Loża rebelianckich szyderców #6

Uwielbiam race na stadionach. Był czas, kiedy to widowisko tworzone przez fanów na trybunach, wzbudzało we mnie więcej emocji niż boiskowe wydarzenia. Był czas, kiedy do ekstazy doprowadzało mnie darcie japy w młynie ukochanego klubu. Uważam, że flara trzymana przez odpowiedzialnego kibica nie stanowi żadnego zagrożenia. Sam odpalałem je kilkanaście razy. Niestety niedzielne starcie Lecha z Lechią pokazało, że dopóki na stadionach będziemy mieli, chociaż kilkanaście ameb umysłowych, które będą miały styczność z pirotechniką, to cały plan o nazwie „legalizacja” nie ma prawa bytu. 

To nie będzie żadna tyrada w stylu „na zachodzie sobie poradzili…”, bo sobie k**wa nie poradzili, co pokazał, chociażby zeszłotygodniowy mecz Bundesligi (i co widac na foto głównym) pomiędzy Unionem i Leverkusen, który był przerywany dwukrotnie z powodu odpalanego piro. Ale to, że na zachodzie nadal zdarzają się różne przykre incydenty związane z działalnością kibicowską, nie stanowi absolutnie żadnego argumentu czy usprawiedliwienia dla naszego podwórka. My mamy swoje problemy i musimy je przezwyciężać. I tak jak uważałem zawsze kibicowskie ustawki za rzecz, w którą służby wszelkiej maści nie powinny ingerować, o ile nie dotykają one postronnych ludzi i biorą w nich udział tylko zainteresowane strony, tak takie obrazki jak w niedzielę w Poznaniu należy absolutnie tępić i eliminować. I żadna pieprzona odpowiedzialność zbiorowa nie powinna mieć tu miejsca. Powinniśmy karać tylko winnych. Mamy 2020 rok. Wszelaka technologia ewoluowała tak bardzo, że wyłapanie kilkunastu osób, zgromadzonych na mocno ograniczonym powierzchniowo terenie, nie powinno stanowić problemu. O ile się tylko tego chce. A mam wrażenie, że w Polsce chce tego tylko opinia publiczna. Wszelkie inne organy uprawiają spychologię i odwracają wzrok. Nikt nie potrafi wyłapać garstki imbecyli, którzy zza pleców kolegów i z pochowanymi ryjami napierd** flarami w rodziny z dziećmi. A potem piszą w internecie o tym, że „to jest fanatyzm i tego nigdy nie zrozumiecie.” Czego k**wa nie zrozumiemy? Rzucania odpalonych rac w kierunku piknikowych sektorów? Na tym polega ten sławetny fanatyzm? No nie, tego nie zrozumie żaden myślący człowiek. Na tym polega ten wasz honor, o którym tyle mówicie? Miłość do klubu? Tą najpiękniej pokazali „kumaci” Wiślacy, którzy z taką namiętnością okradali swój klub, że doprowadzili go do skraju bankructwa. Kibicowskie sztamy zaczynają przypominać holdingi, opierające się na układach „handlowych”. Jesteście środowiskiem pełnym fałszu, grupą społeczną zakłamaną w podobnym stopniu do polityków. Kto obserwuje to bagienko z boku i ma trochę oleju w głowie, ten przyzna mi rację.

Legia i Wisła Kraków. To dwa kluby, które w tym momencie ogląda się w naszej lidze najlepiej. Warszawiacy zwyciężyli siódme spotkanie ligowe z rzędu na Łazienkowskiej. Strzelali w tych meczach średnio cztery gole. Nawet Jose Kante zaczął przypominać gościa, który potrafi grać w piłkę, a to przez kilka sezonów jego gry w Polsce nie było takie oczywiste. Wspaniała była akcja wieńcząca spotkanie z Jagiellonią, gdy Legioniści w samej końcówce wyszli do kontry z takim entuzjazmem, jakby byli Hiszpanią z Euro 2008, a nie polskim klubem. Wszystko zapoczątkował Karbownik, który staje się jedną z największych nadziei polskiego futbolu. Ten chłopak musi w przyszłości stać się gwiazdą! Daj mu tylko Panie Boże zdrowie. Swoją młodocianą gwiazdę mają również w ‚Grodzie Kraka’. Młodszy z klanu Buksów zaczyna poczynać sobie coraz lepiej w barwach klubu z byłej stolicy Polski. Powoli staje się pierwszoplanową postacią, jeżeli chodzi o ofensywę „Białej Gwiazdy”. Być może pod Wawelem w końcu znalazł się ktoś, kto zluzuje Pawła Brożka? Na szczęście, póki co nikt nie musi luzować Kuby Błaszczykowskiego. Weteran zagranicznych boisk pokazał nam w starciu z Koroną Kielce, w jaki sposób ma zamiar w czerwcu ładować bramki De Gei… czy tam innemu Kepie ;). Tymczasem Koroniarze w 23 dotychczas rozegranych kolejkach strzelili… 12 goli. Czyżby szczęście opuściło ‚Scyzorów’ ? To uśmiechnęło się w tej kolejce do Arki, która w Gdyni zaliczyła wspaniały powrót w końcówce meczu, odrabiając dwubramkową stratę do Rakowa i przechylając szalę korzyści na swoją stronę. Niestety częstochowianie zasłużyli w tej kolejce na miano największych frajerów tygodnia.

W środku tygodnia powróciły również emocje związane z Ligą Mistrzów. Nie ma serca ten, kto w tym roku nie będzie dopingował pięknej Atalancie i trzymał kciuków za to, by ekipa Gian Piero Gasperiniego stała się ‚czarnym koniem’ tej kampanii w stylu Ajaxu z zeszłego roku. Liverpool w końcu udowodnił nam wszystkim, że są tylko ludźmi. Banda Simeone wykorzystująca najprostsze rozwiązania kompletnie zneutralizowała zagrożenie płynące z liverpoolskiego, ofensywnego walca. Swoją ludzką i mocno niedoskonałą twarz ‚The Reds’ pokazali także poza boiskiem vide Klopp mający pretensje o bóg-wie-co do Szymona Marciniaka. W Paryżu tradycyjnie wszystkim palą się styki i ich słaba psychika już wysyła maila do nadciągającej kupy, że spotkanie jest w spodniach. Jeśli Dortmund wyeliminuje P$G, a obstawiam, że ten norweski skurczybyk doprowadzi Tuchela i arabskich szejków do łez, to chyba nadejdzie najwyższy czas, by pozbyć się zgniłych jaj  z koszyka wyłożonego petrodolarami…ekhm…Neymar…

Nie przepadam, delikatnie mówiąc, za instant ekipami, budowanymi na szybko, za duże pieniądze obrzydliwie bogatych inwestorów. Szczególnie gdy ten inwestor postanawia zmieniać barwy i herb drużyny. Niestety jak bardzo nie lubię koncernu Red Bull za zniszczenie tradycji Austrii Salzburg i Chemie Lipsk, tak samo mocno muszę przyznać, że jest to ekipa budowana kompletnie inaczej niż wspomniane PSG, City czy swego czasu Chelsea. Jest długofalowa strategia, wyławianie piłkarskich talentów, dokładanie kolejnych cegiełek w budowie bardzo ciekawego projektu, który coraz mocniej się zazębia. Nie ma ciśnienia na sukces tu i teraz. Efekty mają przyjść z czasem. I za to Lipsk szanuję, chociaż go nie lubię. Ale by podszedł taki dwumecz Atalanta vs. Lipsk…

Chcę przeprosić Mikela Artetę, za to, że w niego nie wierzyłem. Powoli ten trend się zmienia, chociaż nadal nie mam 100% pewności czy ten plan wypali. Jednakże już w tym momencie bardzo mocno dziękuję szkoleniowcowi Arsenalu, że przewietrzył głowy tych zawodników z Unaiowego zaduchu i przywrócił z powrotem radość gry tym chłopakom. Arsenal nadal jest niedoskonały, Arsenal nadal popełnia mnóstwo błędów, ale ‚Kanonierzy’ w końcu tworzą widowisko i chcą grać w piłkę. To jest ponownie ‚mój Arsenal’, drużyna, którą chcę oglądać. Wiele więcej mi do szczęścia potrzebne nie jest. Wino, śpiew i dobry futbol. A jeśli ten tekst czyta Bukayo Saka, a głęboko wierzę, że uczysz się języka polskiego specjalnie po to, by móc czytać Futbolową Rebelię, to mam do Ciebie tylko jedną prośbę… podpisz ten cholerny kontrakt…

That all folks! do przeczytania za tydzień!

RG

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s