Rusza LaLiga z nowymi i… starymi twarzami. „Monchi zrobi wszystko, aby kibice Espanyolu go zapamiętali”.

Powrót Deportivo de A Coruña do LaLiga, transferowe ambicje Realu Madryt, konflikt w Sevilli, problemy Rayo Vallecano i walka Hiszpanii z Marokiem o organizację finału mundialu 2030 – hiszpański futbol nie daje o sobie zapomnieć także poza boiskiem. Filip Kubiaczyk, prof. UAM, hispanista i historyk hiszpańskiego futbolu, w przedsezonowym wywiadzie dla Futbolowej Rebelii analizuje najważniejsze wydarzenia nadchodzącego sezonu. Mówi również o powrocie José Mourinho do Realu Madryt, przyszłości El Clásico oraz młodych talentach, które mogą wkrótce zachwycić kibiców LaLiga.

Bartłomiej Najtkowski: Deportivo de A Coruña wraca do LaLiga po długiej nieobecności. Pierre-Emerick Aubameyang, który przywitał się z nową drużyną efektowną podcinką w sparingu, a także Angeliño – to zaskakujące wzmocnienia, po tym beniaminku najwięcej pan sobie obiecuje? I jak Pan ocenia zmianę nazwy klubu, w końcu to dość nietypowy zabieg?

Filip Kubiaczyk, prof. UAM, hispanista, historyk, autor książek naukowych o hiszpańskim futbolu: Dla kibiców Deportivo powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej to duża sprawa. Oprócz drużyny z Galicji wróciły także Málaga CF i Racing Santander. Każdy z tych klubów ma rzesze oddanych, wręcz fanatycznych kibiców, zapewniających niepowtarzalną atmosferę na trybunach. Nie ukrywam, że czekam zwłaszcza na derby Depor-Celta.

Galicja w końcu doczeka się takiej derbowej rywalizacji, a czy ta trójka drużyn może z optymizmem podchodzić do nowego sezonu? Może jednak jest pewne memento.

Myślę, że podstawowym celem każdego z beniaminków będzie to, aby nie podzielić losu Realu Oviedo, który wrócił do pierwszej ligi, ale już po pierwszym sezonie spadł do drugiej. Co więcej, uważam, że każdy z tych klubów może okazać się rewelacją rozgrywek. Powrót Aubameyanga do Hiszpanii to dla mnie zaskoczenie. Czy może regularnie zdobywać gole dla nowej drużyny? Zdecydowanie! W ogóle nowi piłkarze, którzy trafili do Depor (oprócz Aubameyanga i wspomnianego Angeliño, są to między innymi: Jonathan Asp Jensen, Lorenzo Amatucci, Bright Ede, czy Teun Gijselhart, wydają się być zapowiedzią udanego sezonu dla tego klubu.

To prawda, przy czym szczególnie Auba, mimo zaawansowanego wieku, może sprawić sporo trudności bramkarzom rywali. Przecież już w pretemporadzie pokazal się z dobrej strony, a mamy w pamięci, jak swego czasu świetnie sobie radził w Barcelonie, mimo że niewielu uważało, iż spełni oczekiwania. Niemniej, na Depor warto zwrócić uwagę z jeszcze jednego, pozasportowego powodu?

Owszem. Kluby w Hiszpanii przyzwyczaiły nas do większych czy mniejszych modyfikacji swoich herbów. Deportivo również to zrobiło, poszło jednak o krok dalej: zmieniło nazwę. Jest to zabieg zrozumiały, gdyż chodziło w nim o dostosowanie nazwy klubu do nazwy miasta, zgodnie z obowiązującymi przepisami: (zapis A Coruña zastąpił poprzedni La Coruña  – była to wola większości akcjonariuszy). Zmiana ta została zamknięta w słowach: „Nowa tożsamość, to samo uczucie”.  Nowa nazwa została dobrze przyjęta przez kibiców, którzy widzą w niej podkreślenie znaczenia języka galisyjskiego dla tożsamości regionu. Co ciekawe, spotkała się także z uznaniem lokalnego rywala: Celta Vigo pogratulowała Deportivo tej decyzji w mediach społecznościwych.

Sevilla utrzymała się w LaLiga, ale Sergio Ramos nie przejął władzy w klubie z Andaluzji. José María del Nido Carrasco, przy wściekłości swojego ojca,będzie zatem pogłębiał kryzys, czy liczy pan na punkt zwrotny?

Tak, trawiona wewnętrznym konfliktem Sevilla FC zdołała utrzymać się w lidze. Przyznam, że przez długi czas wątpiłem, czy jej się to uda. Mimo to sevillistas nie mają ani chwili spokoju. Próba przejęcia władzy w klubie przez Sergio Ramosa tylko pogłębiła wewnętrzne napięcia. Doszło do tego, że główni akcjonariusze klubu publicznie zarzucili mu nieprofesjonalne zachowanie w trakcie negocjacji i próbę oszustwa oraz upublicznianie nieprawdziwych informacji o finansach klubu. Piłkarz odniósł się do tych zarzutów, zaprzeczając wszystkiemu i dodał, że  zawsze działał w dobrej wierze, a jego celem jest poprawa sytuacji w klubie. Fiasko prowadzonych rozmów i publiczne pranie brudów nie powinny nam przesłaniać ważnego aspektu: wielu kibiców klubu odnosiło się bardzo pozytywnie do planów Ramosa. Wygląda jednak na to, że na ustabilizownie sytuacji w klubie jeszcze poczekamy.

Real Madryt jest największym wygranym na rynku transferowym?

Jeśli oceniać te transfery przez pryzmat klasy sportowej pozyskanych piłkarzy to zdecydowanie robią one wrażenie (Denzel Dumfries, Yan Diomande, Bernardo Silva, Marc Cucurella, Ibrahima Konaté, Carlos Espí). Ile tutaj piłkarskiej jakości i talentu! Widać, że Florentino Pérez ma już dość dominacji FC Barcelony w lidze i podjął konkretne działania, aby coś zmienić. Same nazwiska to jednak nie wszystko, trzeba tych zawodników umiejętnie wkomponować w drużynę i spowodować, aby zaczęła  robić to, co jest esencją madridismo, czyli wygrywać. Za to odpowiadać będzie José Mourinho. Część kibiców Realu pokłada w nim duże nadzieje, a sami piłkarze podkreślają, że współpraca z Portugalczykiem wiele im daje, okazując mu szacunek.

Wciąż nie wiemy, czy FC Barcelona przechwyci Rodriego? Gdyby tak się stało, byłby to absolutny hit. Akurat w środku pomocy, mimo kontuzji Frenkiego de Jonga, Hansi Flick ma szerokie pole manewru, ale Rodri wrócił do formy i na amerykańskich boiskach był liderem La Roja. Jednocześnie w minionym sezonie zmagał się z kłopotami zdrowotnymi, ma 30 lat i dostanie lukratywną umowę, a zatem niektórzy mają powody do pewnego sceptycyzmu – jednak czy można wybrzydzać?

Nie wiemy jeszcze, czy Rodri rzeczywiście trafi do FC Barcelony. Jeśli tak się stanie, uważam, że mając obok siebie tak znakomitego fachowca i mentora, jakim jest Hansi Flick, może rozegrać na Camp Nou znakomity sezon. Podczas ostatnich mistrzostw świata był perfekcyjny, grał jak profesor. Miał bardzo duży wpływ na grę całej reprezentacji. Przypominał mi w tym wyczyny Fabio Cannavaro w reprezentacji Włoch na mundialu w 2006 roku.

Czy wraz z powrotem Monchiego do LaLiga, objęciem funkcji dyrektora sportowego Espanyolu wróci również jego słynne „czucie” rynku transferowego? To przecież fachowiec wysokiej klasy, choć w czasie pracy w Aston Villi było o nim nieco ciszej. W Sevilli był natomiast architektem polityki transferowej i jednym z ojców sukcesów klubu. Czy Espanyol może teraz liczyć na podobny efekt?

Z pewnością Monchi zrobi wszystko, aby kibice Espanyolu go zapamiętali. Wiele zależy od tego, czy nowi piłkarze, którzy trafili do klubu, poprawią jakość gry. Na chwilę obecną są to Álex Calatrava, Quilindschy Hartman, Gabriel Moscardo i Unai Núñez, ale Monchi liczy jeszcze na pozyskanie 2-3 zawodników. Warto wspomnieć, że Monchi przywitał się z nowym pracodawcą w oryginalny sposób, stwierdzając, że znalazł się w Katalonii ponieważ… nie miał żadnej możliwości powrotu do ukochanej Sevilli FC. Oczywiście, zaraz potem dodał, że jest w klubie, do którego chciał trafić, i który na niego postawił, przekonując go starannie przemyślanym i zaplanowanym projektem. W tym kontekście wspomniał o towarzyskim spotkaniu z nowym właścicielem i prezesem Espanyolu Alanem Pace, które zadecydowało o tym, że został dyrektorem sportowym klubu.

Wobec tego jestem ciekaw, czy spodziewa się Pan efektu nowości, świeżości, w końcu nowe władze na Cornella chcą zdziałać wiele i maję spore aspiracje. 

Zatrudnienie Monchiego to element strategii nowego właściciela, stojącego na czele grupy inwestycyjnej Velocity Sports Partners. W projekcie budowy tego „nowego Espanyolu”  nie chodzi o wydawanie astronomicznych kwot na nowych piłkarzy, lecz o rozłożone w czasie wzmacnianie klubu pod względem organizacyjnym i sportowym. Chodzi zwłaszcza o zapewnienie mu stabilizacji w ligowej tabeli, aby uniknąć spadków i powrotów do Primera División. Ma to być projekt ambitny, długofalowy i jednocześnie zrównoważony ekonomicznie. Czy dla kibiców Los Pericos nadchodzą spokojniejsze czasy? Przekonamy się już niedługo.

Rayo Vallecano pod względem organizacyjnym jest cały czas obrazem nędzy i rozpaczy? Mam na myśli stan murawy na Estadio Vallecas i awanturę wokół tego stadionu. Przecież to było groteskowe, ta sytuacja godzi w wizerunek całej ligi…

Mówiąc Rayo Vallecano należy mówić Raúl Martín Presa. To on, jako właściciel, prezes i największy akcjonariusz klubu podejmuje w nim wszystkie decyzje. Mimo że w poprzednim sezonie Rayo odniosło  historyczny sukces i zagrało w finale Ligi Konferencji, atmosferę w Vallecas od początku  prezesury Martína Presy psuje jego konflikt z kibicami. Stadion Rayo od wielu lat był zaniedbywany, co dziwi, gdyż  dbanie o niego jest obowiązkiem klubu. Prezes Rayo od zawsze odpiera zarzuty w tej sprawie, twierdząc, że stadion jest utrzymywany w czystości i sprzątany po każdym meczu, a winę za jego zabrudzanie ponoszą gołębie odchody (sic!) i nieprzychylni mu kibice, którzy mają celowo przynosić śmieci na stadion i robić im zdjęcia, które potem trafiają do mediów społecznościowych, aby go ośmieszyć… Trudno to nawet skomentować. Osobną kwestią jest tragiczny wręcz stan murawy na Estadio de Vallecas. Ostatnie wydarzenia z początku sierpnia 2026 r., kiedy to Wspólnota Madrytu cofnęła klubowi koncesję na użytkowanie stadionu z uwagi na jego stan zagrażający bezpieczeństwu i zobowiązała się do przeprowadzenia prac remontowo-naprawcznych, tylko to potwierdzają. Wszystko to, co działo się potem, czyli zamknięcie bram stadionu przez klub i nagłe sprzątanie krzesełek, magazynów oraz stosy śmieci, które po tym pozostały, pokazuje, w jaki sposób zarządzany jest klub.

Rayistas nie mogą więc być tryskać entuzjazmem u progu sezonu…

Nadchodzący sezon może być trudny dla Rayo. Z klubu odszedł bowiem znakomity, młody i perspektywiczny trener Iñigo Pérez, architekt ostatnich sukcesów. Czy Beñat San José będzie w stanie go zastąpić? Bilans meczów sparingowych przed sezonem nie napawa kibiców tego klubu optymizmem: Rayo wygrało tylko jeden mecz (z Charleroi 3:2) i aż trzykrotnie przegrywało (1:2 z Feyenoordem i Hearts oraz 0:3 z Ipswich Town). Do tego dochodzi niewiadoma związana ze stadionem, na którym Rayo będzie występować w roli gospodarza (20 sierpnia mecz Rayo-Deportivo Alavés ma odbyć się na stadionie w Leganés, choć w klubie cały czas liczą na to, że uda im się zagrać na Estadio de Vallecas…). Kłopotów w Rayo nie brakuje.

Abstrahując od ligowej piłki, przejdźmy do futbolowej geopolityki, ponieważ, jak wiadomo, Hiszpania i Maroko rywalizują o organizację finału MŚ 2030. Jak Pan ocenia dotychczasowe zmagania obydwu federacji i relacje gospodarzy kolejnego czempionatu globu, zważywszy na to, że kryzys migracyjny w Ceucie (zdaniem wielu obserwatorów geopolityki w istocie działania hybrydowe rządu w Rabacie) wstrząsnął opinią publiczną na Półwyspie Iberyjskim?

Przez długi czas w Hiszpanii panowało przekonanie, że finał mundialu odbędzie się na Santiago Bernabéu. W hiszpańskich mediach pojawiła się również informacja, że zostało to uzgodnione już w 2024 r. podczas spotkania hiszpańskiego premiera Pedro Sáncheza z prezesem FIFA Giannim Infantino. Obecnie jednak to optymistyczne podejście nie jest już tak powszechne. Rafael Louzán, prezes Królewskiego Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej jest krytykowany za małą aktywność w tej sprawie (do tej pory o finał w Madrycie zabiegał głównie prezes Realu Florentino Pérez, który ma bardzo dobre relacje z Infantino). Louzánowi nie pomagają  też wizerunkowo niektóre jego wypowiedzi. W jednym z wywiadów stwierdził na przykład, że finał musi odbyć się w Hiszpanii, wskazując jednocześnie na Santiago Bernabeu i Camp Nou. Dodatkowo podkreślił, że Maroko przecież „tylko” dołączyło do Hiszpanii i Portugalii. Za brak wsparcia dla finału na Santiago Bernabéu krytykowany jest również premier Hiszpanii. Co więcej, w Katalonii pojawiły się głosy, aby to Camp Nou było areną tak wielkiego wydarzenia (domaga się tego lider Partii Ludowej w Barcelonie Daniel Sirera). Również Joan Laporta stwierdził niedawno, że byłoby to dobre rozwiązanie.

Postawę hiszpańskich władz piłkarskich w tej sprawie do lipca 2026 r. określiłbym jednocześnie jako opieszałą i triumfalistyczną: uznały że finał w Madrycie to sprawa przesądzona i nie należy się martwić ani o nic zabiegać. Inaczej wygląda podejście w Maroku. Tamtejsza Federacja  ma wielkie ambicje i robi wszystko, aby mecz finałowy odbył się na powstającym, imponującym i nowoczesnym Hassan II Stadium. Maroko będzie walczyć do końca, aby ten cel osiągnąć.

Niedawne wydarzenia w Ceucie, jak również zbliżające się wybory na prezesa FIFA spowodowały zmianę sytuacji. Kryzys migracyjny z sierpnia 2026 r. sprawił, że trzy partie polityczne Vox, Sumar i Podemos ponad podziałami politycznymi zaapelowały o wykluczenie Maroka z roli organizatora, określając ten kraj jako partnera, któremu nie można ufać. Z kolei przedstawicielka Partii Ludowej Alma Ezcurra stwierdziła, że jeśli mecz finałowy miałby odbyć się poza terytorium Hiszpanii, to powinna ona w ogóle wycofać się z organizacji turnieju (według partii Vox przyznanie Maroku organizacji meczu finałowego byłoby dla Hiszpanii „upokorzeniem”). Dyskusję w tej sprawie zaogniły doniesienia medialne, o tym, że  Infantino miał niedawno obiecać finał Marokańczykom w zamian za wsparcie jego kandydatury w wyborach (FIFA miała temu kategorycznie zaprzeczyć). Aktualnie to, gdzie zostanie rozegrany mecz finałowy, zmieniło się w Hiszpanii w sprawę państwową. Sytuacja jest rozwojowa, a przed nami zapewne jeszcze wiele zwrotów akcji.

Swego czasu powiedział pan, że hiszpańskiej piłce, zwłaszcza w kontekście Klasyków, brakuje tak wyrazistych, polaryzujących postaci jak choćby Christo Stoiczkow przed laty. Nonkonformistą z pewnością jest Jose Mourinho, ale to inne czasy, on jest na innym etapie kariery niż wtedy, gdy toczył zażartą rywalizację z Barceloną Guardioli i czuł gorycz, gdyż Pep dostał wówczas angaż na Camp Nou kosztem niego. Teraz o wiele starszy Mourinho nie będzie już aż tak konfrontacyjny, zmityguje się trochę?

Przyznam szczerze, że samo El Clásico nie wywołuje już we mnie takich emocji, jak dawniej. W rywalizacji tej brakuje mi bowiem wyrazistych i charakternych piłkarzy, którzy podgrzewaliby atmosferę, zwłaszcza przed i po Klasykach, a doping na trybunach, zarówno na Camp Nou jak i na Santiago Bernabéu pozostawia wiele do życzenia. Miałem okazję przekonać się o tym osobiście podczas ostatniego starcia tych drużyn w maju br. na Camp Nou. Co więcej, dziś miejsce Stoiczkowa czy Gutiego, którzy byli znani z uszczypliwości w kierunku odwiecznego rywala zajęli prezesi obu klubów – Florentino Pérez i Joan Laporta – wchodząc ze sobą w publiczną polemikę dotyczącą tego kto – Real czy Barça – był w rzeczywistości klubem generała Francisca Franco i bardziej wpływał na decyzję sędziów. W tym sensie, w powrocie Mourinho na ławkę trenerską „Królewskich” można upatrywać „szansy” na cięte riposty i przytyki wymierzone w kataloński klub. Wydaje mi się jednak, że tym razem Mourinho nie zostanie zapamiętany z konferencji prasowych i wypowiedzi medialnych. Przyszedł do Madrytu w konkretnym celu: utemperowania szatni i zbudowania drużyny, zdolnej do zwyciężania na wielu frontach (liga, Puchar Króla, Liga Mistrzów). Od Mourinho oczekuje się przede wszystkim wyników i sukcesów sportowych, z tego też będzie rozliczany. Po dwóch ostatnich nieudanych sezonach wymagania wobec niego są bardzo duże. Zobaczymy, jak sobie z tym poradzi.

Myśli Pan, że w nowym sezonie rozbłyśnie kolejna perełka? Hiszpanie nie tylko zdobyli mistrzostwo świata w kategorii seniorów, ale też mistrzostwo Europy do lat 19. W tej drużynie grali już m.in. znani z występów w Barcelonie i Realu Xavi Espart i Thiago Pitarch, a czy widzi pan w jakimś graczu z owego zwycięskiego teamu przyszłą gwiazdę LaLiga? Nie jest tajemnicą, że często ci, którzy w młodzieżowej kadrze brylują, po latach nie potrafią utrzymać się na powierzchni w dorosłej piłce…

Hiszpania to prawdziwy „naród piłkarski’. Bogactwo  piłkarskich talentów w każdej grupie wiekowej jest tam wręcz oszałamiające (podobne sukcesy odnoszą także młodzieżowe drużyny kobiece). Z  Thiago Pitarchem i Xavim Espartem hiszpańskie media i eksperci wiążą duże nadzieje. Pitarch jest postrzegany jak  skromny i utalentowany piłkarz, który marzy o odnoszeniu  sukcesów z reprezentacją i „Królewskimi” (z uwagi na swoje marokańskie korzenie był też kuszony przez tamtejszą Federację, ale postawił na grę dla Hiszpanii). W stolicy Katalonii coraz więcej mówi się z kolei o talencie Esparta, wychowanka La Masii, którego ostatnio komplentował  Hansi Flick. Innym piłkarzem, którego warto śledzić jest Quim Junyent, wybrany piłkarzem mistrzostw Europy do lat 19., wychwalany za umiejętności taktyczne i techniczne, opanowanie na boisku, znakomite podania i doskonałą grę obiema nogami.  Zwróciłbym także uwagę na Manu Gonzáleza, który został wybrany najlepszym bramkarzem tego turnieju (nie wpuścił żadnego gola!). Wrażenie zrobił też na mnie José Antonio Morante. Jak widać, Hiszpania ma utalentowanych graczy na wielu pozycjach. Tylko pozazdrościć.

Grafika tytułowa została stworzona za pomocą AI

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑