Przebudzenie Christiana Eriksena

Eriksen po fatalnym starcie w Interze Mediolan w końcu zaczyna wchodzić na swój odpowiedni poziom. Antonio Conte postanowił dać mu drugą szanse, co powoli się odpłaca, bo Duńczyk z meczu na mecz w coraz większym stopniu przypomina Christiana, jakiego znaliśmy z Anglii.

Christian Eriksen na półwysep Apeniński przychodził jako supergwiazda. Piłkarz, którym interesowały się absolutnie największe kluby świata jak Real Madryt, PSG, czy FC Barcelona. Wyścig wygrali Nerazzuri ze względu na to, że transfer dopięli w styczniu 2020 roku. Kontrakt duńskiego pomocnika z Tottenhamem wygasał pół roku później, przez co większość drużyn wolała poczekać do końca sezonu, aby ściągnąć Christiana za darmo. Włosi jednak nie zamierzali czekać, ponieważ Antonio Conte naciskał na transfer pomocnika. Wówczas Nicolo Barella nie był jeszcze na poziomie, na którym jest dzisiaj, a były szkoleniowiec reprezentacji Italii potrzebował ofensywnie usposobionego zawodnika drugiej linii. 27 milionów euro – tyle wynosi podawana kwota, za którą Inter sprowadził Eriksena w swoje szeregi. Liczba spora, jak na piłkarza, który za 6 miesięcy nie kosztowałby ani centa. Osoby odpowiedzialne za transfer twierdziły jednak, że zawodnik takiej klasy jak najbardziej jest warty owej ceny. Wartość reprezentanta Danii w chwili realizacji kontraktu wynosiła aż 90 milionów, co tylko świadczy o tym, jak wielkie nazwisko przyszło do stolicy Lombardii.

Wielkie nazwisko – wielkie oczekiwania. Nie inaczej było w kwestii Christiana, bo kibice już od momentu ogłoszenia transferu licytowali się, ile zdobędzie bramek i ile zaliczy asyst. W programach piłkarskich i na forach społecznościowych trwały liczne dyskusje na temat tego, jak bardzo zmieni się gra Nerazzurich i jak duży wpływ będzie miał na nią Eriksen. Wielu typowało go liderem środka pola, który wręcz od niechcenia będzie uruchamiał Lukaku i Martinez. Z niecierpliwością czekano na jego debiut, ponieważ nie często piłkarz takiego poziomu zmienia otoczenie. W końcu nadeszło spotkanie z Fiorentiną. Pierwszy mecz, tydzień, miesiąc i po supergwieździe Premier League ani śladu. Kibice twierdzili „spokojnie, jeszcze się rozkręci”, ale już po 5 spotkaniach można było wywnioskować, że coś jest nie tak. Niepewny, zagubiony na boisku, popełniający proste błędy. Nie był to piłkarz, za którego jeszcze rok temu Tottenham żądał ponad 100 milionów euro, a bardziej junior, który zalicza pierwsze w życiu występy przed wielotysięczną publicznością.

Zaledwie po niecałych dwóch miesiącach pobytu w Mediolanie nadeszła pandemia, a wraz z nią zawieszenie rozgrywek. Christian pewien okres lockdownu spędził w centrum szkoleniowym Nerazzurich, ponieważ nie miał jeszcze zakupionego domu w stolicy Lombardii. Czas ten wykorzystywał na trenowanie, intensywniejsze niż inni, bo miał do dyspozycji boiska. Efekty było widać już na samym początku wznowienia rozgrywek, ponieważ Duńczyk zaliczył serie kilku naprawdę udanych spotkań. Bramka z Napoli w Coppa Italia, gol i asysta z Brescią, czy też świetny mecz z Sampdorią w lidze. Wszystko zmierzało ku dobremu i można było odnieść wrażenie, że przerwa spowodowana wirusem zrobiła akurat mu dobrze. Było to jednak złudne, bo ostatnie mecze sezonu z włączeniem finałowej fazy Ligi Europy, były równie słabe, jak jego debiutanckie występy.

Mimo nieudanego i dość rozczarowującego pół roku o sprzedaży póki co na poważnie nie myślano, ponieważ jest to za krótki okres, aby podejmować takie decyzje. W sezonie 2020/21 w końcu miał pokazać swoją klasę, czego oczekiwał od niego przede wszystkim Conte. W trakcie zgrupowania reprezentacji narodowej poprzedzającego start nowej kampanii Christian pokazał się z naprawdę dobrej strony, rozgrywając solidne spotkania z Belgią oraz Anglią. Ponadto nieźle wyszły mu także mecze sparingowe Nerazzurich. Jednak w przeciwieństwie do tego, na co się zapowiadało – runda jesienna w wykonaniu Eriksena była jeszcze gorsza, niż wiosenna ubiegłego sezonu. 11 spotkań, 0 bramek i 0 asyst. W pewnym momencie został wręcz całkowicie odstawiony na bok, co mogło zwiastować, że styczeń okaże się kolejnymi przenosinami. Stracił miejsce w składzie, atmosfera wokół niego podobno nie była zbyt dobra, a fala krytyki sięgała sporych wysokość. Dla piłkarza, który chce grać, w takiej sytuacji przenosiny są zazwyczaj jedyną słuszną opcją.

Antonio Conte nieoczekiwanie okazał jednak sporo cierpliwości i po rozmowach z Duńczykiem stwierdził, że nigdzie się nie przenosi. Ciągle widział w nim piłkarza swojej drużyny, z którym jest w stanie sięgać po trofea. Po nowym roku można było zauważyć, że wsparcie od trenera podniosło go na duchu. Niezła zmiana w meczu z Sampdorią, dobre 120 minut z Fiorentiną w Pucharze Włoch i przede wszystkim – Milan. Można uznać, że derby Mediolanu w ćwierćfinale Coppa Italia były początkiem odrodzenia Eriksena w Interze. Duńczyk wszedł na boisko w 88 minucie, kiedy na tablicy widniał wynik 1:1. Sprawa była prosta – kto strzeli, wygrywa i awansuje, inaczej czeka nas dogrywa. Los chciał, że Nerazzuri otrzymali rzut wolny przed samym polem karnym Rossonerich. Choć w ostatnich miesiącach nie słynął z wykonywania tego stałego fragmentu gry, to wybór do roli wykonawcy padł właśnie na Eriksena. 7 minuta doliczonego czasu, strzał, 2:1. Lepszego momentu na pierwsze trafienie w obecnym sezonie po prostu nie mógł sobie wybrać.

Od tamtej chwili Christian odżył jako piłkarz. Nie chodzi tu już o samą rolę i wkład w drużynę, który obecnie ciągle wzrasta, ale boiskowe zachowanie, mentalność, zaangażowanie w  drużynę. Od tej bramki jakby stał się częścią Interu. Zaczął przeżywać spotkania drużyny, a wyniki i dobro zespołu są dla niego istotne jak nigdy wcześniej. Pod kątem pewności siebie została też zdjęta blokada, co widać po swobodzie poruszania się na boisku, oraz częstszych pojedynkach. Poza boiskiem ma także być już coraz bardziej otwarty i pozytywny, co przekłada się na lepsze relacje z drużyną. Ciężko będzie mu aktualnie wyjść przed szereg w Interze, bo obok siebie ma fenomenalnego Nicolo Barelle, który wskoczył w zapowiadaną mu wcześniej rolę lidera środka pola, natomiast główne oklaski zbierają Romelu Lukaku z Lautaro Martinezem. Jednak bez wątpienia Conte powoli rośnie, a bardziej przebudza się kolejny wielki piłkarz, który będzie w stanie przesądzić o wyniku meczu.

Czasem potrzeba czasu, w tym przypadku aż rok. Prawdopodobnie jesteśmy właśnie świadkami odradzania się Eriksena z piłkarskich popiołów. Pytanie tylko, na jaką skalę.

MATEUSZ PEREK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s