Rusza Ligue 1. Przedstawiamy główne siły sezonu 2021/22.

Już dziś, w ślady Ekstraklasy idzie pierwsza z europejskich lig top 5, rozpoczynając swoje zmagania. Startujący sezon w Ligue 1 dawno nie zapowiadał się aż tak dobrze na samym początku. Hegemon z Paryża, obrońca tytułu z Lille, a może… cichy pretendent z Nicei? Oto zestawienie grona faworytów do tytułu mistrza na “najelegantszych” boiskach Europy.

Klub ze stolicy klasycznym faworytem

Dziesięć ostatnich sezonów to siedem mistrzostw autorstwa Paris Saint-Germain. Montpellier, Monaco i nie tak dawno Lille – tym zespołom udało się w okresie tej dekady, skutecznie stanąć na drodze Paryżanom. Przyczyny owej dominacji są powszechnie znane. Mając praktycznie nieograniczone możliwości finansowe, znakomite warunki do rozwoju młodzieży i największe tuzy piłkarskiego świata na ławce trenerskiej, sukcesy są wręcz obowiązkowe. Co prawda kompleks europejskich pucharów został tak naprawdę dopiero co przełamany, ale na krajowych boiskach miejsca na wymówki absolutnie nigdy nie było.

Dlatego też ubiegłe rozgrywki można bez wyrzutów nazwać katastrofą. Zespół z Parku Książąt skończył zaledwie z jednym trofeum – Pucharem Francji. Poza tym “jedynie” półfinał Ligi Mistrzów i wicemistrzostwo Francji (Puchar Ligi Francuskiej odwołano w celu skrócenia terminarza). Tak blisko sukcesów, a zarazem tak daleko. Najbardziej bolała właśnie klęska na domowym podwórku, bo tutaj nikt nawet nie dopuszczał do myśli takiego scenariusza. Tymczasem ambitne Mastify Christophera Galtier skradły im glorię chwały sprzed nosa.

Ten rok ma przynieść odkupienie. Ruchy na rynku transferowym, jakie wykonali Paryżanie, są wyjątkowo imponujące. Donnaruma, Ramos, Wijnaldum, Hakimi i Pereira (wykupiony po wypożyczeniu z Porto). Nazwiska mówią same za siebie. Co też ciekawe, PSG nie wydało wcale tak typowych, astronomicznych sum na całą piątkę, bo ostatecznie przyszło im zapłacić jedynie za ostatnich dwóch (Hakimi za 60, Pereira za 16 milionów). Genialne inwestycje oparte na względnie niewielkim kapitale. To po prostu nie może pójść źle. Sam Mauricio Pochettino dostał nie tylko nowych zawodników, ale i kredyt zaufania – umowa z Argentyńczykiem została przedłużona do czerwca 2023 roku.

Wobec takowych działań wydaje się, że tym razem na drodze Paris Saint-Germain nie może stanąć nic i nikt. Lille nie stać na takie ulepszenia, a poczynania reszty choć ambitne, nie umywają się nawet do klubu z Parku Książąt. PSG ma solidną obstawę na niemal każdej pozycji. Jedynie atak może budzić pewne rozterki wobec potencjalnych urazów kluczowych graczy, ale w razie czego, Pochettino ma do rotowania młodych, ogranych na wypożyczeniach Ebimbe oraz Kalimuendo. A możliwe, że na samym finiszu okienka czeka nas jeszcze jakaś addycja do drużyny. Nawet porażka w Superpucharze Francji z Lille, w którym zagrał praktycznie rezerwowy zespół, nie zmniejsza powalającego wrażenia, jakie zostawia po sobie zespół Pochettino. To był dopiero pierwszy akt całego, wielkiego przedstawienia. Nie zaczęło się ono może zbyt efektownie, lecz nie oglądaliśmy jeszcze głównych aktorów, a to w nich będzie siła PSG w nadchodzącym roku. Z tego grona najwięcej oczekujemy od tego, który na Euro najbardziej rozczarował. Dla Kyliana Mbappe to może być ostatni sezon w Ligue 1. Wątpliwe by odpuścił sobie myśl o ukoronowaniu tego pobytu jeszcze jednym tytułem.

Młodzi gniewni z Monaco mają apetyt na więcej

Z drużyny, która sięgała po mistrzostwo w sezonie 2016/17 nie zostało praktycznie nic. Taka już jednak filozofia budowania zespołu z Księstwa. Raczej nikt nie zostaje tu na dłużej niż parę lat. Zawodnicy przychodzący do Monako mają zazwyczaj w głowie jeden z dwóch motywów. Wypromować się i zapracować na transfer do mocniejszej ligi (młodzi gracze), bądź pograć jeszcze na stosunkowo wysokim poziomie i w atrakcyjnym do życia miejscu przed zawieszeniem butów na kołku. To dla tych nieco bardziej zaawansowanych wiekowo.

Takowy system szkodzi rzecz jasna stabilizowaniu klubu. Mimo to Monakijczycy radzą sobie w takich warunkach naprawdę przyzwoicie. Tu umie się o zawodnika zadbać. Przede wszystkim tyczy się to perspektywicznych piłkarzy. Klub sprowadza ich za spore pieniądze jak na młody wiek, lecz ile to razy udaje się potem sprzedać go z kilkukrotną przebitką. W okresie ostatnich pięciu lat, AS Monaco zaliczyło 73-milionowy dochód z ruchów transferowych. Ogromną część zysku stanowi rzecz jasna sam Kylian Mbappe, a w ostatnich dwóch sezonach monakijczycy byli nieco stratni, ale wiele z ich inwestycji dopiero zaczyna się spłacać. Tchouameni, Disasi, Fofana i wychowanek Badiashile to francuskie perełki, które Monaco w odpowiednim momencie spienięży według własnego uznania (pierwszy z nich w momencie pisania artykułu jest łączony z Chelsea).

Ta młoda banda pod przywództwem Niko Kovaca wydaje się być na pozór zbyt nieopierzoną ekipą, by konkurować na samym szczycie we Francji. Liga Europy? Pewnie. Liga Mistrzów? Przy dobrych wiatrach. Ale mistrzostwo kraju tuż pod nosem PSG? Czy to w ogóle możliwe?

Moim zdaniem istnieje realna furtka dla takiego scenariusza. W ubiegłym sezonie stać ich było na brązowy medal, a wtedy dopiero zgrywali się jako kolektyw. Teraz więc rezultaty powinny być jeszcze lepsze. Zespół nie został w żaden konkretny sposób osłabiony. Odeszli zawodnicy starsi bądź tacy, dla których niespecjalnie było jeszcze miejsce w składzie. Sam Niko Kovac jest bardzo zadowolony z prezentacji drużyny tuż przed startem bitwy o Francję. “Wyciągam wiele pozytywów (…) wyniki mają jedynie względne znaczenie wobec naszego nastawienia, wiary w zwycięstwo i stanu psychiki.” – mówił chorwacki trener po niedawnym sparingu z Wolfsburgiem. Kovac chwalił również podopiecznych za pracę wykonaną na przygotowawczym obozie w Austrii.

Starcie w eliminacjach Ligi Mistrzów ze Spartą Praga na wyjeździe, było pierwszym, poważnym meczem o stawkę. Pomimo wstępnych kłopotów monakijczycy wywieźli z Czech niezłą dwubramkową zaliczkę. Jako drużyna pokazali, że szybko wyciągają wnioski i nie ciąży im miano faworyta. Tak gra zespół dojrzały. Na tyle dojrzały, by powalczyć o koronę na francuskiej ziemi.

Obrona tytułu nie dla Mastifów

To była piękna historia. Wyścig o mistrzostwo z PSG do ostatniej kolejki, Galtier wyciągający z rękawa taktycznego asa za asem i wreszcie niesamowity Burak Yilmaz. Oczywiście to wyjątkowo ubogie streszczenie marszu Lille po mistrzostwo. We Francji doszło do jakiegoś zachwiania równowagi. Finisz okazał się dużo ciekawszy, aniżeli było to w zwyczaju i chyba jedynie hiszpańska La Liga zrobiła pod tym kątem lepsze wrażenie.

Coś niepowtarzalnego. I to dosłownie. A dlaczego? Ponieważ przed Lille kolejna kampania, dużo cięższa od tej świeżo zakończonej zwycięstwem. Kłopoty finansowe uniemożliwiły szansę na jakiekolwiek poważniejsze wzmocnienia, nie pozwalając jednocześnie na utrzymanie identycznego poziomu kadry. Na razie z paki zawodników wykruszyli się “tylko” Maignan z Soumare, Nie zapowiada się jednak na uzupełnienie tych luk, a plotki już krążą wokół innych nazwisk. Zresztą to wcale nie te absencje uderzą w Mastify najmocniej.

Odejście Christopha Galtier było praktycznym pewniakiem bez względu na finisz rajdu po mistrzostwo. Francuz zaznaczał wielokrotnie, że jego praca przy Stade Pierre-Mauroy dobiega końca i potrzebuje czegoś nowego. Chociaż dla klubu z północy kraju był po prostu zbawicielem, tak trzeba było się pożegnać. Najpierw ratował zespół od spadku, by po kilku latach doprowadzić go na szczyt. Teraz Galtier puścił łapkę już nie małego szczeniaka, a potężnej bestii, która wróci na najjaśniejsze europejskie salony, występując w nadchodzącej edycji Champions League.

Tak ważne stanowisko przejął wyjątkowo zaskakujący człowiek. Jocelyn Gourvennec w Ligue 1 dał się zapamiętać z pracy w Bordeaux oraz Guingamp. Z pierwszego wyleciał, gdy w oczy zaczęło zaglądać widmo spadku. Z drugim pożegnał się, kiedy było już po herbacie i zespół szykował się do zejścia o szczebel niżej. 49-latek wraca do zawodu po dwóch latach przerwy. Mimo niemal dwustu spotkań na ławce trenerskiej w Ligue 1 nie jest to raczej facet na pozór adekwatny do przejęcia sterów w zespole mistrza kraju. I chociaż oficjalny debiut (1-0 w Superpucharze Francji z PSG) udał mu się wybornie, tak to stanowczo za mało, by wątpliwości mogły minąć.

Sam mecz o Superpuchar mimo pozytywnego rezultatu, nie wystawia Lille ślicznej laurki. Paryżanie wystawili na nich mocno przebudowany skład względem swojego potencjału, a Mastify ugrały trofeum praktycznie rzutem na taśmę. Tym razem spektakularny gol Xeki wystarczył, ale czy taka jakość starczy na cały sezon? Nie sądzę.

Chociaż sympatyzuję z Les Dogues, widzę czarne chmury zbierające się nad klubem. Ten rok na pewno nie będzie sielanką, pytanie, więc w jakim stopniu ostanie się pomnik wybudowany przez Galtiera. Cytując Horacego, nie wydaje się, aby był “trwalszy niż ze spiżu”, zwłaszcza że nie został on wzmocniony żadnym budulcem. Wszystko opiera się na fundamencie postawionym rok temu, a przecież konkurencja nie śpi. Przy posunięciach PSG czy Nicei, Lille wypada żałośnie słabo. Dopiero wczoraj ogłoszono pierwszy transfer do klubu – sprowadzony z HSV, Amadou Onana to młody, perspektywiczny gracz, ale przychodzi z 2.Bundesligi i ciężko uwierzyć by z marszu zastąpił kogoś takiego jak Soumare. Te działania, a w zasadzie ich brak to stanowczo za mało na obronę mistrzostwa.

Po odejściu Depaya w Lyonie jeszcze skromniej

Lwy z Lyonu zawsze uwzględnia się przy typowaniu faworytów w Ligue 1. Tak naprawdę jednak nie ma to wielkiego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ostatnie lata to nawet nie wicemistrzostwo, a obijanie się o pierwszą trójkę. Zespołowi brakuje polotu, charakteru i przede wszystkim dużych nazwisk, których zresztą tak naprawdę z roku na rok jest coraz mniej. Depayowi dano wolną rękę, z niewolnika pracownika się przecież nie zrobi. W obecnym okienku nad Rodanem dokonano jedynie darmowych transferów. De Silva to co prawda gracz dobrze znany w lidze (wcześniej Stade Rennais), a Henrique rekomendował sam Juninho, ale to stanowczo zbyt ubogie ruchy, by liczyć na cuda. W Lyonie zaciśnięto pasa – rzekomo pandemia zmniejszyła przychody klubu o 135 milionów euro.

Zapowiada się więc kolejny względnie nijaki sezon, z ambicjami co najwyżej na Ligę Mistrzów. Ten marazm może jednak mieć swoje długofalowe korzyści. Wobec wąskiej kadry główne skrzypce będzie grała młodzież, a tą jak powszechnie wiadomo, w Lyonie mają naprawdę dobrą. Kapitan, Houssem Aouar stanowi czołowe nazwisko na tej liście, cały czas pozostając w macierzystym klubie, mimo wielu spekulacji. Wszyscy obiecują sobie wiele również po 18-letnim Rayanie Cherkim, który w ubiegłych rozgrywkach dostawał głównie “ogony”. Generalnie ciekawe jest, jak do dysponowania składem podejdzie nowy trener, Peter Bosz. Przed Holendrem na pewno niejeden, taktyczny ból głowy.

Rewelacji Lwy w nadchodzącym sezonie nie sprawią. Podobnie jak Lille, celem będzie powrót do stabilizacji finansowej klubu, co czasem trzeba przełożyć ponad wyniki. Spokojnym awansem do europejskich pucharów nikt by nie pogardził. Lyonowi poświęciłem najkrótszy segment w artykule, ale nie bez powodu. Wiele się tutaj po prostu nie zmieni, a na mistrzostwo nie ma co na razie nawet spoglądać.

Marsylia poszuka stabilnej gry

Piąte miejsce na mecie brzmi nie za dobrze jak na klub z taką tradycją. Dla Marsylii jednak to i tak względnie łaskawy wyrok. To co działo się nad Lazurowym Wybrzeżem, podchodziło pod piłkarską zbrodnię. Kuriozalne relacje trenera Villasa-Boasa połączone z przeplatanymi wynikami, dały razem istną mieszankę wybuchową. Ligę Mistrzów, marsylczycy kończyli na ostatniej pozycji w grupie, a na boiskach krajowych zdarzyła się nawet miesięczna przerwa bez zwycięstwa (styczeń-luty). Szesnaście oczek straty do czwartego Lyonu mówią same za siebie. Taki stan rzeczy nie ma prawa się utrzymać.

Trenerem jeszcze w marcu został charyzmatyczny Jorge Sampaoli. Na rynku transferowym też nie próżnowano. 25 milionów za Gersona, wykupienie Balerdiego, wypożyczenie z Romy Lopeza z Underem (opcje wykupu), a z Arsenalu Saliby oraz Guendouziego – te ruchy wyglądają naprawdę przyzwoicie.  Ich cel jest prosty. Pomóc w ponownym włączeniu się do walki o mistrzostwo.

Dużo łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale widać, że perspektywy w kwestii poprawienia rezultatów są. Kadra wygląda dużo lepiej, a na siedem sparingów przedsezonowych zespół nie przegrał żadnego (5 zwycięstw, 2 remisy). To buduje pewność siebie i wiarę we własne siły.

Nas jako Polaków najbardziej interesują oczywiście poczynania w klubie Arkadiusza Milika. Polski napastnik nie pojechał na Euro z powodu kłopotów z kolanem, ale cały sezon ligowy przed nim. A ten może się okazać dużo bardziej istotny niż reprezentacyjna impreza. Napastnik znalazł we Francji stabilizację, jakiej nie było już dla niego w Serie A. W rundzie wiosenno-letniej, Milik strzelił 9 bramek w 15 spotkaniach. Rezultat bardzo przyzwoity, zwłaszcza że była to praktycznie 1/3 goli strzelonych przez Les Olympiens od momentu przyjścia Polaka. Myślę więc, że Arek jest na dobrej drodze do odbudowania swojej pozycji w pełni i Marsylia, wbrew początkowym obawom, jest ku temu właściwym miejscem.

Najbardziej w cały wizerunek mogło uderzyć odejście Floriana Thauvina, bo prawoskrzydłowy stanowił o sile Olympiqu przez lata. Najwyraźniej potrzebował jednak zmiany środowiska, podejmując nieoczywistą decyzję o przenosinach do Meksyku. Takim graczem nigdy się nie gardzi. Jego nieobecność może być przez pewien czas odczuwalna.

Tak czy inaczej, Marsylia chce iść po swoje. Rezultaty nie przyjdą same ot, tak, ale pierwsze kroki ku temu zostały już postawione. To będzie rok w dużej mierze rozeznawczy, chociaż sami kibice na pewno liczą na to, że uda się przynajmniej uniknąć takich skoków jakościowych, jakie miały miejsce przed kilkoma miesiącami. To minimum musi po prostu zostać im zagwarantowane.

Rewolucyjny nicejski projekt

Najciekawszy plac budowy znajduje się aktualnie w Nicei. Szerokie możliwości finansowe pozwoliły na kilka znakomicie wyglądających inwestycji. A za poskładanie wszystkiego w całość odpowiedzialny ma być nie kto inny jak Christophe Galtier. To gość od zadań wszelakiego typu, wobec czego przy tak dopieszczonym stanowisku pracy wydaje się, że to będzie dla niego kaszka z mleczkiem.

Stengs, Lemina, Rosario, Todibo – taki czteropak złożony za 35 milionów euro to istna gratka. Do tego Justin Kluivert, którego można wykupić po sezonie i Marcin Bułka, który wśród reszty delikwentów wygląda nieco komicznie, ale kto wie jak, to się potoczy? Dla Polaków zawsze to fakt godny odnotowania. Przy obecnych już w kadrze Dolbergu, Gouirim czy Atalu zrobił nam się z tego po prostu fajny zespół. Do tego jaki młody – średnia wieku najniższa w lidze (23,3; Monaco dla porównania 24,0). Gdzieś tam istnieje obawa, że brak doświadczenia odbije się rykoszetem, ale w obecnej piłce coraz częściej właśnie tak buduje się drużyny.

Żeby nie było, nie zakładam momentalnej eksplozji formy Nicei, która wprowadzi ich do czołówki. Dajmy temu projektowi czas, niech pierwsze miesiące wyłonią jakąś konkretniejszą wizję, z której będzie szansa wyciągnąć głębsze wnioski. Pomysł na przyszłość na pewno jest, ale wiele aspektów może pójść nie tak. Mimo to, widząc ten projekt, człowiek po prostu ściska kciuki za jego powodzenia. Właśnie tą drogą powinny iść “nowoczesne” kluby – stawiać na młodzież, nie bojąc się inwestować w nią pieniędzy. Zwłaszcza jeśli mamy praktycznie pewność, że owe młokosy odegrają w nowych barwach istotną rolę.

Potencjał jest na dużo więcej niż mierne, dziewiąte miejsce z ubiegłego sezonu. Perspektywy są na pierwszą piątkę i tam jestem w stanie Niceę zobaczyć. I przy tym na razie najlepiej zostać. Nie upychajmy Orłów na siłę do czołowej trójki, bo nie są jeszcze na tyle opierzone, by rywalizować na samiutkim szczycie. W każdym razie może to lekkie skrzywienie, ale gdzie widzę twarz Christophe’a Galtiera, tam widzę szansę na sukces. Stąd ogromna wiara w ten projekt.

***

W zestawieniu raczej obyło się bez kontrowersji, chociaż z pewnością znajdą się głosy o miejsce dla “cichej wody” Rennes czy beniaminka-rewelacji Lens (na których warto ponownie zerkać, zwłaszcz po przenosinach Przemysława Frankowskiego). Gdyby jednak zakładać każdego hipotetycznego gracza na scenie to artykuł miałby pozycji dwadzieścia. A sześć to i tak już za dużo. Tak czy inaczej, gadać i pisać można do woli, a cała prawda dopiero przed nami. Zacieramy rączki, czekamy na 21:00 i zaczynamy. Au revoir!

Maciej Jędrzejak

.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s