Znów się spotykamy panie Hyballa

Jest lipiec 2019 roku. Michał Probierz ma po raz pierwszy poprowadzić Cracovię w
europejskich pucharach. Los w pierwszej rundzie eliminacji przydzielił Pasom
wicemistrzów Słowacji DAC Dunajską Stredę. Trenerem gości jest niemiecki
szkoleniowiec Peter Hyballa. Półtora roku później panowie znowu staną naprzeciwko siebie.
Tym razem stawką będzie zwycięstwo w „Świętej Wojnie”, czyli jubileuszowych
200. Derbach Krakowa.

Ze względu na podobieństwo do katalońskiego trenera, nazywany polskim Guardiolą Probierz wielokrotnie dał się poznać kibicom nie tylko jako świetny trener, ale także jedna z najbarwniejszych postaci w naszej lidze. Pochodzący z Bytomia szkoleniowiec wyraźnie daje do zrozumienia, że jest przeciwnikiem zatrudniania w Ekstraklasie zagranicznych trenerów. Uważa, że w ten sposób zamyka się drogę wielu młodym zdolnym szkoleniowcom z krajowego podwórka, a daje się szansę znacznie od nich gorszym. Kwestią dyskusyjną jest to czy ma rację, ale to już sprawa na oddzielny temat.

Pierwszą „ofiarą” obecnego trenera Cracovii był Henning Berg. Norweg w jednym z
wywiadów skrytykował Probierza, że ten jako trener Lechii Gdańsk nie dawał szans na grę
wypożyczonemu w tym czasie z Legii Aleksandrowi Jagiełło. Były piłkarz m. in.
Manchesteru Unite ostrzegł również gdańszczan, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, to żaden
zawodnik z Łazienkowskiej nie dostanie zgody na transfer do Lechii. Michał Probierz nie
pozostał dłużny i na te słowa odpowiedział na łamach Przeglądu Sportowego:

„Dziwię się, że ktoś, kto w ogóle nie stawia na młodzież, wypowiada się w ten sposób.
Proponuję panu Bergowi zająć się swoją drużyną, a nie Lechią. To, że był dobrym
piłkarzem i mówi płynnie po angielsku, nie znaczy, że musi być lepszym trenerem od
Polaków.”

Na tej wymianie uprzejmości się nie skończyło. Przed kolejnym ligowym starciem oliwy do ognia dolał Berg. Na konferencji prasowej przed meczem z Jagiellonią powiedział:

„Być może Michał Probierz odczuwa presję przed tym meczem? On cały czas mówi o
Legii i o mnie. Musi być moim największym fanem.”

Ówczesny szkoleniowiec Jagiellonii odpowiedział w dowcipny sposób. Tym razem nie słowem, a czynem. Podczas przywitania trenerów przed meczem sprezentował Bergowi rozmówki Polsko-Norweskie. Norweg niedługo później został z Legii zwolniony, co zakończyło starcie obu panów.
Dlaczego ta historia ma znaczenie? A no dlatego, że po wyeliminowaniu Cracovii Peter
Hyballa nazwał pasy drużyną… koszykarzy. Krytykował w ten sposób styl gry Cracovii
oparty na dośrodkowaniach w pole karne, gdzie czekali wysocy zawodnicy. Na pytania o
wspomnienia meczu z Cracovią, podczas swojej pierwszej konferencji w roli trenera Wisły
Hyballa odpowiedział krótko:

„Michał Probierz to trener z wielkim doświadczeniem, dużo znaczy w Polsce. Natomiast
jeśli chodzi o styl Cracovii, to opinie na ten temat przed meczem zachowam dla siebie.”

Z drugiej strony krakowskich Błoni w odpowiedzi na pytania czy piątkowy mecz jest
okazją do udowodnienia, że polscy trenerzy są lepsi niż niemieccy oraz znajomość z
Peterem Hyballa słyszymy:

„Ja też jestem niemieckim trenerem, bo mam niemieckie papiery. Na ławce spotka się więc
dwóch Niemców. Znajomość? Whisky z nim nie piłem… Nie znam go, nie wiem, jaką pije, nie wiem, jakie pije wino. Mówię: nie róbmy wrogów! Nie wywołuję wojny. Hyballa przyjechał do Polski i ja mu życzę powodzenia.”

Rzuca się w oczy analogia do jednej z najsłynniejszych wypowiedzi Michała Probierza,
który po porażce z Legią Berga i wątpliwym karnym w 98. minucie rzucił sławetnym tekstem o szklaneczce Whisky.

Brzmi to jak trailer drugiej części filmu, na którą widzowie czekają z utęsknieniem.
Piątkowe starcie możemy śmiało nazywać meczem wielkiej wagi. Jubileuszowe derby,
walka o „rządy” w mieście, debiut nowego trenera. To, że mimo zimowej aury temperatura
będzie wysoka, nie ulega wątpliwości. W poszukiwaniu emocji warto będzie spojrzeć nie
tylko na to co dzieje się na boisku, ale także przy liniach bocznych. Tam pojedynek może
być jeszcze ciekawszy. A jak będą wyglądały dalsze perypetie obu panów? Trzeba życzy
sobie, aby mieli okazję spotkać się jeszcze kilkukrotnie. Na nudę nie będziemy narzekać.

Przemysław Olszewik

Co jest nie tak z Betisem?

Real Betis nie po raz pierwszy zawodzi na całej linii, choć w tym sezonie wystartowali z kopyta. Sześć punktów w dwóch kolejkach zadziałało na wyobraźnię kibiców. Jednak Betis traci gole na potęgę, a co gorsza nie strzela ich tak dużo, jak można się było spodziewać. Stali się ligowym Marcinem Najmanem, na którym rywale poprawiają swój bilans.

Od dłuższego czasu Betis zmaga się z problemem gry na miarę oczekiwań. Szczególnie poprzedni sezon pokazał, że w klubie występuje problem z podejmowaniem właściwych decyzji. Zatrudniono wówczas nieodpowiednią osobę na stanowisko trenera (Rubiego), który kompletnie nie mógł się odnaleźć się w zielono-białej rzeczywistości, po tym jak osiągnął z Espanyolem wynik ponad stan.

PELLEGRINI W OCZACH PIŁKARZY


Na początku pracy Pellegriniego większość opinii piłkarzy, która spływała do mediów mogła napawać optymizmem. „Pellegrini od pierwszych chwil zaproponował swój sposób gry i ważną zmianą jest również nastawienie. To dla nas ważny rok, ale w każdym meczu musimy to pokazywać” – to słowa Cristiana Tello.

„Jest trenerem, który lubi, gdy drużyna ma piłkę. Myślę, że zespół jest do tego stworzony. W tym sezonie gramy bardziej pionowo i to nam dużo daje. Trener przykłada dużą wagę zachowywaniu czystych kont, ponieważ w zeszłym sezonie byliśmy drugim najgorszym zespołem pod względem liczby straconych bramek” – przyznał Sergio Canales.

Niestety w kwestii gry obronnej Verdiblancos nie poczynili postępów. Szybki rzut oka na klasyfikację straconych bramek:

  • Betis – 23,
  • Celta – 20,
  • Granada, Valencia i Huesca – 17.

Anders Guardado po wczorajszym meczu nie gryzł się w język:

„Niestety brakuje nam koncentracji w defensywie. Popełniliśmy wiele indywidualnych błędów, które kosztują gole. Nie gramy w obronie tak, jak powinniśmy. Porażki są coraz cięższe i czas na głęboką samokrytykę, ponieważ grając w ten sposób niczego nie osiągniemy”.

KOMEDIANCI ZAMIAST KOMENDANTÓW


Nie wzięło się znikąd piłkarskie powiedzenie, że zespół buduje się od obrony. W przypadku Betisu ciężko powiedzieć, by ktokolwiek o tym pamiętał. Spotkanie z Eibar obnażyło wszystkie braki Betisu, a należy brać pod uwagę, że Eibar ma w tym sezonie duże problemy ze zdobywaniem bramek. W bloku obronnym drużyny z Estadio Benito Villamarin nie ma piłkarza, który nie zaliczyłby kompromitującej wpadki w tym sezonie. Rolę głównego komedianta w spotkaniu z drużyną J.L. Mendilibara pełnił Marc Bartra. Były gracz Barcelony od dawna prezentuje się fatalnie. Popełnia mnóstwo prostych i głupich błędów bezpośrednio prowadzących do straty gola. Kiedy kilka lat temu został ośmieszony przez Garetha Bale’a wielu twierdziło, że był to tylko wypadek przy pracy. Po latach okazało się, że w/w sytuacja była sygnałem ostrzegawczym, przed tym co dopiero nadejdzie.

Koledzy z bloku obronnego nie wyglądają szczególnie lepiej. Sidnei również często się myli. Victor Ruiz odpowiedzialny jest za stwarzanie niebezpieczeństwa, ale na nieszczęście dla Betisu tylko pod własną bramką, a gra obronna bocznych obrońców nie należy do ich atutów. W pierwszych dwóch spotkaniach tego sezonu w pewnym stopniu grę obronną Betisu spajał defensywny pomocnik Willian Carvalho, ale od samego początku regularność nie jest jego najmocniejszą stroną i przydałaby mu się zmiana otoczenia.

ANONSOWANY JAKO PROROK SUKCESU

Latem Betis podpisał kontrakt z nowym dyrektorem Antonio Cordonem Ruizem. Człowiekiem, który kiedyś na potrzeby Villarreal odkrył między innymi Antonio Valencię i Diego Godina. Zasłynął również z tego, że uznano go za jednego z architektów sukcesu AS Monaco, które zdobyło w sezonie 16/17 mistrzostwo Francji oraz doszło do półfinału Ligi Mistrzów.

Bogate CV Cordona miało dać gwarancję sukcesu. Oczekiwano, że Betis wejdzie na nowy poziom organizacyjny, którego nie byli w stanie osiągnąć poprzedni dyrektorowie. Cordon na pokład zaprosił kilku swoich starych znajomych w tym Alberto Benito – byłego dyrektora sportowego Almerii z czasów jej świetności.

Efekty pracy Cardona na ten moment są dość mizerne. Latem liczono na sprzedaż zbędnych ogniw oraz tych, których wartość w ostatnim czasie zaczęła gwałtownie spadać. Drobna czystka została dokonana, natomiast co równie ważne, klub nie dokonał realnych wzmocnień, ponieważ nie znalazł na nie środków. Jedynie uzupełniono, co nie spodobało się właśnie Manuelowi Pellegriniemu.

Innym problemem Cordona jest polityka prolongowania umów z piłkarzami. Latem 2021 kończy się kontrakt najlepszemu ze środkowych obrońców Aissie Mandiemu, który może nie jest piłkarzem na miarę Realu, czy Barcelony, ale będąc w pełni sił, zapewnia solidność, w przeciwieństwie do Bartry czy Ruiza.

„Postęp Aissy był największym, jaki widziałem u piłkarza od 40 lat. A wszystko dlatego, że jest odpowiedzialnym, uważnym, poważnie podchodzącym do pracy i zaangażowanym piłkarzem”.
Takimi słowami podsumował Mandiego Quique Setien w 2018.

Ciężko za wszystko winić Cardona, który w klubie pracuje od niedawna. Mógł zrobić więcej, ale nie jego winą jest to, że poprzednicy kiepsko reinwestowali środki pozyskane ze sprzedaży piłkarzy w ramach projektu pt. “Wielki Betis”.

Transfery 20/21:

  • Claudio Bravo – doświadczony golkiper, który jest w stanie grać na wysokim poziomie, ale często spotykają go urazy. Wiek Chilijczyka nie pozwala na to, by liczyć na niego w dłuższym okresie.
  • Victor Ruiz – środkowy obrońca, na którego nie można liczyć. W tym sezonie przeplata występy słabe z żenującymi (samobój i całokształt w meczu z Athleticiem).
  • Martin Montoya – uzupełnienie po odejściu Barragana i w chwili transferu nadzieja na to, że poprawi konkurencję na prawej stronie defensywy.
  • Juan Miranda – mistrz europy do lat 19. Po nieudanym okresie w Schalke miał naciskać na Alexa Moreno, który w obronie gra bardzo słabo.
  • Pozostałe transfery to powroty z wypożyczeń. Między innymi Tony Sanabria i Victor Camarasa.

Pellegrini spodziewał się innych ruchów. Kilkukrotnie w trakcie trwania okna transferowego podkreślał, że potrzebuje wzmocnień. Pomijając efekty pracy trenera widać, że zespół jest kiepsko zbalansowany.

OPIERANIe GRY ZESPOŁU NA PIŁKARZACH NARAŻONYCH NA URAZY


Największym znakiem zapytanie w momencie, gdy Nabil Fekir podpisywał kontrakt z Betisem (jeszcze w czasie poprzedniego rozdania), było jego zdrowie, które zabrało swego czasu transfer do Liverpoolu. O ile Fekir nie najgorzej odnalazł się w andaluzyjskim mieście, o tyle, cały czas w mniejszym bądź większym stopniu zmaga się z urazami. Minuty spędzone na boisku nie do końca odzwierciedlają sytuację piłkarza, który od czasu do czasu musi trenować indywidualnie. Potrafi błyszczeć, ale częściej błyszczał za kadencji Rubiego, a to już powinno niepokoić.

Rewelacją początku tego sezonu był Sergio Canales. Wychodziło mu dosłownie wszystko. Podania, strzały i dryblingi. Nie dziwiło, więc powołanie do reprezentacji Hiszpanii po dłuższej przerwie. Rajski okres Canalesa dobiegł jednak końca. W przeszłości często prześladowały go urazy (dwukrotnie zerwał więzadło krzyżowe) i na nieszczęście dla pomocnika Betisu, ponownie zaliczy dłuższą przerwę od gry. Piłkarz z Santander zgodnie z przewidywaniami powróci do treningów nie wcześniej niż pod koniec stycznia, co mocno komplikuję sprawę trenerowi Pellegriniemu.

Trzecim niezwykle ważnym piłkarzem dla tej ekipy jest Joaquin. I tu pojawia się problem, ponieważ ma już 39 lat na karku. O ile nie można skreślać piłkarza ze względu na wiek – zwłaszcza, gdy mówimy o graczu, który ma parametry jak 30 latek – o tyle ciężko o stworzenie projektu długofalowego w oparciu o piłkarza, który zbliża się wielkimi krokami ku odwieszeniu butów na kołek. Joaquinowi nie można odmówić chęci, ale gdybyśmy stworzyli miernik, na którym po lewej stronie umieścilibyśmy napis KLUCZOWY ZAWODNIK, a po prawej PRZEWODNIK DLA MŁODZIEŻY, to ta wskazówka powinna zmierzać ku prawej stronie, a w Betisie wędruje od prawej do lewej.

Moją uwagę przyciągnęła sytuacja z wczorajszego spotkania, kiedy to Anders Guardado daje jasno do zrozumienia, że Joaquin musi mocniej zaangażować się w grę obronną, co pokazuje, że Joaquin zaczyna odczuwać trudy kariery. Joaquin może chcieć, ale organizm stopniowo go wyhamowuje i ciężko zakładać, że coś się zmieni w tej kwestii.

ZACHŁYŚNIĘCI BARCELONĄ

Wielu piłkarzy, który trafili w ostatnich latach na Estadio Benito Villamarin zaliczyło krótszy, bądź dłuższy epizod w Barcelonie:

  • Cristian Tello,
  • Marc Bartra,
  • Martin Montoya,
  • Emerson,
  • Wilfried Kaptoum,
  • Carles Alena,
  • Claudio Bravo,
  • Alex Moreno,
  • Juan Miranda.

A to tylko lista przygotowana na szybko. Z jednej strony można interpretować obranie takiej strategii jako wyrażenie chęci grania piłką, ale abstrahując od polityki JMB jest też jakiś powód dlaczego tych piłkarzy na Camp Nou pożegnano. W wielu przypadkach bez płaczu. Betisowi brakuje nieoczywistych ruchów. Transakcji w stylu Luis Milli z drugoligowca do Granady. Kimś takim miał być Guido Rodriguez. Argentyńczyk był gwiazdą ligi meksykańskiej, ale jego dotychczasowy okres w Betisie ciężko ocenić wyżej niż na ocenę 3- w sześciostopniowej skali.

Pojawiają się głosy, że w tej drużynie brakuje tożsamości. Kilka lat temu potrafili wyciągnąć ze swojej cantery młodych i zdolnych wychowanków jak np. Daniego Ceballosa czy Fabiana Ruiza. W obecnym kształcie brakuje 19-20 latka, który wprowadziłby do zespołu odrobinę zielono-białego DNA. W tym sezonie epizodycznie na murawie pojawia się 20-letni Rodri, ale ciężko powiedzieć, czy zamieni epizody na pełen etat.

PS Zdaję sobie sprawę, że problemy Betisu nie ograniczają się wyłącznie do wyżej wymienionych, ale postanowiłem zachować pewną część swoich przemyśleń na wypadek zmian w klubie. Wówczas wątek zostanie przeze mnie uzupełniony o kilka innych aspektów.

PAWEŁ OŻÓG

Kolejka w cieniu Maradony.

Cały piłkarski świat opłakuje argentyńską legendę piłki nożnej, która pokazywała swój kunszt również na boiskach Serie A. Diego Maradona przez lata był zawodnikiem Napoli, jednak stał się legendą nie tylko klubu, ale i całego miasta. Każde spotkanie 9. kolejki zostanie poprzedzone minutą ciszy jako hołd dla Argentyńczyka.

Poprzednia kolejka nie dostarczyła dużego ładunku emocjonalnego, ale niektóre trafienia mogą zostać na długo zapamiętane. Najpiękniejszą bramką 8. kolejki zostało wybrane uderzenie z woleja Henrikha Mkhitaryana w starciu z Parmą. Najlepszym piłkarzem został wybrany Zlatan Ibrahimović, który trafił do bramki rywali dwukrotnie, ale mecz dokończył z wysokości ławki – odniósł uraz mięśnia. Ibry zabraknie w zbliżającej się kolejce podobnie jak Cristiano Ronaldo, który otrzymał wolne od trenera Pirlo. Do gry po koronawirusie wracają Edin Dzeko, Sergej Milinković-Savić czy Marcelo Brozović. 

SASSUOLO – INTER


Ubiegłoroczne spotkanie na Mapei Stadium zakończyło się wynikiem 4:3 dla gości. Przed pierwszym gwizdkiem oglądający to spotkanie byli świadkami niecodziennej sytuacji, gdyż na środku boiska wylądował spadochroniarz. Kibice będący na stadionie nagrodzili spadochroniarza gromkimi brawami. 

Sassuolo jest w gazie. Zajmują wysokie, drugie miejsce w tabeli i dzielnie dotrzymują kroku liderującemu Milanowi. Inter w środku tygodnia poniósł porażkę w Lidze Mistrzów na własnym stadionie z Realem Madryt (0:2). Drużyna De Zerbiego imponuje formą. Do doskonałej formy małymi kroczkami wraca Jeremie Boga, który w meczu Hellasem popisał się piękną bramką. W zbliżającym się spotkaniu w barwach neroverdich zabraknie Francesco Caputo, który leczy uraz. Inter jest w dołku i trzeba to jasno powiedzieć, więcej o nerrazurich rozpisałem się w środku tygodnia i dogłębnie opisałem ich problemy.

ATALANTA – HELLAS VERONA


Oj Atalanto, Atalanto, co mamy o Tobie myśleć? W ubiegły weekend wielkie męczarnie ze Spezią, a w środę imponujące zwycięstwo w Lidze Mistrzów przeciwko Liverpoolowi na Anfield. Piłkarze The Reds nie oddali na bramkę Golliniego nawet celnego strzału. Czy piłkarze Gasperiniego odzyskali formę? Trudno powiedzieć. La Dea ma swoje problemy, zawodnicy są przemęczeni natłokiem meczów przez swój dynamiczny i szybki styl gry. Armia Ivana Jurica w środku tygodnia rozegrała spotkanie w ramach Coppa Italia przeciwko Cagliari. W doliczonym czasie gry stracili bramkę, przegrali 2:1 i musieli pożegnać się z Pucharem Włoch. Najważniejsi zawodnicy otrzymali mały urlop od chorwackiego trenera, więc na spotkanie z Atalantą będą gotowi już w 100%.

Mecz będzie miał swój smaczek na ławce trenerskiej. Ivan Jurić był asystentem Gian Piero Gasperiniego w Interze i Palermo, a sam trener Hellasu wzoruje się na starszym koledze i chce wprowadzić w swój zespół taki sam koloryt i piękno gry. Będzie to spotkanie numer 50 w całej historii obu klubów. Liczba zwycięstw przemawia za Atalantą, która wygrała do tej pory 21 spotkań. W ostatnich 5 spotkaniach między tymi zespołami padło 18 bramek, więc zapowiada nam się prawdziwe meczycho, które rozpocznie się w sobotę o 20:45.

NAPOLI – ROMA


Obie ekipy mają za sobą spotkanie z Milanem i oba zespoły w starciu z liderem straciły 3 bramki. Jednak to piłkarze Romy zdołali wyszarpać remis. Drużyna Napoli pogrążona w żałobie po śmierci legendy Diego Maradony. W ciągu kilku dni burmistrz miasta dopełni formalności i stadion w Neapolu będzie nosił nazwę jego nazwę. Ekipa Fonseci w czwartek pokonała w wyjazdowym spotkaniu Cluj (0:2). Różnica pomiędzy zespołami w tabeli wynosi 3 pkt na korzyść giallorossich, ale jest mała przepaść w stylu gry obu ekip. Drużyna Gattuso po wygranym spotkaniu z Atalantą (4:1) zdecydowanie obniżyła loty, a sam Rino zagroził odejściem z drużyny, jeśli zawodnicy nie będą przykładali się do treningów i nie będą walczyli na boisku w 110%. Roma imponuje formą od początku sezonu, a styl jaki prezentują na murawie, przyprawia kibiców w samo zachwyt. Henrikh Mkhitaryan w 8 kolejkach miał udział przy 9 zdobytych bramkach (5 goli i 4 asysty). Pomocnicy wywiązują się ze swojej roli doskonale, a nikt nie spodziewał się po obrońcach Romy, że potrafią wskoczyć na tak wysoki poziom. Spotkanie powinno przyciągnąć wielu kibiców niezaznajomionych z Calcio. Pierwszy gwizdek już w niedzielę o 20:45.

POZOSTAŁE

Mecz Lazio – Udinese rozpocznie się o godzinie 12:45 w niedzielę. Drużyna Inzaghiego odniosła we wtorek imponujące zwycięstwo nad Zenitem, a ekipa Luci Gottiego na własne życzenie pożegnała się z Coppa Italia, przegrywając po dogrywce z Fiorentiną 1:0. Magiczna godzina powinna zachęcić do rzucenia okiem na to spotkanie.


Myślisz Milan – Fiorentina, masz przed oczami mecz z ubiegłego sezonu, kiedy koncert na San Siro zagrał Franck Ribery, a drużyna Violi pokonała rossonerich 4:1. Sprawy nabrały obrotu i dziś Milan jest na szczycie, a drużyna z Florencji błąka się w dolnej części tabeli. W jakiej dyspozycji będą piłkarze Stefano Piolego po remisie czwartkowym z Lille? Co wniósł już w szeregi drużyny nowy-stary trener Cesare Prandelli? Przekonamy się w niedzielę o 15:00.


Dopiero po raz czwarty zmierzą się ze sobą Cagliari i Spezia. Obie drużyny nie zajmują wysokiej lokaty w tabeli, ale ich styl gry przyciąga kibiców przed ekrany. Eusebio Di Francesco i Vincenzo Italiano mają swoje małe problemy kadrowe. Kto wyjdzie zwycięsko z tego pierwszego starcia na szczeblu Serie A? Niedziela godzina 18:00 i wszystkiego się dowiemy.

Po każdej kolejce będziecie mogli wybrać najlepszego piłkarza danej kolejki i najpiękniejszą bramkę. Ankiety przeprowadza Kacper Karpowicz, a głosować będzie można także na naszym profilu. Warto śledzić, gdyż będziemy wybierać najlepszy skład kolejki i największe badziewie. Zapraszamy!

KACPER KARPOWICZ

Żegnaj, Diego…

„Podanie do Diego, Maradona ma piłkę, dwóch go kryje, Maradona pędzi z piłką, geniusz światowej piłki kieruje się w prawo, zostawia ich z tyłu i będzie podawał do Burruchagi… Wciąż Maradona! Geniusz, geniusz, geniusz! Ta-ta-ta-ta-ta-ta-ta… Gooooooool… Goooooooooool… Chce mi się płakać. Dobry Boże, niech żyje futbol! Co za gol! Diegooooo! Maradona! Najmocniej przepraszam, ale mam łzy w oczach. Maradona, niezapomniany rajd, akcja wszechczasów. Ty beczkowaty, kosmiczny fenomenie. Z jakiej planety przyszedłeś, żeby ograć aż tylu Anglików, żeby zamienić cały naród w wielką zaciśniętą pięść wołającą >>Argentyna<<? Argentyna dwa, Anglia zero, Diego Armando Maradona, Dzięki Ci Boże, za futbol, za Maradonę, za te łzy i za to Argentyna dwa, Anglia zero.”

Czytaj dalej „Żegnaj, Diego…”

Czy pociąg o nazwie Inter wszedł na właściwe tory?

Piłkarze nerrazurich w ubiegłym sezonie zostali vice-mistrzem Italii, sezon zakończyli za plecami Juventusu, tracąc tylko punkt do bianconerich. Inter w całym sezonie 2019/20 miał najlepszą obronę oraz drugą najlepszą ofensywę całej ligi tuż za plecami Atalanty. Pierwszy sezon trenera Antonio Conte był bardzo dobry, mimo że nie udało się wyjść z grupy w Lidze Mistrzów.

Problemy zaczęły się po powrocie do gry po przerwie spowodowanej koronawirusem. Ekipę Conte zaczęły nękać kontuzje, a sama gra nie wyglądała najlepiej. Po porażce w finale Ligi Europy kibice ostro zaczęli krytykować trenera Interu, który momentami nie potrafił dobrać taktyki pod zespół z wyższej półki i ponosił porażki w ważnych meczach ubiegłego sezonu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc aby zdobyć zaufanie kibiców i całego zarządu drużyny z Mediolanu, Antonio Conte poręczył, że zdobędzie scudetto w przyszłym sezonie. Dostał nawet wolną rękę w kwestii transferów. Wydawało się, że nic nie może zatrzymać Interu, ale już na samym starcie sezonu pojawiają się pierwsze sygnały ostrzegawcze.

SERIE A

Wyniki w lidze (aktualne miejsce: 5)

  • wygrana 4:3 z Fiorentiną
  • wygrana 2:5 z Benevento
  • remis 1:1 z Lazio
  • porażka 1:2 z Milanem
  • wygrana 0:2 z Genoa
  • remis 2:2 z Parmą
  • remis 1:1 z Atalantą
  • wygrana 4:2 z Torino

Dorobek punktowy jest zadowalający – 15 pkt po 8 kolejkach – ale styl prezentowany przez Inter pozostawia wiele do życzenia. Największym problemem jest obrona, która w poprzednim sezonie była doskonała. Obrońcy popełniają wiele prostych, indywidualnych błędów, które przeciwnicy zamieniają z łatwością na bramki.

Najlepszym graczem Interu od początku sezonu jest Belg Romelu Lukaku, który zdobył 7 bramek. Wiele meczów nerrazuri rozstrzygają w końcówkach, kiedy nie pozostaje im nic innego niż rzucić wszystkie siły. Takie spotkania jak z Parmą, czy ostatnie z Torino sprawiają, że ręce opadają do samej ziemi. Gołym okiem widoczna jest okresowa bezradność piłkarzy i brak jakiegokolwiek pomysłu na rozegranie akcji.

Nie można niczego zarzucić Nicoli Barelli, który wskoczył na poziom klasy światowej, ale większość jego kolegów mocno obniżyła loty. Problemy Interu można zrzucić na kontuzje i zakażenia koronawirusem, ale właśnie dlatego Antonio Conte poszerzył swoją kadrę o dodatkowych zawodników, by nie było potrzeby korzystania z wymówek. Nowi zawodnicy kompletnie nie potrafią się wkomponować w filozofię włoskiego trenera.

Nerrazurri tracą 5 pkt do liderującego w tabeli Milanu, więc jeszcze nie wszystko stracone, ale porównując obie drużyny, można dostrzec przepaść pod względem stylu.

LIGA MISTRZÓW

Wyniki w Lidze Mistrzów (aktualne miejsce: 4)

  • remis 2:2 z Borussią Monchengladbach
  • remis 0:0 z Szachtarem
  • porażka 3:2 z Realem Madryt


Zostały rozegrane już trzy spotkania fazy grupowej Ligi Mistrzów, a Inter zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. W grupie pozostaje ścisk, który daje nadzieję na awans do 1/8 finału LM. Ekipa Conte pozostaje bez zwycięstwa, więc wypadałoby wreszcie wygrać.

Pierwsze spotkanie w tegorocznej LM rozegrali przeciwko Monchengladbach i znów uratowała ich bramka Romelu Lukaku zdobyta w doliczonym czasie gry. Twierdza Giuseppe Meazza miała przynosić zwycięstwa, ale ten mecz potwierdził, że brak kibiców wpływa negatywnie na morale gospodarzy. To piłkarze Marco Rose czuli się w tym meczu jak u siebie w domu, a doświadczony Inter wyglądał jak banda żółtodziobów.

Wyjazdowe starcie z Szachtarem można uznać za jedno z nudniejszych w tegorocznym Pucharze Europy. Piłkarze Interu walili głową w mur i nie potrafili znaleźć drogi do bramki Anatoliia Trubina. Ostatnie spotkanie z Realem przyniosło prawdziwe emocje, ale porażka poniesiona na wyjeździe była do zaakceptowania i można ją usprawiedliwić brakami kadrowymi, które jak przekonywał Conte miały ich nie zaskoczyć po transferach. Następne spotkanie zagrają na własnym stadionie. Podejmą mistrza Hiszpanii, a każda strata punktów może oznaczać katastrofę i wielkie ciężary w walce nawet o Ligę Europy.

W letnim okienku transferowym z wypożyczenia wrócił do drużyny Radja Nainggolan i Ivan Perisić. Conte na początku mercato mówił, że nie wiąże z tymi piłkarzami żadnych nadziei i prawdopodobnie zmienią pracodawcę. Piłkarze mimo zapewnień trenera o odejściu zostali. Na „Ninję” Antonio nie ma kompletnie pomysłu i występuje sporadycznie, większość czasu spędza na ławce, nie wstając nawet do rozgrzewki. Ivan występuje zazwyczaj na pozycji lewego wahadłowego, co jest kompletnie nową pozycją dla Chorwata. Obaj w tym sezonie nie przekonują.

Do klubu latem trafili tacy zawodnicy jak: Ionut Radu (wypożyczenie z Parmy), Alexandar Kolarov, Matteo Darmian (wypożyczenie z Parmy), Nicolo Barella (wykupiony z Cagliari), Stefano Sensi (wykupiony z Sassuolo), Arturo Vidal, Achraf Hakimi, Alexis Sanchez (wykupiony z Manchesteru United) i Andrea Pinamonti. Sporo nowych twarzy u Antonio Conte i tak naprawdę ciężko powiedzieć, że ktoś spisuje się z nich dobrze, nie wliczając Nicolo Barelle, który w ubiegłym sezonie był ważną postacią nerrazzurich. Hakimi nie wkomponował się w układankę Conte najlepiej, a Kolarov wygląda jakby emerytura była już na pierwszym miejscu. Transfery, które miały przynieść chwałę i sukcesy, na ten moment tylko obciążają budżet. Reszta sezonu pokaże, czy filozofia Antonio Conte sprawdza się na dłuższym dystansie.

Inter potrzebuje czasu, aby wejść na właściwe obroty, ale czas nie zawsze jest przyjacielem sukcesu. Zegar tyka, mamy już prawie grudzień, a w Interze brakuje stylu i wyniki są poniżej oczekiwań. Pojedynczy zawodnicy prezentują tylko swoją optymalną formę, a reszta piłkarzy gra słabo. Mimo nie najgorszych statystyk to Lautaro Martinez obniżył swoje loty w sposób spektakularny. Dziś duet LuLa nie napędza strachu, a z tych dwóch obrońcy obawiają się zdecydowanie bardziej Romelu Lukaku. Alexis Sanchez coraz częściej wchodzi w buty Argentyńczyka i na boisku prezentuje się lepiej od Lautaro. Arturo Vidal miał dać pozytywny impuls i przysłowiowego kopa piłkarzom, ale najbardziej Chilijczyk pamiętany jest w tym sezonie przez sytuacje z Immobile, za którą Włoch otrzymał czerwoną kartkę. Ciężko coś powiedzieć dobrego o defensywie Interu, ale na swoje usprawiedliwienie mają problemy zdrowotne i poza boiskowe. Praktycznie co mecz oglądamy inne trio obrońców, które ma problem ze zgraniem. Zarząd nerrazurich powoli rozgląda się za następcą kapitana Samira Handanovica. Serb w tym sezonie gra bardzo słabo, często nie pomaga mu defensywa, ale jemu też zdarzają się wpadki. Nic dziwnego, że klub postanowił na ławkę ściągnąć Ionuta Radu, który w razie kontuzji może godnie zastąpić Samira w bramce.

Brak scudetto może oznaczać jedno – zakończenie współpracy z Antonio Conte. Każdy zna dobre strony Włocha, ale znane też są jego gorsze. Wydawało się, że duet Conte & Inter, to duet idealny. Dziś powoli zaczynamy dostrzegać, że ten projekt może ponieść kosztowne straty. W razie niepowodzenia Inter będzie musiał ponownie zatrudnić fachowca za sporą kasę, aby posprzątał po Antonio Conte.

KACPER KARPOWICZ

Czy Athletic wstał właśnie z kolan?

Przed spotkaniem Athleticu z Betisem przeważająca część hiszpańskiej prasy sugerowała, że może być to ostatni mecz Gaizki Garitano w roli trenera klubu z Bilbao. Zapowiedzi te miały swoje przesłanki, ale zostały brutalnie zweryfikowane przez zespół z San Mames. Przed starciem z Betisem Garitano siedział na elektrycznym krześle, ale zamiast czekać na wyrok, wstał i sobie na nim zatańczył. Gospodarze wygrali 4:0, nie dając gościom z Andaluzji żadnych szans.

Klub z Kraju Basków od początku sezonu nie rozpieszczał ani kibiców Athleticu, ani widzów postronnych. Wyniki, jak i gra przekonywały mniej więcej tak, jak odpowiedź chyba, w momencie, gdy ktoś zapyta, czy jesteśmy czegoś pewni. Gorszy start w XXI. wieku zaliczył z Athleticiem tylko Jose Luis Mendilibar.

Wyniki Athleticu w tym sezonie:

  • porażka 2:0 z Granadą,
  • wygrana 1:2 z Eibar,
  • porażka 0:1 z Cadiz,
  • porażka 1:0 z Alaves,
  • wygrana 2:0 z Levante,
  • porażka 1:0 z Osasuną,
  • wygrana 2:1 z Sevillą,
  • porażka 2:1 z Realem Valladolid,
  • wygrana 4:0 z Betisem.

W sumie 12 punktów w dziewięciu kolejkach. A przecież od Athleticu wymaga się zdecydowanie lepszych rezultatów, chociażby ze względu na tradycję i co warto dodać wysokie zarobki piłkarzy. Te wynikają z ograniczonej puli zawodników, na którą Athletic skazał się, postępując zgodnie z przyjętymi wcześniej zasadami.

Z tego też względu coraz częściej pojawiają się głosy sugerujące, że być może Athletic powinien pójść drogą Realu Sociedad i wzbogacić kadrę pierwszego zespołu o piłkarzy niemających powiązań z Krajem Basków. Na to jednak nie ma przyzwolenia. Nie można się temu dziwić. Rygorystyczne zasady sprawiają, że Athletic jest klubem wyjątkowym, który poprzez politykę kadrową jest kojarzony na całym świecie i w wielu kręgach kibicowskich szanowana jest wierność tradycji, która w kilku przypadkach została dość mocno naciągnięta.

O jakich odstępstwach mowa? I tu zaskoczenie, bo pojawia się wątek kobiecej piłki. Bibiana Schulze-Solano urodziła się w Niemczech i tam też się wychowywała. W 2019 Aitor Elizegi zdecydował się zakontraktować Niemkę, co nie spodobało się wielu fanom klubu. Prezes próbował uzasadnić swoją decyzję, doszukując się u piłkarki baskijskich korzeni – jej pradziadek pochodził z Kraju Basków – jednak ten argument nie specjalnie przekonał przeciwników. Sprawa z biegiem czasu ucichła, ale odbiła się szerokim echem i pewnie jeszcze nie raz będzie wypominana. W całej historii pojawiło się jeszcze kilka odstępstw w stosunku do kontraktowania piłkarzy spoza Kraju Basków np. Cristian Ganea, ale ten temat poruszę w przyszłości.

O TRANSFERACH CIĄG DALSZY

Transfery gotówkowe Athleticu w ostatnich sezonach:

  • 20/21 – Alex Berenguer 10,5 mln euro z Torino,
  • 19/20 – nikt,
  • 18/19 – Yuri Berchiche 28 mln euro z PSG, Ibai Gomez 4mln euro z Alaves, Ander Capa 3 mln euro z Eibar, Cristian Ganea 1mln euro z Vitorula, Kenan Kodro 900 tys. euro z Kopenhagi,
  • 17/18 – Inigo Martinez 32 mln euro z Realu Sociedad.

Jak można zauważyć na ogół w Athleticu okna transferowe przebiegają dość spokojnie, co nie znaczy, że klub nie posiada w swojej kadrze braków i nie stara się ich uzupełnić. Teraz Athletic ma duże problemy z obsadzeniem pozycji napastnika. Aduriz zakończył karierę, Inaki Williams nie odnajduje się najlepiej na pozycji numer dziewięć i woli poruszać się w innych strefach boiska, a pozostali zawodnicy, jak Asier Villalibre czy Kenan Kodro na ten moment nie są w stanie zagwarantować przyzwoitego dorobku bramkowego. Villalibre w spotkaniu z Betisem zagrał na wysokim poziomie, ale dobrą dyspozycję musi potwierdzić w zbliżających się spotkaniach. W przeszłości 23-latek zapowiadał się na goleadora najwyższej próby, ale podobnie, jak Borja Mayoral po wejściu do świata seniorskiego futbolu mocno spuścił z tonu.

Latem niewiele zabrakło do sprowadzenie Fernando Llorente. Zwolennikami tego pomysłu byli Aitor Elizegi, Rafael Alkorta oraz sami zawodnicy, ale ostatecznie mniejszość komitetu transferowego zawetowała pomysł sprowadzenia Llorente, ponieważ jego odejście do Juventusu do dziś wielu zwolenników Urutii postrzega jako zdradę. Szkoda.

Brak napastnika czystej krwi szczególnie obnażył mecz z Cadiz. Pewnie do dziś kibice z San Mames zastanawiają się, jak można było przegrać to spotkanie, mając prawie 75% posiadania piłki, a co gorsza po bramce samobójczej. Porażka z Osasuną po rzucie karnym i z Alaves po dośrodkowaniu z rzutu rożnego również chluby nie przynoszą.

Teraz chyba też co niektórym łatwiej zrozumieć zapytania o Igora Angulo, a w ostatnim sezonie o Jona Bautistę z Realu Sociedad, za którego ponoć byli gotowi zapłacić ok. 25 milionów euro, a należy wspomnieć, że 25-latek nigdy nie grzeszył skutecznością (6 bramek w 50 meczach w rozgrywkach LaLiga). Brzmi surrealistycznie, ale piłkarz z Kraju Basków stał się dobrem luksusowym. Przynajmniej dla Athleticu.

CO Z TYM GARITANO?

Może i polityka klubu ogranicza trenera, ale z pewnością nie na tyle, by kibice musieli drżeć o utrzymanie. Praca w tym klubie przypomina nieco obowiązki selekcjonera, który podjął się wyzwania zbudowania mocnego zespołu w małym kraju. Ograniczona podaż sprawia, że ciężko o wietrzenie szatni, więc każdy ruch musi być przemyślany.

Sam Garitano do plotek o swoim ewentualnym zwolnieniu podchodzi do sytuacji dość spokojnie.

„Będąc trenerem Athleticu, jesteś narażony na wszelką krytykę. To część mojej pracy i ją akceptuję (…) wszyscy (trenerzy) ryzykujemy naszą pozycję co tydzień. Do mnie należy codzienna praca z zespołem i próby wygrania każdego spotkania”.

A jak podchodzą do tego tematu piłkarze? Na ogół bronią Garitano między innymi Unai Lopez wypowiedział się na temat trenera w następujących słowach:

Dołączam do grupy obrońców Garitano. Jestem zwolennikiem tego, byśmy wszyscy razem kontynuowali pracę i razem nawiązali do wyników z przeszłości (…) Athletic zawsze musi zajmować pozycję dającą możliwość gry w Europie lub przynajmniej w jej okolicach. Mamy duży margines do poprawy i pomysł jest taki, by poprawić grę z przodu, by móc ekscytować ludzi”.

Po stronie Garitano stanął również Javier Clemente legendarny trener Athleticu, a obecnie selekcjoner reprezentacji Kraju Basków podkreśla, że jego zdaniem w pierwszej kolejności w obecnej sytuacji winni są zarządzający klubem, następnie piłkarze, a dopiero na samym końcu trener.


Nie ma sensu wyciągać daleko idących wniosków po spotkaniu z Betisem, którego linia obrony wyszła w zestawieniu elektryków najwyższej próby. Athletic od dłuższego czasu przeżywał duży kryzys, ale na ten moment pozycja Garitano jest stosunkowo bezpieczna, o ile nie przydarzy się seria przegranych spotkań. Obecny trener szczególnie na początku swojej pracy pokazywał, że potrafi podnosić zespół z kolan, więc też nie powinno dziwić zaufanie, jakim go obdarzono, a pięć porażek w pierwszych ośmiu kolejkach nie czyni go nieudacznikiem. Ciekawe jak na postrzeganie Garitano wpłynęłoby ewentualne zwycięstwo w Pucharze Króla, którego finał został przeniesiony na 2021.

PAWEŁ OŻÓG

Zapowiedź 8. kolejki Serie A

Za nami najsłabsza serie spotkań, o której kibice calcio chcieliby, jak najszybciej o niej zapomnieć. Całe szczęście przerwa reprezentacyjna pozwoliła wygasić kiepskie wrażenia. Jednak wielu zawodników nie wróciło do klubów z powodu zakażenia koronawirusem.

Może w 8. kolejce nie będzie fajerwerków, ale na spotkanie Napoli – Milan powinny zostać zwrócone oczy kibiców. Najlepszym piłkarzem poprzedniej serii spotkań został zdobywca hat-tricka Henrikh Mkhitaryan. Ormianin doskonale rozpoczął sezon i jest jednym z liderów Romy. Bramka kolejki wybrana przez kibiców może budzić spore kontrowersje, ale z braku laku zwycięzcą został Aleksiej Miranczuk z golem przeciwko Interowi. A więc zapinamy pasy i pora zaprosić was do przeczytania zapowiedzi najciekawszych spotkań przyszłej kolejki na Półwyspie Apenińskim.


Napoli – Milan
Nie trzeba patrzeć w tabelę, aby uzmysłowić sobie, że grają ze sobą dwie świetne drużyny. Ile punktów by dziś miała ekipa Gennaro Gattuso, gdyby nie walkower z Juventusem? Możliwe, że Napoli dzieliłoby fotel lidera ze swoim najbliższym rywalem. Drużyna Milanu jest rewelacją, mimo ostatniego gorszego spotkania z Hellasem (2:2) można przecierać oczy ze zdumienia, jak drużyna Stefano Piolego weszła w sezon. W niedzielnym spotkaniu na ławce trenerskiej rossonerich zasiądzie Daniele Bonera, ponieważ wynik pozytywny na Covid-19 otrzymali Pioli i jego asystent. Będzie to ważne spotkanie dla Gennaro Gattuso, który przez lata grał na Estadio San Siro.

Do tej pory drużyny między sobą rozegrały 150 spotkań. Bilans jest bardzo wyrównany. Napoli wygrała do tej pory 44 spotkania, remis padł 49 razy, a Milan wygrał 57 meczów. Ostatnie 3 spotkania zakończyły się remisem, jaki wynik padnie w niedzielę o 20:45? Szykuje się nam świetne widowisko.

Juventus – Cagliari
Nie masz co robić w sobotni wieczór? To spotkanie jest idealne. Drużyna Andrei Pirlo robi znaczące postępy z meczu na mecz. Do gry wrócił Cristiano Ronaldo i Paulo Dybala. Częste rotacje w składzie bianconerich powodują, że ciężko przewidzieć jest podstawową „11” drużyny. W znakomitej formie jest Alvaro Morata, który nawet w reprezentacyjnych barwach pokazał się z wyśmienitej strony. Problemem może być defensywa Juve. W meczu nie zagra Giorgio Chiellini i Leonardo Bonucci. Do zdrowia i treningów na pełnych obrotach wrócił Matthijs de Ligt i jest wielka szansa, że wystąpi dziś od pierwszego gwizdka. Wczoraj mogliśmy przeczytać, że zakażony koronawirusem jest Diego Godin, kontuzję w meczu reprezentacji złapał Charalampos Lykogiannis, a Nahitan Nandez przechodzi kwarantanne po zgrupowaniu reprezentacji. Ciężko będzie Eusebio Di Francesco wybrać optymalny skład na mecz z mistrzem Włoch. Media rozpisują się, że to będzie wielki sprawdzian dla Sebastiana Walukiewicza. Polak imponuje formą od początku sezonu i jest liderem defensywy Cagliari. Na uwagę zasługuje w tym spotkaniu również Joao Pedro, który otwarcie przyznał, że czeka na powołanie do reprezentacji Brazylii. Pierwszy gwizdek już dziś o godzinie 20:45.

Hellas Verona – Sassuolo
Do trenera Hellasu Ivana Juricia pasuje idealnie stwierdzenie, że „potrafi zrobić coś z niczego”. Poprzedni sezon był bardzo udanym dla ówczesnego beniaminka, a piłkarze gialloblu byli łakomymi kąskami na letnim rynku transferowym. Z drużyną pożegnali się Amir Rrahmani, Marash Kumbulla, a Koray Gunter od początku sezonu mierzy się z osobistymi problemami. Mimo nowego tercetu obronnego, to nic się nie zmieniło. Dalej defensywa działa znakomicie. Liderem na boisku jest Mattia Zaccagni, który otwarcie przyznał że jego idolem jest Alessandro Del Piero i właśnie to na nim wzoruje się od najmłodszych lat. Sporo kontuzji w szeregach armii Ivana Jurica nie sprawia, że są na straconej pozycji. Prawdopodobnie na boisku zobaczymy dziś Pawła Dawidowicza. Ekipa Sassuolo jest prawdziwą rewelacją rozgrywek. Już nie mówi się o nich jak o „czarnym koniu”, a wszyscy kibice Calcio stawiają już przed nimi wysokie cele. Roberto De Zerbi jest na tyle ostrożny, że nie wybiega daleko w przyszłość i skupia się na najbliższych spotkaniach. Często o nich się mówi „mała Atalanta”, a ta drużyna wyrobiła sobie swój własny styl gry i porównanie do La Dei jest nie na miejscu. Do gry po zakażeniu koronawirusem wraca rewelacja początku sezonu Filip Djuricić. Brakuje też informacji o Francesco Caputo, który podobno otrzymał pozytywny wynik na Covid-19, ale klub jeszcze niczego nie ogłosił. Te spotkanie zaciekawić może każdego kibica, ponieważ na boisku obejrzymy oldschoolową piłkę Hellasu i nowoczesną grę Sassuolo. Zobaczymy kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia, które odbędzie się w niedzielę już o 15.

Inne spotkania
Nie można po raz kolejny przejść obojętnie obok niedzielnego starcia o godzinie 12:45. Debiut na ławce trenerskiej Fiorentiny zaliczy dobrze znany Cesare Prandelli. Jego drużyna zmierzy się z Benevento, które ma swoje problemy i gra poniżej oczekiwań. To jest dobry mecz dla jednych i drugich, aby zamazać plamy z wyników przed przerwą reprezentacyjną.
Mecz Inter – Torino to kolejne spotkanie o życie dla Marco Giampaolo. Drużyna granaty od początku sezonu gra poniżej oczekiwań i tak samo możemy powiedzieć o drużynie Antonio Conte. Jedni i drudzy muszą zagrać na 110%, ponieważ są na oczach i ustach zarządu.
Spezia w ostatnim meczu pokonała 3:0 Benevento. Zdaniem ich własnych kibiców, było to najlepsze spotkanie w całej historii klubu. Dziś czeka ich trudne zadanie, zmierzą się z Atalantą, która jest zawsze groźna. Drużyna Gasperiniego będzie chciała wrócić na właściwe tory, więc dziś o 18 zapowiadają się nam ekscytujące grzmoty.

Po każdej kolejce będzie można oddać głos na najlepszego zawodnika kolejki i najpiękniejszą bramkę. Będzie przeprowadzona ankieta. Natomiast Kacper Karpowicz będzie wybierał najlepszy skład kolejki oraz największe badziewie. Serdecznie zapraszamy!

KACPER KARPOWICZ

Luciano Gaucci, czyli jak być kontrowersyjnym

Luciano Gaucci urodził się w Rzymie 28 grudnia 1938 roku. Był przedsiębiorcą, sportowcem oraz właścicielem różnych klubów, takich jak Perugia, Viterbese, Sambenedettese i Catania. Był także prezesem AS Romy w latach 80, kiedy właścicielem klubu był Dino Viola. Posiadał ogromny majątek i miał własny zamek w pięknym mieście Acquapendente.

Najbardziej zasłynął z bycia właścicielem Perugii Calcio. W jego drużynie grał w latach 2000-2002 Koreańczyk Ahn Jung-Hwan, strzelec złotej bramki w 117 minucie dogrywki ćwierćfinału Mistrzostw Świata 2002 przeciwko Włochom. Italia po tej bramce pożegnała się z mundialem, a sam mecz można uznać za jeden z najbardziej kontrowersyjnych w finałach mundialu. Bramka zdobyta przez Ahna powinna zostać anulowana. Gaucci tuż po spotkaniu w telewizji wypowiedział się na temat meczu i samego zawodnika „Nie mam zamiaru płacić pensji komuś, kto zrujnował włoską piłkę nożną”. Agent Koreańskiego piłkarza od razu postanowił zerwać kontrakt swojego podopiecznego z klubem, sugerując, że Ahn boi się o własne życie i nigdy nie zdecyduje się na przylot do Włoch.

Luciano Gaucci był przyjacielem libijskiego polityka Muhammara al.-Kaddafiego. Ówczesny właściciel Perugii nie mógł odrzucić propozycji złożonej przez strapa i zaproponował podpisanie kontraktu z jego synem Saadim. Za wszystkim stał Silvio Berlusconi, który namawiał Gaucciego na ten transfer w celu poprawienia relacji libijsko-włoskich. Saadi był piłkarzem grifonów przez 3 miesiące, na boisku spędził tylko 15 minut w wygranym dość niespodziewanie meczu z Juventusem. Przygoda Libijczyka z Perugią trwała tak krótko, ponieważ w jego organizmie został wykryty doping. Piłkarz znalazł jeszcze zatrudnienie w dwóch Włoskich klubach, ale bardziej niż z kariery piłkarskiej został zapamiętany spoza boiskowych wydarzeń, o których nie ma sensu wspominać.

Podpis Saadiego nie był jedynym kontrowersyjnym transferem. Sam Gaucci zapowiedział, że niedługo w jego drużynie zagra kobieta. Był podobno już po pierwszych rozmowach z piłkarką, ale federacja Włoska pozostała nieugięta i zabroniła, żeby w jego drużynie zagrała kobieta.

Gaucci był właścicielem wielkiej firmy zajmującej się hodowlą i wyścigami konnymi o nazwie Allevamento White Star. Konie były jego największym hobby i spełnieniem marzeń. W wywiadach wielokrotnie powtarzał, że konie to całe jego życie i poświęca im więcej czasu niż rodzinie. Jego „maleństwa” jak nazywał swoje konie, brały udział w wielu wyścigach i turniejach, odnosząc wielkie sukcesy. Swojego ogierka sprzedał Sidneyowi H Craigowi, który odniósł z nim wielki sukces, wygrywając angielskie Epsom Derby w 1992 roku.

Historia z Perugią nie mogła trwać wiecznie. Ostatecznie klub w 2005 został bankrutem, a sam Gaucci miał sporo za uszami. Włoski rząd wszczął dochodzenia w sprawie jego i jego synów Alessandro i Riccardo. Został skazany za oszustwa podatkowe, ale chwilę wcześniej Luciano uciekł wraz z rodziną na Dominikanę. Przebywał tam aż cztery lata. Kilka lat wcześniej poślubił żonę, która była młodsza od niego młodsza o ponad 40 lat.

W 2009 roku wrócił do ojczyzny i oddał się w ręce policji. Został skazany na 3 lata pozbawienia wolności. Po odbytej karze wrócił do swojej posiadłości w Santo Domingo na Dominikanie, gdzie zmarł w lutym tego roku w wieku 81 lat.

KACPER KARPOWICZ

Lagerbäck vs Sørloth – kulisy konfliktu w reprezentacji Norwegii

Norwegowie czekają już 20 lat na kolejny występ na dużej imprezie. Ostatnią z ich udziałem było Euro 2000 w Belgii i Holandii. Warto wspomnieć, że w kadrze grali wówczas Henning Berg, Ståle Solbakken, Ole Gunnar Solskjær, czy John Carew. Pierwsza trójka od lat zajmuje się trenerką, a ostatni jest rozchwytywanym aktorem. Przez minione dwie dekady w Norweskiej piłce zmieniło się bardzo dużo. Jedno jednak zostało – tęsknota za występem na dużym turnieju. Z tego powodu porażka z Serbią bolała podwójnie i przyniosła bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Nie tylko te czysto sportowe. Temat konfliktu w reprezentacji Norwegii przeszedł w polskich mediach kompletnie bez echa. Dzisiaj postanowiłem nieco go przybliżyć.

O jedno zdanie za daleko
13 października, kilka dni po spotkaniu z Serbią Lars Lagerbäck organizuje spotkanie ze swoimi podopiecznymi. Zawodników podzielono na cztery grupy ze względu na pozycje. Na pierwszy ogień poszli napastnicy – Joshua King, Erling Haaland oraz Alexander Sørloth. Spotkanie nie poszło jednak po myśli selekcjonera.

Miała być kilkuminutową dyskusją, skończyło się na półgodzinnej kłótni. Sørloth zarzucał Lagerbäckowi zły dobór taktyki na spotkanie z Serbią. Eksperymentalne ustawienie z trójką obrońców nie zadziałało, o co pretensje miał 24-letni napastnik Lipska. Miał w tym sporo racji. Na spotkanie z Rumunią i Irlandią Północną Norwegowie wyszli klasycznym 4-4-2. Oba spotkania wygrali. Co więcej, spotkania te były popisem duetu Haaland – Sørloth. Nic nie wskazywało na to, aby w kadrze działo się coś złego, a jednak.

Konfrontacja Lagerbäcka z grupą napastników zakończyła się dość niespodziewanie. Według portalu VG selekcjoner opuścił spotkanie, ostro krytykując napastnika. „Jak możesz oceniać ten mecz, skoro nie widziałeś jeszcze żadnej powtórki!? Ja obejrzałem go już kilka razy. Poza tym, jak możesz zabierać głos, skoro nie trafiłeś na pustą bramkę w meczu z Cyprem!?” Lagerbäck trafił w czuły punkt. Mecz z Cyprem rozgrywany był późną jesienią 2018 roku. Sørloth nie ukrywa, że był to zdecydowanie najtrudniejszy moment w jego karierze. Nie mógł się przebić do składu Crystal Palace, a w reprezentacji był niezwykle nieskuteczny. Mimo wszystko Norwegia pokonała Cypr 2:0, a sytuacje Sørlotha nie zmieniłyby ostatecznego rezultatu. Dlatego właśnie słowa Lagerbäcka były nie tyle skandaliczne, co po prostu dziwne.

Więcej niż kapitan
W złagodzeniu konfliktu między Sørlothem, a Lagerbäckiem kluczową rolę odegrał Stefan Johansen – kapitan reprezentacji. Jego rola w kadrze od jakiegoś czasu była mocno kwestionowana. Pomocnik nie został przecież zgłoszony do gry w Premier League przez Fulham. Od sierpnia rozegrał trzy mecze w kadrze i zaledwie jeden w klubie. Co więcej, był to mecz 1/8 finału Carabao Cup, w którym Fulham przegrało z Brentford aż 3:0. Decyzja o dalszym powoływaniu go do reprezentacji była lekko mówiąc kontrowersyjna, szczególnie gdy przypomnimy sobie o ciągłym braku powołania dla Tokmaca Nguena (do którego zaraz wrócimy). Mimo wszystko Johansen udowodnił swoją wartość. Bynajmniej nie na boisku. Okazało się, że był on pośrednikiem między selekcjonerem a napastnikiem. Dużo rozmawiał z Sørlothem, uspokoił go i skłonił do przeprosin. Ugasił pożar, który kilka dni później ponownie wznieciły media.

Uwaga, mamy kreta!
Sprawę konfliktu w reprezentacji Norwegii od kilku tygodni opisuje dziennik VG. Portal jako pierwszy nagłośnił sprawę, cytując słowo w słowo kłótnię między napastnikiem reprezentacji, a jej szkoleniowcem. VG powołuje się na zeznania anonimowych graczy, którzy z wiadomych przyczyn nie zdradzili swojej tożsamości. O całej sytuacji zostały napisane dziesiątki artykułów, a sprawa z biegiem czasu zaczęła przypominać prawdziwą telenowelę. Problemem reprezentacji nie okazał się więc sam konflikt, a jego echo.

Gdzie jest Tokki?
Urodził się w Kenii, jego matka pochodzi z Etiopii, a ojciec z Sudanu. On sam zdecydował się jednak na grę dla Norwegii. Tokmac Nguen to kluczowy zawodnik Ferencvarosu. W tym sezonie ligi węgierskiej strzelił 6 bramek w 8 spotkaniach, a w Lidze Mistrzów postraszył FC Barcelonę (jego bramka niestety nie została uznana) i ukąsił Dynamo Kijów. Nie wystarczyło to jednak, aby otrzymać powołanie do reprezentacji Norwegii. Kibice reprezentacji wymyślili nawet specjalny hashtag, pod którym dyskutowali o pomijaniu napastnika przez Lagerbäcka mimo jego kolejnych świetnych występów. Selekcjoner tłumaczy, że Nguen znajduje się na szerokiej liście kandydatów do gry w kadrze. Nikogo to jednak nie zadowala, a już na pewno nie samego zawodnika.

ROZMOWA Z BENEM WELLSEM


O sytuacji w reprezentacji Norwegii opowiedział mi także Ben Wellss, który jest piłkarskim analitykiem, zajmującym się norweską piłką.

Co myślisz o aktualnej sytuacji w reprezentacji Norwegii? W ostatnich tygodniach na horyzoncie pojawiło się trochę problemów. Brak powołania dla Nguena, konflikt Lagerbäcka z Sørlothem, porażka w barażach z reprezentacją Serbii. Nie wygląda to zbyt dobrze.

B.W – Mimo wszystko uważam, że obecna sytuacja jest względnie pozytywna. Dotyczy ona najsilniejszej reprezentacji Norwegii od lat, a wokół zespołu nadal gromadzi się dużo pozytywnej energii. Oczywiście, jest też dużo problemów, które trzeba nagłaśniać. Lagerbäck ma swoich krytyków (w tym mnie), którzy zarzucają mu, że nie potrafi wycisnąć z tej kadry tego, co najlepsze. Kwalifikacja do Euro zawsze była dla Norwegów bardzo ważna, więc jej brak musiał spowodować pojawienie się nowych problemów i konfliktów. Brak Tokmaca Nguena też jest jednym z większych zarzutów skierowanych w stronę Lagerbäcka. Szanuję i lubię go jako trenera, ale nie sądzę, żeby był odpowiednim kandydatem do prowadzenia kadry przez następne lata.

Największym problemem kadry jest rzecz jasna wewnętrzny konflikt. Kto twoim zdaniem miał rację – Lagerbäck, czy Sørloth?

B.W – To skomplikowana sytuacja, nie oceniałbym jej w ten sposób, dlatego, że każdy ma swoją rację. Dobrze wiemy, że w każdym zespole zdarzają się mniejsze lub większe konflikty. Prawdziwy problem pojawił się, gdy sprawa została ujawniona, a nie pozostawiona za zamkniętymi drzwiami. Uważam, że Lagerbäck popełnił błąd w wyborze składu oraz taktyki na spotkanie z Serbią, ale jestem pewien, że dokonał też odpowiednich zmian w przerwie spotkania. Sørloth w większości miał rację. Lagerbäck popełnił kilka błędów, ale na koniec dnia to on jest trenerem, a Sørloth zawodnikiem do jego dyspozycji. Jego niezadowolenie powinno być wyrażone w szatni, a nie trafiać do mediów.

Mimo wszystko, przyszłość reprezentacji Norwegii wygląda bardzo obiecująco. Haaland, Hauge, Ødegaard… Czy mógłbyś określić, w jaki sposób Norwegia produkuje tak dużo niesamowitych talentów w ostatnich latach?

B.W – Moim zdaniem rozwój jest kwestią bardzo personalną i zależy od każdego zawodnika z osobna, ale jest kilka czynników, które wpływają na ogólny rozwój zawodników młodego pokolenia. Po pierwsze, w Norwegii znajdziemy dużo świetnych, młodych trenerów. Po drugie, coraz więcej młodych zawodników dostaje szansę na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej mimo braku doświadczenia (znakomitym tego przykładem są Omar Sahraoui – jedna z gwiazd Vålerengi Oslo, czy Jens Petter Hauge, który regularną grą w Eliteserien zapracował na transfer do Milanu – przyp. red.). Mają również możliwość treningu przez cały rok na sztucznych boiskach. Poprzednie pokolenia niestety nie miały takich możliwości.

Na koniec chciałbym się Ciebie zapytać o związki między Polską, a Norweską reprezentacją. Która z nich jest twoim zdaniem mocniejsza? Są między nimi jakieś podobieństwa? Dlaczego polscy fani powinni zainteresować się norweską piłką?

B.W – Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, aby oceniać waszą reprezentację, ale trzeba przyznać, że historycznie od zawsze byliście silniejszą (piłkarsko) nacją. Od jakiegoś czasu Norwegia zaczęła produkować wielu obiecujących graczy, co sprawiło, że reprezentację te zbliżyły się do siebie poziomem. Podobieństwo może wiec stanowić jakość piłkarska. Reprezentacja Norwegii może zainteresować Polaków na wiele sposobów. To obiecujący zespół, który posiada wielu utalentowanych technicznie zawodników. To świetny czas, na zainteresowanie się norweską piłką.

***

Słowa Bena przypomniały mi o jednej anegdocie, którą obrazuje jakie zmiany przeszedł skandynawski futbol w ostatnich latach. Pamiętam, że Aron Gunnarsson w wywiadzie po bardzo udanym, historycznym dla Islandii Euro 2016 opowiadał o swoich początkach. Twierdził, że dzieciństwo wykształciło u niego mentalność prawdziwego wikinga. O zostaniu piłkarzem marzył od dziecka, lecz w piłkę mógł grać tylko przez kilka miesięcy w roku. Jego największym wrogiem były warunki atmosferyczne, które dosłownie zamieniały lokalne boiska w lodowiska. Islandczyk musiał znaleźć alternatywę. Zaczął więc trenować piłkę ręczną. Gdy nie mógł kopać piłki, szedł na hale i trenował rzucanie. Po kilkunastu latach, trening szczypiorniaka spłacił się. To właśnie Gunnarsson wykonał rzut z autu po którym reprezentacja Islandii strzeliła gola Anglikom w 1/8 finału Euro. Selekcjonerem reprezentacji Islandii był wówczas właśnie Lars Lagerbäck.

Koronabingo – problemów ciąg dalszy
Życie nie znosi pustki. Kiedy wszystko wskazywało na to, że duża część problemów reprezentacji została już rozwiązana, na horyzoncie pojawił się kolejny, dużo groźniejszy przeciwnik. Mowa oczywiście o wirusie, którego nosicielem okazał się podstawowy obrońca kadry – Omar Elabdellaoui. Wkrótce okazało się, że z powodu jego zakażenia norweskie władze nie pozwolą zawodnikom na opuszczenie kraju. Według obecnych zaleceń rządu cała grupa powinna odbyć 10-dniową kwarantannę. Nikt oprócz Elabdellaouiego nie uzyskał jednak wyniku pozytywnego, a każdemu z zawodników przeprowadzono przecież dwa dodatkowe testy. Sprawę w swoje ręce wzięli wkrótce najważniejsi kadrowicze, którzy wystosowali do ministerstwa specjalne oświadczenie. Przeczytamy w nim między innymi, że:

„Przez cztery lata ciężko pracowaliśmy, aby przybliżyć się do awansu na mistrzostwa. Awansowaliśmy o ponad 40 miejsc w rankingach FIFA. Teraz możemy awansować do grupy A w Lidze Narodów i spotkać tam najlepsze drużyny w Europie. Możemy znaleźć się wśród 20 najlepszych krajów w Europie, co daje nam drugi poziom rozstawienia w kwalifikacjach do Mistrzostw Świata. Brak gry w międzynarodowych meczach przeciwko Rumunii i Austrii może szybko zniszczyć nasze sportowe ambicje zarówno w perspektywie krótko, jak i długoterminowej.”

Chaos? Mało powiedziane. Główny oficer ds. kontroli zakażeń w Oslo uważał, że reprezentacja narodowa może polecieć do Rumunii prywatnym samolotem. Z drugiej strony ministerstwo zdrowia uważało, że ​​przepisy na to nie pozwalają. A to wszystko przez jeden pozytywny wynik testu. Norwegowie w kwestii Covidowej są wyjątkowo skrupulatni. Tym razem ta skrupulatność odbiła im się czkawką. Piłkarze spędzili kilka godzin, czekając na oficjalną decyzję rządu. Ich oczekiwanie przerwało dopiero definitywne „nie” ministra zdrowia. Dzisiejszy mecz z Rumunią został więc odwołany, podobnie jak towarzyskie spotkanie z Izraelem kilka dni temu. Teraz pozostaje nam jedynie trzymać kciuki, aby nie zakończyło się ono walkowerem.

MACIEJ SZEŁĘGA

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑