Kto dobrze pressuje, nie błądzi. Felieton Football Info.

Pressing. To słowo, które z każdym rokiem w futbolu staje się coraz bardziej popularne. W tym sezonie dotknęło już sufitu. Dziś każdy ekspert mówi o pressingu i każdy trener go stosuje. – Gegenpressing daje nam to, że odbieramy piłkę i do stworzenia dobrej okazji potrzebujemy już tylko jednego podania. Nie ma możliwości, żeby jakikolwiek rozgrywający na świecie był tak dobry jak gegenpressing – to słowa Jurgena Kloppa, jednego z największych zwolenników tego systemu gry. Niemiec ma rację. We współczesnym futbolu najwięcej bramek pada po przechwycie piłki i szybkim wyprowadzeniu ataku. A jak najłatwiej odebrać piłkę? Oczywiście agresywnym doskokiem. 

Obecna edycja Ligi Mistrzów pokazała nam, że bez pressingu ani rusz. Choć Bayern finałowym zwycięstwem nad PSG pokazał, że jest drużyną, która potrafi zmienić oblicze, to wcześniej pressował, jak szalony. Tłamsił przeciwnika i nie dawał mu odetchnąć nawet na chwilę. Podobnie PSG postąpiło w półfinale, gdzie prowokowało błędy piłkarzy z Lipska. Ekipa Nagelsmanna, tak jak Atalanta, została jedną z sensacji tej edycji, bowiem wpisała się w trendy dzisiejszej piłki. Ich styl nie tylko oparty jest na atakowaniu, ale również – a może i przede wszystkim – na błyskawicznym doskoku po stracie piłki. Pod nogami każdego z zawodników ma się palić. Czas przeciwnika na podjęcie decyzji musi być zawężony do minimum. 

Dzisiaj nie ma szans na trofea bez zorganizowanego pressingu. Najlepiej przekonała się o tym przywiązana do sentymentów Barcelona, gdzie Messi i Suarez są zwolnieni z obowiązków defensywnych. Do nich nikt w klubie nie powinien mieć pretensji, kiedy po stracie piłki rozłożą ręce i potraktują ten moment na odpoczynek przed następną akcją. Albo kiedy podczas zakładania pressingu na rywalu usiłującym rozegrać piłkę od własnego bramkarza jeden z nich się wyłączy. Niestety, takie podejście to ogromny błąd. Aby pressing był skuteczny, udział w nim muszą brać wszyscy zawodnicy. Odpuszczenie jednego piłkarza sprawia, że wysiłek reszty idzie na marne. Klasowe zespoły wykorzystują takie niedociągnięcia. 

Mam wrażenie, że ostatnio coraz częściej obserwujemy zmierzch kultu jednostki. Kolektyw jest dziś dużo ważniejszy od indywidualnych umiejętności poszczególnych piłkarzy. Jasne, taki Messi wygra Barcelonie jeszcze niejedno spotkanie, ale jeśli trener pozwala funkcjonować mu na innych zasadach niż reszta zespołu, to sam podpisuje na siebie wyrok. W futbolu nadal jest miejsce dla czarodziejów, co w Lizbonie pokazał choćby Neymar, ale tylko pod warunkiem, że pracuje on w defensywie. Zakłada pressing, a po stracie doskakuje tak, jak każdy inny zawodnik. Nie ma much w nosie, kiedy trzeba zakasać rękawy i ubrudzić strój harówką w odbiorze. Jest częścią drużyny, a nie człowiekiem wyjętym poza ramy.

Większości zawodnikom trenerzy są w stanie wyjaśnić, że łatwiej pressuje się 11 na 11 niż 10 na 11. To logiczne. Dlatego dziś wygrywa ten, kto najlepiej sobie ten pressing zorganizuje. Trenerzy są dzisiaj trochę, jak szachiści. Muszą reagować na każdy ruch przeciwnika. Inaczej trzeba ustawić pressing na rywala grającego trójką stoperów niż na takiego, który preferuje dwóch środkowych obrońców w rozegraniu. Kiedy przeciwnik w trakcie meczu cofnie jednego z pomocników głębiej do rozegrania, trener musi natychmiast zareagować. Nie może zostawić go samego z mnóstwem czasu i miejsca. Możecie pomyśleć, że najwięcej w pressingu zależy od zawodników ofensywnych, jednak obrońcy też mają bardzo ważne zadanie. Muszą skracać pole gry, doskakiwać do schodzącego głębiej napastnika i podejmować ryzyko, które jeszcze kiedyś nie było im zalecane. Czasy się jednak zmieniły. Dziś każdy broni, każdy atakuje i – jeśli trzeba – każdy ryzykuje. Bo futbol to gra zespołowa.

Pressing to podstawa do wygrywania nie tylko na najwyższym światowym poziomie. Słabsze zespoły także podpatrują najlepszych. Jeśli nawet nie są w stanie pressować na takiej intensywności przez cały mecz, to trenerzy wbijają w głowy zawodników doskok po stracie futbolówki. Tak robi Vukovic w Legii, czy Żuraw w Lechu. Wiadomo, że nie zawsze jest to wykonane idealnie, ale szkoleniowcy nad tym pracują. Wiedzą, że to jeden z najważniejszych elementów w pościgu za uciekającą od lat Europą. 

W niedzielę na żywo z trybun oglądałem spotkanie Górnika z Podbeskidziem. W pierwszej połowie szczególne wrażenie wywarł na mnie pressing Zabrzan. Już w poprzednim sezonie oglądając ekipę Brosza w telewizji, zauważyłem, że potrafią zaplanować sobie pressing, jak mało kto w naszej lidze. Oglądając to z bliska, tylko utwierdziłem się w tym przekonaniu. Każdy z zawodników dobrze wiedział, za którą strefę i którego zawodnika odpowiada i w odpowiednim momencie doskakiwał. Spanikowani rywale uciekali się tylko do dalekich podań, co pozwoliło Górnikowi w pełni kontrolować boiskowe wydarzenia w pierwszej połowie. W drugiej odsłonie zmniejszyli intensywność i w efekcie stracili 2 gole. Ale to nic dziwnego, pressing przez całe spotkanie wymaga nieprawdopodobnego przygotowania fizycznego, co w Ekstraklasie jest raczej niemożliwe do wytrenowania. 

W ostatnich latach najczęściej triumfują drużyny najbardziej wszechstronne, co trochę zadaje kłam mojej teorii o znaczeniu pressingu. Niemniej jednak myślę, że gdyby zapytać ludzi związanych z piłką, jaki element jest dziś najważniejszy, prawie wszyscy odpowiedzieliby jednogłośnie: pressing. 

Football Info

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s