Czy pociąg o nazwie Inter wszedł na właściwe tory?

Piłkarze nerrazurich w ubiegłym sezonie zostali vice-mistrzem Italii, sezon zakończyli za plecami Juventusu, tracąc tylko punkt do bianconerich. Inter w całym sezonie 2019/20 miał najlepszą obronę oraz drugą najlepszą ofensywę całej ligi tuż za plecami Atalanty. Pierwszy sezon trenera Antonio Conte był bardzo dobry, mimo że nie udało się wyjść z grupy w Lidze Mistrzów.

Problemy zaczęły się po powrocie do gry po przerwie spowodowanej koronawirusem. Ekipę Conte zaczęły nękać kontuzje, a sama gra nie wyglądała najlepiej. Po porażce w finale Ligi Europy kibice ostro zaczęli krytykować trenera Interu, który momentami nie potrafił dobrać taktyki pod zespół z wyższej półki i ponosił porażki w ważnych meczach ubiegłego sezonu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc aby zdobyć zaufanie kibiców i całego zarządu drużyny z Mediolanu, Antonio Conte poręczył, że zdobędzie scudetto w przyszłym sezonie. Dostał nawet wolną rękę w kwestii transferów. Wydawało się, że nic nie może zatrzymać Interu, ale już na samym starcie sezonu pojawiają się pierwsze sygnały ostrzegawcze.

SERIE A

Wyniki w lidze (aktualne miejsce: 5)

  • wygrana 4:3 z Fiorentiną
  • wygrana 2:5 z Benevento
  • remis 1:1 z Lazio
  • porażka 1:2 z Milanem
  • wygrana 0:2 z Genoa
  • remis 2:2 z Parmą
  • remis 1:1 z Atalantą
  • wygrana 4:2 z Torino

Dorobek punktowy jest zadowalający – 15 pkt po 8 kolejkach – ale styl prezentowany przez Inter pozostawia wiele do życzenia. Największym problemem jest obrona, która w poprzednim sezonie była doskonała. Obrońcy popełniają wiele prostych, indywidualnych błędów, które przeciwnicy zamieniają z łatwością na bramki.

Najlepszym graczem Interu od początku sezonu jest Belg Romelu Lukaku, który zdobył 7 bramek. Wiele meczów nerrazuri rozstrzygają w końcówkach, kiedy nie pozostaje im nic innego niż rzucić wszystkie siły. Takie spotkania jak z Parmą, czy ostatnie z Torino sprawiają, że ręce opadają do samej ziemi. Gołym okiem widoczna jest okresowa bezradność piłkarzy i brak jakiegokolwiek pomysłu na rozegranie akcji.

Nie można niczego zarzucić Nicoli Barelli, który wskoczył na poziom klasy światowej, ale większość jego kolegów mocno obniżyła loty. Problemy Interu można zrzucić na kontuzje i zakażenia koronawirusem, ale właśnie dlatego Antonio Conte poszerzył swoją kadrę o dodatkowych zawodników, by nie było potrzeby korzystania z wymówek. Nowi zawodnicy kompletnie nie potrafią się wkomponować w filozofię włoskiego trenera.

Nerrazurri tracą 5 pkt do liderującego w tabeli Milanu, więc jeszcze nie wszystko stracone, ale porównując obie drużyny, można dostrzec przepaść pod względem stylu.

LIGA MISTRZÓW

Wyniki w Lidze Mistrzów (aktualne miejsce: 4)

  • remis 2:2 z Borussią Monchengladbach
  • remis 0:0 z Szachtarem
  • porażka 3:2 z Realem Madryt


Zostały rozegrane już trzy spotkania fazy grupowej Ligi Mistrzów, a Inter zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. W grupie pozostaje ścisk, który daje nadzieję na awans do 1/8 finału LM. Ekipa Conte pozostaje bez zwycięstwa, więc wypadałoby wreszcie wygrać.

Pierwsze spotkanie w tegorocznej LM rozegrali przeciwko Monchengladbach i znów uratowała ich bramka Romelu Lukaku zdobyta w doliczonym czasie gry. Twierdza Giuseppe Meazza miała przynosić zwycięstwa, ale ten mecz potwierdził, że brak kibiców wpływa negatywnie na morale gospodarzy. To piłkarze Marco Rose czuli się w tym meczu jak u siebie w domu, a doświadczony Inter wyglądał jak banda żółtodziobów.

Wyjazdowe starcie z Szachtarem można uznać za jedno z nudniejszych w tegorocznym Pucharze Europy. Piłkarze Interu walili głową w mur i nie potrafili znaleźć drogi do bramki Anatoliia Trubina. Ostatnie spotkanie z Realem przyniosło prawdziwe emocje, ale porażka poniesiona na wyjeździe była do zaakceptowania i można ją usprawiedliwić brakami kadrowymi, które jak przekonywał Conte miały ich nie zaskoczyć po transferach. Następne spotkanie zagrają na własnym stadionie. Podejmą mistrza Hiszpanii, a każda strata punktów może oznaczać katastrofę i wielkie ciężary w walce nawet o Ligę Europy.

W letnim okienku transferowym z wypożyczenia wrócił do drużyny Radja Nainggolan i Ivan Perisić. Conte na początku mercato mówił, że nie wiąże z tymi piłkarzami żadnych nadziei i prawdopodobnie zmienią pracodawcę. Piłkarze mimo zapewnień trenera o odejściu zostali. Na „Ninję” Antonio nie ma kompletnie pomysłu i występuje sporadycznie, większość czasu spędza na ławce, nie wstając nawet do rozgrzewki. Ivan występuje zazwyczaj na pozycji lewego wahadłowego, co jest kompletnie nową pozycją dla Chorwata. Obaj w tym sezonie nie przekonują.

Do klubu latem trafili tacy zawodnicy jak: Ionut Radu (wypożyczenie z Parmy), Alexandar Kolarov, Matteo Darmian (wypożyczenie z Parmy), Nicolo Barella (wykupiony z Cagliari), Stefano Sensi (wykupiony z Sassuolo), Arturo Vidal, Achraf Hakimi, Alexis Sanchez (wykupiony z Manchesteru United) i Andrea Pinamonti. Sporo nowych twarzy u Antonio Conte i tak naprawdę ciężko powiedzieć, że ktoś spisuje się z nich dobrze, nie wliczając Nicolo Barelle, który w ubiegłym sezonie był ważną postacią nerrazzurich. Hakimi nie wkomponował się w układankę Conte najlepiej, a Kolarov wygląda jakby emerytura była już na pierwszym miejscu. Transfery, które miały przynieść chwałę i sukcesy, na ten moment tylko obciążają budżet. Reszta sezonu pokaże, czy filozofia Antonio Conte sprawdza się na dłuższym dystansie.

Inter potrzebuje czasu, aby wejść na właściwe obroty, ale czas nie zawsze jest przyjacielem sukcesu. Zegar tyka, mamy już prawie grudzień, a w Interze brakuje stylu i wyniki są poniżej oczekiwań. Pojedynczy zawodnicy prezentują tylko swoją optymalną formę, a reszta piłkarzy gra słabo. Mimo nie najgorszych statystyk to Lautaro Martinez obniżył swoje loty w sposób spektakularny. Dziś duet LuLa nie napędza strachu, a z tych dwóch obrońcy obawiają się zdecydowanie bardziej Romelu Lukaku. Alexis Sanchez coraz częściej wchodzi w buty Argentyńczyka i na boisku prezentuje się lepiej od Lautaro. Arturo Vidal miał dać pozytywny impuls i przysłowiowego kopa piłkarzom, ale najbardziej Chilijczyk pamiętany jest w tym sezonie przez sytuacje z Immobile, za którą Włoch otrzymał czerwoną kartkę. Ciężko coś powiedzieć dobrego o defensywie Interu, ale na swoje usprawiedliwienie mają problemy zdrowotne i poza boiskowe. Praktycznie co mecz oglądamy inne trio obrońców, które ma problem ze zgraniem. Zarząd nerrazurich powoli rozgląda się za następcą kapitana Samira Handanovica. Serb w tym sezonie gra bardzo słabo, często nie pomaga mu defensywa, ale jemu też zdarzają się wpadki. Nic dziwnego, że klub postanowił na ławkę ściągnąć Ionuta Radu, który w razie kontuzji może godnie zastąpić Samira w bramce.

Brak scudetto może oznaczać jedno – zakończenie współpracy z Antonio Conte. Każdy zna dobre strony Włocha, ale znane też są jego gorsze. Wydawało się, że duet Conte & Inter, to duet idealny. Dziś powoli zaczynamy dostrzegać, że ten projekt może ponieść kosztowne straty. W razie niepowodzenia Inter będzie musiał ponownie zatrudnić fachowca za sporą kasę, aby posprzątał po Antonio Conte.

KACPER KARPOWICZ

Zapowiedź 8. kolejki Serie A

Za nami najsłabsza serie spotkań, o której kibice calcio chcieliby, jak najszybciej o niej zapomnieć. Całe szczęście przerwa reprezentacyjna pozwoliła wygasić kiepskie wrażenia. Jednak wielu zawodników nie wróciło do klubów z powodu zakażenia koronawirusem.

Może w 8. kolejce nie będzie fajerwerków, ale na spotkanie Napoli – Milan powinny zostać zwrócone oczy kibiców. Najlepszym piłkarzem poprzedniej serii spotkań został zdobywca hat-tricka Henrikh Mkhitaryan. Ormianin doskonale rozpoczął sezon i jest jednym z liderów Romy. Bramka kolejki wybrana przez kibiców może budzić spore kontrowersje, ale z braku laku zwycięzcą został Aleksiej Miranczuk z golem przeciwko Interowi. A więc zapinamy pasy i pora zaprosić was do przeczytania zapowiedzi najciekawszych spotkań przyszłej kolejki na Półwyspie Apenińskim.


Napoli – Milan
Nie trzeba patrzeć w tabelę, aby uzmysłowić sobie, że grają ze sobą dwie świetne drużyny. Ile punktów by dziś miała ekipa Gennaro Gattuso, gdyby nie walkower z Juventusem? Możliwe, że Napoli dzieliłoby fotel lidera ze swoim najbliższym rywalem. Drużyna Milanu jest rewelacją, mimo ostatniego gorszego spotkania z Hellasem (2:2) można przecierać oczy ze zdumienia, jak drużyna Stefano Piolego weszła w sezon. W niedzielnym spotkaniu na ławce trenerskiej rossonerich zasiądzie Daniele Bonera, ponieważ wynik pozytywny na Covid-19 otrzymali Pioli i jego asystent. Będzie to ważne spotkanie dla Gennaro Gattuso, który przez lata grał na Estadio San Siro.

Do tej pory drużyny między sobą rozegrały 150 spotkań. Bilans jest bardzo wyrównany. Napoli wygrała do tej pory 44 spotkania, remis padł 49 razy, a Milan wygrał 57 meczów. Ostatnie 3 spotkania zakończyły się remisem, jaki wynik padnie w niedzielę o 20:45? Szykuje się nam świetne widowisko.

Juventus – Cagliari
Nie masz co robić w sobotni wieczór? To spotkanie jest idealne. Drużyna Andrei Pirlo robi znaczące postępy z meczu na mecz. Do gry wrócił Cristiano Ronaldo i Paulo Dybala. Częste rotacje w składzie bianconerich powodują, że ciężko przewidzieć jest podstawową „11” drużyny. W znakomitej formie jest Alvaro Morata, który nawet w reprezentacyjnych barwach pokazał się z wyśmienitej strony. Problemem może być defensywa Juve. W meczu nie zagra Giorgio Chiellini i Leonardo Bonucci. Do zdrowia i treningów na pełnych obrotach wrócił Matthijs de Ligt i jest wielka szansa, że wystąpi dziś od pierwszego gwizdka. Wczoraj mogliśmy przeczytać, że zakażony koronawirusem jest Diego Godin, kontuzję w meczu reprezentacji złapał Charalampos Lykogiannis, a Nahitan Nandez przechodzi kwarantanne po zgrupowaniu reprezentacji. Ciężko będzie Eusebio Di Francesco wybrać optymalny skład na mecz z mistrzem Włoch. Media rozpisują się, że to będzie wielki sprawdzian dla Sebastiana Walukiewicza. Polak imponuje formą od początku sezonu i jest liderem defensywy Cagliari. Na uwagę zasługuje w tym spotkaniu również Joao Pedro, który otwarcie przyznał, że czeka na powołanie do reprezentacji Brazylii. Pierwszy gwizdek już dziś o godzinie 20:45.

Hellas Verona – Sassuolo
Do trenera Hellasu Ivana Juricia pasuje idealnie stwierdzenie, że „potrafi zrobić coś z niczego”. Poprzedni sezon był bardzo udanym dla ówczesnego beniaminka, a piłkarze gialloblu byli łakomymi kąskami na letnim rynku transferowym. Z drużyną pożegnali się Amir Rrahmani, Marash Kumbulla, a Koray Gunter od początku sezonu mierzy się z osobistymi problemami. Mimo nowego tercetu obronnego, to nic się nie zmieniło. Dalej defensywa działa znakomicie. Liderem na boisku jest Mattia Zaccagni, który otwarcie przyznał że jego idolem jest Alessandro Del Piero i właśnie to na nim wzoruje się od najmłodszych lat. Sporo kontuzji w szeregach armii Ivana Jurica nie sprawia, że są na straconej pozycji. Prawdopodobnie na boisku zobaczymy dziś Pawła Dawidowicza. Ekipa Sassuolo jest prawdziwą rewelacją rozgrywek. Już nie mówi się o nich jak o „czarnym koniu”, a wszyscy kibice Calcio stawiają już przed nimi wysokie cele. Roberto De Zerbi jest na tyle ostrożny, że nie wybiega daleko w przyszłość i skupia się na najbliższych spotkaniach. Często o nich się mówi „mała Atalanta”, a ta drużyna wyrobiła sobie swój własny styl gry i porównanie do La Dei jest nie na miejscu. Do gry po zakażeniu koronawirusem wraca rewelacja początku sezonu Filip Djuricić. Brakuje też informacji o Francesco Caputo, który podobno otrzymał pozytywny wynik na Covid-19, ale klub jeszcze niczego nie ogłosił. Te spotkanie zaciekawić może każdego kibica, ponieważ na boisku obejrzymy oldschoolową piłkę Hellasu i nowoczesną grę Sassuolo. Zobaczymy kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia, które odbędzie się w niedzielę już o 15.

Inne spotkania
Nie można po raz kolejny przejść obojętnie obok niedzielnego starcia o godzinie 12:45. Debiut na ławce trenerskiej Fiorentiny zaliczy dobrze znany Cesare Prandelli. Jego drużyna zmierzy się z Benevento, które ma swoje problemy i gra poniżej oczekiwań. To jest dobry mecz dla jednych i drugich, aby zamazać plamy z wyników przed przerwą reprezentacyjną.
Mecz Inter – Torino to kolejne spotkanie o życie dla Marco Giampaolo. Drużyna granaty od początku sezonu gra poniżej oczekiwań i tak samo możemy powiedzieć o drużynie Antonio Conte. Jedni i drudzy muszą zagrać na 110%, ponieważ są na oczach i ustach zarządu.
Spezia w ostatnim meczu pokonała 3:0 Benevento. Zdaniem ich własnych kibiców, było to najlepsze spotkanie w całej historii klubu. Dziś czeka ich trudne zadanie, zmierzą się z Atalantą, która jest zawsze groźna. Drużyna Gasperiniego będzie chciała wrócić na właściwe tory, więc dziś o 18 zapowiadają się nam ekscytujące grzmoty.

Po każdej kolejce będzie można oddać głos na najlepszego zawodnika kolejki i najpiękniejszą bramkę. Będzie przeprowadzona ankieta. Natomiast Kacper Karpowicz będzie wybierał najlepszy skład kolejki oraz największe badziewie. Serdecznie zapraszamy!

KACPER KARPOWICZ

Luciano Gaucci, czyli jak być kontrowersyjnym

Luciano Gaucci urodził się w Rzymie 28 grudnia 1938 roku. Był przedsiębiorcą, sportowcem oraz właścicielem różnych klubów, takich jak Perugia, Viterbese, Sambenedettese i Catania. Był także prezesem AS Romy w latach 80, kiedy właścicielem klubu był Dino Viola. Posiadał ogromny majątek i miał własny zamek w pięknym mieście Acquapendente.

Najbardziej zasłynął z bycia właścicielem Perugii Calcio. W jego drużynie grał w latach 2000-2002 Koreańczyk Ahn Jung-Hwan, strzelec złotej bramki w 117 minucie dogrywki ćwierćfinału Mistrzostw Świata 2002 przeciwko Włochom. Italia po tej bramce pożegnała się z mundialem, a sam mecz można uznać za jeden z najbardziej kontrowersyjnych w finałach mundialu. Bramka zdobyta przez Ahna powinna zostać anulowana. Gaucci tuż po spotkaniu w telewizji wypowiedział się na temat meczu i samego zawodnika „Nie mam zamiaru płacić pensji komuś, kto zrujnował włoską piłkę nożną”. Agent Koreańskiego piłkarza od razu postanowił zerwać kontrakt swojego podopiecznego z klubem, sugerując, że Ahn boi się o własne życie i nigdy nie zdecyduje się na przylot do Włoch.

Luciano Gaucci był przyjacielem libijskiego polityka Muhammara al.-Kaddafiego. Ówczesny właściciel Perugii nie mógł odrzucić propozycji złożonej przez strapa i zaproponował podpisanie kontraktu z jego synem Saadim. Za wszystkim stał Silvio Berlusconi, który namawiał Gaucciego na ten transfer w celu poprawienia relacji libijsko-włoskich. Saadi był piłkarzem grifonów przez 3 miesiące, na boisku spędził tylko 15 minut w wygranym dość niespodziewanie meczu z Juventusem. Przygoda Libijczyka z Perugią trwała tak krótko, ponieważ w jego organizmie został wykryty doping. Piłkarz znalazł jeszcze zatrudnienie w dwóch Włoskich klubach, ale bardziej niż z kariery piłkarskiej został zapamiętany spoza boiskowych wydarzeń, o których nie ma sensu wspominać.

Podpis Saadiego nie był jedynym kontrowersyjnym transferem. Sam Gaucci zapowiedział, że niedługo w jego drużynie zagra kobieta. Był podobno już po pierwszych rozmowach z piłkarką, ale federacja Włoska pozostała nieugięta i zabroniła, żeby w jego drużynie zagrała kobieta.

Gaucci był właścicielem wielkiej firmy zajmującej się hodowlą i wyścigami konnymi o nazwie Allevamento White Star. Konie były jego największym hobby i spełnieniem marzeń. W wywiadach wielokrotnie powtarzał, że konie to całe jego życie i poświęca im więcej czasu niż rodzinie. Jego „maleństwa” jak nazywał swoje konie, brały udział w wielu wyścigach i turniejach, odnosząc wielkie sukcesy. Swojego ogierka sprzedał Sidneyowi H Craigowi, który odniósł z nim wielki sukces, wygrywając angielskie Epsom Derby w 1992 roku.

Historia z Perugią nie mogła trwać wiecznie. Ostatecznie klub w 2005 został bankrutem, a sam Gaucci miał sporo za uszami. Włoski rząd wszczął dochodzenia w sprawie jego i jego synów Alessandro i Riccardo. Został skazany za oszustwa podatkowe, ale chwilę wcześniej Luciano uciekł wraz z rodziną na Dominikanę. Przebywał tam aż cztery lata. Kilka lat wcześniej poślubił żonę, która była młodsza od niego młodsza o ponad 40 lat.

W 2009 roku wrócił do ojczyzny i oddał się w ręce policji. Został skazany na 3 lata pozbawienia wolności. Po odbytej karze wrócił do swojej posiadłości w Santo Domingo na Dominikanie, gdzie zmarł w lutym tego roku w wieku 81 lat.

KACPER KARPOWICZ

Lagerbäck vs Sørloth – kulisy konfliktu w reprezentacji Norwegii

Norwegowie czekają już 20 lat na kolejny występ na dużej imprezie. Ostatnią z ich udziałem było Euro 2000 w Belgii i Holandii. Warto wspomnieć, że w kadrze grali wówczas Henning Berg, Ståle Solbakken, Ole Gunnar Solskjær, czy John Carew. Pierwsza trójka od lat zajmuje się trenerką, a ostatni jest rozchwytywanym aktorem. Przez minione dwie dekady w Norweskiej piłce zmieniło się bardzo dużo. Jedno jednak zostało – tęsknota za występem na dużym turnieju. Z tego powodu porażka z Serbią bolała podwójnie i przyniosła bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Nie tylko te czysto sportowe. Temat konfliktu w reprezentacji Norwegii przeszedł w polskich mediach kompletnie bez echa. Dzisiaj postanowiłem nieco go przybliżyć.

O jedno zdanie za daleko
13 października, kilka dni po spotkaniu z Serbią Lars Lagerbäck organizuje spotkanie ze swoimi podopiecznymi. Zawodników podzielono na cztery grupy ze względu na pozycje. Na pierwszy ogień poszli napastnicy – Joshua King, Erling Haaland oraz Alexander Sørloth. Spotkanie nie poszło jednak po myśli selekcjonera.

Miała być kilkuminutową dyskusją, skończyło się na półgodzinnej kłótni. Sørloth zarzucał Lagerbäckowi zły dobór taktyki na spotkanie z Serbią. Eksperymentalne ustawienie z trójką obrońców nie zadziałało, o co pretensje miał 24-letni napastnik Lipska. Miał w tym sporo racji. Na spotkanie z Rumunią i Irlandią Północną Norwegowie wyszli klasycznym 4-4-2. Oba spotkania wygrali. Co więcej, spotkania te były popisem duetu Haaland – Sørloth. Nic nie wskazywało na to, aby w kadrze działo się coś złego, a jednak.

Konfrontacja Lagerbäcka z grupą napastników zakończyła się dość niespodziewanie. Według portalu VG selekcjoner opuścił spotkanie, ostro krytykując napastnika. „Jak możesz oceniać ten mecz, skoro nie widziałeś jeszcze żadnej powtórki!? Ja obejrzałem go już kilka razy. Poza tym, jak możesz zabierać głos, skoro nie trafiłeś na pustą bramkę w meczu z Cyprem!?” Lagerbäck trafił w czuły punkt. Mecz z Cyprem rozgrywany był późną jesienią 2018 roku. Sørloth nie ukrywa, że był to zdecydowanie najtrudniejszy moment w jego karierze. Nie mógł się przebić do składu Crystal Palace, a w reprezentacji był niezwykle nieskuteczny. Mimo wszystko Norwegia pokonała Cypr 2:0, a sytuacje Sørlotha nie zmieniłyby ostatecznego rezultatu. Dlatego właśnie słowa Lagerbäcka były nie tyle skandaliczne, co po prostu dziwne.

Więcej niż kapitan
W złagodzeniu konfliktu między Sørlothem, a Lagerbäckiem kluczową rolę odegrał Stefan Johansen – kapitan reprezentacji. Jego rola w kadrze od jakiegoś czasu była mocno kwestionowana. Pomocnik nie został przecież zgłoszony do gry w Premier League przez Fulham. Od sierpnia rozegrał trzy mecze w kadrze i zaledwie jeden w klubie. Co więcej, był to mecz 1/8 finału Carabao Cup, w którym Fulham przegrało z Brentford aż 3:0. Decyzja o dalszym powoływaniu go do reprezentacji była lekko mówiąc kontrowersyjna, szczególnie gdy przypomnimy sobie o ciągłym braku powołania dla Tokmaca Nguena (do którego zaraz wrócimy). Mimo wszystko Johansen udowodnił swoją wartość. Bynajmniej nie na boisku. Okazało się, że był on pośrednikiem między selekcjonerem a napastnikiem. Dużo rozmawiał z Sørlothem, uspokoił go i skłonił do przeprosin. Ugasił pożar, który kilka dni później ponownie wznieciły media.

Uwaga, mamy kreta!
Sprawę konfliktu w reprezentacji Norwegii od kilku tygodni opisuje dziennik VG. Portal jako pierwszy nagłośnił sprawę, cytując słowo w słowo kłótnię między napastnikiem reprezentacji, a jej szkoleniowcem. VG powołuje się na zeznania anonimowych graczy, którzy z wiadomych przyczyn nie zdradzili swojej tożsamości. O całej sytuacji zostały napisane dziesiątki artykułów, a sprawa z biegiem czasu zaczęła przypominać prawdziwą telenowelę. Problemem reprezentacji nie okazał się więc sam konflikt, a jego echo.

Gdzie jest Tokki?
Urodził się w Kenii, jego matka pochodzi z Etiopii, a ojciec z Sudanu. On sam zdecydował się jednak na grę dla Norwegii. Tokmac Nguen to kluczowy zawodnik Ferencvarosu. W tym sezonie ligi węgierskiej strzelił 6 bramek w 8 spotkaniach, a w Lidze Mistrzów postraszył FC Barcelonę (jego bramka niestety nie została uznana) i ukąsił Dynamo Kijów. Nie wystarczyło to jednak, aby otrzymać powołanie do reprezentacji Norwegii. Kibice reprezentacji wymyślili nawet specjalny hashtag, pod którym dyskutowali o pomijaniu napastnika przez Lagerbäcka mimo jego kolejnych świetnych występów. Selekcjoner tłumaczy, że Nguen znajduje się na szerokiej liście kandydatów do gry w kadrze. Nikogo to jednak nie zadowala, a już na pewno nie samego zawodnika.

ROZMOWA Z BENEM WELLSEM


O sytuacji w reprezentacji Norwegii opowiedział mi także Ben Wellss, który jest piłkarskim analitykiem, zajmującym się norweską piłką.

Co myślisz o aktualnej sytuacji w reprezentacji Norwegii? W ostatnich tygodniach na horyzoncie pojawiło się trochę problemów. Brak powołania dla Nguena, konflikt Lagerbäcka z Sørlothem, porażka w barażach z reprezentacją Serbii. Nie wygląda to zbyt dobrze.

B.W – Mimo wszystko uważam, że obecna sytuacja jest względnie pozytywna. Dotyczy ona najsilniejszej reprezentacji Norwegii od lat, a wokół zespołu nadal gromadzi się dużo pozytywnej energii. Oczywiście, jest też dużo problemów, które trzeba nagłaśniać. Lagerbäck ma swoich krytyków (w tym mnie), którzy zarzucają mu, że nie potrafi wycisnąć z tej kadry tego, co najlepsze. Kwalifikacja do Euro zawsze była dla Norwegów bardzo ważna, więc jej brak musiał spowodować pojawienie się nowych problemów i konfliktów. Brak Tokmaca Nguena też jest jednym z większych zarzutów skierowanych w stronę Lagerbäcka. Szanuję i lubię go jako trenera, ale nie sądzę, żeby był odpowiednim kandydatem do prowadzenia kadry przez następne lata.

Największym problemem kadry jest rzecz jasna wewnętrzny konflikt. Kto twoim zdaniem miał rację – Lagerbäck, czy Sørloth?

B.W – To skomplikowana sytuacja, nie oceniałbym jej w ten sposób, dlatego, że każdy ma swoją rację. Dobrze wiemy, że w każdym zespole zdarzają się mniejsze lub większe konflikty. Prawdziwy problem pojawił się, gdy sprawa została ujawniona, a nie pozostawiona za zamkniętymi drzwiami. Uważam, że Lagerbäck popełnił błąd w wyborze składu oraz taktyki na spotkanie z Serbią, ale jestem pewien, że dokonał też odpowiednich zmian w przerwie spotkania. Sørloth w większości miał rację. Lagerbäck popełnił kilka błędów, ale na koniec dnia to on jest trenerem, a Sørloth zawodnikiem do jego dyspozycji. Jego niezadowolenie powinno być wyrażone w szatni, a nie trafiać do mediów.

Mimo wszystko, przyszłość reprezentacji Norwegii wygląda bardzo obiecująco. Haaland, Hauge, Ødegaard… Czy mógłbyś określić, w jaki sposób Norwegia produkuje tak dużo niesamowitych talentów w ostatnich latach?

B.W – Moim zdaniem rozwój jest kwestią bardzo personalną i zależy od każdego zawodnika z osobna, ale jest kilka czynników, które wpływają na ogólny rozwój zawodników młodego pokolenia. Po pierwsze, w Norwegii znajdziemy dużo świetnych, młodych trenerów. Po drugie, coraz więcej młodych zawodników dostaje szansę na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej mimo braku doświadczenia (znakomitym tego przykładem są Omar Sahraoui – jedna z gwiazd Vålerengi Oslo, czy Jens Petter Hauge, który regularną grą w Eliteserien zapracował na transfer do Milanu – przyp. red.). Mają również możliwość treningu przez cały rok na sztucznych boiskach. Poprzednie pokolenia niestety nie miały takich możliwości.

Na koniec chciałbym się Ciebie zapytać o związki między Polską, a Norweską reprezentacją. Która z nich jest twoim zdaniem mocniejsza? Są między nimi jakieś podobieństwa? Dlaczego polscy fani powinni zainteresować się norweską piłką?

B.W – Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, aby oceniać waszą reprezentację, ale trzeba przyznać, że historycznie od zawsze byliście silniejszą (piłkarsko) nacją. Od jakiegoś czasu Norwegia zaczęła produkować wielu obiecujących graczy, co sprawiło, że reprezentację te zbliżyły się do siebie poziomem. Podobieństwo może wiec stanowić jakość piłkarska. Reprezentacja Norwegii może zainteresować Polaków na wiele sposobów. To obiecujący zespół, który posiada wielu utalentowanych technicznie zawodników. To świetny czas, na zainteresowanie się norweską piłką.

***

Słowa Bena przypomniały mi o jednej anegdocie, którą obrazuje jakie zmiany przeszedł skandynawski futbol w ostatnich latach. Pamiętam, że Aron Gunnarsson w wywiadzie po bardzo udanym, historycznym dla Islandii Euro 2016 opowiadał o swoich początkach. Twierdził, że dzieciństwo wykształciło u niego mentalność prawdziwego wikinga. O zostaniu piłkarzem marzył od dziecka, lecz w piłkę mógł grać tylko przez kilka miesięcy w roku. Jego największym wrogiem były warunki atmosferyczne, które dosłownie zamieniały lokalne boiska w lodowiska. Islandczyk musiał znaleźć alternatywę. Zaczął więc trenować piłkę ręczną. Gdy nie mógł kopać piłki, szedł na hale i trenował rzucanie. Po kilkunastu latach, trening szczypiorniaka spłacił się. To właśnie Gunnarsson wykonał rzut z autu po którym reprezentacja Islandii strzeliła gola Anglikom w 1/8 finału Euro. Selekcjonerem reprezentacji Islandii był wówczas właśnie Lars Lagerbäck.

Koronabingo – problemów ciąg dalszy
Życie nie znosi pustki. Kiedy wszystko wskazywało na to, że duża część problemów reprezentacji została już rozwiązana, na horyzoncie pojawił się kolejny, dużo groźniejszy przeciwnik. Mowa oczywiście o wirusie, którego nosicielem okazał się podstawowy obrońca kadry – Omar Elabdellaoui. Wkrótce okazało się, że z powodu jego zakażenia norweskie władze nie pozwolą zawodnikom na opuszczenie kraju. Według obecnych zaleceń rządu cała grupa powinna odbyć 10-dniową kwarantannę. Nikt oprócz Elabdellaouiego nie uzyskał jednak wyniku pozytywnego, a każdemu z zawodników przeprowadzono przecież dwa dodatkowe testy. Sprawę w swoje ręce wzięli wkrótce najważniejsi kadrowicze, którzy wystosowali do ministerstwa specjalne oświadczenie. Przeczytamy w nim między innymi, że:

„Przez cztery lata ciężko pracowaliśmy, aby przybliżyć się do awansu na mistrzostwa. Awansowaliśmy o ponad 40 miejsc w rankingach FIFA. Teraz możemy awansować do grupy A w Lidze Narodów i spotkać tam najlepsze drużyny w Europie. Możemy znaleźć się wśród 20 najlepszych krajów w Europie, co daje nam drugi poziom rozstawienia w kwalifikacjach do Mistrzostw Świata. Brak gry w międzynarodowych meczach przeciwko Rumunii i Austrii może szybko zniszczyć nasze sportowe ambicje zarówno w perspektywie krótko, jak i długoterminowej.”

Chaos? Mało powiedziane. Główny oficer ds. kontroli zakażeń w Oslo uważał, że reprezentacja narodowa może polecieć do Rumunii prywatnym samolotem. Z drugiej strony ministerstwo zdrowia uważało, że ​​przepisy na to nie pozwalają. A to wszystko przez jeden pozytywny wynik testu. Norwegowie w kwestii Covidowej są wyjątkowo skrupulatni. Tym razem ta skrupulatność odbiła im się czkawką. Piłkarze spędzili kilka godzin, czekając na oficjalną decyzję rządu. Ich oczekiwanie przerwało dopiero definitywne „nie” ministra zdrowia. Dzisiejszy mecz z Rumunią został więc odwołany, podobnie jak towarzyskie spotkanie z Izraelem kilka dni temu. Teraz pozostaje nam jedynie trzymać kciuki, aby nie zakończyło się ono walkowerem.

MACIEJ SZEŁĘGA

W jakiej materii poczynił postępy selekcjoner Brzęczek?

Pierwsze dwa lata pracy Jerzego Brzęczka można było podsumować mniej więcej tak: wyniki lepsze niż gra i proszę, niech już nic nie mówi. Wypowiedzią selekcjonera towarzyszył syndrom oblężonej twierdzy, który uwierał już nawet reprezentantów. W pewnym momencie można było się zastanawiać, czy aby przypadkiem Jerzy Brzęczek nie wmówił sobie, że jest bohaterem kreskówki, w której motywem przewodnim jest walka dobra ze złem i to właśnie jemu przypadł zaszczyt zbawienia świata przed działaniami ciemnej strony mocy?

Każdy gest, każde słowo, które zostało odebrane przez selekcjonera negatywne, stanowiło zapalnik. Wyglądało to trochę tak, jakby Brzęczek przed wystąpieniami publicznymi wsłuchiwał się w kawałek “Zaraz cię zniszczę” w wykonaniu Krystiana Pudzianowskiego. Pierwszym przykładem z góry jest reakcja selekcjonera na tweeta Michała Pola związanego ze zmianą szyldu. Brzęczek pękł i w ten sposób wyraził swoją złość na wpis twórcy Kanału Sportowego:

Czy mogę jeszcze pozdrowić jedną osobę? Chciałbym bardzo serdecznie pozdrowić w imieniu całej reprezentacji, w szczególności tej kadry piłkarskiej, jak i szkoleniowej, bardzo znanego eksperta, pana Michała Pola. Panie Michale, dziękujemy bardzo, że pan wierzy w tę reprezentację i chce pan zmieniać szyld bez udziału żadnego z tych zawodników. Dlatego też jeszcze raz bardzo serdecznie pozdrawiam w imieniu całej drużyny.

Podobnych sytuacji było przynajmniej kilka. To generalnie stawiało selekcjonera w bardzo złym świetle, bo kto chciałby stać się Don Kichotem, który z każdego może zrobić hejterski wiatrak? Kiedy na rynku ukazała się abstrakcyjną biografia Jerzego Brzęczka, wydawało się, że na naszych oczach pisze się ostatni rozdział związany z rozstaniem PZPN.

Don Kichot Z La Manchy : Miguel de Cervantes Saavedra : 9781987707144

Tymczasem przesłodzona biografia okazała się czymś w rodzaju oczyszczenia. Być może wraz z zebraniem niepochlebnych opinii i beczki pełnej beki Brzęczek zrozumiał, że znalazł się w rynsztoku po uszy, do którego sam zresztą się wpakował i zamiast kontynuować etap zanurzania, pora się z niego wydostać.

Zauważcie, że od tego momentu skończyło się lukrowanie czerstwego chleba i udawanie, że jest to sernik wiedeński. Po meczu z Bośnią przyznał, że nie można piać z zachwytu, ponieważ rywal od 15. minuty grał w osłabieniu. Podczas konferencji po spotkaniu z Ukrainą wspomniał, o tym, że byliśmy słabsi. Brawo! O to właśnie chodzi. Kibic nie lubi być oszukiwany. Oczekuje jedynie rzetelnej oceny. Nikt nie wymaga samobiczowania. Wystarczy pokazać kibicom, że dostrzega się oczywiste problemy bez zbędnego owijania w bawełnę.

Wcześniej mogło irytować stawianie reprezentacji w „Niekochanym” świetle. W każdym społeczeństwie znajdzie się garstka ludzi przejawiająca oikofobię, natomiast na ogół kibic reprezentacji nie życzy piłkarzom grającym z orzełkiem na piersi źle. Wręcz przeciwnie. Przecież nie na darmo w naszym kraju przed ekranami telewizorów zasiada kilkanaście milionów selekcjonerów, którzy za biało-czerwone barwy daliby się pokroić.

Może cieszyć, że Brzęczek dokonał ewolucji w dialogu z kibicami. Zastanawiam się tylko, po co była wcześniejsza gra oparta na przybieraniu maski? To całe tworzenie wyimaginowanej rzeczywistości i wzorce zapożyczone z końcówki pracy Jose Mourinho na Estadio Santiago Bernabeu, kiedy to Portugalczyk zajmował się kompletowaniem bazy wrogów, a skończyło się na tym, że to on stał się wrogiem numer jeden.

Wszelkie kontrowersje związane z jego osobą były owocem tego, że po prostu się zagubił. Przytłoczyła go presja towarzysząca tej funkcji od niepamiętnych czasów. Wraz z parafką na umowie z PZPN selekcjoner zyskuje status premiera polskiego sportu, a popularność rośnie w niewiarygodnie szybkim tempie, z którym nie poradził sobie selekcjoner.

Nie można wprost powiedzieć, że Brzęczek jest złym trenerem. Uczy się. Widać, że potrafi wyciągać wnioski, że kadra nabiera kształtu, choć nie z każdą decyzją można się zgodzić i wiele spotkań kadry pod wodzą Brzęczka irytowało. Jednak skoro kapitan naszej reprezentacji w jednym z wywiadów podkreślił, że nasz selekcjoner ma duże pojęcie o taktyce, to należy uwierzyć mu na słowo. Przeskok z poziomu Ekstraklasy na poziom reprezentacyjny jest ogromny. Można go porównać do przesiadki z samochodu klasy GT3 do pojazdu F1. Oba pojazdy przeznaczone są do ścigania, ale różnica prędkości, techniki prowadzenia oraz funkcjonowania zespołu jest uderzająca i potrzeba dużo czasu na wyrobienie sobie pewnych nawyków.

Otwarcie trzeba przyznać, że Brzęczek miał pod wieloma względami furę szczęścia. W spadku po Nawałce otrzymał dobre rozstawienie a w konsekwencji łatwą grupę eliminacyjną, z której udało się wywalczyć awans, co było obowiązkiem. Podejrzewam, że selekcjoner przynajmniej kilka razy wyłożył się na zaufaniu i wierze w niektórych piłkarzy, którzy nie potrafią przełożyć treningów na warunki meczowe. Nie można się też temu dziwić. Inaczej wygląda praca, z dajmy na to Danielem Łukasikiem, niż z Piotrem Zielińskim, przez co łatwo przecenić umiejętności względem przydatności dla zespołu.

Pozostaje, więc trzymać kciuki za kadrę. Chwalić za dobre mecze i krytykować za te słabe!

Zapowiedź 7. kolejki


W poprzedniej kolejce ligi włoskiej padło aż 36 bramek, najwięcej spośród topowych lig Europy. Oglądaliśmy świetną końcówkę w meczu Torino – Lazio, kiedy to piłkarze z Rzymu jeszcze w doliczonym czasie gry przegrywali 3:2, ostatecznie wygrali 3:4, po bramce Caicedo, który we Włoszech zyskał przydomek „Mr. 90 minuti”. Kolejne zwycięstwo w tym sezonie odnieśli piłkarze Milanu, pokonali na wyjeździe Udinese 2:1. Bramką kolejki według kibiców została wybrana przewrotka Zlatana w tym spotkaniu. Na największe słowa uznania w poprzedniej kolejce zasłużyła ekipa Sassuolo. Pokonali na wyjeździe 2:0 Napoli bez swoich największych ofensywnych gwiazd. Nie można przejść też obojętnie obok postaci Mussy Barrowa, który został wybrany najlepszym piłkarzem 6 kolejki. Kolejna nr. 7 zapowiada się jeszcze ciekawiej, każde spotkanie powinno przyciągnąć przed telewizory sporą widownię. Wszyscy liczą, że kluby Serie A podtrzymają świetną średnią zdobytych bramek na mecz wynoszącą ponad 3.5 (nie wliczając spotkania Hellas-Roma).


LAZIO – JUVENTUS


W ubiegłym sezonie na Stadio Olimpico odbyło się prawdziwe show w starciu tych ekip. Gospodarze pokonali Juventus 3:1. Wysoki poziom spotkania przeniósł się również na trybuny, gdyż tifosi Lazio przygotowali jedną z piękniejszych opraw tamtego sezonu. Obie drużyny mierzyły się w tygodniu w Lidze Mistrzów i obie mogą być zadowolone ze swojego wyniku. Co prawda biancocelesti zremisowali z Zenitem, ale przystąpili do niego bez swoich liderów. W meczu z Juventusem trener Inzaghi będzie mógł skorzystać z całej artylerii. Do gry wraca Luis Alberto i Ciro Immobile. Juve ma swoje problemy, piłkarzom brakuje zgrania na boisku i zrozumienia taktyki Andrei Pirlo, który znalazł się na celowniku włoskich mediów, którzy szukają już następcy na jego stanowisko. Ciąży na nim ogromna presja, ale w tym momencie na młodego trenera bianconerich nie można narzekać. Interesująco zapowiada się pojedynek pomiędzy Moratą, a Ciro Immobile. Będzie to 174 spotkanie w historii między drużynami. Aż 90 zwycięstw odnieśli aktualni mistrzowie Włoch, natomiast Lazio wygrała tylko 43 spotkania. Dziś wydaje się, że siły mogą być wyrównana. Spotkanie zostanie rozegrane w niedzielę o 12:30.



INTER – ATALANTA

Oba zespoły mają w ostatnim tygodniu problemy. Ich gra nie wygląda najlepiej, a w tygodniu odnieśli porażkę w Lidze Mistrzów. Mimo lekkiego dołka obie drużyny znajdują się w górnej części tabeli. Niedzielne spotkanie będzie sczególnie ważne dla Antonio Conte, ponieważ trener Interu znalazł się w ogniu krytyki. Mimo tak szerokiego składu, zawodnicy rezerwowi i nowo sprowadzeni do drużyny nie prezentują się dobrze. Kłopoty w defensywie są aż nadto widoczne u jednych i drugich. Inter stracił 10 bramek w 6 dotychczas rozegranych spotkaniach w lidze, a Atalanta straciła 13 goli. W niedzielnym spotkaniu prawdopodobnie nie zobaczymy Romelu Lukaku i Robina Gosensa. Ta dwójka jest niezastąpiona w układance Conte i Gasperiniego. Obie ekipy będą chciały zmazać kiepskie wrażenia po porażkach w środku tygodnia. Historyczne statystyki przemawiają za Interem, ale Atalanta nie ma zamiaru sprzedać tanio skóry. Mecz zostanie rozegrany w niedzielę o godzinie 15:00.


BOLOGNA – NAPOLI


Po sześciu kolejkach w meczach z udziałem rossoblu padło aż 23 bramek. Po zwycięstwie nad Atalantą, piłkarze z Neapolu byli chwaleni, ale ostatnie mecze sprawiły, że kibice zapomnieli o zwycięstwie 4:1 nad drużyną z Bergamo. Bologna przystępuje do spotkania po wygranej w ubiegłym tygodni 3:2 nad Cagliari. Do ofensywy ekipy Sinisy Mihajlović nie można mieć żadnych zastrzeżeń, natomiast problemy w obronie pogłębiają się z kolejki na kolejkę. Na tym wszystkim traci Łukasz Skorupski. Polski bramkarz notuje serię 39 meczów bez czystego konta. Trener Gattuso ma pełne poparcie u Aurelio De Laurentisa, ale ostatnie wyniki Napoli mogą martwić. Styl gry również nie wygląda dobrze. Wielkie problemy są w środku pola, duet Bakayoko & Fabian Ruiz gra poniżej oczekiwań i jest wielce prawdopodobne, że w tym spotkaniu od pierwszych minut zagości na placu Piotr Zieliński. Będzie to jego pierwszy występ od pierwszego gwizdka po zakażeniu koronawirusem. W tym spotkaniu warto obserwować Victora Osimhena, który nadal dociera się z zespołem, ale jeszcze nie świeci pełni blasku i Mussę Barrowa, który w ubiegłej kolejce został wybrany MVP. Początek spotkania w niedzielę o godzinie 18. 


POZOSTAŁE



Jeżeli ktoś zamierza spędzić niedzielny wieczór przed telewizorem, to powinien obejrzeć spotkanie Milanu z Hellasem. Ekipa Stefano Piolego odniosła kompromitującą porażkę na własnym stadionie z Lille w Lidze Europy. Chcą jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę, ale drużyna Ivana Jurica postawi trudne warunki.

Dzisiejszy mecz Sassuolo – Udinese może być idealnym przetarciem przed sobotnimi i niedzielnymi meczami. Do gry w ekipie neroverdich wraca Francesco Caputo i Domenico Berardi. Imponujące zwycięstwo odniesione na wyjeździe z Napoli potwierdziło, że pora przestać traktować drużynę Roberto De Zerbiego jako „czarnego konia” rozgrywek. Udinese w poprzedniej kolejce postawiło trudne warunki Milanowi, a nowe ustawienie wprowadzone przez trenera Gottiego może się sprawdzić lepiej niż gra z wahadłami. Pierwszy gwizdek już dziś o 20:45.

Mecz Benevento – Spezia na pierwszy rzut oka może nie brzmieć ciekawie, ale obie drużyny prezentują bardzo miły dla oka styl gry. Starcie beniaminków będzie ich pierwszym na poziomie Serie A. Faworytem jest ekipa Filippo Inzaghiego, ale Spezia potrafi zaskoczyć wyżej notowane zespoły, a ich pozytywny i radosny futbol zyskuje wielu fanów.

Kolejka nr 7 daje powinna przynieść wiele emocji oraz bramek. Pozostaje mieć nadzieje, że łatka „defensywnego Serie A” zniknie na dobre ze słowników, ponieważ piłkarze i trenerzy robią wszystko, by tak się stało.

PS Po każdej kolejce wybieram najlepszy skład kolejki oraz najgorszy. Przeprowadzone zostaną też ankiety z wyborami na najlepszego zawodnika kolejki i najpiękniejszą bramkę. Głosy możecie oddać na profilu na twitterze Kacpra Karpowicza. Serdecznie zapraszam!

KACPER KARPOWICZ

Italian man in New York – historia Pellegrino Matarazzo

Amerykańska piłka nożna od kilku lat przeżywa swój renesans. McKennie, Reina, Sargent, Weah… Tak utalentowanej reprezentacji Stany Zjednoczone nie miały jeszcze nigdy. Czasy w których o sile reprezentacji stanowili Donovan, Dempsey, Bradley czy Howard są już dawno za nami. To, co kiedyś dla amerykańskiego piłkarza był sufitem, dzisiaj jest jego podłogą. Co ciekawe, zależność ta dotyczy również trenerów. Znakomitym tego przykładem jest Jesse Marsch – szkoleniowiec RB Salzburg, którego drużyna napsuła w tym tygodniu krwi Bayernowi Monachium. Nie jest on jednak wyjątkiem. W Europejskiej piłce odnalazło się bowiem dwóch Amerykanów. Pierwszym z nich jest wspomniany Marsch, a drugim dzisiejszy bohater – Pellegrino Matarazzo, trener VFB Stuttgart. Amerykanin z włoskimi korzeniami, który odnalazł szczęście w Niemczech. Futbol dawno nie słyszał o takiej historii. Najwyższy czas ją opowiedzieć. 

Pellegrino Matarazzo urodził się 28 listopada 1977 roku w Wayne – niewielkim mieście nieopodal Manhattanu. Jest synem włoskich emigrantów, którzy przed laty osiedlili się na przedmieściach Nowego Jorku. Założyli tam farmę, która stała się domem dla całych pokoleń, w tym przyszłego trenera VFB Stuttgart. Młodego Pellegrino od najmłodszych lat pasjonowały dwie rzeczy – sport oraz nauki ścisłe. Co więcej, w każdej z tych dziedzin był niezwykle utalentowany. 

Matarazzo już jako dziecko posiadał ponadprzeciętne warunki fizyczne (ma 198 cm wzrostu). Nauczyciele od zawsze angażowali go więc w rozmaite dyscypliny sportu. Siatkówka, koszykówka, futbol. Rodzaj aktywności nie miał dla niego większego znaczenia. Grał w co mógł, choć od zawsze najbardziej lubił piłkę nożną. Nigdy nie zaniedbywał jednak nauki. Po latach ukończył Colombia University, w międzyczasie wciąż osiągając świetne wyniki sportowe. Szkoła wręczyła mu nawet nagrodę odkrycia roku. 

„Zawsze miałem coś z trenera. W wieku 20 lat byłem opiekunem na obozach i prowadziłem różne treningi dla dzieci. To była dla mnie naturalna ścieżka kariery”

PIŁKARZ Z DUSZĄ TRENERA

„Musiałem wybrać między karierą sportową, a naukową. Rodzice namawiali mnie do porzucenia sportu. -Musisz coś ze sobą zrobić, znaleźć pracę, kupić mieszkanie – powtarzali. Mieli w tym dużo racji, ale ja konsekwentnie odpowiadałem ”nie”. Chciałem dać sobie szansę.” 

Jego problemy zaczynają się po wylocie z kraju. Najpierw ląduje we Włoszech, gdzie bezskutecznie szuka klubu, udając się na testy do kilku klubów Serie B. Po 6 miesiącach wraca do USA.

Mimo wszystko decyduje się na poszukiwanie szczęścia w kolejnym kraju. Tym razem mowa o Niemczech. Karierę kontynuował w licznych zespołach profesjonalnych i półprofesjonalnych z niższych lig. W pewnym wieku zdał sobie jednak sprawę, że jest już po drugiej stronie rzeki i czas zająć się swoją przyszłością. Dostał dobrą ofertę pracy w banku, lecz ponownie wybrał futbol. Tym razem jednak gra była warta świeczki. W nowym fachu już po kilku latach osiągnął znacznie więcej niż podczas długoletniej kariery piłkarskiej. W roli grającego trenera odnalazł się znakomicie, co pozwoliło mu na zebranie cennego doświadczenia w młodym wieku. Karierę piłkarską zakończył oficjalnie w FC Nürnberg. Czasami koniec jest jednak początkiem czegoś wielkiego. Nie inaczej było tym razem.

„Zawsze byłem ciekawski. Dlatego też z wiekiem coraz bardziej ciekawiło mnie, jak daleko uda mi się zajść w sporcie. Ta ciekawość była moją motywacją przez większość kariery.”

MÓJ PRZYJACIEL GENIUSZ

Gdyby zdecydowano się nakręcić drugą część filmu „Beautiful Mind”, zapewne opowiadałaby ona o Julianie Nagelsmannie. To co 33-letni szkoleniowiec zrobił z Hoffenheim, a następnie RB Lipsk mówi samo za siebie. Dlatego też jednym z ciekawszych wątków historii amerykańskiego szkoleniowca jest długoletnia przyjaźń z niemieckim wizjonerem.

Matarazzo oraz Nagelsmann zaczynali przygodę z trenerką jako szkoleniowcy zespołów u17. Ich drużyny (FC Nürnberg oraz Hoffenheim) niejednokrotnie rywalizowały ze sobą w rozgrywkach juniorskich. Już wtedy nabrali do siebię dużego szacunku. „Przeciwko jego drużynie grało się bardzo ciężko” – wspomina po latach Nagelsmann. 

Poznali się jednak dopiero w 2016 roku na jednym z kursów organizowanych przez UEFA. Przez 10 miesięcy dzielili ze sobą pokój, a następnie zostali kolegami z pracy. Młody Niemiec był pod wrażeniem jego umiejętności taktycznych, więc wkrótce zaproponował mu przenosiny do Hoffenheim. którego właśnie został pierwszym trenerem. Początkowo Matarazzo prowadził drużynę u17, lecz już pół roku później został prawą ręką niedoświadczonego szkoleniowca. Jakiś czas temu ich drogi się rozeszły, ale ich przyjaźń przetrwała próbę czasu. „Wciąż utrzymujemy ze sobą kontakt. Gratulowałem mu awansu do półfinału Ligi Mistrzów, on mi awansu do Bundesligi” Jak się później okazało, nawet jego przenosiny do Stuttgartu, z którym wywalczył wspomniany awans miał związek z Nagelsmannem. Trener RB Lipsk niejednokrotnie sugerował włodarzom VFB, że Matarazzo to wielki fachowiec i warto mu zaufać. Nie mylił się.

„Gramy elastyczny futbol oparty na kilku zasadach. Zawsze dostosowuję styl gry pod przeciwnika, ale jest kilka filarów, których nie ruszam. Chcę grać ofensywny futbol, kontrolować spotkania i podejmować ryzyko.

AMERICAN DREAM

Grudzień 2019 roku. W jednym z domów nieopodal Sinheim dzwoni telefon. Zbliżają się święta, jeden z nielicznych okresów, gdy amerykańska rodzina spędza czas razem. Matarazzo nie był więc zbytnio zadowolony z dźwięku dzwonka. Mimo wszystko podnosi jednak słuchawkę. 

-Tak, słucham? 
-Dobry wieczór, z tej strony Sven Mislintat. Nie chciałby Pan może zostać trenerem VFB Stuttgart? 

Tak mniej więcej wyglądała pierwsza rozmowa Pellegrino Matarazzo z jego przyszłym pracodawcą, dyrektorem sportowym VFB Stuttgart – Svenem Mislintatem. „Jak dostałem tę pracę? Dobre pytanie. Odebrałem telefon i zostałem zapytany wprost, czy nie chciałbym może dołączyć do ich drużyny. Byłem zaskoczony, potrzebowałem trochę czasu. Do podpisania kontraktu wystarczyły trzy kolejne rozmowy. Sven jest niesamowitym człowiekiem, szybko złapaliśmy wspólny język.” – opowiada Matarazzo w jednym z amerykańskich podcastów.

Przed Amerykaninem postawiono jasne cele – awans do Bundesligi i rozwój młodzieży. Pierwszy jest już odhaczony, drugi konsekwentnie realizowany. Nie dość, że wywalczył awans, to stworzył jedną z najmłodszych ekip w lidze. Co ciekawe, jest również pierwszym Amerykaninem w historii, prowadzącym drużynę w Bundeslidze.

Okazały stadion, bogata historia oraz młoda, utalentowana kadra. VFB Stuttgart wygląda na zespół z dużym potencjałem, który w przeciągu kilku lat może wrócić do czołówki Bundesligi. Szczególnie, że za sterami ma prawdziwego fachowca.

MACIEJ SZEŁĘGA

Czy Milan jest w stanie zdobyć Scudetto?

Za nami już 6 kolejek, a w dalszym ciągu liderem Serie A pozostaje drużyna Stefano Piolego. Milan od początku sezonu zachwyca formą, choć wielu ekspertów nawet nie brało pod uwagę, że Rossoneri będą walczyli o mistrzostwo Italii. Ostatni raz tak dobry start rozgrywek odnotowali w sezonie 2003/04, kiedy trenerem był Carlo Ancelotti i zdołali sięgnąć po najważniejsze trofeum we Włoszech. Czy sytuacja się powtórzy i Milan zdobędzie Scudetto po 9 sezonach?

W ubiegłym sezonie spekulowano o możliwym przyjściu do klubu Ralfa Rangnicka, który miał objąć stanowisko trenera i dyrektora sportowego. Rozpoczęto nawet negocjacje, ale szybko z nich zrezygnowano, kiedy Stefano Pioli zaczął osiągać z klubem świetne wyniki. Zmienił ustawienie, a co za tym idzie, także styl gry. Drużyna Milanu nie przegrała od 23 spotkań. Trener Pioli otrzymał od zarządu wolną rękę co do transferów, wzmocnił klub na kilku pozycjach.

Najważniejszą postacią jest 39-letni Zlatan Ibrahimović. Można przecierać oczy ze zdumienia, kiedy oglądamy go na boisku. Wygląda lepiej fizycznie niż przed koszmarną kontuzją w barwach Manchesteru United. Ma na swoim koncie już 7 bramek w lidze, a jeszcze kilka tygodni temu walczył z koronawirusem. Jest dziś prawdziwą inspiracją i autorytetem dla wielu ludzi. Słowa wypowiedziane przez Szweda na filmiku ostrzegającym przed wirusem zdenerwowały wielu ludzi. Kontrowersyjne wypowiedzi Zlatana odbijają sie zawsze szerokim echem. Presja jaką wywiera na boisku na swoich kolegach jest dla nich świetną motywacją. U boku Ibry każdy piłkarz Milanu wygląda dużo lepiej. Transfer Ibrahimovica zimą ubiegłego sezonu okazał się strzałem w 11.

Nigdy nie widzieliśmy lepszego Simona Kjaera niż w ostatnich tygodniach. Nikt nie spodziewał się takiej formy Duńczyka, a sam piłkarz jest zaskoczony swoją formą i chwali współpracę z trenerem oraz Zlatanem. Kapitan Milanu Alessio Romagnoli ostatnio zmagał się z urazami, więc to Kjaer musiał przejąć pałeczkę i zostać liderem oraz mózgiem defensywy. Po powrocie z rekonwalescencji Romagnolego to Simon dalej pozostaje liderem. Wystrzega się błędów, potrafi dokładnie rozegrać piłkę od tyłu i dziś widzimy, że jego gra wygląda jak za najlepszych czasów Johna Terry’ego w Chelsea, który był autorytetem piłkarskim Kjaera.

Hakan Calhanoglu od zimy jest zawodnikiem nie do poznania. Czy to przyjście Zlatana wywarło na nim taką presję i Turek wykorzystuje 100% swojego potencjału? Na to wygląda. Wzbudził zainteresowanie innych klubów i angielskie media ujawniły poważne zainteresowanie ze strony Manchesteru United. Calhanoglu u Piolego występuje na „10”, zdobywa bramki i asystuje. Czego chcieć więcej od tak uniwersalnego pomocnika, który haruje dla dobra całej drużyny?

Można tak opisywać każdego piłkarza Milanu, który wydobywa 100% swojego potencjału ze Stefano Piolim u boku. Idealny człowiek na właściwym miejscu, te słowa trafnie pasują do aktualnego trenera Rossonerich. Połączenie młodego składu z doświadczeniem wychodzi na plus w drużynie Mediolanu. Kibice zaczynają wierzyć, że ten sezon będzie udany i nawet zdobędą Scudetto. Tak wielki klub, jak Milan musi wrócić do czołówki ligi włoskiej i grać w Lidze Mistrzów. Dziś czytamy, że Milan jest o krok od przedłużenia kontraktu z Gigim Donnarummą, a także Ibrahimoviciem. To kolejna wspaniała informacja dla czerwono-czarnych kibiców Mediolanu.

KACPER KARPOWICZ

Co robią dziś mistrzowie z Lazio?

Sezon 1999/2000 był dla kibiców Lazio cudowny. Zdobyli mistrzostwo Włoch, wygrali Coppa Italia, dotarli do ćwierćfinału Ligi Mistrzów oraz zdobyli Superpuchar UEFA, pokonując w finale Manchester United (1:0). Rzymianie mieli wówczas prawdopodobnie najlepszy skład w całej historii istnienia klubu. Trenerem był legendarny Szwed Sven-Goran Eriksson. Na platformie YouTube można znaleźć mnóstwo filmów z ostatniego spotkania w sezonie z Regginą, podczas którego kibice na Stadio Olimpico nie byli w stanie w żaden sposób kontrolować emocji. Po ostatnim gwizdku na murawie rozpoczęła się feta, a najbardziej zagorzali kibice postanowili wyciąć kępki murawy i potraktować je jak relikwie. Minęło już 20 lat i nadeszła pora sprawdzić, co słychać u członków legendarnego składu.

LUCA MARCHEGANI


Kiedyś solidny bramkarz Włoski o wyróżniającej się nowoczesnej technice bronienia. Świetnie grał na przedpolu, a przy tym miał niesamowitą elegancję w swoich paradach. Nie biła od niego nadmierna pewność siebie, ale piłkarze drużyny przeciwnej czuli respekt do niego. W mistrzowskim sezonie był już u schyłku kariery. W wywiadach powtarzał wielokrotnie, że był piłkarzem spełnionym, ponieważ zadebiutował w reprezentacji Włoch oraz zdobył scudetto. Dziś pracuje w studiu Sky Italia i jest szanowanym ekspertem. Miał też epizody jako komentator, a nawet użyczył głosu do włoskiej wersji PES w latach 2012-15. Jego syn Gabriele Marchegiani również jest bramkarzem, ale będzie mu bardzo ciężko dorównać sukcesom ojca.

ALLESANDRO NESTA


Mistrz Świata z 2006 roku. Był młodym chłopakiem, kiedy jako kapitan pierwszy raz zdobył scudetto. Nestą zaczęły interesować się bogatsze kluby i w 2003 roku podpisał kontrakt z Milanem. Można nazwać go legendą rossonerich, ponieważ rozegrał dla tego zespołu 224 spotkania i zdobył wiele tytułów. Alessandro nie miał szczęścia do wielkich turniejów, często łapał kontuzje, które uniemożliwiły mu grę. Nesta jest uważany za jednego z najlepszych obrońców ostatnich lat. Potrafił doskonale wyprowadzić piłkę, był twardy, silny, ale najbardziej rzucała się w oczy jego elegancja. Uwielbiał mierzyć się z przeciwnikami w poejdynkach 1 na 1. Był ścianą nie do przejścia. Dziś jest trenerem Frosinione i w ubiegłym sezonie otarł się o awans do Serie A.

SINISA MIHAJLOVIĆ


Dziś trener Bologni, a kiedyś doskonały obrońca. Był przywódcą, prawdziwym liderem oraz walczakiem. Potrafił doskonale wykonywać rzuty wolne, miał dobre podanie crossowe. Jest rekordzistą Serie A pod względem bramek ze stałych fragmentów. Dla Lazio rozegrał 126 spotkań i dziś jest miło wspominany oraz ciepło witany przez kibiców biancocelestich, kiedy przyjeżdżał jako trener z innymi zespołami. W dniu 13 lipca 2019 roku ogłosił, że zdiagnozowano u niego ostrą białaczkę. Mimo tak okropnej choroby nadal pełnił funkcję trenera Bologni. Przeszedł chemioterapię i przeszczep szpiku kostnego. W sierpniu uzyskał pozytywny wynik na koronawirusa. Sinisa wszystko pokonał i jest wojownikiem, od którego można czerpać inspirację.

DIEGO SIMEONE


Tego Pana nie trzeba nikomu przedstawiać. Mowa o jednym z najlepszych trenerów na świecie. Z Atletico zdobył prawie wszystko. Znany jest ze swojego energicznego prowadzenia drużyny, mówi się, że „gra razem z piłkarzami”. Argentyńczyk był zawodnikiem wszechstronnym i ciężko pracującym dla dobra drużyny. Nie robiło mu różnicy, jakie ma zadanie na boisku. Potrafił zagrać na „6” i jako ofensywny pomocnik. Boiskowym idolem Simoene był Lothar Matthaus. Jego syn Giovanni Simeone aktualnie występuje w Cagliari. Gio marzy o zrobieniu kariery na miarę ojca, ale zegar tyka, a Giovanni nie robi znaczących postępów.

PAVEL NEDVED

Zdobywca złotej piłki w 2003 roku był piłkarzem kompletnym. Włosi pokochali styl gry Czecha, który trafił do Lazio w 1996 roku. Był jednym z ojców scudetto w sezonie 99/00. Trener Sven-Goran Eriksson traktował Nedveda jako talizman i to od niego rozpoczynał wyjściowy skład. Z Lazio nie rozstał się w miłych stosunkach, klub sprzedał go do Juve, mimo że piłkarz zadeklarował pozostanie i podpisał nowy kontrakt. Kibice na Półwyspie Apenińskim nadali mu pseudonim „blind fury”. Nedved był świetnym piłkarzem, uwielbiał uderzać z dystansu. W 2015 roku Pavel został vice-prezesem Juve. Rodzina Agnellich jest zadowolona ze współpracy z Czechem.

SERGIO CONCEICAO

Na lewym skrzydle biegał Pavel Nedved, a na drugim Sergio Conceicao. Portugalczyk był bardzo szybki, uwielbiał dryblować i był bardzo wszechstronny, jak przystało na Portugalczyka. Po mistrzowskim sezonie z Lazio przeniósł się do Parmy. Miał bardzo udaną karierę piłkarską i dziś powoli spełnia się jako trener. Od kilku sezonów prowadzi FC Porto, które jest aktualnym mistrzem Portugalii. Na jego cześć nazwano malutki stadion znajdujący się w Coimbrze. Jego synowie powoli wchodzą do świata piłkarskiego.

ROBERTO MANCINI

Młodsi kibice kojarzą tego Pana z pracy trenerskiej. Zdobył mistrzostwo Anglii z Manchesterem City, pracował w Interze, a dziś chcę wrócić z reprezentacją Włoch na sam szczyt. Jako piłkarz był oddany jednemu klubowi – Sampdorii. Pozasportowe sytuacje sprawiły, że pod koniec kariery przeniósł się do Lazio i tak zdobył upragnione scudetto po raz drugi. Roberto ma trudny charakter, potrafił bić się nawet ze swoimi kolegami z drużyny o błahostkę. Juan Sebastian Veron powiedział kiedyś, że Mancini „ma trudną osobowość”. Były momenty, że Mancini prowadził autokar klubowy i sprzątał szatnie. Chciał robić wszystko. Nawet pod koniec kariery nie odpuszczał żadnych treningów i nigdy nie skarżył się na urazy.

SIMONE INZAGHI

Kiedyś był uwielbiany w niebieskiej części Rzymu, a dziś jest kochany. Po 13 latach zdołał wrócić z Lazio jako trener do Ligi Mistrzów. Simone jest świetnym szkoleniowcem, a warto pamiętać, że zastąpił na tym stanowisku Marcelo Bielsę, który po kilku dniach zrezygnował z pracy w Lazio. Inzaghi jako piłkarz zawsze był w cieniu swojego brata Pippo. W mistrzowskim sezonie nie zawsze wychodził w pierwszej XI, ale często wchodził z ławki. Był wtedy jeszcze młodym piłkarzem, którego czas miał dopiero nadejść. W barwach biancocelesti występował przez 11 lat. Przez całą karierę był porównywany do brata, byli do siebie bardzo podobni i prezentowali podobny styl gry.

SVEN-GORAN ERIKSSON

Szwed z Lazio zdobył drugie w historii klubu mistrzostwo kraju. Kibice zapomnieli, że w przeszłości był trenerem ich odwiecznego rywala. Na kanale 2AngryMan można obejrzeć wywiad z tym doskonałym byłym Szwedzkim trenerem oraz dowiedzieć się, jak Eriksson spędza czas na emeryturze. Odsyłam do tego materiału!

KACPER KARPOWICZ

Nowe oblicze Valencii

Sezon 2020/21 to jedna wielka niewiadoma i na ten moment Javi Gracia ma do dyspozycji jeden wielki plac budowy. Jakie transfery poczynili? Jaki pomysł na drużynę ma Gracia? Jak przebiegały sparingi? Co sądzą kibice Valencii?

Javi Gracia podjął się trudnej misji zbudowania silnej Valencii w mocno okrojonym składzie. Anil Murphy zapytany o to, czy ktoś jeszcze zawita na Mestalla przed startem ligi, odpowiedział tylko, że ma taką nadzieję. Nie powiało optymizmem, więc Gracii pozostaje sprawdzenie graczy, którzy wrócili z wypożyczeń. W sparingach nieźle prezentował się Jason, grając na jednej stronie z Danielem Wassem. Kilka lat temu piłkarz pochodzący z Hiszpanii zapowiadał się na świetnego gracza, ale jego kariera nigdy nie przyspieszyła. Ostatni rok spędził na wypożyczeniu w Getafe, pojawiając się na boiskach LaLiga w 20 spotkaniach, w których zdobył jedną bramkę i dołożył 4 asysty.

Niestety większość przygotowań stracił Carlos Soler, który jest piłkarzem dość uniwersalnym i w zależności od systemu może zagrać zarówno w środku pola, jak i na boku pomocy. Javi Gracia mocno wierzy w Kang-Ina, którego gwiazda w Valencii nadal nie rozbłysła pełnym blaskiem. Choć już kilka razy pokazał, że musi pracować nad swoim charakterem, to pod względem umiejętności należy upatrywać w nim przyszłą gwiazdę. Nowy trener Valencii podczas spotkań przedsezonowych szukał dla niego właściwej pozycji. Testował go między innymi w ustawieniu tuż za Maxim Gomezem. Gracia stara się dać do zrozumienia Koreańczykowi, że bardzo na niego liczy. Kang-In w spotkaniu przeciwko Levante założył opaskę kapitana, ale trzeba mieć na uwadze, to że Valencia przystąpiła do tego meczu z jedenastką, której średnia wieku nieznacznie przekraczała 20 lat.

TRANSFERY? GŁÓWNIE WYCHODZĄCE

Od dłuższego czasu w Valencia jest symbolem nieudolnego zarządzania, które sprawia, że klub popada w przeciętność. Alvaro Negredo – były piłkarz Valencii – w programie El Transistor przyznał wprost, że problemy klubu wynikają z niewłaściwego zarządzania klubem. Podobnego zdania jest Rodrigo, który przed meczem reprezentacji Hiszpanii stwierdził, że choć jest wdzięczny Valencii, to wieczne zmiany, które miały miejsce w tym klubie męczą zawodników.

Anil Murphy przyznał, że najlepiej byłoby pozyskać nowych zawodników tak szybko, jak to możliwe, ale w czasach niepewnej sytuacji ekonomicznej nie jest to łatwe. Tradycyjnie poprosił kibiców Valencii o cierpliwość – od dłuższego czasu ulubione słowo tego działacza – oraz podkreślił, że na rynku transferowym wciąż jest wielu piłkarzy w zasięgu klubu, którzy są zainteresowani grą na Mestalla.

O tym, że w klubie nie ma już Parejo i Ferrana Torresa nie ma sensu się rozpisywać. Obaj skonfliktowani ze sobą gracze opuścili klub, a to dowodzi temu, że ktoś długo zamiatał sprawę pod dywan, a potem sytuacja wymknęła się spod kontroli.

ŚRODKOWY POMOCNIK OD ZARAZ

Klub opuścił również Francis Coquelin, ale coraz częściej przewijają się informacje o możliwym odejściu Geoffreya Kondogbii, które oznaczałoby całkowity demontaż środka pola Valencii.

Klub z Mestalla był bliski wypożyczenia Yangela Herrery z Manchesteru City. Piłkarz zaliczył niezły sezon w Granadzie, a wielkim entuzjastą talentu Herrery jest jego były klubowy kolega David Villa – razem występowali w MLS – bardzo chwalił Wenezuelczyka i uważa, że może stać się graczem topowym. Negocjacje trwały bardzo długo, a krzyż na transferze postawiły kwestie formalne. W kadrze Valencii znajduje się już trójka graczy spoza UE – Gabriel (nadal czeka na hiszpańskie obywatelstwo), Maxi Gomez i Kang-In Lee. Podobno nadal możliwe jest wypożyczenie Matteo Guendouziego, ale czy ostatecznie do niego dojdzie?

POTRZEBA DOŚWIADCZONEGO STOPERA

Jedynym pewniakiem na ten moment wydaje się Gabriel Paulista, który był najsolidniejszym piłkarzem bloku obronnego Los Ches w poprzednim sezonie. Choć Eliaquim Mangala zdaniem wielu był już jedną nogą poza klubem, to Gracia postanowił dać mu szansę i dziś jego sytuacja wydaje się zdecydowanie lepsza, choć nie popisał się przy straconej bramce w sparingu przeciwko Villarreal. A co z Hugo Guilamonem? Nadal brakuje mu doświadczenia i wciąż nie wiadomo, co dalej z młodym obrońcą, ponieważ zdaniem hiszpańskich mediów trener oczekuje transferu Germana Pezzelli z Fiorentiny, który nie tak dawno występował na boiskach LaLiga w barwach Realu Betis. Pezzella jest obecnie kapitanem zespołu z Florencji, a jego klub oczekuje ofert na poziomie 15-20 milionów euro.

Przez moment Valencia była zainteresowana Diogo Leite z FC Porto, ale takiemu ruchowi sprzeciwił się Javi Gracia, ponieważ nie chce kolejnego niedoświadczonego piłkarza. Wszystko sprowadza się do tego, że w przypadku pojawienia się w klubie Pezzelli lub innego doświadczonego gracza, Valencia prawdopodobnie wypożyczy Hugo Guilamona do innego zespołu. Swoją drogą kilka miesięcy temu rozbawiły mnie doniesienia mówiące, że Guilamon prawdopodobnie zostanie odstrzelony z powodu niskiego wzrostu. Cóż. Chyba pion sportowy Valencii nigdy nie widział w akcji Roberto Ayali, który pomimo 176 cm wzrostu przez pewien czas należał do ścisłej czołówki defensorów.

PRZYDA SIĘ NASTĘPCA RODRIGO

Kolejny trudny do ugryzienia temat zważywszy na podejście władz Valencii, którym nie w smak płacenia za nowych zawodników. Chęć gry na Mestalla wyraził Borja Mayoral, ale Real Madryt nie ma zamiaru przyjmować ofert niższych niż 15 milionów euro. Nie można dziwić się drużynie mistrza Hiszpanii, ponieważ Lazio oraz Marsylia są gotowe sprostać ich oczekiwaniom. Mayoral ostatnie dwa sezony spędził w innym klubie z Walencji – Levante – i bardzo spodobało mu się życie w tym mieście. Poprzedni sezon był na ten moment jego najlepszym, ponieważ strzelił 8 bramek w LaLiga, ale nadal nie jest to wynik imponujący.

JAK MA GRAĆ DRUŻYNA GRACII?

Wyniki sparingów

Valencia 1:0 Castellon
Manu Vallejo

Valencia 2:1 Villarreal
Maxi Gomez x2 – Samu Chukwueze

Levante 0:0 Valencia

Valencia 3:1 Cartagena
Kang-In x2 oraz Jason – Gil

Jednym ze słów najczęściej powtarzanych przez piłkarzy oraz trenera Valencii jest intensywność. Takie podejście odpowiada szczególnie Danielowi Wassowi, który świetnie odnajduje się w drużynach, w których należy ciężko harować dla dobra zespołu.

Ponadto w wywiadzie dla klubowych pochwalił trenera za jego metody treningowe:

„Ma dobre pomysły, chce, żebyśmy grali z wielką intensywnością i to jest dla nas dobre. Tak właśnie trenujemy i bardzo mi to odpowiada (…) Trenowaliśmy od ponad dwóch tygodni z nowym sztabem trenerskim i czuję się bardzo dobrze, wszyscy są bardzo zadowoleni z treningów”.

Powracający z wypożyczenia do Osasuny, Toni Lato dodał, że piłkarze szybko polubili trenera i dadzą z siebie wszystko od samego początku. Kondogbia wspomniał o tym, że trener stara się dawać piłkarzom wiele prostych instrukcji, które szybko i łatwo mogą wcielić w życie. Nadal ciężko powiedzieć, w jakim ustawieniu wyjdzie Valencia na pierwsze spotkanie. W sparingach testowano m.in. systemy 4-4-2, 3-5-2 oraz 4-2-3-1.

STRAJK KIBICÓW

Manos LIMpias, czyli czyste ręce. Tak mianowano strajk kibiców Nietoperzy. Musicie przyznać, że jest to świetna gra słów. Zasadniczo wszystko sprowadza się do pogonienia z klubu właściciela, który delikatnie rzecz ujmując, ma w nosie zdanie fanów Los Ches. Z pewnością w poprawie PR-u nie pomogła Limowi jego córka, zamieszczając kilka miesięcy temu wpis o następującej treści:

„Niektórzy kibice tego klubu obrażają i przeklinają moją rodzinę. Czego oni nie rozumieją? To nasz klub i będziemy robić, co tylko chcemy i nikt nie ma prawa nic powiedzieć”.

Jak sami widzicie Lim i jego otoczenie, zamiast szukać kompromisu, cały czas dolewa benzyny do pożaru, który sam wznieca. Nie dziwi zatem, że fani stale bojkotują właściciela i powoli normą staje się stawianie zniczy w okolicach stadionu, co ma symbolizować powolną śmierć klubu wynikającą z postępowania właściciela.

Temat stadionu jest kolejną kością niezgody, ale już nie tylko pomiędzy kibicami a właścicielem, ale również władzami miasta. Lim zobowiązał się do ukończenia budowy Nou Mestalla, którego szkielet od kilku lat niszczeje. By doszło do remontu i oddania nowego stadionu, Lim musi sprzedać grunty, na których znajduje się obecny stadion Valencii, ale odrzuca każdą ofertę, uważając, że znacząco odbiegają od rzeczywistej wartości gruntów. Maksymalny termin oddania Nou Mestalla wyznaczony przez Radę Miasta w ramach Strategii Rozwoju Regionalnego przypada na 2025. Bez pieniędzy ze sprzedaży gruntów obecnego stadionu nie zostanie dokończony nowy, bo na jego remont potrzeba ok. 115 milionów euro.

Nadchodzący sezon będzie bardzo wymagający zwłaszcza dla fanów Los Ches. Klub znajduje się w podobnej kondycji do nowego stadionu. Za każdym razem, gdy może nam się wydawać, że w klub zaczyna zmierzać w dobrą stronę, to za moment przekonujemy się, że to tylko fałszywy alarm, bo przed nadal widnieje tylko betonowy szkielet. Moim zdaniem w obecnym kształcie sukcesem Valencii będzie znalezienie się w pierwszej szóstce na koniec sezonu 2020/21. Nie mam przekonania, że to już końcówka kłopotów tego zasłużonego klubu, ale bardzo bym chciał, by nietoperze nawiązali do sukcesów, które odnosił na Mestalla Rafa Benitez.

PAWEŁ OŻÓG

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑