Witajcie w nowej rzeczywistości! Jesteśmy polską siłą !

Ostatnio mało miałem czasu na napisanie czegokolwiek na swoim blogu. Nie zdążyłem podsumować dwóch pierwszych meczów Polaków na francuskim Euro. Przed meczem z Niemcami zdążyłem dać tylko krótką notatkę na facebookowym profilu. Czas najwyższy nadrobić zaległości. Zapraszam do przeczytania garści moich przemyśleń po dwóch pierwszych meczach grupowych i przed ostatnim meczem z Ukraińcami.

Jakże się bałem! Jakże ja się bałem! Tak, mecz z Irlandią Północną przerażał mnie w równym stopniu co starcia ze światowymi potęgami. Czułem się jakbyśmy mieli stanąć w szranki z jakimiś Hiszpanami. No może nie do końca. Nie bałem się ich umiejętności piłkarskich. Bałem się syndromu drużyny narodowej na wielkiej imprezie. Piłkarskiej choroby Polaków w XXI wieku. W dodatku to pieprzenie o niepokonanych od 12 spotkań Irolach … I oto 2 godziny przed meczem dowiaduje się, że Michael O’Neill postanawia wystawić przeciwko nam skład w formacji 6-3-1. Przy czym druga linia ma składać się z samych defensywnych pomocników. Konsternacja… Serio? Tak się nas obawia? Jesteśmy tak zajebiści? Skąd pomysł na okopanie się we własnym polu karnym? Skąd pomysł że osamotniony Lafferty ma sforsować naszą defensywę? Moje obawy trochę zelżały. Dlaczego mam się obawiać gości, którzy w meczu z nami postanawia postawić w polu karnym autobus? Niczym Mourinho na Camp Nou? 6 obrońców? Trzech Def-Pom? Jak Wójcik na Wembley w pamiętnym meczu gdy kazał biegać Iwanowi za Beckhamem i wołać do niego „ruchałem Victorię”. Wójcikowi efektu taki bunkier nie przyniósł bo rozpędzony Scholes strzelał wówczas jak chciał, nawet ręką. Przeczytałem też artykuł na weszlo.com, w którym redaktor Stanowski przekonywał, że bać się Irlandczyków z północy to jak bać się spaniela. No ok. Niech wam będzie.  Godzina 0. Wychodzimy na murawę. I faktycznie. Irlandia za podwójną gardą. Polacy w natarciu. Jak ktoś postronny to oglądał to pewnie zasypiał. Jedni ograniczają swój futbol do bezmyślnej wybijanki, drudzy powoli, monotonnie starają się wyciągać kolejne cegły z ulsterskiego muru. No nie była to kanonada na bramkę Michaela McGoverna. Ciężko było się przebić przez gąszcz zielonych koszulek. Najpierw spierdolił Milik, potem ładnie uderzył najbardziej przebojowy tego dnia Kapustka ale na posterunku był golkiper. Kontakty Lafferty’ego z futbolówką można było policzyć na palcach jednej ręki. Potem Milik odstawia – jak się okazało – swoją popisową akcję na tym Euro, pod nazwą „biorę zamach i nie trafiam w piłkę”. Koniec pierwszej połowy. Gdzieś tam w głowie świta „kurwa, tylko 45 minut zostało a jak nie zdążymy?” i bardziej chore „a może remis to nie taki zły wynik na początek?”. Różne głupstwa człowiek wymyśla w czasie takiego meczu. Remis kurwa, z nie potrafiącymi grać w piłkę Irlandczykami. Na szczęście nasza kadra w 51 minucie daje mi do zrozumienia że się chyba z własnym chujem na łby pozamieniałem i niech skończę w końcu biadolić. Oto mamy! 1-0 dla biało-czerwonych! Strzelcem bramki kaleczący się do tej pory Milik. Prowadzimy na Euro! Irlandia przecież nie potrafi podejść pod bramkę Szczęsnego! No kurcze, wygraliśmy. Prawda? Powiedzcie że Irlandczycy już nic nam nie zrobią! Powietrze trochę zeszło. Czułem jakby mi ktoś trzonek od miotły z tyłka wyjął ale w takich meczach obawa zaczyna się już pojawiać gdy przeciwnik ma piłkę na 30 metrze od naszej bramki. A gdy obcina się Pazdan i Irol wychodzi sam na sam ze Szczęsnym to jesteś bliski zawału. Na szczęście Boska opatrzność i brak umiejętności przeciwnika czuwały tego dnia nad nami. Kontrolowaliśmy ten mecz. Zagraliśmy mądrze, neutralizowaliśmy Irlandię (w sumie sami się zneutralizowali swoim ustawieniem), cierpliwie ich próbowaliśmy ukłuć aż wreszcie się udało. W końcówce świetny strzał oddał jeszcze Krychowiak. Krycha … mózg tego zespołu. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie że człowiek dający tej kadrze więcej niż Lewy. A propos naszego światowej sławy napadziora. Po meczu powstały dwa obozy. Jeden zachwalający Robert za umiejętne odciąganie przeciwnika, walkę i przepychanie się z nim, robienie miejsca Milikowi. Drugi mówiący wprost – „Niczym się dziś nie popisał”.  I tak sobie myślę. Gdyby na miejscu Lewego w tym meczu był Sobiech lub Teodorczyk i zagrali podobny mecz jak on to wylałaby się na nich fala krytyki za słaby mecz i nie stworzenie sobie żadnej okazji. Oj zmieniło się podejście do Roberta przez ostatnie … 4 lata? Ze z dupy wziętej krytyki i ciągłego narzekania że Lewandowski nic kadrze nie daje, napastnik Bayernu doszedł do statusu „świętej krowy”.  Aczkolwiek w pełni sobie na to zasłużył. Mimo wszystko trzeba czasem dopuścić do siebie myśl że Lewy może mieć słabszy dzień i nie należy szukać na siłę pozytywów jego gry. Tak jak powiedział Andrzej Twarowski, chwalenie Lewego za taki mecz to obraza dla niego samego. Irlandia stworzyła dwie akcje, po których zabiło mi mocniej serce ale nawet nie zdołali ich wykończyć strzałem. Do tamtego momentu najbardziej jednostronny mecz Euro. Zdobyliśmy trzy punkty, odnieśliśmy historyczny triumf na mistrzostwach Europy. I co najważniejsze nie skomplikowaliśmy sobie życia już w pierwszej grze !

Mecz nr. 2. Przeciwnik: legendarny, znienawidzony i przy tym wszystkim zazwyczaj nie do ugryzienia. W mediach po pierwszym meczu głupawka. Wygraliśmy przecież z Irlandią, więc zostaniemy mistrzem Europy! Dziś ogolimy szwabów! Ja podchodzę do meczu na chłodno. Porażka jest wkalkulowana, remis biorę w ciemno. Życie jest przewrotne, kiedyś to ja byłem huraoptymistą. Dziś najgłośniej o zwycięstwie krzyczą ci, którzy wówczas w momencie gdy usłyszeli że gra Polska mówili z automatu „i tak przegrają”.  O swoich odczuciach względem Niemców pisałem w poście na facebooku. Zresztą po moich wcześniejszych wpisach łatwo się zorientować jak wielką „miłością” darzę sąsiadów z zachodu. Pytanie tylko: Ile dziś Niemców w Niemcach? O dziwo w pierwszym składzie sporo typowych, szkopskich ryjów. Mueller, Kroos, Neuer, Goetze…  Ale też: Ghańczyk, Turek, Tunezyjczyk potem na boisku pojawił się Hiszpan … chociaż akurat do Gomeza jakoś dojebać się najciężej że nie jest Niemcem. Do meczu podchodziłem spokojniej niż do starcia numer jeden. Przegram to przegramy, najważniejszy jest mecz z Ukraińcami.  Jednak oto dwie godziny przed meczem, Irlandczycy, którzy w starciu z nami z własnej połowy schodzili tylko gdy sędzia odgwizdywał koniec połowy grają jak równy z równym z Ukrainą. A w drugiej połowie wciskają im dwie bramki i inkasują trzy punkty! Ukraina jedzie do domu. Ukraina musi być słaba! Zaraz, zaraz, ale przecież ta sama Ukraina starała się dzielnie postawić Niemcom. To może jednak Niemcy nie są wcale tacy mocni? Zaczyna się mecz. Niemcy siedzą na nas, pokazują że są lepsi pod względem kultury gry, opanowania, finezji. Ale my tu nie przyjechaliśmy strugać Barcelony. My mamy grać to co umiemy najlepiej. Niech Niemcy sobie kulają piłeczkę. Zobaczymy jak cwani będą gdy wyjdziemy z szybką kontrą. Faktycznie. Niemcy próbują nas ukłuć ale z marnym skutkiem, dobrze się bronimy. My próbujemy się odgryźć z szybkiej kontry ale oni też są pewni w defensywie. Najsłabszym ich punktem chyba jednak jest Hummels, który w łatwy sposób stracił piłę na rzecz Lewego. Ale mają jeszcze niesamowitego Boatenga czy bramkarzo-libero-rozgrywającego Neuera. Pierwsza połowa na 0-0. Brak jakichś 100% okazji z jednej jak i drugiej strony. Druga połowa, mija kilkadziesiąt sekund i Milik jest o milimetry od wprowadzenia Polaków w stan ekstazy. ‘Zabrakło mu milimetrów by skierować „Beau Jeu” (to nazwa oficjalnej piłki :P) do siatki rywala. Gramy dalej. Gramy odważniej, częściej się odcinamy Niemcom, oni zaś cały czas bezskutecznie próbują rozmontować obronę w której prym wiedzie Michał Pazdan. Tak. Ten Pazdan. Tak z tych Pazdanów. Pazdanarro! Czyści wszystko, jest wszędzie. Praktycznie bezbłędny mecz. W ostatniej chwili uprzedza Oezila w sytuacji sam na sam z Fabianem.  W odpowiedzi Boateng blokuje w ostatnim momencie Lewego uderzającego na bramkę Neuera. Fabian paruje piłkę Oezila nad poprzeczkę. A u nas tradycyjnie Milik na jedenastym metrze nie trafia w piłkę! Gość w czasie tych dwóch meczy mógł sobie zapewnić koronę króla strzelców. Gdyby tylko trafiał w piłkę … No, trochę pojebałem chronologię zdarzeń ale mniej więcej taka mała wymiana ciosów miała miejsce. Przy czym mam wrażenie że nasze ciosy były klarowniejsze. Zabrakło nam milimetrów na piłce, ułamków sekundy by Milik zdołał zgrać w czasie spotkanie swojej głowy i nogi z piłką. W samej końcówce serce podchodziło mi do gardła. Nie, nie dlatego że Niemcy tak nas stłamsili. Dlatego że w pamięci miałem Bramkę Neuville’a z Mundialu 2006 i wpadkę Wawrzyniaka po której w 2011 straciliśmy okazję by pokonać Niemców po raz pierwszy. Na szczęście znów graliśmy mądrze, graliśmy na miarę swoich możliwości. Nie pozwoliliśmy Niemcom na zbyt wiele. Zremisowaliśmy mecz z Mistrzami Świata a z powodzeniem mogliśmy go wygrać. A gdzieś tam w głowie obok dumy z dobrego meczu tlił się niedosyt. 4 punkty po dwóch meczach. Piłkarski fanie z Polski. Witamy w nowej rzeczywistości ! Po 30 latach Polacy znów na piłkarskiej, wielkiej uczcie nie robią za kelnerów!

Today! Mecz z Ukrainą. Przez polityków poprzedniej władzy (w sumie obecnej również) mecz godny obwołania „spotkaniem przyjaźni”. Przez tych, którzy biegali po Majdanie i krzyczeli „Sława Ukraini! Herojam sława!”. Ramię w ramię z wyznawcami kultu Stepana Bandery.  Dla nas jak i zapewne dla Ukraińców mecz z nacją, z którą mamy historycznie bardzo na pieńku. Zresztą ukraińscy kibice mocnego pierdolnięcia bez ogródek obwieszczali jeszcze dwa tygodnie temu że zrobią nam „drugą rzeź wołyńska”.  Co nam pozostaje odpowiedzieć na te skurwysyńskie zaczepki? Zapraszamy! Zarówno kibicowsko jak i na murawę! Zresztą murawa już zweryfikowała niebiesko-żółtą ekipę. Podopieczni Fomenki zagrają dziś pożegnalny mecz. Mam nadzieję że nasi „Heroje” postarają się by wracali do naddnieprzańskiej krainy w jak najbardziej upodlonych nastrojach. Również między kibicami obu ekip przed tym meczem da się wyczuć wiszące napięcie. Euro 2016 to jak na razie powrót do najbardziej  szalonych, kibicowskich lat. Wojna między kibicami Rosji i Anglii, Niemcy goniący Ukraińców, Hiszpanie dymiący z Turkami, wreszcie Chorwaci obrzucający pirotechniką murawę stadionu w Saint-Etienne. Oj dzieje się poza stadionami (na stadionach zresztą też)! A jak na razie Polacy są gdzieś tam z boku w tym całym chuligańskim kotle. Czy tak zostanie do końca imprezy? Hmm. Myślę że jutro na ten temat będzie można powiedzieć o wiele więcej.  Co na murawie? Ciężko powiedzieć. Perspektywa Jarmolenki i Konoplanki na skrzydłach nie jest już tak przerażająca jak jeszcze dwa tygodnie temu. Z drugiej strony wystawianie dublerów w ostatnich meczach często skutkuje tym, że drużyna gra o wiele lepiej bo rezerwowi piłkarze pragną pokazać że sadzanie ich na ławie było błędem (via nasz mecz z USA na mundialu 2002). Ja jednak bardziej obstawiałbym na strzaskane morale kadry Ukrainy i żądnych krwi Polaków, chcących bić się do samego końca o pierwsze miejsce w grupie.  Miło byłoby obejrzeć podobny scenariusz jak ten wczorajszy, walijsko-rosyjski.  Miło byłoby utrzeć nosa buńczucznym Ukraińcom, naśmiewającym się z ludobójstwa na skutek którego śmierć z rąk UPA poniosło 50-60 tys. naszych rodaków. W czasie którego z zimną krwią mordowano kobiety i dzieci. Za pomocą pił, siekier i innych narzędzi pasujących do psychopatycznych morderców. Skoro nasi politycy nie potrafią dopomnieć się o sprawiedliwość za te zbrodnie, pierdoląc o tym że nie chcą pogorszenia stosunków polsko-ukraińskich, to wymierzmy sprawiedliwość chociaż symbolicznie, na boisku.  Polacy. Niech na murawie Stade Velodrome będzie dzisiaj wojna!!maxresdefault

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s