Mocne plecy. Felieton Football Info.

Nieodłącznym elementem futbolu są rozgrywki ligowe, zaś nieodłącznym elementem rozgrywek ligowych są awanse i spadki. W Ekstraklasie poznaliśmy już tych, którzy się z nią pożegnali. Ciężko nie zgodzić się, że spadły zespoły, które na przestrzeni sezonu najbardziej na to zasłużyły. Można im współczuć, można się z nich śmiać, można nawet szukać przyczyn porażki. Ale warto również zastanowić się, co tak naprawdę ten spadek dla nich oznacza. Bo jak spadać, to najlepiej tak, żeby nie bolało. 

Odkąd oglądam piłkę nożną bardziej regularnie, zawsze współczułem spadkowiczom. Starałem się znaleźć pozytywy w ich obecności na wyższym szczeblu rozgrywkowym. Nawet gdy takowych było, jak na lekarstwo. Kiedy rok temu spadało Zagłębie Sosnowiec, na myśl przychodziły mi ich dobre mecze z okresu tuż przed podziałem na dwie “ósemki”. Kiedy z Premier League zlatywało Huddersfield, rozgrywające indywidualnie jeden z najgorszych sezonów w historii ligi, w głowie przelatywały obrazki, kiedy z buta weszli na salony i skazywani na pożarcie w pierwszych kolejkach byli rewelacją sezonu. Takie samo uczucie miałem po spadkach Stoke City, West Bromu, SwanseaPodbeskidzia, czy Łęcznej. W każdym przypadku nawet najbardziej beznadziejnym szukałem tych dobrych stron. Co fajnego do ligi wnieśli i jakich piłkarzy zapamiętam. Współczułem każdej drużynie, która spadała z ligi. Wymieniam tu tylko kluby z Premier League i Ekstraklasy, bo tylko te ligi śledzę na tyle dokładnie, aby wiedzieć, co się dzieje w dolnych rejonach tabeli. Choć mogę też podać wyjątek. W ubiegłym sezonie żałowałem, że z Serie A pożegnać musi się Empoli. Dlaczego? Po prostu oglądałem ich mecz z Interem, który przesądził o spadku. A, że grali naprawdę świetnie i co chwila stwarzali sobie okazję, to od razu pomyślałem, że opuszczają ligę niezasłużenie. 

Tegoroczne spadki w Ekstraklasie zmieniły jednak moją optykę. I Koronę, i Arkę, i ŁKS żegnam bez żalu. Drużyna, której zawdzięczam zmianę sposobu myślenia to Łódzki Klub Sportowy. Wbrew sytuacji w tabeli, w ich sezonowej przygodzie z Ekstraklasą akurat można znaleźć plusy. ŁKS wszedł do ligi z drzwiami i futryną, a zachwytów nad ich grą nie było końca. Przez pierwsze tygodnie byli powiewem świeżości. Prezentowali efektowny styl, nastawiony na grę krótkimi podaniami. Takiego beniaminka w lidze jeszcze nie mieliśmy. Ponadto z wypowiedzi prezesa Tomasza Salskiego, czy dyrektora sportowego Krzysztofa Przytuły możemy odnosić wrażenie, że w Łodzi nastawieni są na efekty długofalowe i pomału zmierzają do celu. Mają konkretny plan i wizję na budowę klubu. A Ekstraklasa takich klubów właśnie potrzebuje. Niestety, ŁKS miał za słabych piłkarzy, którzy nie potrafili sprostać wymaganiom najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Dlatego, gdy stracili już nawet matematyczne szanse na utrzymanie, uznałem, że dla nich samych to nawet dobrze, że ich pożegnaliśmy, bo na Ekstraklasę nie byli jeszcze gotowi. 

Co więcej, myślę, że w klubie też byli z tym po części pogodzeni. I to już zimą. Inaczej za wszelką cenę próbowaliby zatrzymać gwiazdę zespołu Daniego Ramireza przynajmniej do lata. Jedynie zmiana trenera w czasie zawieszenia rozgrywek była dziwnym ruchem. Do dziś nie wiem, czy to desperacka próba ratowania sezonu, czy może już przygotowanie gruntu pod odbudowę zespołu w 1. lidze. Wydaje mi się, że niestety raczej to pierwsze. Nie zmienia to jednak faktu, że ŁKS jest dobrze przygotowany do misji, jaką będzie powrót do Ekstraklasy. Rycerze Wiosny nie zlecieli z hukiem, a mają podstawy, aby zaliczyć miękkie lądowanie w 1. lidze. Po sezonie nie dojdzie do zawirowań w klubie: nie będzie masowego exodusu piłkarzy i kompletowania kadry na chybił-trafił. ŁKS zachowywał się tak, jakby wiedział, że jeszcze nie pasuje do elity i dał sobie czas, aby ten dystans zmniejszyć i powrócić silniejszym. 

Kompletne przeciwieństwo ŁKS-u to Korona Kielce (Arkę ciężko jednoznacznie ocenić, ponieważ po przejęciu klubu przez rodzinę Kołakowskich wykonali dość mądre ruchy, które w pewnym stopniu zabezpieczą ich przed bolesnym upadkiem, jednak wielu błędów z przeszłości naprawić już nie mogli). Klub ze Ściegiennego mocno pracował na ten spadek przez ostatnie 3 lata. Wszystkie negatywne stereotypy o Ekstraklasie można było w ciemno podpinać pod Koronę. Sprowadzanie szrotu z zagranicy, częste zmiany trenerów, wewnętrzne konflikty, brak wprowadzania utalentowanej młodzieży (w końcu Korona w zeszłym sezonie wygrała CLJ). Opisując sytuację w Kielcach, można byłoby wydać książkę pt.: “Jak nie prowadzić klubu piłkarskiego?”. 

Mimo że słynna “banda świrów” Leszka Ojrzyńskiego na zawsze zostanie w pamięci kibicom Ekstraklasy, to ze spadku drużyny Macieja Bartoszka autentycznie się cieszę. Jeśli w Ekstraklasie komuś coś się nie podobało, to zawsze palce maczała w tym Korona. Współczuję tylko kibicom, ponieważ z klubem jest naprawdę źle, a może być jeszcze gorzej. Korona jest kompletnie nieprzygotowana na spadek. Ale kiedy prezes Zając udziela takiego wywiadu portalowi “Weszło”, to nie ma się czemu dziwić. 

image

Przykładów, kiedy kluby Ekstraklasy nie mogły odnaleźć się na poziomie 1. ligi i notowały spadek za spadkiem lub upadały, nie brakuje. Obawiam się, że niestety Korona może powtórzyć ich los. Kiedy adwokat Pawła Gągorowskiego, przedstawiciela miasta w Radzie Nadzorczej Korony Kielce w wywiadzie dla portalu “Banda Świrów” mówi: 

„Nikt na razie – podkreślam: NIKT – nie pochylił się nad przyszłością Korony w I lidze”

To naprawdę, nie ma nawet podstaw, aby sądzić, że klub szybko wyjdzie na prostą. 

Bo spadać z ligi też trzeba umieć. Upaść tak, aby nie bolało to wcale nie taka łatwa sztuka.

Football Info

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s