Co za dużo, to niezdrowo. Rozterki Lamparda. Felieton Michała Bakanowicza.

Okno transferowe w wykonaniu Chelsea zostało rozegrane w iście spektakularnym stylu.
Zanim ktokolwiek zdążył się połapać, w klubie mieliśmy już Ziyecha i Wernera. Potem doszli
Havertz, Chilwell, Thiago Silva, czy wreszcie Mendy. Łącznie sześciu piłkarzy za kwotę
bliską 250 mln euro.

„Mają rozmach, skurwysyny” chciałoby się nawiązać klasyki polskiej komedii.

Abramowicz zawsze lubił wydawać pieniądze. Czasem było to zakupowe szaleństwo, w
późniejszych okresach inwestycje raczej wyważone, ale jednak na Stamford zawsze coś się
działo. Transferowy zakaz zastopował jednak rosyjskiego oligarchę w poprzednim oknie.
Teraz należało sobie to odbić.

Nie ma w tym niczego dziwnego. Ostatnie rozgrywki były w wykonaniu Chelsea solidne, ale
do poprawy jest sporo. Czwarte miejsce w lidze i odpadniecie w 1/8 Ligi Mistrzów to jednak
za mało. W Londynie ambicje są większe.

Mimo wszystko przy całym zachwycie transferami takimi jak przybycie Havertza, czy
Wernera, mam spore wątpliwości co do tego, że pieniądze zostały zainwestowane dokładnie
tam, gdzie powinny.

Chelsea z sezonu 2019/2020 kojarzy nam się z zespołem kreatywnym, widowiskowym i niemającym problemu ze zdobywaniem goli. Mankamentem była defensywa. Lampard do dziś
nie znalazł sposobu jak uszczelnić tę formację. Mało tego. Daily Mail podaje, że ten angielski
menadżer korzystał z 20 różnych zestawień w obronie, w zaledwie 41 ligowych spotkaniach.
Istne błądzenie we mgle.

The Blues wyglądają w tyłach przeciętnie pod względem personalnym. Przed obecnym
sezonem jasnym więc było, że wzmocnienia tam są niezbędne. Jaki jest tego efekt? Do klubu
trafił Ben Chilwell, który jest defensorem znanym z tego, że jest lepszy w ataku, niż w
obronie. Oprócz niego mamy 36-letniego Thiago Silvę, który mimo doświadczenia najlepsze
lata ma za sobą. Kolejny nabytek to grający do tej pory w Rennes Eduardo Mendy, o którym
wiemy, na razie tyle, że od Kepy gorszy na pewno nie będzie. Czy to jednak wystarczy?

Deprecjonowanie tych zawodników, zanim zdążą w klubie tak naprawdę zaistnieć, jest
oczywiście niesprawiedliwe. Jeśli jednak zestawimy powyższe nazwiska z wyżej
wymienionymi Ziyechem, Wernerem, czy Havertzem, to trudno oprzeć się wrażeniu, że
akcent został postawiony chyba nie do końca tam, gdzie należało to zrobić.

Szczególnie że gdy zerkniemy na tabelę z poprzedniego sezonu i zauważymy, że Chelsea pod
względem strzelonych goli była trzecim zespołem w lidze (69 trafień), a jeśli chodzi o
stracone, to był to wynik dopiero dziewiąty (54 gole).

I nawet już nie grzebiąc – w mimo wszystko nie tak dawnej – historii, to obecne rozgrywki też
dają już nam pewne sygnały. Co prawda Chilwell i Mendy nie zadebiutowali jeszcze w lidze,
ale Silva zdążył zrobić już błąd, po którym The Blues stracili gola. Ostatni mecz Chelsea z
WBA był pokazem nieporadności w tyłach. Wyniki 3:3 to żywe wspomnienie poprzednich
rozgrywek, gdzie ofensywę należy chwalić, ale za to obrona pozostawia wiele do życzenia.

A to może być też wynikiem problemu bogactwa w ataku. Kiedy masz w kadrze piłkarzy
takich jak Giroud, Abraham, Mount, Havertz, Werner, Hudson-Odoi, a wiesz, że za chwilę
dojdzie do nich jeszcze Pulisic i Ziyech, to trudno Ci zrezygnować, z któregokolwiek z nich.
Skład Chelsea w meczu z beniaminkiem był więc totalnie niezbalansowany. Boczni obrońcy
w postaci Alonso i Jamesa, to raczej tacy, których kojarzymy z ofensywnymi inklinacjami,
niż z solidnością w obronie, a druga linia złożona z defensywnych Kante, Kovacicia i
ofensywnego Havertza, okazała się niewystarczająca, by odpowiednio wesprzeć tyły.

I tu pojawia się mój zarzut do Lamparda. Osobiście uważam, że jeśli Anglik zdecydował się
na poświęcenie odpowiedzialnego w obronie Azpilicuety, kosztem wyżej wymienionych
zawodników, to jego druga linia powinna zostać zestawiona w bardziej przemyślany sposób.
No ale jak tu odpalić z kogoś z czwórki Mount, Havertz, Werner, czy Abraham? I to jeszcze
w momencie, w którym na ławce zostawiasz Girouda oraz Hudsona-Odoi’a, a wkrótce do
składu wskoczą Ziyech i Pulisic? No właśnie! Co za dużo to niezdrowo.

Efektem takich rozterek jest radosny futbol, który niekoniecznie jest odpowiednią drogą do
osiągnięcia sukcesu. Oczywiście, ofensywne zakupy Chelsea i ich bogactwo w ataku wciąż
robią wrażenie i są źródłem zazdrości wielu menadżerów. Tu jednak należy znaleźć złoty
środek, którego, na razie nie udało się zdefiniować, zarówno Abramowiczowi w trakcie
transferowego szaleństwa, jak i Lampardowi podczas kompletowania wyjściowego składu.

To drugie na pewno przyjdzie z czasem. Nie ma go jednak zbyt dużo. Chelsea nie może
pozwolić sobie na stratę kolejnych punktów, gdyż konkurencja nie śpi. Trzy zespoły mogą
pochwalić się kompletem zwycięstw po trzech kolejkach, a dorobek The Blues na poziomie 4
oczek jawi się, póki co mizernie. Tak więc, jeśli ten sezon ma być lepszym od poprzedniego,
recepta na sukces, którą jest pozbycie się defensywnych problemów, musi pojawić się niemal
natychmiast.

MICHAŁ BAKANOWICZ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s