Gdyby dziś zapytał mnie ktoś, jakiego klubu kibicem nie jest łatwo być, to bez wahania wskazałbym Arsenal. W pamięci kibiców The Gunners oczy zapalają się jak reflektory na wspomnienie zespołu z sezonu 2003/04, gdy zespół prowadzony wówczas przez Arsene’a Wengera przeszedł suchą stopą jak burza, nie zaznając goryczy porażki, świętując mistrzowski laur. „The Invincibles”, czyli niepokonani byli jedną z najlepszych kapel w historii angielskiej piłki. Mając w kadrze takich wirtuozów, jak Patrick Vieira, Dennis Bergkamp, Thierry Henry czy Robert Pires i Gilberto Silva, stali się legendarnymi jeszcze za życia.
Czytaj dalej „Jędrzejczak z kontry, czyli czy związek Mikela Artety i Arsenalu ma jeszcze sens?„Aston Villo, robisz to dobrze! Czyli plan na zastąpienie Jacka Grealisha.
Czy ligowy średniak, który aspiruje do tego, by stać się dla ligi kimś więcej, może poradzić sobie z utratą swojej największej gwiazdy? Włodarze Aston Villi zrobili w tym oknie transferowym wszystko, by na jego finiszu móc powiedzieć, że tak. Jak wiadomo, Birmingham nie jest już aktualnym adresem zamieszkania Jacka Grealisha. Anglik wypłynął na szerokie wody, przenosząc się do City, a wynikające z jego sprzedaży 100 milionów funtów, trafiło do kasy jego macierzystego zespołu. Przed zarządem The Villans pojawiło się więc wyzwanie, co zrobić byśmy nie musieli płakać po Jacku? Na ten moment, może się wydawać, że znaleźli odpowiedź na to wcale niełatwe pytanie.
Czytaj dalej „Aston Villo, robisz to dobrze! Czyli plan na zastąpienie Jacka Grealisha.”Wściekłe psy Seoane, Powerfussball Baumgarta i amerykańskie starcie trenerów, czyli co się działo w ten weekend w Bundeslidze?
27 goli w dziewięciu meczach zobaczyliśmy na boiskach Bundesligi. Z kompletem punktów został tylko Wolfsburg, zerowy dorobek posiada Hertha. Planowe zwycięstwa odnieśli piłkarze Bayernu i RB Leipzig, Borussia traci punkty we Fryburgu, za to w hicie kolejki Bayer niespodziewanie łatwo uporał się z Borussią Moenchengladbach. Co na pozostałych stadionach?
Czytaj dalej „Wściekłe psy Seoane, Powerfussball Baumgarta i amerykańskie starcie trenerów, czyli co się działo w ten weekend w Bundeslidze?”Charakterniak, artysta środka pola i miłośnik nocnych klubów. Nainggolan opuszcza Italię
Piłka nożna jest magnesem wielkich osobowości. Niemal każdy sport generuje niezliczoną ilość niezwykłych opowieści, ale piłka jest najpowszechniejsza. Piłkarzami zostają pracoholicy, ułożeni chłopcy, ale też kolorowe ptaki, charyzmatyczne i barwne osobowości. Radja Nainggolan, który po szesnastu latach opuszcza Półwysep Apeniński, należy do tych ostatnich. Potrafiących elektryzować na boisku i poza nim. Italia żegna bohatera wielu pamiętnych meczów, największego awanturnika ligi i pogromcę wielu dyskotekowych parkietów.
Dwa razy miałem przyjemność podziwiać jego grę na żywo. Parę lat temu, był mroźny wieczór w Bergamo, a na archaiczny, jeszcze przed wykonaną już modernizacją stadion, przyjechała ekipa AS Romy. Ledwie pamiętam wynik, był to mój pierwszy kontakt z wielkim futbolem, ale w pamięć zapadł mi Nainggolan operujący piłką z niemałą swobodą. Na małej, boiskowej przestrzeni był absolutnym mistrzem, od ręki potrafił znaleźć rozwiązanie popychające akcję całej drużyny ku bramce rywala. Poza tym dysponował fenomenalnym przerzutem. Drugi raz natknąłem się na niego w Reggio Emilia. Ninja ledwie dołączył do zespołu Cagliari Calcio. Na rozgrzewce, gdy przyszedł czas oddawania strzałów, kiedy chybił, a piłka wylądowała na trybunach, moc uderzenia rozbiła jedno z siedzeń w drzazgi. Nie będę ukrywać – do mieściny położonej w północnych Włoszech przyjechałem specjalnie dla niego.
Nainggolan spędził na włoskich boiskach niemal całość swojego dorosłego życia. Przemierzył Półwysep Apeniński – od urokliwej Piacenzy, poprzez słoneczną Sardynię, Wieczne Miasto aż do słynnej stolicy mody. Włochy dały mu bardzo wiele. Rozwój od boiskowego zabijaki do charakternego artysty środka pola i szacunek na niemal każdym stadionie Serie A. Lecz, co najważniejsze: zaakceptowały jego niesforną osobowość. Tylko tam, będąc zawodowym piłkarzem, mógł wypalać paczkę papierosów dziennie i nadużywać alkoholu. Owszem, miewał problemy ze względu na swoją nieokiełznaną naturę. Bywały skandale, afery, chwile kiedy dawał pożywkę lokalnym tabloidom. Jednak dopóki trzymał wysoki poziom na boisku, jego nocne życie było jedynie ciekawostką. Bowiem kiedy wychodził na trening, harował najciężej ze wszystkich.
„Lubię się napić i wiem, jakie łatki mi ludzie przypinają. Nie zmienię tego. Szczerze mówiąc w piłce najbardziej, lubię samą grę, reszty nie cierpię. Nie zostanę komentatorem po karierze, nie będę oceniał kolegów po fachu. Nie zwiążę się z futbolem. To brudny, zakłamany i pozorancki świat.”
Radja Nainggolan
***
Historia drogi Radji do Włoch jest ze wszech miar godna uwagi. Zanim dorósł, rodzinę opuścił jego ojciec z Indonezji. Matka, belgijka harowała po kilkanaście godzin dziennie, aby wyżywić dwójkę dzieci i spłacić długi pozostawione przez ojca. Na życie trójki osób pozostawało 500 euro miesięcznie. Nainggolan pomagał matce i grywał na osiedlu jednej z biedniejszych dzielnic Antwerpii. Na ulicy wypatrzył go Allesandro Beltrami, początkujący agent, który jeździł zdezelowanym samochodem po Europie w poszukiwaniu dobrze rokujących talentów. Wyciągnął Radję z ulicy, dofinansował jego rodzinę i wytransferował go do Piacenzy, gdzie wszystko się zaczęło.
„Jestem pazerny na życie. Kocham je i chcę żyć jak najdłużej. Moja żona dała mi spokój i dwójkę wspaniałych dzieci. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pokonała chorobę i była z nami jeszcze bardzo, bardzo długo.”
Radja Nainggolan

W wywiadzie dla Diletty Leotty powiedział, że kiedy decydował się na transfer do AS Romy, myślał kategoriami klubu, w którym spotka Daniele de Rossiego i Francesco Tottiego. Nie zawiódł się, bo ci zawodnicy okazali się być kompletnym przeciwieństwem wszystkiego, co złe w piłce. Trenując pod okiem wielkich mistrzów, Radja sam wszedł na wyżyny swoich możliwości. Kampania 2017/18, podczas której Giallorssi zameldowali się w półfinale Ligi Mistrzów, była niczym piękny sen. Sam Nainggolan był jak buldożer. W pamiętnym, półfinałowym rewanżu na rzymskim Stadio Olimpico podczas szaleńczej pogoni za odrobieniem niekorzystnego wyniku dwukrotnie trafiał do bramki. W 86 minucie strzelił zza pola karnego prostym podbiciem stopy, a futbolówka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Tuż przed zakończeniem spotkania podszedł do rzutu karnego i huknął tak, że nieomal zerwała się siatka. Mimo fatalnego błędu z pierwszej połowy, po końcowym gwizdku schodził z boiska niczym król.
W Mediolanie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Kibicom podobało się jego zachowanie kiedy mówił, że dałby sobie uciąć jaja, jeżeli to pomogłoby wygrać z Juventusem – odwiecznym rywalem Nerrazurich. W dalszym ciągu nie miał jednak zamiaru porzucać swojego zabawowego trybu życia, który w końcu stał się realnym problemem. Przeciążony organizm Nainggolana stał się podatny na kontuzje. Dodatkowo raz spóźnił się na trening, przez co został zawieszony przez klub. Oliwy do ognia dolewały filmy przedstawiające Ninję krążącego po omacku w jednym z klubów nocnych. Odkręcił się dopiero na koniec sezonu, można powiedzieć w samą porę. W rywalizacji ze Starą Damą potężnie uderzył z dystansu, zostawiając w pamięci kibiców, chociaż jedno miłe wspomnienie.
***
„Nie chcę każdej nocy spędzać w mieszkaniu, tak jak pozostali piłkarze. Dom – boisko – dom – boisko – dom – boisko. Myślę, że w odpowiednich chwilach trzeba cieszyć się życiem, czasami trochę go roztrwonić.”
Radja Nainggolan
Ze zdumieniem patrzę jak coraz więcej kibiców kręci piłka ze ścisłego mainstreamu. Kluby zadłużające się bez opamiętania, faszerowane petrodolarami, tworzące dream teamy, psujące rynek absurdalnymi kwotami niech istnieją gdzieś na uboczu mojej, piłkarskiej świadomości. Nie umiem się tym pasjonować. Mój futbol jest inny. Nieco bardziej niszowy. Kiedy w ostatnich sezonach Ninja trafiał na Sardynię i co rusz przebierał się w koszulkę lokalnego klubu, siadałem z przyjemnością przed telewizorem, żeby obejrzeć mecz drużyn z drugiej połowy tabeli ligi włoskiej. Kręci mnie rywalizacja, radość z gry w piłkę. Co tydzień czekałem na kawałek magii, który – mimo pogarszającej się kondycji fizycznej – Nainggolan wciąż miał do zaoferowania. Może właśnie, dlatego cały wczorajszy wieczór spędziłem, oglądając składanki najlepszych zagrań Belga.
Dla mnie kończy się pewna epoka. Arrivederci Ninja!
Olgierd Bondara
Za takie pieniądze?! Awantura o White’a.
Trwające wciąż okno transferowe jest w tym momencie tylko tłem, dla tego co wydarzyło się na linii Barcelona-Paryż. Trudno się dziwić, w końcu Leo Messi opuścił klub, z którym – jak mogło się wydawać – miał być związany po wsze czasy. To oczywiście temat numer jeden jeśli chodzi o letnie przeprowadzki. Gdzieś na dalszym planie przebija się głośny transfer Lukaku, wcześniejsze transakcje z Varanem i Sancho w rolach głównych, czy też wciąż aktualny temat Kane’a. No i rzecz jasna Grealish! Ja jednak w poniższym tekście chciałbym wrócić do dość gorącego zakupu, ale raczej będącego źródłem szyderstw, niż uznania, dla klubu który bohatera owego tekstu postanowił pozyskać. A mowa tu o blisko 60-milionowym transferze 23-letniego Bena White’a. Jest to transakcja, która w moim odczuciu jest nie tylko do wybronienia, ale już teraz można uznać ją za istotne wzmocnienie Kanonierów. I tak, wiem. Jest to niepopularna opinia.
60 milionów za piłkarza Brighton?
Choćby dlatego, że na wyobraźnię może podziałać kwota transferu. Trudno mi jednak zrozumieć to, że dla wielu w obecnych czasach, jest to wydatek aż tak szokujący. Jasne, coronawirusowe perypetie pokomplikowały pewne sprawy, ale patrząc na poczynania piłkarskich mocarstw, to chyba jednak nie wszystkim. A już na pewno nie aż tak jak się początkowo spodziewano. Piłkarze kosztowali, kosztują i będą kosztować ogromne pieniądze. Pukanie się po czołach nic tutaj nie da. Andrzej Twarowski pisał kiedyś, że 75 milionów to można dać za Van Gogha, a nie za Virgila Van Dijka, ale po pewnym czasie sam przyznał, że był to jeden z tych tweetów, których żałuje najmocniej. Nie wiem czy podobny los spotka tych szydzących z zakupu Bena White’a, ale po dłuższym zastanowieniu ta transakcja ma sens, a jej kwota – biorąc pod uwagę obecne standardy – nie jest wcale wzięta z kosmosu.
Sprawdzony w lidze
Przede wszystkim Arsenal nie kupuje kota w worku, a zawodnika, który rozegrał już 36 spotkań na poziomie Premier League. Kluby z Anglii wielokrotnie sprowadzały za duże pieniądze zagranicznych defensorów, którzy na pierwszy rzut oka mieli wszystko, by podbić ligę. Kończyło się to różnie. Tak na szybko można w tym gronie wymienić Mangalę (Porto-City 45 mln euro), Otamendiego (Valencia-City 45 mln euro), czy Mustafiego (Valencia-Arsenal 40 mln euro). Czasem brakowało, umiejętności, innym razem nie pomogło zdrowie. W innych wypadkach problemy związane ze zmianą kulturową, okazywały się nie do przeskoczenia. Tutaj o ostatnim z przypadków mowy być nie może, a to bardzo mocno zmniejsza ryzyko tego, bądź co bądź, wielomilionowego transferu.
Żołnierz Bielsy i Pottera
Skoro jednak napomknąłem między wierszami o kwestiach zdrowotnych, to należy wspomnieć, że White wygląda pod tym względem wybitnie. Wystarczy powiedzieć, że piłkarz ten rozegrał na przestrzeni ostatnich dwóch sezonów aż 77 spotkań ligowych. 41 z nich przypada na grę w Leeds na poziomie Championship w kampanii 19/20. Wówczas nie opuścił on żadnego meczu, grając w każdym z nich w pełnym wymiarze czasowym! Ten okres zresztą przełożył się na nagrodę dla Najlepszego Młodego Piłkarza Sezonu oraz miejsce w Najlepszej Jedenastce rozgrywek. Pozostała liczba to wspomniane wyżej mecze w Premier League, w ramach sezonu 20/21. Regularna gra pod wodzą, najpierw Bielsy, a później Pottera, oraz jego harmonijny przeskok z zaplecza angielskich rozgrywek na ich najwyższy poziom, świadczą o dwóch rzeczach. Po pierwsze, mamy do czynienia z zawodnikiem, który może pochwalić się końskim zdrowiem. Po drugie, mówimy o chłopaku, który rozwija się więcej niż prawidłowo. I oczywiście, kontuzja może przydarzyć się zawsze. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli podzielić piłkarzy na tych podatnych na urazy oraz tych, którzy nie łapią ich niemal wcale, to White zdecydowanie należy do zbioru numer dwa. A to spora wartość.
Wymarzony piłkarz dla Artety
Wyżej wymienione nazwiska Bielsy i Pottera nie padają też tutaj przypadkowo. Zarówno Argentyńczyk, Anglik, jak i obecny przełożony White’a – Arteta, mają ze sobą wiele wspólnego jeśli chodzi o podejście do futbolu. Mianowicie, każdy z nich lubuje się w „grze piłką” i stawia na wysoką kulturę. Jeśli jesteś piłkarzem topornym, mającym problemy z podstawowymi aspektami technicznymi, to raczej nie masz szans na zaistnienie u któregokolwiek z tych szkoleniowców. A przecież zarówno trener Leeds, jak i ten z Brighton, eksploatowali White’a do granic możliwości. Ogromne znaczenie ma tutaj fakt, że Anglik to defensor dobrze operujący futbolówką. I to na tyle, że kilkukrotnie zdarzyło mu się zagrać w środku pola. Ważne są tu też kwestie mentalnościowe. Bielsa mówił o swoim byłym piłkarzu:
„Ma on w sobie wiele cech do zaoferowania, ale najważniejszą z nich jest to, że odpowiednio reaguje na swoje wpadki. Na przykład gdy spojrzymy na bramkarzy, to gdy wejdą oni źle w mecz, mogą myśleć o swojej pomyłce do samego jego końca, przez co grają coraz gorzej i gorzej. Kiedy przełożymy to na środkowych obrońców, to ich reakcja na błędy jest również bardzo istotną informacją. To kluczowe by umieć utrzymać regularność nawet jeśli zmagasz się z problemami.”
Tak więc mówimy o zawodniku o wysokich umiejętnościach technicznych i odpowiednim charakterze. A to dla Artety bardzo ważne cechy. Oczywistym jest, że hiszpański menedżer kładzie bardzo duży nacisk na skrupulatne wyprowadzenie futbolówki ze strefy obronnej i umiejętną grę pod wysokim pressingiem rywala. A piłkarska jakość i wiara we własne umiejętności prezentowane przez White’a są do tego niezbędne.
Pasujące do siebie puzzle
Podsumowując, Arsenal wydał na defensora Brighton blisko 60 milionów euro. I jasne, są to spore pieniądze. Mówimy jednak o wciąż młodym, ale ogranym już na angielskich boiskach piłkarzu, którego styl gry idealnie pasuje do koncepcji menadżera Kanonierów. Ponadto White wciąż wydaje się zawodnikiem, który ma w sobie spore rezerwy, oraz odznacza się mentalnością, która może zaprowadzić go naprawdę wysoko. Zresztą, jego dobra forma i spory potencjał zostały dostrzeżone przez selekcjonera reprezentacji Anglii, Garetha Southgate’a, który powołał obrońcę na czerwcowe, towarzyskie mecze z Austrią oraz Rumunią, i pozwolił mu zadebiutować już w pierwszym z tych spotkań. I oczywiście, na rynku być może znalazłoby się kilka potencjalnie lepszych opcji transferowych, ale ilu z tych piłkarzy chciałoby zasilić Arsenal? Zespół Kanonierów jest w miejscu w takim, w jakim jest i może tylko z zazdrością patrzeć na choćby Manchester United, który jest w stanie przekonać do siebie Varane’a. Lata posuchy zmuszają włodarzy The Gunners do wyszukiwania nieoczywistych opcji. Transfer Bena White’a właśnie takim rozwiązaniem jest, ale w moim odczuciu jest to ruch bardzo sensowny. Mimo, że wielu sądzi inaczej.
Michał Bakanowicz
Messi w PSG, czyli Loża Rebelianckich Szyderców #24
Dziś tekst w całości poświęcony transferowi Leo Messiego do PSG. Zapraszam na kolejny odcinek mojego sportowego pamiętnika!
Czytaj dalej „Messi w PSG, czyli Loża Rebelianckich Szyderców #24”Droga Hiszpanów do finału IO
Hiszpanie po raz drugi w ciągu ostatnich kilku tygodni znaleźli się w strefie medalowej międzynarodowej imprezy piłkarskiej. Choć piłka nożna na Igrzyskach Olimpijskich nie cieszy się dużym zainteresowaniem, a prestiż tej imprezy ciężko porównać do Mistrzostw Europy czy Świata, mimo wszystko stwarza możliwość zapisania się na kartach futbolowej historii.
Czytaj dalej „Droga Hiszpanów do finału IO”Rusza Ligue 1. Przedstawiamy główne siły sezonu 2021/22.
Już dziś, w ślady Ekstraklasy idzie pierwsza z europejskich lig top 5, rozpoczynając swoje zmagania. Startujący sezon w Ligue 1 dawno nie zapowiadał się aż tak dobrze na samym początku. Hegemon z Paryża, obrońca tytułu z Lille, a może… cichy pretendent z Nicei? Oto zestawienie grona faworytów do tytułu mistrza na “najelegantszych” boiskach Europy.
Czytaj dalej „Rusza Ligue 1. Przedstawiamy główne siły sezonu 2021/22.”Loża Rebelianckich Szyderców #23
O występach polskich klubów w europejskich pucharach, Igrzyskach Olimpijskich i ich bohaterach. Zapraszam.
Czytaj dalej „Loża Rebelianckich Szyderców #23”Sezon odkupienia czy kolejnej katastrofy – co czeka Jagiellonię Białystok w rozgrywkach 2021/2022?
“Wspaniały był to sezon, nie zapomnę go nigdy”. Tak brzmiało hasło transparentu wywieszonego przez białostockich ultrasów, na ostatni mecz sezonu 2020/2021 z Lechią Gdańsk. Na samym finiszu rozgrywek kibice dostali szansę powrotu na stadion. Powodów do radości jednak nie było, a przez cały rok zmuszali się do przełykania jednej gorzkiej pigułki za drugą. Żółto-czerwoni finiszowali na 9. miejscu – najgorszym od czterech lat.
Czytaj dalej „Sezon odkupienia czy kolejnej katastrofy – co czeka Jagiellonię Białystok w rozgrywkach 2021/2022?”