś niedobrego. Taki klub jak Lech nie może sobie pozwolić, by grać tak nijako. Uprzedzając ciąg dalszy, muszę przypomnieć, że jesienią przedłużono kontrakt z trenerem. Myślę, że gdyby do tego nie doszło, to już po czterech pierwszych wiosennych kolejkach doszłoby do zwolnienia Żurawia. Nie byłoby nawet dyskusji, czy ta decyzja jest słuszna, czy nie, bo Lech grał bardzo, ale to bardzo słabo. Teraz zwolnienie świadczyłoby o tym, że pół roku temu podjęto złą decyzję, a a’la korporacja, jaką stał się Lech, nigdy do błędnych decyzji się nie przyzna,


Zarządzający klubem ślepo podążają za strategią, która się nie sprawdza i nie potrafią w porę zareagować.
Świetnym przykładem jest sytuacja, która była z Muharem. Na siłę broniono tego transferu zakłamując rzeczywistość. Wymyślano historie, że dzięki Muharowi była konkurencja, która pozwoliła rozwinąć się Moderowi. To jest niestety obracanie kota ogonem. Skoro wszyscy dookoła mówią, że jest coś nie tak, to znaczyć, że rzeczywiście coś jest nie tak. W środowisku kibicowskim jest mnóstwo ludzi, którzy znają się na rzeczy i proszę mi wierzyć, w wielu kwestiach wychodzi na „ich”, że mieli rację.

W innych klubach już dawno zrezygnowano by z Żurawia. Jakby Pan mnie zapytał, czy zmiana trenera coś da, to sądzę, że mogłaby coś dać, ale problem tkwi głębiej. Ktoś podjął decyzję o zatrudnieniu Żurawia, do drużyny z takimi przychodami, z takimi aspiracjami i zapleczem kibicowskim. Lech w Wielkopolsce ma praktycznie monopol kibicowski. Ten „ktoś” to mam na myśli zarząd i politykę klubu. Nie da się żyć tylko z akademii, jeśli jest się klubem sportowym, o tak wspaniałej historii. Co roku musi być cel sportowy, jasno i wyraźnie postawiony, dlatego śmieszą mnie te teksty o pięknej grze i wypadkowej tej gry.

Wracając do tematu, to tak jak Panu mówiłem. To jest specyfika korporacyjnego ładu, która nie pomaga. Wszyscy widzą, że jest olbrzymi pożar, a mam wrażenie, że Lech go spłyca do poziomu malutkiego ogniska. Przyświeca im wiara, że skoro się pali, to za chwilę pożar samoistnie zniknie, albo przyjdą jakieś deszcze monsunowe.

Myślę, że błędem może być też to, że Lech skupia się na szczegółach, a zaniedbuje podstawy.
Spójrzmy na to, co dzieje się w Warcie. Jaka tam jest otoczka, jak trener jest postrzegany przez zawodników, jak trener wypowiada się o swoich piłkarzach. Przed sezonem byli skazani na walkę o utrzymanie, a pokazali, że są w stanie walczyć o środek tabeli, a nie wiadomo nawet czy nie o coś więcej. Byłoby miło, gdyby ktoś z Lecha spojrzał na Wartę i zwrócił uwagę na te aspekty. Tam każdy tryb do siebie pasuje. W Lechu funkcjonuje to zgoła inaczej. I nie jest to nowość.

Kogo widziałby Pan w roli trenera po ewentualnym zwolnieniu?
Mówi się o trenerze Skorży. Podobno był blisko Śląska. Ponoć w rozmowach wypadł bardzo dobrze, ale zrezygnował z ubiegania się o tę posadę. Ciekawe, czy oznacza to, że czeka na lepszą ofertę. Kiedyś w jednym z wywiadów powiedział, że nie jest strażakiem i nie będzie przejmował zespołu w trakcie sezonu. Możliwe, że poczeka do momentu, w którym wszystkie karty będą na stole. Pytanie zasadnicze, dlaczego jednak teraz nie przyjdzie, ale nie jako strażak.

Z jednego powodu uważam, że zmiana trenera Żurawia na trenera o warsztacie trenera Skorży mogłaby wyjść na plus. Według mnie dalsza degrengolada Lecha będzie zrażać niestety zawodników. Dziś sobie nie wyobrażam, że latem mógłby odejść Ishak, ale ma dobre liczby i znajduje się pod obserwacją innych klubów. Wielu z tych piłkarzy ma ambicje, które trzeba zaspokoić. Pedro Tiba chce zakończyć karierę w Poznaniu, ale trzeba wiedzieć jak zadbać o takiego piłkarza. Nie wiem, czy pozostawienie Żurawia nie przyniesie większych strat. Pozostało tylko osiem kolejek, ale brak reakcji może wywołać nieciekawe sytuacje kadrowe.

Czy ten sezon można jeszcze odratować?
Miejsce czwarte bez pucharów czy też ósme będzie przyjmowane za podobny kaliber porażki. Nie jestem zwolennikiem tego, by Żuraw rozpoczął kolejny sezon, nawet jeśli Lech jakimś cudem wywalczyłby możliwość startów w eliminacjach. Myślę, że nic dobrego by to nie przyniosło. A teraz trzymanie trenera na siłę do końca sezonu, tak jak wspomniałem może negatywnie odbić się też na zespole.

Abstrahując od tego, jak Pan by się czuł, gdyby Pan wiedział, że za dwa miesiące Pana nie będzie, choć nikt w oczy tego Panu nie powiedział. To, co dzieje się w klubie jest konsekwencją niestety wielu decyzji z ostatnich lat. Trener to jeden z trybów. Za wyniki odpowiada również zarząd oraz dział skautingu, a w Lechu łatwiej przychodzi zarabianie na zawodnikach niż sukcesy sportowe. Lech zarabia więcej na sprzedaży piłkarzy niż dzięki sukcesom sportowym. Obawiam się, że w Lechu obowiązuje niepisana zasada mówiąca, że wynik sportowy jest tylko celem drugorzędnym. Może w końcu ktoś tam na górze zrozumie, że przez zrealizowany i ambitny cel sportowy można zarobić o wiele więcej niż do tej pory, a przede wszystkim odzyskać zszargane doszczętnie już zaufanie kibiców.

Rozmowę przeprowadził Paweł Ożóg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s